Polski lotnik Stalina. Niewiarygodna historia braci Lewoniewskich

Polski lotnik Stalina. Niewiarygodna historia braci Lewoniewskich

Sowiecki samolot doświadczalny Tupolew ANT-25. Na takiej maszynie latał Sigizmund Aleksandrowicz Lewoniewski.
Sowiecki samolot doświadczalny Tupolew ANT-25. Na takiej maszynie latał Sigizmund Aleksandrowicz Lewoniewski. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 1
Obaj należeli do najwybitniejszych pilotów swoich czasów. Jeden latał z biało-czerwoną szachownicą, a drugi z… czerwoną gwiazdą. Dzięki swoim niezwykłym osiągnięciom Sigizmund (Zygmunt) Aleksandrowicz Lewoniewski był na ustach całego Związku Sowieckiego.

Hasło: „Komsomolec na samolot” było w połowie lat 30. szeroko rozpowszechnione wśród młodzieży sowieckiej. Stalin przystąpił do budowy potężnej floty powietrznej, zdolnej odeprzeć każdy atak połączonych sił światowego imperializmu przeciwko władzy robotników oraz chłopów. I prawie u każdego na ustach było imię pierwszego sowieckiego pilota – stalinowskiego sokoła – Sigizmunda (Zygmunta) Aleksandrowicza Lewoniewskiego. W świadomości ludzi sowieckich jeszcze świeża jest pamięć o „żelaznym Feliksie” (Dzierżyńskim), symbolu niezłomności bolszewickiej. Nikomu nie przeszkadza tak wyraźnie polskie imię i nazwisko pilota – jednego z pierwszych bohaterów Związku Sowieckiego. Prawie nikt z tych fanatycznych wielbicieli wielkiego Sigizmunda nie podejrzewa, że ich idol ma wrogie pochodzenie (szlachta polska) i jest daleki od fanatyzmu komunistycznego. Do bolszewików sprowadził go przypadek, chęć ratowania rodziny przed głodem oraz obsesyjna miłość do latania. Na dodatek to nowe „bożyszcze” komsomolców miało starszego rodzonego brata, Józefa – kapitana Wojska Polskiego, najgroźniejszego rywala Armii Czerwonej, armii „Polski faszystowskiej”.

Zygmunt Lewoniewski został bohaterem Związku Sowieckiego za udział w ratowaniu członków załogi statku „Czeluskin”. W latach 1934–1937 nazwisko Lewoniewskiego szeregowy obywatel sowiecki kojarzył z wielkimi osiągnięciami i niesamowitą rozbudową lotnictwa. Jego imieniem nazywano drużyny pionierskie i komsomolskie, jego portrety noszono na manifestacjach pierwszomajowych. Do dziś w ponad 40 miastach na terenie byłego Związku Sowieckiego zachowały się ulice, place, dzielnice miast noszące imię Lewoniewskiego. Są również linie energetyczne go honorujące oraz statki...

Bracia Lewoniewscy urodzili się w Sankt Petersburgu. Starszy Józef – w 1898 r., młodszy Zygmunt – w 1902 r. Rodzina Lewoniewskich (ojciec Aleksander i matka Teofilia z Biziuków)mieli rodowód szlachecki i pochodzili z Podlasia (Sokółka). Do stolicy imperium przeprowadzili się w poszukiwaniu pracy i awansu społecznego.Rewolucja bolszewicka rodzinę Lewoniewskich w Piotrogrodzie, tak jak większość polskich rodzin szlacheckich, postawiła w sytuacji skrajnej nędzy i ubóstwa. Dlatego zaledwie 15-letni Zygmunt zapisał się do Armii Czerwonej, do tzw. prodotriadu. Na podstawie rządowego rozporządzenia rodziny żołnierzy „prodotriadów”miały prawo do zaopatrzenia w produkty żywnościowe poza kolejnością.Dzięki ofiarności Zygmunta Lewoniewscy byli w stanie zarówno uniknąć śmierci głodowej, jak i zgromadzić odpowiednie środki na powrót na początku 1919 r. do odrodzonej ojczyzny.

W Polsce starszy z braci Józef prawie natychmiast zapisał się do Wojska Polskiego. W szeregach 1. Pułku Szwoleżerów walczył w Bitwie Warszawskiej. W sierpniu 1920 r. otrzymał przydział do grudziądzkiej Szkoły Podchorążych Kawalerii. Po jej ukończeniu, jako podchorąży, został przeniesiony do 11. Pułku Ułanów, gdzie uzyskał stopień podporucznika.

Dwaj lotnicy

Zygmunta natomiast całkowicie pochłonął wir rosyjskiej wojny domowej. O powrocie rodziny do Polski dowiedział się dopiero kilka lat po wojnie, podczas której awansował na dowódcę kompanii. W 1919 r., już jako 18-letni dowódca batalionu, walczył na froncie wschodnim przeciwko białej armii adm. Kolczaka. Swoją błyskawiczną karierę wojskową skończył w 1921 r. na stanowisku dowódcy pułku, walcząc przeciwko antysowieckim oddziałom partyzanckim na Kaukazie.

Później w życiu obu braci, niemających żadnego kontaktu ze sobą, zdarzały się rzeczy prawie niewiarygodne. Obaj od dzieciństwa byli zafascynowani lataniem. Obaj trafili do szkół pilotów lotniczych. Z tym że o ile dla starszego z braci ta droga była dość prosta, o tyle młodszy musiał podrobić papiery i ukryć swoje szlacheckie pochodzenie. Podał, że jego ojciec był zwykłym dozorcą domów, a matka krawcową. W roku 1921 przyjęli go do czwartego piotrogrodzkiego oddziału lotniczego. Jesienią 1923 r. rozpoczął zajęcia w wyższej szkole czerwonych lotników w Sewastopolu, specjalizującej się w przygotowaniu pilotów awiacji morskiej. A już w 1925 r., jako jeden z najlepszych studentów, został w szkole jako jeden z jej wykładowców.

Józef kurs wojskowej szkoły lotniczej skończył nieco wcześniej, w 1924 r., uzyskując specjalność pilota i stopień porucznika. Szkolenie lotnicze kontynuował we Francji. Po powrocie służył w oficerskiej szkole lotniczej w Dęblinie jako pilot-instruktor. W roku 1930 wziął udział w zawodach samolotów turystycznych. Ta pierwsza próba bicia rekordów prawie skończyła się dla niego tragicznie. Jego samolot PWS-51 uległ katastrofie, na szczęście niegroźnej. Druga próba przyniosła mu czwarte miejsce w III Krajowym Konkursie Awionetek. Zwycięzcami w tych zawodach zostali Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura. Wkrótce zachwycił się ideą podróży samolotem dokoła świata. Opracował idee przeróbki samolotu PWS-52 w celu przystosowania go do lotów długodystansowych. Wykonał lot dookoła Polski bez lądowania, pokonując 1755 km w 12 godzin i 35 minut. Poleciał z Warszawy do Grecji i z powrotem (2,7 tys. km). Dwukrotnie awaryjnie samolot musiał lądować, mimo że paliwa wystarczyłoby na całą podróż. Z lotem dookoła świata również nie wszystko wyszło tak, jak planował. Brak funduszy nie pozwalał wytwórni PWS kontynuować prac nad modernizacją samolotu.

Czytaj także:
Jak Churchill uratował Stalina

Po tragicznej śmierci w 1932 r. Żwirki i Wigury Lewoniewski stał się niejako ich następcą, jednym z czołowych pilotów II Rzeczypospolitej. Jednak 11 września 1933 r. jego samolot PZL.19 uległ katastrofie podczas próby pobicia światowego rekordu lotu długodystansowego dla samolotów turystycznych. Józef wraz z ppłk. Czesławem Filipowiczem chcieli pokonać trasę Warszawa – Kazań – Swierdłowsk – Omsk – Krasnojarsk. Maszyna rozbiła się jednak pod Kazaniem. Uroczysty pogrzeb Józefa Lewoniewskiego odbył się na wojskowych Powązkach. W 1934 r. Zygmunt, wracając z wystawy lotniczej w Paryżu, uzyskał pozwolenie władz, aby złożyć kwiaty na mogile brata i spotkać się z matką. Dla Związku Sowieckiego była to rzecz bez precedensu. Lewoniewski jednak powoli stawał się w Związku Sowieckim osobą nietykalną, której pozwalano na wiele.

Bohater ZSRS

Kamieniem węgielnym polityki Stalina w latach 30. było stworzenie potężnej nowoczesnej Armii Czerwonej, zdolnej stawić czoło armiom państw kapitalistycznych. W roku 1925 władze sowieckie stworzyły Aviachim, przeorganizowany dwa lata później w Asoaviachim (Towarzystwo Poparcia Obronności Kraju, Budowy Lotnictwa i Wojsk Chemicznych). Jednym z czołowych haseł nowej organizacji było: „Lud pracujący, buduj swą flotę lotniczą”, a jednym z symboli tej organizacji został właśnie Zygmunt Lewoniewski – Polak, pionier pierwszych długodystansowych lotów w Związku Sowieckim. W odróżnieniu od starszego brata Zygmunt miał do dyspozycji praktycznie nieograniczone środki państwa sowieckiego, które bez względu na koszty dążyło do dominacji w lotnictwie światowym. W 1933 r. na pokładzie latającej łodzi wyprodukowanej w Stanach Zjednoczonych pokonał on odległość prawie 7 tys. km – z Sewastopola do Chabarowska. W tym samym roku uratował amerykańskiego lotnika Jamesa Materna, który podjął się zadania lotu dookoła świata. Jego maszyna uległa awarii na samym końcu wyprawy w rejonie syberyjskiego miasta Anadyr. Na prośbę rządu amerykańskiego w ZSRS przeprowadzono zakrojoną na szeroką skalę akcję ratunkową. Lewoniewski odgrywał w tej akcji rolę kluczową. Po znalezieniu Amerykanina Lewoniewski poleciał z nim na pokładzie na Alaskę nieznaną dotąd trasą. W Stanach witali go niemal jak bohatera narodowego. A w 1934 r. Zygmunta Lewoniewski ponownie triumfował. Wziął udział w ratowaniu ekipy sowieckiego statku polarnego „Czeluskin”. Za ten czyn zastał odznaczony najwyższą nagrodą państwa sowieckiego – złotą gwiazdą Bohatera Związku Sowieckiego.


W styczniu 1935 r. Zygmunt Lewoniewski napisał list do Stalina, w którym zaproponował bezpośredni przelot do Stanów Zjednoczonych nad biegunem północnym. Stalinowi ta idea się spodobała. Zdecydował zrobić z niej wielką kampanię propagandową w celu udowodnienia światu wyższości lotnictwa sowieckiego. List Lewoniewskiego w formie „listu otwartego do rządu sowieckiego” ukazał się na łamach „Prawdy”. Czytamy w nim m.in.: „Proponuję wykonać w 1935 r. lot bez lądowania Moskwa – San Francisco nad biegunem północnym. Cel przelotu po pierwsze – ustanowienie rekordu długości lotu w linii prostej, po drugie – realizacja lotu przez właśnie biegun północny, po trzecie – znalezienie najkrótszej drogi między dwoma najważniejszymi państwami świata, po czwarte – zbadanie i wniesienie do map „białych plam” na Północy, po piąte – demonstracja osiągnięć lotnictwa sowieckiego”.

Przygotowanie lotu stało się jednym z najważniejszych zadań partii i państwa. Biuro Polityczne KC WKP(b) podjęło w tej sprawie specjalną uchwalę. To samo zrobił rząd. Na przygotowanie do lotu wydzielono nieograniczone środki. Andriej Tupolew, czołowy sowiecki konstruktor samolotowy, specjalnie dla tego lotu zmodernizował skonstruowany dwa lata wcześniej unikatowy, jak na ten czas, ANT-25. Był to jednosilnikowy samolot zaopatrzony w bardzo oszczędny silnik z niesamowicie wielką rozpiętością skrzydeł – 34 m. Start wyznaczono na 3 sierpnia 1935 r. Początkowo wszystko wyglądało doskonale, jednak nad Morzem Barentsa do kabiny pilotów zaczął wydostawać się olej silnikowy. Lewoniewski wydał załodze rozkaz: „Wracać”. Drugi pilot, również legendarny sowiecki lotnik Bajdukow, wspominał, że on proponował kontynuować lot, jednak Lewoniewski wyciągnął pistolet i zmusił go do uległości.

Po powrocie cała załoga (Lewoniewski, Bajdukow i Lewczenko) została zaproszona na Kreml do Stalina. Tutaj w obecności Mołotowa (prezes Rady Komisarzy Ludowych), Woroszyłowa (komisarz obrony) i Tupolewa (konstruktor generalny samolotu ANT-25) Stalin zapytał bezpośrednio Lewoniewskiego o przyczyny niepowodzenia. I tu wydarzyło się coś nadzwyczajnego w gabinecie wodza. Lewoniewski niezwykle podenerwowany powiedział, że odmawia dalszych lotów na samolotach Tupolewa, a samego konstruktora naczelnego uważa za szkodnika. Po tych słowach pilota Tupolew stracił przytomność i zastał odwieziony do szpitala. Stalin w odpowiedzi nazwał Lewoniewskiego zarówno Bohaterem Związku Sowieckiego, jak i bohaterem narodowym Ameryki, i zaproponował mu wyjazd do Stanów Zjednoczonych w celach zakupu samolotu zdolnego wykonać misję polarną zamiast samolotu Tupolewa.

Rok 1936 rozpoczął się dla Lewoniewskiego prawie dwumiesięcznym pobytem w Stanach Zjednoczonych. Wybór posłańca Stalina padł na samolot „Valti V-JAS”, bombowiec startujący zarówno z wody, jak i z lotnisk naziemnych. Na nim Zygmunt Lewoniewski ustanowił nowe rekordy. Pokonał trasę Los Angeles – San Francisco – Wallen – Jakuck – Swierdłowsk – Moskwa o długości 19,2 tys. km. Po lądowaniu w Moskwie sam Stalin skierował do Lewoniewskiego telegram powitalny następującej treści: „Bohaterowi Związku Sowieckiego, pilotowi Lewoniewskiemu i nawigatorowi Lewczenko. Braterskie pozdrowienie odważnym synom naszej ojczyzny! Gratuluję w związku z wykonaniem zadania historycznego lotu. Ściskam mocno wasze ręce. J. Stalin”. Nie trzeba tłumaczyć, że podobny telegram wodza w okresie wszechobecnego terroru i strachu znaczył więcej niż jakiekolwiek ordery.

Na początku 1937 r. inny as sowieckiego lotnictwa, Walerij Czkałow, po wielu staraniach uzyskał jednak zgodę władz na zrealizowanie pomysłu Lewoniewskiego, by przelecieć do Stanów Zjednoczonych nad biegunem północnym. Lot miał się odbyć zmodernizowanym samolotem ANT-25, tak krytycznie ocenionym przez Lewoniewskiego. Był to niewątpliwy policzek wymierzony pierwszemu lotnikowi Kraju Rad, który w tym momencie znajdował się w USA na zakupach nowych samolotów. Aby uniknąć otwartego konfliktu z Lewoniewskim, Czkałow odważył się na krok niezwykły. Zaproponował mu zostanie pierwszym pilotem tej wyprawy. Lewoniewski jednak odmówił.

Śmierć w Arktyce

Zamiast współpracować z Czkałowem, Zygmunt zadecydował udowodnić swoją wyższość w inny sposób. W czerwcu 1937 r. Czkałow na samolocie ANT-25 skutecznie wykonał lot nad biegunem północnym do USA. Był to niewątpliwy triumf sowieckiego lotnictwa. Czkałow i członkowie jego załogi byli witani w USA jak bohaterowie. W lipcu tego samego dokonała inna załoga na czele z pierwszym pilotem Gromowem również na samolocie ANT-25.

Czytaj także:
Polski satrapa Stalina. To on był katem sowieckiej Ukrainy

Lewoniewski jednak nie rezygnował z walki o miano pierwszego pilota ZSRS. Zaproponował Stalinowi lot do Stanów nie małym jednosilnikowym samolotem skonstruowanym specjalnie dla ustanawiania rekordów, lecz zupełnie nowym potężnym czterosilnikowym bombowcem DB-A konstrukcji Balchowitina. Sam konstruktor uważał swój samolot za nie do końca sprawdzony i stanowczo nakłaniał Lewoniewskiego do rezygnacji z pomysłu. DB-A rzeczywiście był maszyną niezwykłą. Już podczas pierwszych jego doświadczalnych lotów padały kolejne rekordy. W listopadzie 1936 r. samolot ten uniósł 10 t ładunku na wysokość ponad 7 km i 13 t na wysokość 4,5 km. Były to rekordy światowe. Przelot Lewoniewskiego tym gigantem miał udowodnić światu możliwość zorganizowania lotów komercyjnych z dużym ładunkiem na długich trasach, a także zademonstrować możliwości sowieckiego lotnictwa bombowego. Na pokład do USA Lewoniewski wziął kilka ton futer, spory ładunek złota (ponad 1 t), a także cenny obraz z kolekcji Ermitażu jako prezent dla prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ogólna waga samolotu, który otrzymał nazwę „SSSR – H-209”, sięgnęła 35 t. Było to o 2 t więcej, niż przewidywała konstrukcja samolotu. Start nastąpił 12 sierpnia 1937 r. z moskiewskiego lotniska. Załoga składała się z sześciu osób. Lądowanie zaplanowano w mieście Fairbanks na Alasce. Początkowo wszystko szło bardzo dobrze, ale już nad Morzem Barentsa samolot spotkał się z mocnym wiatrem. Lewoniewski próbował lecieć coraz wyżej, aby utrzymać zaplanowaną prędkość. W południe 13 sierpnia samolot przeleciał nad biegunem północnym. I tu na wysokości 4,6 tys. m wysiadł jeden z silników. Temperatura w kabinie pilotów wahała się od –25 do –35 stopni Celsjusza. Ostatni radiogram z pokładu samolotu otrzymano o godz. 17.53. Lewoniewski informował o bardzo trudnych warunkach pogodowych…

Mogiła starszego z braci kpt. WP Józefa Lewandowskiego znajduje się na Wojskowych Powązkach, natomiast młodszy znalazł swój ostatni spoczynek gdzieś na ogromnych przestrzeniach arktycznych między Rosją a Alaską. Miejsce katastrofy jego samolotu do dziś stanowi wielką niewiadomą. Dziesiątki ekspedycji sowieckich, rosyjskich, amerykańskich i kanadyjskich zajmowały się poszukiwaniem samolotu. Bez skutku. Ostatnia wyprawa poszukiwawcza Rosyjskiego Związku Geograficznego odbyła się w 2013 r. Szukają go również zawodowi poszukiwacze skarbów – chcą znaleźć złoto, które znajdowało się na pokładzie.

Zygmunt Lewoniewski zaginął prawie w tym samym dniu, w którym czołowy kat stalinowski, szef NKWD Nikołaj Jeżow, podpisał słynny rozkaz 00495, nakazujący przeprowadzenie tzw. operacji polskiej, jednej z najważniejszych części składowych wielkiego terroru. W kraju rozpoczęło się prawdziwe polowanie na Polaków, w którym zginęło około 200 tys. ludzi. Było to ludobójstwo. Czy Lewoniewski miał szansę przeżyć tę zbrodnię? Czy był tak samo nietykalny jak naczelny prokurator ZSRS Andrzej Wyszyński i wdowa po „żelaznym Feliksie” Zofia Dzierżyńska? Na to pytanie nie znamy odpowiedzi. Natomiast wiemy na pewno, że mimo swych zasług dla państwa sowieckiego Lewoniewski był idealnym obiektem operacji polskiej. NKWD miało dostatecznie wiele powodów, aby go zgładzić. Donosów na „pierwszego stalinowskiego »sokoła«” było bowiem bez liku. Oto jeden z nich, napisany w formie listu do ludowego komisarza obrony Woroszyłowa przez Czkałowa i Bajdukowa: „Lewoniewski chce być absolutnym monopolistą przelotu nad biegunem północnym, zachowuje się lekceważąco wobec innych. Nie ma zamiaru wchodzić w skład innej załogi. Ma bardzo złe zdanie wobec samolotu ANT-25 i wobec kierownictwa naszego przemysłu samolotowego. Chwali technikę amerykańską, bagatelizuje nasz przemysł i możliwości naszych ludzi”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 11/2016
Artykuł został opublikowany w 11/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • polakmały IP
    Piękna historia . Publikowana oczywiście aby obrzydzić tzw. ZSRS ( cokolwiek to znaczy ) . Nie mam pojęcia , dlaczego słowo "radziecki" tak brzydzi tzw. patriotów . Czego by nie łgać , jeden z braci wybrał "Sowiety" . Czego by też nie mówić , niezależnie od głównych ciężarów stalinizmu ponoszonego GŁÓWNIE przez ludy ZSRR , ustrój ten dał pierwsze buty i szkołę milionom polskich niewolników ( chłopów ) w PRL , oraz zapewnił ludzką (!) twarz kapitalizmowi w Europie . W Ameryce Płd. nastąpił regres praw ludzkich , z uwagi na dużą odległość od "ojczyzny proletariatu" . Szalały więc różne soldateski wspierane przez USA .
    Co się tyczy strat wśród Polaków w ZSRR , to są mniejsze niż po głupiej rozróbie londyńczyków , zwanej powstaniem warszawskim . Świat nie jest czarno-biały gaspada . pzdr.
    Dodaj odpowiedź 5 14
      Odpowiedzi: 0