US Navy pod sierpem i młotem. Jak USA sprezentowały ZSRS flotę wojenną

US Navy pod sierpem i młotem. Jak USA sprezentowały ZSRS flotę wojenną

Amerykański okręt USS Idaho ostrzeliwuje Okinawę, 1 kwietnia 1945 r.
Amerykański okręt USS Idaho ostrzeliwuje Okinawę, 1 kwietnia 1945 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 3
Wiosną 1945 r. 180 amerykańskich okrętów, przekazanych ZSRS, stanowiło większy potencjał niż unoszące się jeszcze na wodzie pozostałe sowieckie jednostki morskie. W praktyce oznaczało to, że sowiecka flota Oceanu Spokojnego zostanie wystawiona przez Amerykanów.

Tymoteusz Pawłowski

Dla Polaków II wojna światowa skończyła się wraz ze zdobyciem Berlina. Jednak na Dalekim Wschodzie zmagania aliantów z Japonią wciąż trwały, a przewidywania mówiły o milionach osób, które stracą życie. Nic dziwnego, że Amerykanie chcieli, aby w pokonaniu Japonii wziął również udział Związek Sowiecki. Przekonali ich do tego również łapówką w postaci dostaw niemal 150 okrętów...

Przez całą II wojnę światową pomiędzy Związkiem Sowieckim a Japonią panował pokój. 13 kwietnia 1941 r. podpisano nawet pakt o nieagresji, którego obie strony skrupulatnie przestrzegały. Sytuacja polityczna była dość paradoksalna, szczególnie że przez cały ten czas obok japońskich wysp płynęły do Związku Sowieckiego towary, dzięki którym Armia Czerwona dotarła do Berlina. Bez amerykańskich i brytyjskich dostaw zabrakłoby Armii Czerwonej uzbrojenia, sprzętu i jedzenia. Dzięki polityce lend-lease (pożyczka i dzierżawa) do Związku Sowieckiego dotarło ponad 12 tys. czołgów i 22 tys. samolotów. Rosjanie twierdzą, że był to tylko niewielki procent produkcji sprzętu wojennego. Być może, warto jednak zauważyć, że dostawy te przychodziły w kryzysowych momentach i stanowiły języczek u wagi w zmaganiach na froncie wschodnim.

W sowieckim wysiłku wojennym dużo ważniejsze niż czołgi i samoloty były dostawy mniej efektowne. Sprowadzono niemal pół miliona samochodów osobowych i ciężarowych, dzięki czemu Rosjanie nie musieli ich produkować. Dostarczono również blisko 2 tys. lokomotyw (w ZSRS wyprodukowano ich w tym czasie 20). A także 690 mln mkw. tkanin wełnianych, miliony ton bawełny, konserw, obrabiarek i podobnego asortymentu (w tym ponad 15 mln butów i blisko 2 mln kompletów pościeli). Większość tego bogactwa przepłynęła sobie spokojnie przez – nomen omen – Pacyfik, nie będąc zagrożona przez niemieckie U-Booty i samoloty Luftwaffe.

Z Ameryki na Syberię

Ruch statków pomiędzy Władywostokiem na Syberii a San Francisco w Kalifornii odbywał się nieprzerwanie przez całą wojnę. Niezależnie od tego, czy Japończycy zbombardowali Amerykanom pancerniki w Pearl Harbor, czy też Amerykanie zrzucili Japończykom bombę atomową na Hiroszimę. Ani Tokio, ani Moskwa nie uważały za konieczne solidaryzować się ze swoimi sojusznikami, więc konieczne były różne – czasem bardzo dziwne – manewry polityczne.

Czytaj także:
Straszliwa cena zwycięstwa nad Hitlerem. To była największa tajemnica ZSRS

Gdy w kwietniu 1942 r. na Syberii wylądował jeden z bombowców biorących udział w amerykańskim nalocie na Tokio – pilotowany przez Edwarda J. Yorka, syna Ignacego i Tekli Cichowskich – jego załoga opuściła Związek Sowiecki dopiero w maju następnego roku. Jednakże chociaż na Pacyfiku szalała amerykańsko-japońska wojna, to statki pod sowiecką banderą przewoziły amerykańską pomoc. Gdy okazało się, że sowieckich statków jest zbyt mało, Amerykanie od razu znaleźli rozwiązanie: podnieśli banderę z sierpem i młotem na 22 własnych transportowcach.

Oczywiście pływanie przez akweny, na których toczyła się wojna, było niebezpieczne: siedem sowieckich statków zostało zatopionych. Sześć z nich z całą pewnością stało się ofiarami torped... amerykańskich okrętów podwodnych prowadzących wojnę na japońskich wodach. Siódmy transportowiec został – być może – zatopiony przez Japończyków. Okręt podwodny, który miał to uczynić, nie powrócił jednak z patrolu, nie można więc mieć pewności. Czy siedem zatopionych okrętów to dużo? Niezbyt – podczas wojny do portu we Władywostoku statki wpływały 32 tys. razy.

Przewożenie takiej ilości towarów wymagało olbrzymiej rozbudowy infrastruktury na lądzie. Budowano rurociągi, porty, lotniska i drogi, w tym – liczącą 2,7 tys. km – ALCAN Highway, czyli autostradę Alaska – Kanada. Na tym terenie stacjonowało ponad 300 tys. żołnierzy amerykańskich i kanadyjskich, strzegąc go przed spodziewanym japońskim atakiem. Japończycy faktycznie okupowali kilka wysp w archipelagu Aleutów, będącym połączeniem pomiędzy Syberią a Alaską, ale zostali z nich wyparci latem 1943 r.

Sukces na Aleutach był wyjątkowo łatwym zwycięstwem aliantów nad Japończykami. W innych bitwach żołnierze cesarza się nie poddawali, a bitwy przeciwko nim były nad wyraz krwawe. Walka o Luzon – najważniejszą z wysp Filipin – kosztowała życie 8 tys. Amerykanów. I 200 tys. Japończyków. Zdobycie Okinawy – wyspy będącej częścią właściwej Japonii – kosztowało życie 7 tys. Amerykanów i ponad 250 tys. Japończyków. Na przełomie lat 1944 i 1945 generałowie US Army szacowali, że desant na Japonię przyniesie śmierć około 500 tys. amerykańskich żołnierzy oraz 10 mln Japończyków.

Do ataku na Japonię spróbowano więc wciągnąć Związek Sowiecki. Zgodnie z ustaleniami z końca 1943 r. z konferencji w Teheranie Sowieci mieli wypowiedzieć wojnę Japonii po zakończeniu wojny z Niemcami. Było to jednak zobowiązanie bardzo ogólnikowe. W grudniu 1944 r. w Waszyngtonie zaczął krystalizować się plan zachęcenia Sowietów do wystąpienia przeciwko Japonii. Zachętą miało być przekazanie 250 amerykańskich jednostek pływających czerwonej flocie i wyszkolenie 25 tys. rosyjskich marynarzy.

Rozmowy – toczone początkowo na niskim szczeblu – nabrały dynamiki po konferencji w Jałcie. Gdy Stalin z Rooseveltem dogadywali się w sprawie podziału Europy, ich dowódcy flot – admirałowie Nikołaj Kuzniecow oraz Ernest J. King – porozumiewali się w sprawie największego w dziejach świata programu przekazania uzbrojenia. W zamian za to ustalono datę wejścia Związku Sowieckiego do wojny przeciwko Japonii. Miało to nastąpić trzy miesiące po zakończeniu wojny w Europie.

Wielka łapówka

Ostatecznie strona sowiecka miała otrzymać 180 okrętów. Najważniejszych było 30 dużych barek desantowych zdolnych do przewożenia ku nieprzyjacielskiemu wybrzeżu 200 żołnierzy każda. 24 oceaniczne trałowce miały oczyścić z min trasę rejsu, a 36 nieco mniejszych – podejścia do brzegu, 56 ścigaczy okrętów podwodnych planowano zaś wykorzystać jako eskortę. Największymi jednostkami bojowymi było 30 fregat, a o kondycję okrętów miały dbać cztery duże statki warsztatowe. W sumie okręty miały wyporność 90 tys. ton.


Czy było to wiele? W 1939 r. cała flota wojenna Związku Sowieckiego miała wyporność 250 tys. ton. II wojna światowa była bardzo nieszczęśliwa dla rosyjskich marynarzy. Sukcesów odniesiono mało (nieliczne okręty polskiej Marynarki Wojennej zatopiły podobną liczbę niemieckich statków co okręty sowieckie), a porażki były bardzo ciężkie. Co więcej, ze względu na priorytet, który miały wojska lądowe, sowieckie okręty były nieremontowane i bardzo słabo wyposażone. Wiosną 1945 r. 180 amerykańskich okrętów stanowiło większy potencjał niż unoszące się jeszcze na wodzie pozostałe sowieckie jednostki morskie. W praktyce oznaczało to, że sowiecka flota Oceanu Spokojnego zostanie wystawiona przez Amerykanów.

Przekazywanie okrętów odbywało się w porcie Cold Bay, na samej południowo-zachodniej krawędzi Półwyspu Alaska. Dziś jest to miejscowość licząca setkę stałych mieszkańców, wówczas była dość gwarną bazą US Navy. 23 marca 1945 r. dotarli tam pierwsi Rosjanie – sztabowcy, tłumacze, NKWD-ziści. W kwietniu zaś przybyło 2,5 tys. marynarzy. Amerykanie przewidzieli dla nich kilkutygodniowe specjalistyczne kursy – w tym celu wybudowali sale lekcyjne – jednak sowieckie dowództwo obawiało się kapitalistycznej indoktrynacji politycznej i zezwoliło jedynie na praktyczne zajęcia na pokładach okrętów. Znacznie przedłużyło to proces ich przejmowania, szczególnie tych wyposażonych w urządzenia radiowe i radiolokacyjne, z którymi rosyjskie załogi nie miały do tej pory do czynienia.

Pierwsze – pod sam koniec maja – do rosyjskich portów wyruszyły najmniej skomplikowane okręty: barki desantowe. Następnie płynęły tam ścigacze i trałowce. Najwięcej kłopotów sprawiały najbardziej skomplikowane i najpotężniejsze fregaty – pierwsza dziesiątka ruszyła ku Syberii dopiero w połowie lipca. Tymczasem potrzebny był pośpiech, bo zgodnie z umowami Związek Sowiecki miał wypowiedzieć wojnę Japonii 8 sierpnia. Do tego czasu zdołano przekazać blisko 100 okrętów.

Hiroszima, Nagasaki, Wyspy Kurylskie

6 sierpnia 1945 r. na Hiroszimę spadła pierwsza amerykańska bomba atomowa, 9 sierpnia druga – na Nagasaki. Zaprezentowana przez Amerykanów możliwość niszczenia całych miast jedną bombą przekonała władze Japonii do zakończenia wojny. 15 sierpnia cesarz Hirohito wygłosił przemówienie radiowe, w którym ogłosił społeczeństwu Japonii swoją decyzję o kapitulacji. Był to faktyczny koniec wojny, choć walki gdzieniegdzie się jeszcze tliły. Pierwsze alianckie oddziały okupacyjne wylądowały na Wyspach Japońskich pod koniec sierpnia, a formalną kapitulację podpisano 2 września.

Czytaj także:
Czerwone Auschwitz. Koszmar nie skończył się wraz z wyzwoleniem obozu

Związek Sowiecki wypowiedział wojnę Japonii 8 sierpnia, a 9 – kilka godzin przed nalotem na Nagasaki – rozpoczął działania wojenne w Mandżurii. Dziś jest to północno-wschodnia część Chin, wówczas było to państwo, w którym stacjonowało ponad milion japońskich żołnierzy. Sowieci wystawili ponad dwa razy większe siły i w ciągu dwóch tygodni rozbili Japończyków i wyszli na granicę z Koreą. Przekazane Sowietom okręty nie zostały użyte tak, jak wyobrażali sobie to Amerykanie. Armia Czerwona wykorzystała je tylko po to, żeby znaleźć się w Korei Północnej i na Wyspach Kurylskich, zanim pojawią się tam Amerykanie. Stalin nie chciał wierzyć, że Stany Zjednoczone będą przestrzegały porozumień.

Sowieckie desanty morskie przeprowadzono już po deklaracji cesarza o kapitulacji Japonii. Największy rozpoczął się 18 sierpnia. Celem była wyspa Szumszu, oddzielająca japońską wówczas wyspę Sachalin od Hokkaido. Wiedząc o rzeziach japońskiej ludności cywilnej w Mandżurii dokonywanych przez Rosjan, gen. Tsutsumi Fusaki – dowódca wojsk stacjonujących na Szumszu – postanowił zatrzymać Sowietów i umożliwić ludności cywilnej ewakuację na wyspy macierzyste. Sowieci lądowali na 16 barkach desantowych, z których pięć zatopiła artyleria nabrzeżna. Opóźnienie desantu pozwoliło przewieźć na Hokkaido ponad 6 tys. cywili (nie tylko zresztą Japończyków, lecz także „białych” Rosjan i Polaków). Po pięciu dniach walki zakończono: obrońcy posłuchali rozkazów płynących z Tokio. Japończycy nie czuli się pokonani: mając mniejsze siły, zadali Sowietom dwakroć większe straty, niż sami ponieśli.

Desant na Hokkaido?

Następnym krokiem wojennym miał być sowiecki desant na Hokkaido. Na Szumszu walczyło 9 tys. żołnierzy sowieckich (nie licząc marynarzy) oraz 8,5 tys. japońskich. Straty wyniosły 1,5 tys. zabitych Sowietów i 1 tys. Japończyków. Już po wojnie obliczono, że tygodniowe straty żołnierzy sowieckich walczących na Hokkaido wynosiłyby 20 tys. ludzi. Na szczęście wojna zakończyła się, zanim czerwonoarmiści mieli możliwość lądowania na macierzystych wyspach Japonii.

Dwa dni po podpisaniu kapitulacji przez Japonię Amerykanie wstrzymali przekazywanie okrętów Sowietom. Do tej pory odebrali oni 149 z nich i obsadzili załogami liczącymi 12 tys. marynarzy. Zgodnie z zasadami umowy lend-lease okręty miały wrócić do swoich właścicieli, jednak Sowieci niezbyt spieszyli się ze zwrotem. Rozmowy dyplomatyczne trwały całe lata. Na zwrot okrętów oczekiwali także Brytyjczycy.

Fregaty – największe z amerykańskich okrętów przekazanych Sowietom – wróciły do USA już w 1948 r. Pozostałych okrętów Sowieci nie chcieli wypuścić z rąk. Nie oznacza to jednak, że pływały w sowieckiej służbie. Większość z nich gniła na nabrzeżach – w 1955 r. wywiad amerykański oceniał, że jedynie 18 jednostek z ponad setki znajdujących się u Sowietów nadaje się do pływania. Okręty zwrócone Amerykanom szybko znalazły nowych właścicieli. Pięć przekazano marynarzom z Korei Południowej, a 17 innych stało się podstawowym wyposażeniem marynarki japońskiej, a raczej Morskich Sił Samoobrony, bo po przegranej wojnie Japonia nie ma oficjalnie ani armii, ani marynarki wojennej.

W lutym 1945 r., podczas konferencji w Jałcie, Amerykanom tak zależało na pokonaniu Japonii rękami rosyjskich żołnierzy, że sprzedali Europę Środkową Moskwie. Nie znano jeszcze skuteczności bomby atomowej. Po kilku miesiącach okazało się, że zrzucenie dwóch takich bomb sprawiło, iż krwawy desant na Japonię nie był potrzebny. Czy gdyby Amerykanie wiedzieli o potędze broni atomowej już w lutym 1945 r., decyzje podjęte w Jałcie byłyby inne?

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2015
Artykuł został opublikowany w 7/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • xxxxxxxxxxxxxxx IP
    Japończycy nawet po 2 bombie byli gotowi walczyć dalej, zakładali nawet opuszczenie miast i ukrycie sił na terenach górzystych , niezurbanizowanych, dopiero obawa obalenia cesarstwa przez komunistów przestraszyła ich
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • Krokodylowy IP
      Jakieś giganty szczególnie cenne dla Sojuza to nie były. Wyspecjalizowana drobnica, którą przed wojną stocznie sowieckie klepały taśmowo
      Dodaj odpowiedź 3 0
        Odpowiedzi: 0
      • Cthulhu IP
        "Czy gdyby Amerykanie wiedzieli o potędze broni atomowej już w lutym 1945 r., decyzje podjęte w Jałcie byłyby inne? "
        -Śmiem wątpić, no chyba, że już wtedy prezydentem byłby Trumann. FDR był tak zauroczony Stalinem, że nie było mocnych by próbował wydrzeć Europę Środkową z czerwonego uścisku...
        Dodaj odpowiedź 2 1
          Odpowiedzi: 0