Polski satrapa Stalina. To on był katem sowieckiej Ukrainy

Polski satrapa Stalina. To on był katem sowieckiej Ukrainy

Stanisław Kosior na sowieckim znaczku pocztowym z 1989 roku (W 1956 roku Kosior został zrehabilitowany)
Stanisław Kosior na sowieckim znaczku pocztowym z 1989 roku (W 1956 roku Kosior został zrehabilitowany) / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 7
Stanisław Kosior przez 10 lat rządził sowiecką Ukrainą jako stalinowski satrapa. Bezlitośnie walczył z kułakami, kompletnie rujnując tamtejszą wieś. Na koniec sam wpadł w tryby stalinowskiej machiny śmierci.

Magdalena Semczyszyn

Wśród bolszewików polskiego pochodzenia, którzy wierzyli do końca w swoje ocalenie, znajdował się zastępca przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych ZSRS, Stanisław Kosior. Jego nagłe zniknięcie w maju 1938 r. wywołało konsternację. Wicekomisarz obrony, Iwan Fiedko, miał skomentować wieści o aresztowaniu Kosiora słowami: „Przecież tacy jak on nie zdradzają!”. Kim był jeden z najgorliwszych towarzyszy Stalina?

Stanisław Kosior urodził się w 1889 r. w Węgrowie (gubernia siedlecka) w polskiej rodzinie robotniczej. Kilka lat później Kosiorowie wyruszyli za chlebem do Donieckiego Zagłębia Węglowego i osiedlili się w miasteczku Sulin. Tam Stanisław ukończył trzy klasy szkoły zawodowej i od 1904 r. pracował jako ślusarz. Po rewolucji lat 1905−1907 19-letni Kosior stanął na czele zakładowego komitetu Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji (SdPRR). Od 1911 r. był ciągle w drodze, a kolejne punkty na mapie podróży wyznaczały działalność spiskowa w Charkowie, Połtawie, Kijowie i Moskwie oraz aresztowania i zsyłka na Sybir (1915 r.).

W marcu 1917 r. polski komunista przewodniczył jednemu z rejonowych komitetów SdPRR(b) w Piotrogrodzie (Petersburg). Popierał radykalną linię partii, organizował opór bolszewików przeciwko poborowi do rządowej armii gen. Ławra Korniłowa. To zaowocowało awansem na stanowisko komisarza wojskowego Piotrogrodzkiego Komitetu Rewolucyjno-Robotniczego i oczywiście aktywnym udziałem w październikowym przewrocie. Wkrótce wyjechał na Ukrainę Prawobrzeżną, gdzie tworzył podziemne struktury KP(b)U.

W latach 1922−1925 Kosior był sekretarzem syberyjskiego biura KC RKP(b), następnie sekretarzem KC WKP(b). W tym czasie dał się poznać jako zatwardziały zwolennik Stalina. Zasada, która przyświecała Kosiorowi w tej grze, była prosta – ani na chwilę nie zwątpić w geniusz dążącego do jedynowładztwa Gruzina. Pasował jak ulał do słów wiersza Osipa Mandelsztama: „Cienkoszyich kacyków pełza rzesza gorliwa, on wiernymi półludźmi swoją partię rozgrywa”. Na fali walki z opozycją Kosior awansował na kandydata do Biura Politycznego (BP), a w 1928 r. otrzymał stanowisko sekretarza generalnego KP(b)U.

Czytaj także:
Stalin kontra geje. Komunistyczna wojna z homoseksualizmem

Przez następne 10 lat jako stalinowski satrapa rządził ukraińską republiką. Nie żywił szczególnego sentymentu do polskich działaczy komunistycznych ani nie przejawiał zainteresowania ideą unarodowienia komunizmu. Jak wspominał Nikita Chruszczow: „Narodowość nie była dla nas problemem. Kosior nie krył się z tym, że jest Polakiem. Nie musiał, bo nikogo nie obchodziła jego narodowość. Liczyło się tylko to, czy jest dobrym komunistą”. Na razie polskie pochodzenie wypominali mu jedynie prasa w II Rzeczypospolitej oraz niektórzy rozczarowani ukraińscy towarzysze, których oskarżono o „odchylenie nacjonalistyczne”.

Jego portrety zapełniały ściany szkół i fabryk, na jego cześć nazwano Kijowską Rozgłośnię Radiową, niezliczone ulice, a nawet jedno miasteczko w obwodzie dniepropietrowskim (Kosiorowo). W ZSRS zasługi Kosiora rozsławiał nazwany jego nazwiskiem parostatek pływający po syberyjskiej rzece Jenisej. Na co dzień patos mieszał się ze śmiesznością. Wśród mieszkańców republiki krążyły dowcipy o niskim i łysym przywódcy, każdy wart 10 lat łagrów.

Udział w represjach

Już u progu lat 30. Kosior osobiście nadzorował fabrykowane przez ukraińskie GPU (poprzednik NWKD) sprawy przeciwko wrogom i spiskowcom. Na ławie oskarżonych zasiedli przedstawiciele ukraińskiej inteligencji, duchowieństwo oraz polscy działacze komunistyczni, którym w 1935 r. po raz pierwszy zarzucono udział w mitycznej Polskiej Organizacji Wojskowej (POW), a także szpiegostwo na rzecz polskiego wywiadu i… przygotowywanie zamachu na Kosiora. Został on też zapamiętany jako pogromca ukraińskiej wsi.

W 1929 r. w Związku Sowieckim ruszyła kolektywizacja i tzw. rozkułaczanie chłopstwa. Chłopów skazywano na łagry, deportowano, konfiskowano im majątek, rozstrzeliwano ich i wypędzano poza granice kołchozów, skazując na śmierć głodową. Do historii przeszły słowa sekretarza generalnego: „Kułaka nie wolno dopuszczać do kołchozu nawet na odległość strzału armatniego” oraz „Kułak chce zdusić władzę sowiecką kościstą ręką głodu, ale my tę kościstą rękę zaciśniemy na jego gardle”.

Kolektywizacja, susza i konfiskaty zboża spowodowały ruinę ukraińskiej wsi, która już w 1931 r. znalazła się na granicy głodu. Rozpętał się tam terror. W 1932 r. skierowano na Ukrainę Wiaczesława Mołotowa, Łazara Kaganowicza, Pawła Postyszewa i przedstawiciela OGPU, Wsiewołoda Balickiego, którzy mieli patrzeć generalnemu sekretarzowi na ręce. Wściekły Stalin grzmiał: „Kosior prowadzi zgniłą dyplomację i lekkomyślnie odnosi się do skupu zboża”. Oddany aparatczyk wziął sobie do serca słowa krytyki. Pod naciskiem komisji kontrolnej organa bezpieczeństwa rozpoczęły poszukiwania ukrytej żywności, konfiskaty i aresztowania. Do końca 1932 r. za ukrywanie zboża rozstrzelano ponad 50 tys. osób i aresztowano 1,2 tys. przedstawicieli rzekomych „grup dywersyjnych” działających w kołchozach. W sierpniu 1932 r. Stalin wydał tzw. Dekret o pięciu kłosach, który za najdrobniejszą kradzież mienia kołchozowego przewidywał karę śmierci lub więzienia wraz z konfiskatą całego majątku. Według niepełnych danych do 1 grudnia 1932 r. w USRS za kradzież zboża skazano 17 710 osób.

W 1933 r. śmierć stała się codziennością. W szczytowym okresie wielkiego głodu z powodu skrajnego wyczerpania umierało 25 tys. osób dziennie, a GPU notowało 3,5 tys. przypadków kanibalizmu na ukraińskiej wsi. Kosior był uznawany za jednego z głównych winowajców śmierci głodowej przynajmniej 3,5 mln ludzi. Do jego pomysłów należały m.in. blokady żywnościowe nieposłusznych wsi przy użyciu wojsk GPU oraz zakaz opuszczania głodującej prowincji przez chłopów szukających ratunku w miastach (tzw. paszporty wewnętrzne).

Pomimo usilnych zabiegów kierownictwu USRS nie udało się osiągnąć 100 proc. planu skupu. W 1934 r. Stalin udzielił reprymendy ukraińskiej organizacji partyjnej i upokorzył Kosiora, mianując jego zastępcą Pawła Postyszewa. Od tego momentu gwiazda władcy ukraińskiej republiki zaczęła blaknąć. Podczas XVII zjazdu WKP(b) (1934 r.) urażony Kosior poparł podobno pomysł starej gwardii leninistów, aby na stanowisko sekretarza generalnego wysunąć kandydaturę Siergieja Kirowa. Pomysł ten najbardziej przeraził samego Kirowa, który doniósł o wszystkim Stalinowi. Zjazd przypieczętował autokratyzm jedynego władcy.


Ostatnie lata Kosior spędził na walce z „wrogami”. W latach 1934−1936 z jego inicjatywy przesiedlono do Donbasu i Kazachstanu kilkadziesiąt tysięcy rodzin z terenów przygranicznych USRS, w tym tysiące Polaków. Wszedł w skład komisji mającej wyjaśnić spisek Nikołaja Bucharina i Aleksieja Rykowa. Na jej posiedzeniach gwałtownie domagał się rozstrzelania oskarżonych. Na fali pierwszego procesu moskiewskiego (1935−1936) na Ukrainie skazano przeszło 8 tys. osób posądzonych o kontrrewolucję. Również z Kijowa wyszedł pierwszy sygnał do rozpoczęcia masowych represji antypolskich, które towarzyszyły likwidacji Marchlewszczyzny i polskich instytucji.

Wielki terror

Sygnałem do zmian na Ukrainie było postanowienie KC WKP(b) z 13 stycznia 1937 r. „O niedostatkach w pracy partyjnej na Ukrainie”. Jego treść godziła przede wszystkim w osobę drugiego sekretarza KC KP(b)U Postyszewa (do czego oczywiście przyłożył rękę Kosior), jednak również pod adresem pierwszego sekretarza posypały się oskarżenia o „zaśmiecanie organizacji partyjnych”. Gdy Stalin wezwał w marcu do inkwizycji w szeregach partii, delegat Kosior głośno domagał się daniny krwi i narzekał na opieszałość NKWD w tym względzie.

Jak za uderzeniem pierwszej kostki domina w niełaskę popadli kolejno szefowie krajowych, obwodowych i rejonowych komitetów partii. Wreszcie członkowie KC i BP kolejno trafiali do więzień. Stalin odgrywał w tym wszystkim rolę pana życia i śmierci, a jego gorliwi podwładni nakręcali czystki, by za chwilę paść ich ofiarą.

Latem 1937 r., na XIII zjeździe KP(b)U, Kosior kajał się i wskazywał, że problemem republiki są „niemieccy i polscy faszyści, którzy cały czas wyciągają ręce w stronę sowieckiej Ukrainy”. Polskich dywersantów oskarżał m.in. o trucie bydła w ukraińskich kołchozach. Jego podpis widnieje także pod rezolucją w sprawie słynnego rozkazu Nikołaja Jeżowa nr 00485, na podstawie którego rozpoczęto w Związku Sowieckim operację polską. Ten sam rozkaz stał się wkrótce dla Kosiora wyrokiem śmierci.

W niełaskę popadli dawni współpracownicy Kosiora, m.in. dowódca Armii Czerwonej Jona Jakir. Kosior publicznie wyparł się go, grzmiąc z mównicy na sierpniowym plenum KP(b)U: „Wszelkiej kontrrewolucyjnej swołoczy jest jeszcze dużo na Ukrainie”. W tym samym czasie zdemaskował „wroga ludu”, szefa RKL USRS, Panasa Lubczenkę, a po jego samobójstwie z satysfakcją obwieścił, że tragedia ta potwierdziła tylko przypuszczenia partii. Na biurko pierwszego sekretarza trafiały sfabrykowane protokoły przesłuchań i spisy skazanych m.in. w sprawach o polskie szpiegostwo. Ukraińskie NKWD wyrabiało „normy” i wydawało się, że Kosior mógł spać spokojnie. W grudniu 1937 r. razem z szefem ukraińskiego NKWD, Izraiłem Leplewskim, świętował 20-lecie organów WCzK-GPU-NKWD. Pracownikom, którzy wyróżnili się „na froncie walki z wrogiem”, wręczył w nagrodę złote zegarki.

W styczniu 1938 r. Stanisław Kosior został nieoczekiwanie odwołany do Moskwy. Co prawda powodem był awans na stanowisko zastępcy przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych ZSRS, jednak zaczęto szeptać, że Stalin nie był zadowolony z sytuacji na Ukrainie. Miejsce Kosiora zajął Nikita Chruszczow, który dokończył dzieło czystek w aparacie partyjnym.

Szybko okazało się, że awans również nie stanowił dla Kosiora żadnej ochrony. W kwietniu 1938 r. NKWD aresztowało jego brata Kazimierza, komisarza przemysłu leśnego USRS. W błagalnym liście do Stalina Stanisław Kosior odcinał się od brata i zapewniał o swojej niewinności: „Brat nigdy nie był mi bliski. […] Towarzyszu Stalin, wszystko to jest bez wątpienia zmyślone przez Kazimierza Kosiora, od początku do końca […]. Nie mogę sobie wyobrazić, że partia straciła zaufanie do mnie […]. Żyję i będę żył wiarą w prawdę partii i w Waszą, towarzyszu Stalin, umiejętność oceny ludzi, w najbardziej trudnych warunkach”.

Czytaj także:
Dla Lenina zabił własnego ojca. W nagrodę został władcą łagrów

Ocena Stalina była prosta: „aresztować”. 3 maja 1938 r. Kosiora okrzyknięto wrogiem ludu. Podczas śledztwa początkowo nie przyznawał się do winy. Był przesłuchiwany przez „gwiazdę” Łubianki, mjr. Uszakowa, pozbawionego wszelkich skrupułów sadystę. Chwaląc się demaskacją Kosiora, Uszakow mówił: „W całym komisariacie, nie wyłączając kierownictwa, wiedziano, że żaden inny śledczy nie obrabia tak skrupulatnie swoich aresztowanych i nie potrafi jak ja wyciskać z nich faktów”. Drugim śledczym preparującym sprawę Kosiora był zastępca szefa Oddziału Śledczego NKWD, Boris Rodos, również znany z pomysłowości w zadawaniu tortur. Byłego przywódcę partyjnego złamano w wyjątkowo obrzydliwy sposób. Na oczach Kosiora funkcjonariusze zgwałcili jego 16-letnią córkę, Tamarę. Dziewczyna zaraz po wyjściu z aresztu rzuciła się pod pociąg.

Kosior przyznał się do wszystkiego: kierowania zmyśloną Komendą Główną POW, współpracy z polskim i niemieckim wywiadem, wywołania „sztucznego głodu na Ukrainie” w 1933 r. na polecenie polskich władz (!), spiskowania z trockistami, syjonistami, eserami, mieńszewikami… Kluczową rolę w formułowaniu oskarżeń pod adresem Kosiora odegrało jego polskie pochodzenie. Paradoks, bo przecież dla „dobrego komunisty”, za jakiego się uważał, nie miało ono nigdy znaczenia.

Stanisław Kosior został rozstrzelany 26 lutego 1939 r. Ofiarami represji padli także członkowie jego rodziny. Rozstrzelano jego żonę, Jelizawietę, i trzech braci – wszyscy byli działaczami partyjnymi. Czwarty, Józef, zmarł na krótko przed rozpoczęciem czystek. Stalin nakazał zlikwidować jego grób, a szczątki spalić. Rok 1938 r. przeżył jedynie syn Kosiora, Władimir. W 1942 r. jako żołnierz Armii Czerwonej zginął pod Leningradem. W następstwie sprawy Kosiora aresztowano na Ukrainie kolejne kilkanaście tysięcy osób.

W 1956 r. Nikita Chruszczow w słynnym referacie wygłoszonym na XX zjeździe KPZR poświęcił sporo miejsca Kosiorowi. Z właściwą sobie hipokryzją twierdził, że nie znał okoliczności aresztowania swojego poprzednika ani nie rozumiał, dlaczego na śmierć skazano wówczas tak wielu dobrych towarzyszy. Kilkadziesiąt lat później z archiwów rosyjskich wypłynął stenogram wystąpienia Chruszczowa podczas konferencji partyjnej ukraińskich wojsk pogranicznych NKWD z lipca 1938 r. Dziękując funkcjonariuszom za ciężką pracę, podkreślił: „Waszą wielką zasługą jest zdemaskowanie bandyty Kosiora. Ten piłsudczyk zajmował kluczowe miejsce na Ukrainie i wykonywał od początku do końca wszystkie rozkazy Piłsudskiego i jego polskiej bandy”. W marcu 1956 r., na osobisty wniosek Chruszczowa, Kosior został pośmiertnie zrehabilitowany.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 4/2016
Artykuł został opublikowany w 4/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 7
  • Adrian IP
    Stalin i jego wierchuszka to byli zwyrodnialcy, zastraszeni przez potwora wszech czasów jakim był ten pokraczny gruzin.
    Dodaj odpowiedź 6 1
      Odpowiedzi: 1
    • intervojager IP
      No to za wyczyny Kosiora Ukraincy podziękowali nam Wołyniem.
      Dodaj odpowiedź 2 14
        Odpowiedzi: 2
      • StanisławB IP
        Czytam tytuł i dalej "Stanisław Kosior urodził się w 1889 r. w Węgrowie (gubernia siedlecka) w polskiej rodzinie robotniczej. Kilka lat później Kosiorowie wyruszyli za chlebem do Donieckiego Zagłębia Węglowego", myślę sobie, a jestem w Gdańsku prawie całe, niekrótkie życie, ci wszyscy kilkulatkowie co ostatnio osiedlili się w tym mieście to Gdańszczanie, czy jeszcze nie. A jak dorosną to będą Gdańszczanami czy nadal nie?
        Dodaj odpowiedź 8 4
          Odpowiedzi: 0