Kto zabił Świerczewskiego. Kulisy śmierci gen. „Waltera"

Kto zabił Świerczewskiego. Kulisy śmierci gen. „Waltera"

Ciało gen. Karola Świerczewskiego
Ciało gen. Karola Świerczewskiego / Źródło: Archiwum
Dodano 16
Po jego śmierci komunistyczna prasa zaczęła nawoływać do „ostatecznej rozprawy z faszystami”

Jakub Ostromęcki

Chorąży Stepan „Chrin” Stebelskyj pędził swoich partyzantów przez porośnięte bukami grzbiety. Już o godz. 4 rano 28 marca dotarli do szerokiej doliny ciągnącej się z północy na południe. Jej środkiem biegła droga, przecinając w jednym miejscu spaloną wioskę. Ledwo „Chrin” dotarł do górującego nad drogą grzbietu, siarczyście zaklął. Drogą od Baligrodu jechały dwie ciężarówki. Był to łakomy kąsek, jednak jego chłopcy dopiero zajmowali pozycje. Jednym z pasażerów mniejszego pojazdu był gen. Karol Świerczewski. Dojeżdżając do ruin wsi Jabłonki, nie zdawał sobie sprawy, że pozostała mu raptem godzina życia.

Generał – skaza

Życiorys Świerczewskiego dzięki publikacjom IPN oraz „Długiemu ramieniu Moskwy” Sławomira Cenckiewicza jest powszechnie znany. Dziecko warszawskiej Woli. W 1915 r. jako dobrze zapowiadający się robotnik specjalista został wywieziony przez uciekających z Warszawy Rosjan. W 1917 r. przystał do bolszewików. W 1920 r. walczył przeciwko odradzającej się Polsce i od polskich kul został dwukrotnie ranny. Wiernie służył potem „ojczyźnie robotników i chłopów”, masakrując tych ostatnich w czasie głodowej rebelii w Tambowie. Oficer GRU, który przetrwał wielką czystkę.

Marny dowódca. W 1941 r. w bitwie pod Wiaźmą powierzona mu 248. Dywizja Piechoty została całkowicie rozbita. Bitwę zaczynał z 10 tys. żołnierzy. Do sowieckich pozycji doprowadził oprócz siebie zaledwie cztery! (Inne dane mówią o ponad 600, którzy przeżyli – ci jednak, mając dość swojego przełożonego i jako że rekrutowali się z okolicznych wsi, zwyczajnie zdezerterowali). Od grudnia 1944 r. dowódca 2. Armii LWP. Najbardziej „wsławił” się podczas operacji forsowania Nysy. Nie dbając o rozpoznanie ani o koordynację oddziałów, nie zostawiwszy sobie odwodów, doprowadził do powstania luk na północy i na południu swojego ugrupowania, które wykorzystali Niemcy, zadając armii olbrzymie straty (60 proc. zniszczonych czołgów!). W rezultacie 9. DP niemal przestała istnieć. Alkoholik reprezentujący typowo sowiecki sposób dowodzenia, charakteryzujący się chamstwem wobec podwładnych i nieliczeniem się z życiem ludzkim.

Jednym podpisem mordował swoich żołnierzy za to, że wywodzili się z AK. Takich wyroków wydał kilkadziesiąt. „Obejdziemy się bez tego gnoju, który by nam w kraju siał zamęt” – powiedział po tym, gdy nie udało się przejąć kontroli nad żołnierzami PSZ, którzy pozostali na Zachodzie. Po wojnie wiceminister obrony narodowej. Nawet dowodząc jednostkami polskimi, Świerczewski nie przestał być generałem sowieckim. Mówiły o tym wyraźnie dyrektywy Stalina i opracowany na ich podstawie tajny rozkaz naczelnego dowódcy WP o trybie odbywania służby wojskowej generałów i oficerów Armii Czerwonej odkomenderowanych do Wojska Polskiego z 15 stycznia 1945.

Ku Bieszczadom

W marcu 1947 r. Świerczewski przybył do Krakowa. Miał zamiar wizytować jednostki rozlokowane wzdłuż południowo-wschodniej granicy Polski, włącznie z wciśniętymi w głuszę strażnicami WOP. W komunistycznej propagandzie bieszczadzki epizod w życiu Świerczewskiego urósł do rangi bohaterskiej epopei równej forsowaniu Nysy. Prawda jest dużo bardziej prozaiczna – Świerczewski był tu na inspekcji, zbyt krótkiej, by choćby poprowadzić jeden patrol. O wizycie „Waltera” (pseudonim z wojny domowej w Hiszpanii) oficerowie stacjonującej w Bieszczadach 8. DP informowali się otwartym tekstem przez telefon. Jako że upowcy regularnie podpinali się pod owe linie, była to rzecz skandaliczna. Według zeznań ubowców „Chrin” wiedział o jakiejś inspekcji i zachodził tylko w głowę, kto konkretnie będzie wizytował i kogo.

Dalsze losy wiceministra można opisać według kilku scenariuszy. Zacznijmy od tego najbardziej znanego, opisanego przed naukowców – Grzegorza Motykę i Szymona Nowaka.

Zasadzkę zorganizowano we wsi Jabłonki leżącej w biegnącej południkowo dolinie rzeki o tej samej nazwie. W 1947 r. Jabłonki były kupą zgliszczy. Greckokatolicką w większości ludność wysiedlono bowiem przymusowo do Sowietów. Na południe od osady droga przecina rzeczkę, która przez kilkaset metrów płynie niemal równolegle. Od zachodu również równolegle do szosy biegnie długi niski grzbiet – jego szczyt jest mocno zalesiony. Sama droga, dziś gęsto obrośnięta samosiejkami, wtedy była jednak odkryta. Jedyną osłonę stanowiły okoliczne doły i bruzdy. To właśnie na pobliskim grzbiecie ulokowali się „Chrin” i jego oddział.

O godz. 19.30 w dniu 27 marca Świerczewski zawitał do Sanoka. W czasie odprawy burknął coś o wizytowaniu WOP-istów i poszedł spać. Rano ruszył wraz z oficerami 8. DP do Leska i Baligrodu. Wygłosił mowę do mieszkańców i polityczną pogadankę dla wojska, zwiedził cmentarz i zaczął zastanawiać się nad następnym punktem marszruty. Oficer odpowiedzialny za ruch kolumny samochodów wojskowych przekonany, że bardziej na południe nikt normalny nie będzie się wyprawiał bez solidnego wsparcia, zaparkował samochody tak, by łatwiej im było ruszyć na północ z powrotem do Leska.

„Gdzie jest najbliższa jednostka WOP?” – zapytał „Walter”. „W Cisnej” – odpowiedzieli półgębkiem pułkownicy Bielecki i Gerhard. „Jedziemy!” – despotycznie warknął Świerczewski. Obaj oficerowie zaczęli przestrzegać, że niebezpieczny teren, że po okolicy kręci się UPA, że są dobrzy w organizowaniu zasadzek. „Ach i w Warszawie można otrzymać cegłą po głowie. Do nich i tak nikt nie przyjeżdża, będą chłopcy zadowoleni” – zadecydował Świerczewski. Zaskoczeni kierowcy wykręcili na miejskim placu i ruszyli na południe.

Kolumna składała się z trzech wozów. Dwóch lekkich ciężarówek Dodge WC oraz ciężkiego zaisa z plutonem eskorty (oficjalny komunikat mówił początkowo o trzech zisach i jednym dodge'u). Zaraz za Baligrodem jeden z dodge'ów zepsuł się i zawrócił. Gdy samochody minęły zgliszcza Jabłonek, upowcy otworzyli ogień z rkm. Samochody przejechały kilkaset metrów ku pobliskiemu mostkowi. Dodge Świerczewskiego zatrzymał się za mostkiem, zis przed nim (według Nowaka oba wozy stanęły przed przeprawą). Świerczewski skryty za swoim samochodem kazał żołnierzom eskorty uderzyć na UPA, pod górę, na zachód. Kontratak załamał się. Dodge próbował zawrócić, kierowca dostał jednak śmiertelną serię z rkm. Co gorsza, UPA zaczęła obchodzić pozycje wojska, dochodząc do unieruchomionych wozów. Świerczewski kazał zatem bronić się w korycie rzeczki. Gdy ruszył ku niej, dostał w brzuch.


Grzegorz Motyka przytacza relacje towarzyszącego mu oficera: „Gdy przebiegaliśmy szosę, generał wszedł do rzeczki i słaniając się już mocno, szedł jej korytem, przewracając się często. W tym czasie otrzymał dwa postrzały w plecy – były to rany śmiertelne. Pobiegłem generałowi na pomoc i przeniosłem go, idąc dalej korytem rzeki około 25–30 m”. Ostrzał ukraiński trwał jeszcze ponad godzinę, aż pojawił się dodge, który zepsuł się koło Baligrodu. Bojowcy UPA, myśląc, że to odsiecz, rozpłynęli się w gęstwinie. Świerczewski zmarł w korycie potoku lub w czasie przenoszenia do drugiego dodge'a. Według Ukraińców uczestniczących w zasadzce ochrona Świerczewskiego nie podjęła walki, rejterując w nieładzie przez Jabłonkę.

O niskiej wartości obojowej LWP świadczy relacja płk. Kossowskiego z wizji lokalnej przytoczona przez Motykę: „Cała ochrona z karabinami na pasach tłoczyła się koło naszej grupy, wraz ze swoimi dowódcami, zamiast ochraniać nas. Nie wystawiono żadnych posterunków, czujek, nie wysłano patroli itp. Akurat w tym czasie na skutek nieporozumienia w okolicznych lasach wynikła dość silna wymiana strzałów między oddziałem WOP a grupą operacyjną 34. PP. Na odgłos strzałów [...] cała nasza ochrona wraz z oficerami rozbiegła się”. „Chrin” nie wiedział początkowo, kogo zabił. Kazał bojowcom naprędce zbierać się w Sukowatym, ponieważ planował zasadzkę na konwój z zaopatrzeniem. Gdy okazało się, że w dwóch wozach LWP nie ma niczego ciekawego, klnąc na czym świat stoi, kazał się wycofać. O śmierci Świerczewskiego dowiedział się dopiero następnego dnia.

Intryga?

Szymon Nowak przytacza relację pomocnika adiutanta Świerczewskiego. Według niego „Walter” zginął od kul własnych żołnierzy wściekłych na zdradzieckie konszachty Świerczewskiego z… UPA. Otóż według pragnącego zachować anonimowość świadka „Walter” urządzał sobie libacje z dowódcami poszczególnych sotni. Wystawił im konwoje wojskowe, aby ci bezkarnie mogli je napadać i łupić. Konwój sformowany w Baligrodzie miał pierwotnie wieźć zaopatrzenie do Cisnej. Świerczewski ustalił zasadzkę z jakimś dowódcą UPA, pijąc z nim wódkę. „Walter” wcale nie zamierzał jechać do Cisnej – zaproponowali mu to sami żołnierze. Przejrzeli oni swojego dowódcę i zamierzali popsuć mu szyki, a jeśli się da, to ukatrupić go za zdradę. Potajemnie zamiast towaru w ciężarówkach znaleźli się żołnierze przygotowani do walki.

Czytaj także:
Polski odwet za Wołyń

Oto dalszy fragment relacji odnalezionej przez Nowaka:

„Kiedy kolumna dojechała do Jabłonek, gen. Świerczewski nakazał zatrzymanie wozów. Był pijany, a na uwagę adiutanta, że to nie jest bezpieczne miejsce na postój, groził mu pistoletem. Potem udał się na stronę za potrzebą. Wtedy z przydrożnego lasku wybiegli uzbrojeni Ukraińcy. Wcale nie zamierzali strzelać, próbowali tylko krzykiem odgonić Polaków od ciężarówek, by zdobyć obiecane przez Świerczewskiego zaopatrzenie. Pierwsi z nich dobiegli do pojazdów i odsłonili plandeki. Dopiero kiedy na pace zamiast towarów i sprzętu zauważyli polskich żołnierzy, padły pierwsze strzały. W tym czasie zaskoczony nieplanowaną walką i zdenerwowany całym zdarzeniem gen. Świerczewski żądał natychmiastowego przerwania ognia przez stronę polską, ale nikt go nie słuchał. Kiedy chciał wyciągnąć pistolet z kabury, Polacy rozbroili go. Wtajemniczeni w sprawę chcieli również pochwycić generała, ale on wyrwał im się i zaczął uciekać. Dopiero wtedy dosięgły go kule. Dostał serię w plecy i przewrócił się”.

Pozostaje pytanie, kiedy Świerczewski zdążył nawiązać tak zażyłe kontakty z UPA, skoro był tutaj dość krótko? I jak wielka musiała być siła perswazji żołnierzy (czyżby wódka?), że namówili dowódcę na jazdę konwojem, który on sam wystawił upowcom na złupienie?

Podpułkownik Jan Gerhard, dowódca pułku stacjonującego w Baligrodzie, który jechał w feralnym konwoju, w 1952 r. został aresztowany przez Główny Zarząd Informacji MON. Postawiono mu zarzut organizacji… zabójstwa Świerczewskiego z inspiracji wywiadu francuskiego (Gerhard w czasie II wojny był członkiem francuskiego komunistycznego ruchu oporu). Zarzuty były absurdalne, ale odpowiadały ówczesnej logice walk klik wewnątrz PZPR – ofiarą ich padł m.in. Spychalski i Żymierski, chcący rzekomo wykończyć Świerczewskiego za jego prosowieckość.

W 1954 r. Gerhard został zwolniony. W 1970 r. uczestniczył w pracach partyjnej komisji mającej wyjaśnić okoliczności śmierci Świerczewskiego. Raport z jej prac nigdy nie ujrzał światła dziennego – został skradziony z sejfu szefa komisji Mariana Naszkowskiego. Sam Gerhard zaś w 1971 r. został zamordowany. Większość badaczy zgadza się jednak, że mord ten miał podłoże czysto kryminalne.

Czytaj także:
Zamach na Martykę, czyli śmierć za stalinowską propagandę

Istnieje też kolejna teoria. Świerczewski miał zostać wystawiony upowcom przez NKWD lub UB. Oddajmy głos Grzegorzowi Motyce: „Hipotezy o ukartowaniu całej sprawy przez komunistyczne służby tajne w żadnym razie nie możemy wykluczyć. Można było przecież z jednej strony »Walterowi« zasugerować jazdę do Cisnej, z drugiej zaś podsunąć UPA wiadomość o inspekcji”. Jaki miał być motyw owej intrygi? Pozbycie się świadka, który zbyt dużo wiedział o tym, co NKWD robiło w Hiszpanii (krwawe czystki) czy stworzenie mitycznego męczennika, którego „śmierć z rąk faszystów z UPA” posłużyłaby za usprawiedliwienie wszelkich przyszłych niegodziwości w czasie akcji „Wisła”.

Po śmierci „Waltera” komunistyczna prasa zaczęła głośno nawoływać do ostatecznej rozprawy z faszystami. W artykułach prasowych do jednego worka wrzucono UPA i podziemie narodowe czy poakowskie. Takczy inaczej istnieją różnice między pracami komisji badających śmierć Świerczewskiego – wojskowej i ubeckiej. Ta pierwsza wini dowódców średniego szczebla, którzy źle przygotowali konwój, dowodzenie, nie przeprowadzili rozpoznania i przed przyjazdem Świerczewskiego porozumiewali się otwartym tekstem. Druga komisja zrzucała winę na samego Świerczewskiego i jego niefrasobliwość – nawet karygodny fakt łączności niezaszyfrowanej nie pozwoliłby upowcom na zorganizowanie zasadzki na generała – ta miała być dziełem przypadku.

Grzegorz Motyka podsumowuje: „Wszystko zatem wskazuje na to, że gen. Karol Świerczewski zginął przypadkowo w zasadzce UPA, a władze próbowały ukryć niektóre szczegóły tych wydarzeń przed opinią publiczną. A także to, iż jego śmierć komuniści chcieli wykorzystać do porachunków wewnątrz swojego obozu. Paradoksalnie, dzięki temu legenda »Waltera« tylko na tym skorzystała”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2017
Artykuł został opublikowany w 5/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 16
  • IRON MAN IP
    Pamiętajmy że Generał Swierczewski walczył w Hiszpanii z faszystami hiszpańskimi oraz włoskimi i nazistami z Niemiec. Dowodził oddziałami w XIII Brygadzie Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego.
    "Trzeba zwrócić uwagę, że Świerczewski pisząc, starał się (jak na stalinowskie standardy) być krytyczny wobec patologicznych zdarzeń, których był bezpośrednim lub pośrednim świadkiem. Potępiał nadużycia członków Brygad (w tym radzieckich doradców) oraz konflikty z miejscową ludnością. Działania tych, co „wybawiali Hiszpanię ze szponów faszyzmu”, określał mianem „sadystyczno-faryzejskich” prześladowań.

    W raportach całkiem sporo uwagi poświęca Polakom. Jednym ciekawszych poglądów jest opinia na temat polskich ochotników, „dąbrowszczaków”, walczących w imię Republiki: „dzielni rewolucjoniści, ale niezdyscyplinowani jako żołnierze”. Natomiast mając na względzie podjętą z niezadowalającym efektem indoktrynację, pisał: „Polacy nie rozumieją do końca, że każde z ich zwycięstw jest bezpośrednim uderzeniem w bandę Piłsudskiego, który zmienił ich kraj w więzienie dla ludu. Nie rozumieją, że likwidacja Franco jest najbardziej praktycznym sposobem, aby osiągnąć prawdziwe wyzwolenie ich kraju”. - jak widać Dąbroszczacy jako polscy komuniści często walczący przeciwko oddziałom ZSRR w 1920 nie poddawali się indoktrynacji ze wschodu.

    Przed wojną komuniści w większości byli w Polsce zupełnie innego wyznania niż po wojnie gdzie za ich karierę odpowiadało KGB i UB.

    Warto przeczytać artykuł: Militaria: "Hiszpańska przygoda generała „Waltera” - rzuca światło na zachowanie apodyktycznego generała alkocholika, którego w końcu prawdopodobnie zabił...ryzykancki styl dowodzenia.
    Dodaj odpowiedź 0 11
      Odpowiedzi: 1
    • xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx IP
      Kto zabił Waltera, odpowiedź jest oczywista i oparta na faktach UPA. i to jest fakt historyczny, reszta to plotki,insynuacje, brednie jedna baba powiedziała drugiej babie a ta trzeciej
      Dodaj odpowiedź 10 0
        Odpowiedzi: 0
      • Matrioszka IP
        Jest jeszcze teoria ujawniona przez premiera Jaroszewicza. Świerczewski podczas wojny dowiedział się o planie "Matrioszek", czyli o wstawieniu do polskiego rządu super tajnych przeszkolonych agentów, którzy pokazywali się pod prawdziwe tożsamości. Świerczewski mimo iż z wywiadu radzieckiego nie miał wystarczających uprawnień by o tym oficjalnie wiedzieć. Tajemnicę i nazwiska agentów podczas popijawy zdradził mu Rokossowski. Jednym z nazwisk ujawnionych przez Jaroszewicza był Bierut. Wędlug wielu osób które znały Bieruta przed wojną, ten powojenny Bierut był trochę inny, nie znał wszystkich szczegółów, nie poznała osób, które powinien pamiętać sprzed wojny (te osoby oczywiście później znikały...). Ale na Bierucie się nie skończyło. Kolejnym podstawionym agentem, który miał grać Polaka, był późniejszy generał Wojciech O.... Innych nazwisk Jaroszewicz nie zdążył zdradzić. Według niektórych historyków, ta wiedza była przyczyną śmierci Jaroszewicza i jego małżonki. W tym samym bowiem czasie w innych "zaprzyjaźnionych" krajach zginęło kilku dygnitarzy z podobną wiedzą o podstawionych agentach GRU w swoich krajach.
        Różnica między tymi agentami, a agentami typu Świerczewski, była taka, że oni zostali przeszkoleni do swojej roli i i mieli udawać Polaków.
        Ten typ agentów opisał Severski w swojej książce "Nielegalni". On jednak nie zdawał sobie chyba sprawy z faktu, że podczas pracy wywiadowczej miał takich nielegałów jako swoich szefów...
        Dodaj odpowiedź 14 2
          Odpowiedzi: 0
        • Willys IP
          To w końcu był na krótkiej inspekcji czy dłużej? Jak zdążył podczas, krótkiego pobytu skumać się przy wódce z dowódcami UPA i wystawić im konwój do złupienia? Kupy się to wszystko nie trzyma... Nie ma Greckokatolików, są GREKOKATOLICY. Poprawcie literówki - ZIS nie ZAIS.
          Ręce opadają ale wierszówka odwalona...
          O tym, że mogli go kropnąć swoi to się mówiło jeszcze za komuny, myślałem, że dowiem się czegoś nowego a tu tylko same znane fakty. Strata czasu...
          Dodaj odpowiedź 8 3
            Odpowiedzi: 0
          • histniezal IP
            Generał Świerczewski był odważnym człowiekiem, wybrał się do żołnierzy WOP chociaż mógł nie jechać. Zginął z rąk UPA. Można mu zarzucić lekkomyślność. Jednostki LWP były dobrze wyszkolone, ale w 1947 dużo było nowego rekruta, frontowcy było mało, głównie ci co zostali na zawodowych.
            Dodaj odpowiedź 10 32
              Odpowiedzi: 1