„Wytłukliśmy ich wszystkich”. Wyklęci nie mieli dla nich litości

„Wytłukliśmy ich wszystkich”. Wyklęci nie mieli dla nich litości

Żołnierze Wyklęci
Żołnierze Wyklęci
Dodano 12
Żołnierze podziemia walczyli z komuną na śmierć i życie. Oto ich opowieści.

„Zapora” bezwzględnie wykorzeniał ormowców. Nie pamiętam żadnego, który wpadłby w nasze ręce i pozostał żywy. Milicjantów, jeżeli tylko nie dawali się we znaki ludności, puszczał wolno, ale ormowców nigdy. Ja się ich likwidowaniem nie zajmowałem, ale chętnych do tego nie brakowało. Działalność ta znacznie ograniczała infiltrację wsi przez komunistów. Niemniej jednak zdarzało się tak, że gdy kwaterowaliśmy w jakiejś wiosce, napatoczył się jakiś kapuś, który powiadamiał UB. Raz, pamiętam, coś takiego miało miejsce zimą. Zanocowaliśmy w jakiejś wsi i obława NKWD omal nas nie dopadła. Sprzątnęli wartownika i „Zapora” w ostatnim momencie zorientował się, że coś jest nie tak. Wyskoczyliśmy z chałup, w większości na bosaka, bo przecież po marszu buty trzeba było z nóg zdjąć. „Zapora” pozostawił część żołnierzy we wsi, by otworzyli ogień do napastników z NKWD, a z resztą przebił się z okrążenia i uderzył na napastników z tyłu. Wytłukliśmy ich wszystkich. Sama świadomość, że walczą z „Zaporą”, budziła w nich strach.

Wacław Gąsiorowski


Kiedy wyjrzałem na podwórko, oblał mnie zimny pot. Zobaczyłem tam kilkunastu ubowców. Cichutko wyszedłem na drugie piętro w oficynie, dzięki czemu mogłem obejść kamienicę i wyjść z boku. Przeprosiłem stojących w bramie dwóch ubowców i znalazłem się na ulicy. Ubowcy zauważyli chyba jednak moje zdenerwowanie, bo ledwie zdążyłem zrobić kilka kroków, gdy usłyszałem, jak jeden z nich mówi do drugiego: „Przecież to on, skurwysyn!”. Rzuciłem się biegiem we Wróblewskiego, potem w Pędzichów i koło Matki Boskiej na Długiej wskoczyłem do tramwaju. Motorniczy od razu przyspieszył i przez plecy zapytał:

Co, bezpieka?

Gdy potwierdziłem, nie zatrzymał się na rogu Długiej, pod zegarem. Stanął przy Plantach i polecił:

Uciekaj!

Czesław Naleziński

Czytaj także:
Polki wyklęte. Komuniści mordowali nawet matki niemowlaków

Wkrótce do restauracji Ziajki przybiegł sam sowiecki komendant Cićwierikow, którego imienia niestety nie pamiętam. Rymanowianie dobrze go zapamiętali, bo puszył się straszliwie. Chodząc po mieście, zachowywał się jak udzielny książę. Nie wiadomo, dlaczego przybiegł aresztować Żubryda sam. Może nie miał nikogo pod ręką albo tylko sobie chciał przypisać zasługę ujęcia groźnego bandyty? Wprost od drzwi ruszył do stolika, przy którym siedzieli Żubryd ze Skibą. Od razu zapytał:

Kak wasza familia (jak się nazywacie)?

Żubryd, który doskonale znał rosyjski, zapytał go:

Szto wam nada (na co wam to)?

Ten zaś dalej indagował:

Kak wasza familia?

Żubryd wyjął wtedy z kabury pistolet, położył na stoliku i powiedział:

Eto moja familia (oto moje nazwisko).

Cićwierikow zaczął wtedy uciekać. Żubryd strzelił za nim raz czy dwa i nie wiadomo, czy nie chciał go trafić, czy też źle wycelował, w każdym razie tylko drasnął tego Cićwierikowa gdzieś w ramię. Ten wyskoczył na Rynek i zaczął się drzeć jak opętany. W miasteczku podniósł się alarm, ale zanim Cićwierikow ściągnął posiłki, Żubryd i Skiba wsiedli na konie i odjechali.

Na drugi dzień Sowieci zrobili w Rymanowie obławę, ale nikogo nie złapali.


Julian Kilar


Pamiętam taką akcję na więzienie w Kraśniku. Podjechaliśmy do niego w siedmiu, w mundurach żołnierzy armii Berlinga. Pamiętam, że oprócz „Zapory” byli też z nami „Jur”, „Cygan”, „Opal” i „Duch”. „Zapora” zadzwonił do bramy, wartownik ją otworzył i wpuścił nas do środka. Przyszedł jakiś oficer i pod dyktando „Zapory” otwierał cele i wypuszczał z nich chłopaków związanych z konspiracją. Dopiero jak odjechaliśmy od Kraśnika jakieś dwadzieścia kilometrów, w miasteczku ogłoszono alarm. Ściągnęli nie tylko bezpiekę, ale i ogromny oddział ruskich. Ruszyli za nami z obławą, ale za późno. „Zapora”, przewidując pościg, wystawił kilka niewielkich oddziałów, które zaatakowały pogoń, wyciągając ją w las. My zaś odskoczyliśmy dalej, w zupełnie innym kierunku.

Wacław Gąsiorowski


„Mundek” z Czekańskim nie mieli szans. Funkcjonariusze UB nie wzywali ich nawet do poddania się; od razu puścili serię pocisków zapalających w dach chałupy Bajgera, krytej słomą. Strzecha od razu się zapaliła i cały budynek stanął w płomieniach. Ubowcy liczyli na to, że jeżeli „Mundek” i Czekański nie będą chcieli się upiec żywcem, wyskoczą i w świetle płomieni będą doskonale widoczni. „Mundek” wyskoczył przez okno i w tym momencie płonąca słomiana strzecha zawaliła się i go przygniotła. Czekański zdołał odskoczyć i ostrzeliwał się z erkaemu Diegtiariowa. Gdy wywalił cały magazynek, nie chcąc dać się wziąć żywcem, jak mi mówiono, strzelił sobie z pistoletu w głowę. Rano obu zabitych zawieziono na cmentarz w Targowiskach, wrzucono bez trumien do przygotowanego dołu za płotem i zakopano bez żadnych oznaczeń, zakrywając miejsce darniną.

Julian Kilar

Czytaj także:
Prawdziwy kat Wołynia - to on, a nie Bandera, był mózgiem ludobójstwa

Z naszego zatrzymania zapamiętałem też takiego Niedzielskiego. Gdy załadowali nas na pakę ciężarówki, zacząłem się śmiać. Wtedy ten pilnujący nas ubowiec Niedzielski powiedział:

Nie śmiej się, bo za dziesięć minut będziesz płakał.

Kiedy nas przywieźli do siedziby UB przy ul. Śląskiej 22, od razu nas poddali obróbce. Najpierw ustawili nas wszystkich na baczność w szeregu. Potem rzucili mnie na podłogę i zaczęli kopać. Pięciu ich chyba to robiło. Zmasakrowali mi twarz, mało nie połamali żeber… Dlaczego to robili, nie wiem. O nic mnie nie pytali, tylko tłukli. Chcieli chyba zastraszyć kolegów i pokazać im, że dostaną takie bicie, jak ich herszt, jeśli nie będą gadać.

Henryk Baldowski


Zginął również, choć nie w samej akcji, Jasio Chrząstkowski, mój przyjaciel i brat mojej pierwszej sympatii. Mieszkającym w Radomiu uczestnikom akcji kazano ukryć się w mieście. To było najłatwiejsze. Gdy Jasio wchodził do swojego domu, zastrzelił go ubek nazwiskiem Den. To było wieczorem. Den, będąc pod wrażeniem całej akcji i widząc, że w jego stronę idzie jakiś młody człowiek, bez słowa wyjaśnienia strzelił do niego. Warto wspomnieć, że ubecy wystawili w szpitalu zwłoki Jasia na widok publiczny. Liczyli na to, że ktoś go rozpozna i zdradzi im, kto to. Był jedynym synem swoich rodziców i zrozumiałe, że pani Chrząstkowska poszła do szpitala, zresztą jak wielu innych ludzi. Nikt jednak nie doniósł o tym UB. Nikt nie zdradził, kim był ten chłopak, choć Jaś był znany w całym Radomiu. Den, który zastrzelił Jasia, był Żydem. Nawet w upał chodził w zielonej skórze, z pejczem i z psem, jak gestapowiec. To wprost śmieszne, że małpował gestapowców, a przyjechał z wojskiem radzieckim jako ubek!

Zygmunt Mogiła-Lisowski


Raz omal nie wpadliśmy z dowództwem całego oddziału. Jechaliśmy na furze: ja z chłopem, do którego ona należała, a za nami siedzieli; „Zapora”, „Opal”, „Duch” i „Cygan”. Nagle jak spod ziemi wyrośli ubowcy. Padał deszcz, wszyscy jechali skuleni i nie zachowali ostrożności. Jak usłyszeli rozkaz: „Ręce do góry!”, to nawet „Zapora” usłuchał. Ja miałem wtedy granat siekany i parabellum. Pod marynarką wyszarpnąłem zawleczkę tego granatu i rzuciłem go między konie. Powstało straszne zamieszanie. Jedno zwierzę padło zabite, a kilku ubowców stojących obok zostało rannych. Siedzący na wozie za mną się opamiętali, dali ognia i ubowców już nie było. W rozpacz wpadł tylko furman, któremu żal było konia. „Zapora” oświadczył mu jednak, żeby się nie martwił, bo za konia zapłacimy.

Wacław Gąsiorowski



Powyższe fragmenty pochodzą z książki Marka A. Koprowskiego „Żołnierze wyklęci. Wspomnienia i relacje t. I” (wyd. Replika)

- wybór: p.z.

Czytaj także

 12
  • pejsbook IP
    Szkoda, że nie wytłukliście wszystkich polskich komuchów. Wtedy Stalin zrobiłby sobie z Polski kolejną republikę radziecką i zobaczylibyście, co "wywalczyliście" - debile bez mózgów.
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • Leopatriot IP
      Jak widze do komentowania lewizna się zleciała i uzewnętrznia swoje bóle tylnej częsci ciała .
      Dodaj odpowiedź 4 4
        Odpowiedzi: 1
      • Ja Ja holcwagen IP
        A jak! Pruli my do Słowian, aż krew sikała! Czekalim, aż linglezi przyjdą.
        Piep/rzone, niedouczone pachołki polinu.
        Dodaj odpowiedź 9 6
          Odpowiedzi: 1
        • Jabol IP
          Pisze,pytam i co?wszystko likwidowane po diabła
          Dodaj odpowiedź 1 0
            Odpowiedzi: 0
          • DWDWDW IP
            A gdzie te bandziory były gdy na Wołyniu wyrzynano Polaków?
            Dodaj odpowiedź 17 13
              Odpowiedzi: 0