Triumf Dziewicy Orleańskiej. To dzięki temu 17-latka uratowała Francję

Triumf Dziewicy Orleańskiej. To dzięki temu 17-latka uratowała Francję

Joanna d'Arc na miniaturze z epoki
Joanna d'Arc na miniaturze z epoki / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Historia niewiele zna przykładów takiego czynu zbrojnego. Oto 17-letnia dziewczyna z plebsu przekonuje władcę i możnych rycerzy, że z woli Boga ma poprowadzić wojsko na odsiecz ostatniej dużej twierdzy, jaka opiera się najeźdźcom.

To, co wydarzyło się na przełomie kwietnia i maja 1429 r. pod Orleanem, zakrawa na cud. Jeśli natomiast odrzucilibyśmy ingerencję sił nadprzyrodzonych, to musielibyśmy przyczyn ówczesnego zwycięstwa Francuzów nad Anglikami szukać w najgłębszych warstwach psychiki zbiorowej. W każdym razie historia niewiele zna przykładów takiego czynu zbrojnego. Oto 17-letnia dziewczyna z plebsu przekonuje władcę i możnych rycerzy, że z woli Boga ma poprowadzić wojsko na odsiecz ostatniej dużej twierdzy, jaka opiera się najeźdźcom. Poprowadziła i zwyciężyła. Nieuchronną, wydawałoby się, klęskę zamieniła w triumf, który odmienił oblicze wojny – nazwanej z czasem stuletnią (w rzeczywistości 116-letnią), która podczas wydarzeń orleańskich trwała już lat 92.

Klęski Francji

Najdłuższą wojnę w średniowiecznej Europie wywołał w 1337 r. król angielski Edward III Plantagenet, który uznał, że po śmierci ostatniego z Kapetyngów to jemu – a nie Filipowi VI Walezjuszowi – należy się korona francuska. Od tego czasu po obu stronach kanału La Manche zmieniali się królowie, liczne ofensywy i kontrofensywy przerywały układy, komplikowała się sytuacja wewnętrzna obu królestw, a na dodatek niespełna 10 lat po rozpoczęciu działań wojennych zaczęła pustoszyć Europę epidemia czarnej śmierci.

Francuzi nie mieli w tej wojnie ani szczęścia, ani rozumu. W głupi sposób sami unieruchomili i stracili flotę pod Sluys (1340), topili w błocie i wystawiali na strzały angielskich łuczników szarże rycerstwa pod Crécy (1346), Poitiers (1356) i Azincourt (1415). Dwukrotnie mogli jednak dziękować losowi. Otóż gdy cztery lata po Poitiers Anglicy już mieli wkroczyć do Paryża, najpierw burza z piorunami, potem grad wielkości ludzkiej głowy (!), wreszcie mróz zdziesiątkowały ich armię. Z kolei siedem lat po Azincourt, kiedy to zwycięski Henryk V zmusił Francuzów układem w Troyes do oddania mu ręki córki Karola VI Szalonego i uznania go za następcę po nim, czerwonka położyła kres życiu tego zaledwie 35-letniego utalentowanego władcy.

Czytaj także:
Kłamstwo „Imienia Róży”. Jak sfałszowano historię inkwizycji

Jego syn – Henryk VI Lancaster – miał dopiero roczek. Niemniej możnowładcy angielscy prowadzili wojnę w jego imieniu i, korzystając z poparcia Burgundczyków, odnosili zwycięstwa nad Armaniakami z Orleanu, którzy popierali prawa do tronu swego krewniaka, syna Karola VI. Dziedzic ów nie odważył się na koronację jako Karol VII, ale przyjął tytuł Delfina, czyli następcy zmarłego w 1422 r. ojca. Kiedy na scenie historii pojawiła się Joanna, sytuacja dla Francuzów stała się dramatyczna. W rękach najeźdźców i Burgundczyków znajdowały się Paryż oraz Reims, cała północna i wschodnia część kraju była przez nich zajęta, a najdalej na północ wysuniętym bastionem oporu był Orlean.

Miasto walczyło już od poprzedniego roku, siły obrońców były na wyczerpaniu i tylko tragiczny los, jaki czekał mieszkańców, którzy wcześniej dumnie odrzucili angielską propozycję kapitulacji, skłaniał ich do trwania w oporze. Obok jednak perspektywy rabunku i gwałtów, jakim zostaliby poddani, dodawała im sił pewna przepowiednia, jaką powtarzano na francuskiej ziemi. Otóż sytuację miasta i całego kraju miała odmienić dziewica, która nadejdzie z Lotaryngii…

Na białym koniu

Joanna urodziła się w 1412 r. w lotaryńskiej wiosce Domrémy jako córka chłopa. Ta religijna dziewczyna śluby czystości złożyła w wieku 13 lat. Już od roku słyszała wtedy głosy Michała Archanioła oraz świętych Katarzyny i Małgorzaty. Powiedzieli, że za jej pośrednictwem Bóg chce wypędzić Anglików z Francji, a Delfina doprowadzić do Reims, gdzie zgodnie z tradycją koronowałby się na króla. Joanna podjęła się tej misji już w wieku 16 lat, mimo odrzucenia ponowiła próbę po roku, i w końcu – z poparciem Jeana de Metz i Bertranda de Poulengy’ego – udało się jej znów dostać przed oblicze miejscowego feudała Roberta de Baudricourta.

Akurat był to dzień bitwy pod Rouvray. Dziewczyna powiedziała mu: „W imię Boga, zbyt się ociągasz z wyprawieniem mnie, gdyż dziś szlachetny Delfin poniósł ciężką stratę niedaleko Orleanu; będzie z nim gorzej, jeżeli mnie do niego nie wyślesz”. Na wieść o klęsce, która rychło do niego dotarła, de Baudricourt przydzielił Joannie eskortę i wyprawił ją w lutym 1429 r. do Chinon, gdzie przebywał Delfin. Chinon znajdowało się daleko na południowy zachód od Orleanu w dolinie Loary, natomiast w połowie drogi między tymi miastami leżało Blois, również z królewskim zamkiem, wokół którego obozowały resztki pobitej armii francuskiej. Tam też jednak docierały nowe oddziały i wiosną wojska te znów miały ruszyć pod Orlean.

Czytaj także:
Krucjaty - samoobrona Zachodu. Jak sfałszowano historię krzyżowców

W Chinon dziewczyna wywarła ogromne wrażenie na Delfinie. Być może nie do końca wierzył on w jej Boże posłannictwo, ale – jak zwracają uwagę historycy – nie miał właściwie lepszego wyjścia. Wszelkie dotychczasowe próby pobicia najeźdźców nie powiodły się, upadek Orleanu oznaczał zaś nie tylko przegraną kampanię, nie tylko przegraną wojnę, lecz także definitywną utratę królestwa i połączenie Anglii oraz Francji pod berłem królów angielskich. To zadecydowało, że pozwolono jej ruszyć z wojskiem na odsiecz Orleanu oraz dano – jak sobie życzyła – pancerz, konia, miecz, sztandar i świtę. Zbroja i koń dziewicy były białe.

Orlean trwał na północnym brzegu rzeki, natomiast Anglikom – oblegającym miasto od października poprzedniego roku – udało się zdobyć na południowym brzegu ufortyfikowany klasztor Augustianów oraz fort bramny Les Tourelles. Dowodzący oblegającymi William Glasdale zbudował także wokół miasta wiele fortów, i – z braku dostatecznych sił, aby szczelnie zamknąć okrążenie – nimi blokował Orlean. Wszystkie dotychczasowe starcia w polu wygrywali Anglicy, włącznie z tzw. bitwą śledziową, gdy obrońcy spróbowali zdobyć konwój zmierzający z żywnością do nieprzyjaciół.


Gdy w końcu kwietnia wojska francuskie dotarły na miejsce, przygnębieni dotychczasowymi porażkami ich dowódcy, z Janem Orleańskim na czele, obawiali się przeprowadzenia natarcia na wroga. Nawet zapał młodziutkiej dziewczyny nie potrafiłby ich przekonać, gdyby nie nadspodziewana otucha i wola zwycięstwa, jaka wstąpiła w serca francuskich żołnierzy – zarówno tych, którzy przybyli z Blois, jak i tych z Orleanu. I tak Joanna d’Arc dopięła swego – 4 maja Francuzi ruszyli do ataku.

Ocalenie Orleanu

Pierwszy padł fort Saint-Loup. Stu Anglików zostało zabitych, a 40 dostało się do niewoli. Joanna wysłała wtedy swój drugi list do dowódcy angielskiego (pierwszy nadała jeszcze z Blois), żądając natychmiastowego opuszczenia francuskiej ziemi. Po trwających dwie doby sporach między ożywioną duchem bojowym dziewczyną a nazbyt ostrożnymi rycerzami orleańczycy przeprawili się na południowy brzeg i ruszyli na klasztor Augustianów. Od rana do wieczora trwała walka o fortyfikacje klasztorne, ale w końcu zostały one zdobyte przez Francuzów. Załoga w forcie bramnym Les Tourelles została całkowicie odcięta od innych pozycji angielskich.

Francuscy dowódcy, jakby sami zaniepokojeni tym pierwszym znacznym sukcesem, postanowili czekać z drugim atakiem na posiłki. Nie zaprosili nawet dziewczyny na naradę. Jednak upojeni zwycięstwem żołnierze byli gotowi słuchać jedynie Joanny. Była tak samo jak oni przepełniona entuzjazmem, choć poprzedniego dnia powiedziała spowiednikowi, że jutro z mojej piersi popłynie krew. O świcie 7 maja rozpoczął się szturm Les Tourelles. Poza bezpośrednim frontalnym atakiem Francuzi wysadzili przęsło mostu wzmacniające fundamenty bramy oraz wywołali tam pożar za pomocą płonących barek.

Joanna, tak jak przewidziała poprzedniego wieczora, odniosła ranę. Po opatrzeniu trafionej z łuku szyi wróciła jednak do boju. Trwał on bez efektu aż do wieczora. Dowodzący orleańczykami Dunois chciał już przerwać walkę, ale Joanna wymogła na nim wstrzymanie rozkazu. Po krótkiej modlitwie rozkazała ponowić szturm. Przyniósł on ostateczne zwycięstwo. Dom bramny Les Tourelles został wzięty, a obrońcy pozabijani lub wzięci do niewoli. Glasdale, adresat listów Joanny d’Arc, głuchy na jej wezwania, utonął w rzece.

Dodajmy, że podczas kampanii 1428 r. Joanna jeszcze dwukrotnie została ranna, co za każdym razem groziło jej śmiercią. Otóż podczas zdobywania kolejnych pozycji angielskich, blokujących Delfinowi drogę do Reims, w jej hełm trafiła kamienna kula, gdy wdrapywała się na mury pod Jargeau. Niezwykłym męstwem wykazała się także podczas ataku na Paryż 8 września. Trafiono ją w nogę z kuszy, a mimo to nadal prowadziła swych żołnierzy do natarcia.

Wróćmy pod Orlean. Rankiem 8 maja załogi pozostałych fortów angielskich wyszły z obrębu umocnień i stanęły w szyku gotowym do stoczenia bitwy w polu. Naprzeciw stanęli Francuzi. Obydwie armie czekały godzinę, ale żadna nie kwapiła się do natarcia jako pierwsza. Ponieważ była to niedziela, pobożna dziewczyna nie chciała wydać rozkazu do śmiertelnego boju. Anglicy jednak odeszli z pola. Orlean ocalał. Ocalała Francja.

Udział Joanny w walkach o Orlean miał charakter decydujący. Polegało to nie tylko na niebywałym męstwie i zapale, jaki rycerze i prości żołnierze okazywali w jej obecności, na wierze w zwycięstwo, którą potrafiła w nich wzbudzić, lecz także na nadzwyczaj trafnych decyzjach taktycznych. To ona wskazywała, gdzie, kiedy i jak atakować, oraz stawała na czele idących w bój. To ona po zdobyciu Saint-Loup kazała pójść za ciosem, i tak – z marszu – zajęła drugi fort, Saint-Jean-le-Blanc. Kiedy następnego dnia Jan Orleański zignorował jej żądanie kolejnego ataku na przeciwnika i polecił zamknąć bramy miasta, Joanna wezwała mieszczan i prostych żołnierzy oraz zmusiła burmistrza do otwarcia bramy. Z jednym tylko oficerem do pomocy ruszyła i zdobyła klasztor Saint Augustin. Jan Orleański rychło zresztą docenił jej wymierne i niewymierne zasługi, znalazł się pod jej urokiem i stał gorącym zwolennikiem Dziewicy Orleańskiej.

Czytaj także:
Krzywda Dziewicy Orleańskiej. Jak laicka Francja wstydzi się własnej historii

Zwycięstwo i stos

Echo zwycięstwa pod Orleanem szybko obiegło całą Francję, a mit Joanny d’Arc trafił do serc i umysłów Francuzów. Tysiące ochotników garnęły się do armii, miasta otwierały bramy bardziej nawet przed tą dziewczyną niż przed Delfinem, wygrywała ona dla niego kolejne starcia. Przekonała go, że zamiast iść na Normandię lub wprost na Paryż, powinien najpierw się koronować. To zadecydowało o zdobywaniu kolejnych przepraw przez Loarę w drodze do Reims: Jargeau (12 czerwca), Meung-sur-Loire (15 czerwca), Beaugency (17 czerwca). Joanna stała wtedy na czele całej armii księcia Jana II d’Alençon, a ten – wdzięczny za uratowanie życia pod Jargeau – chętnie się na to zgodził.

Wielkim wydarzeniem stało się rozgromienie wojsk angielskich 18 czerwca pod Patay. Tym razem – w przeciwieństwie do sromotnej klęski pod Azincourt – to konnica francuska starła łuczników angielskich, nim ci zdołali wystrzelić ze swych długich łuków. Armia Johna Fastolfa przestała istnieć przy minimalnych stratach francuskich. 10 dni później poprosili o pokój Burgundczycy. Poddały się Auxerre i Troyes, gdzie zawarto w 1415 r. traktat wydziedziczający syna Karola VI. A teraz ten syn triumfalnie wkroczył do Reims, gdzie koronował się 17 lipca jako Karol VII. Przedłużenie uroczystości spowodowało jednak utratę szansy zajęcia Paryża.

Zostawmy tu tragedię Joanny d’Arc: zdradę Burgundczyków, którzy ujęli dziewczynę i sprzedali ją Anglikom, postawienie jej przed wiarołomnym sądem, niewdzięczność ukochanego króla, który nie postarał się o uwolnienie swej dobrodziejki. Wreszcie – spalenie na stosie 30 maja 1431 r. najniewinniejszej pod słońcem dziewczyny oskarżonej o herezję. Ćwierć wieku później zarządzona przez papieża rewizja wyroku zdjęła z Joanny wszelkie zarzuty, a największą winą obarczyła podłego bp. Cauchon. W 1920 r. Joanna d’Arc została wyniesiona na ołtarze Kościoła. Męczeństwo tej dziewczyny stanowi pasjonujący, odrębny temat.

Pozostańmy przy aspekcie militarnym. W 1453 r. wyzwolenie Bordeaux zakończyło wojnę stuletnią. A trzech Anglosasów, którzy stworzyli kanony bitew, jakie zadecydowały o losach świata – Edward Creasy, Edgar d’Abernon i Joseph Mitchell – włączyło batalię pod Orleanem do swych wykazów jako dziejowy przełom w wojnie o panowanie nad Francją.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 11/2016
Artykuł został opublikowany w 11/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0