Tajemnica Rokossowskiego. Co ocaliło polsko-sowieckiego marszałka?

Tajemnica Rokossowskiego. Co ocaliło polsko-sowieckiego marszałka?

Konstanty Rokossowski (pierwszy z prawej) w Berlinie. W środku Gieorgij Żukow
Konstanty Rokossowski (pierwszy z prawej) w Berlinie. W środku Gieorgij Żukow / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 11
Mimo że w trakcie sowieckich czystek był katowany przez NKWD, pozostał wierny Stalinowi i bolszewikom.

Dzisiejsza Rosja przeżywa swoisty kult marszałka Rokossowskiego. Jest to prawdopodobnie element procesu „odrodzenia prawdy” o wielkiej wojnie ojczyźnianej, który harmonijnie wpisuje się w obecną politykę Kremla, politykę odbudowy potęgi imperialnej Rosji. Proces ten jednak niekiedy przypomina kampanie propagandowe, tak dobrze znane z czasów sowieckich.

Odeszła do lamusa historii, co prawda, nieomylna leninowska partia komunistyczna. Brak już jej nieskazitelnego sekretarza generalnego, określającego wyraźnie, kto ma, a kto nie ma racji. Jest jednak „skromny i lubiany powszechnie” prezydent, który tą kampanią nie dyryguje, ale jakby przygląda się z góry. Jest to kampania na miarę XXI w., w którą zaangażowano praktycznie wszystkie związane z partią władzy środki masowego przekazu, z Internetem włącznie. Ciekawe, że są wśród nich również nominalnie niezależne media, które świadomie lub nieświadomie włączają się w tę kampanię propagandową odpowiadającą pragnieniom większości narodu.

Skala tej kampanii propagandowej może czasem przerażać. Odnosi się wrażenie, że co drugi serial w telewizji rosyjskiej jest poświęcony II wojnie światowej. Księgarnie są przepełnione najrozmaitszymi książkami na ten temat, gloryfikującymi „wielkie zwycięstwo narodu sowieckiego”. Pierwsze narodowe święto nowej Rosji powoli przesunęło się z rocznicy wielkiej rewolucji październikowej nie na Dzień Niepodległości Rosji (12 czerwca), nie na Dzień tzw. Jedności Narodu (4 listopada), upamiętniający rocznicę wyzwolenia Moskwy spod okupacji polskiej w XVII w., lecz na 9 maja – Dzień Zwycięstwa nad III Rzeszą.

Nowa koncepcja II wojny światowej, kształtująca się w wyniku tej kampanii, jest na pewno nieco bliższa prawdzie historycznej, jednak w niektórych aspektach stanowi nową, daleką od rzeczywistości legendę wojny przeciwko III Rzeszy. Powstaje nowy mit wielkiej wojny ojczyźnianej, oparty na spoiwie dopiero teraz ujawnionych faktów i starych, dawno znanych stalinowskich kłamstwach. Postaci Rokossowskiego w tej kampanii należy się miejsce szczególne.

19. na liście

Były więzień polityczny, dowódca wojskowy zwolniony z łagru przed rozpoczęciem wojny z Niemcami narodowosocjalistycznymi, był jednym z czołowych dowódców sowieckich na polach bitewnych II wojny światowej, dwukrotnym bohaterem i marszałkiem Związku Sowieckiego. Konstanty Rokossowski jeszcze za życia był stawiany na piedestale przez propagandę komunistyczną jako „marszałek dwóch narodów”, jako symbol „braterstwa” i przyjaźni dwóch największych narodów słowiańskich wchodzących w skład europejskiej wspólnoty socjalistycznej. W rzeczywistości był to jeden z wielu tradycyjnych mitów propagandy sowieckiej. Prawdziwa droga życiowa „drugiego po Żukowie” sowieckiego marszałka miała mało wspólnego z obrazem niezłomnego, mądrego sowiecko-polskiego żołnierza, bohatera obu narodów.

Po rozpadzie Związku Sowieckiego w dzisiejszej Rosji przyszedł czas na wyjaśnienie wielu sprzecznych kwestii, zamartwień i kłamstw w jego oficjalnej biografii. Proces urealnienia postaci marszałka Rokossowskiego odbywa się jednak we współczesnej Federacji Rosyjskiej powoli i obfituje w wiele kontrowersyjnych ocen. W odróżnieniu od marszałka Żukowa przeważają jednak oceny wyraźnie pozytywne: nie donosił, pił jak na Rosję w miarę, nie przeklinał, nie bił podwładnych, wyroki śmierci podpisywał bardzo oszczędnie. Był Polakiem Europejczykiem z nienagannymi, jak na stalinowski Związek Sowiecki, manierami. W dzisiejszej Rosji jest czołowym legendarnym bohaterem wojennym. W przeprowadzonym w Rosji latem 2008 r. konkursie internetowym pt. „Imię Rosji” wielu uczestników oceniło go wyżej od marszałka Żukowa, „ubrązowionej solidnie przez propagandę sowiecką postaci bohatera wojennego”.

Konkurs „Imię Rosji” był rosyjskim odpowiednikiem znanego brytyjskiego konkursu „100 najwybitniejszych Brytyjczyków”. Mimo kontrowersji wokół tego konkursu (głosowanie odbywało się telefonicznie, ale wielu uczestników głosowało wielokrotnie, używając różnych telefonów) odzwierciedla on w dużym stopniu nastroje społeczne. Wśród zaproponowanych przez autorytatywną komisję – składającą się z historyków, polityków, pisarzy i działaczy społecznych – 500 najwybitniejszych Rosjan wszech czasów było pięciu Polaków: Matylda Krzesińska, Feliks Dzierżyński, Wacław Niżyński, Jury Olesza i Konstanty Rokossowski. W konkursie tym oddano ponad 44 mln głosów. Przez dłuższy czas prowadził Stalin, ale w końcu zaniepokojeni tą tendencją organizatorzy plebiscytu nieco zmienili reguły głosowania, uniemożliwiając wielokrotne głosowanie. W rezultacie zwyciężył XIII-wieczny pogromca Krzyżaków książę Aleksander Newski. Rokossowski przez dłuższy czas był w pierwszej dziesiątce, ale po zmianie reguł uplasował się ostatecznie na 19. miejscu, nieco ustępując Żukowowi (14. miejsce).

Fenomen podobnego sukcesu Rokossowskiego polega na ujawnieniu w ostatnich latach wielu faktów z biografii marszałka Żukowa, znanego ze swego niezwykle ostrego i nieustępliwego charakteru. Żukow, nazywany przez własnych żołnierzy „Marszałek Śmierć”, wyróżniał się taktyką walki bez względu na koszty ludzkie. Niektórzy weterani twierdzą, że ulubioną taktyką Żukowa było „zawalenie pozycji wroga” trupami własnych żołnierzy. Na kościach ludzkich ten dowódca prowadził Armię Czerwoną ku zwycięstwu. Żukow nie kwapił się, by osobiście rozstrzeliwać oficerów i żołnierzy źle wykonujących jego rozkazy, ale własnoręcznie bił oficerów i nawet generałów, nie przebierał w słowach, wydając polecenia swym podwładnym. Był jednak w stanie opierać się naciskom nawet samego Stalina.

Polak Rokossowski natomiast był w nowej wersji historii II wojny światowej jego przeciwieństwem. Uchodzi za swoistego arystokratę w sowieckiej generalicji. Wysoki, przystojny, wychowany, z nienagannymi manierami, zdecydowanie przewyższał Żukowa (małego wzrostu i grubiutkiego) również poziomem intelektualnym. Zawsze dążył do oszczędzania życia żołnierskiego, wyroki śmierci wydawał bardzo oszczędnie, podwładnych traktował z szacunkiem, był przez nich lubiany i szanowany. Uczłowieczenie Rokossowskiego stanowi również element uczłowieczenia ostatniej wojny, próbą przekonania nowego pokolenia Rosjan, że zwycięstwo zostało osiągnięte nie sposobem użycia maszynki do mielenia mięsa żołnierskiego własnych obywateli, lecz w sposób heroiczny i ludzki.

Czytaj także:
Bomba atomowa nad Sowietami

Z polskim akcentem

Urodził się 20 grudnia 1896 r. Jak wynika z ostatnio ujawnionych dokumentów, pochodził z polskiej katolickiej rodziny, zamieszkałej w samym centrum Warszawy przy ul. Marszałkowskiej. Jego ojciec Ksawery (a nie Konstanty, jak sobie wymyślił później Rokossowski) należał do tzw. arystokracji robotniczej. Pracował jako maszynista na kolei. Dobrze zarabiał, rodzina należała raczej do średnio zamożnych. Śmierć ojca w 1905 r. i śmierć matki w 1911 r. zmusiły go do podjęcia pracy zarobkowej już w bardzo młodym wieku. Nie była to jednak praca wyczerpująca, budząca w młodym robotniku poczucie „świadomości klasowej” (jak on to niejednokrotnie podkreślał w różnorodnych swych biografiach, pisanych pod nadzorem pilnego oka NKWD). Pracował u własnego wujka, prowadzącego dobrze prosperujący zakład kamieniarski.

Jego kariera wojskowa zaczęła się dość przypadkowo. W sierpniu 1914 r. do Grójca (dokąd wujek przeniósł produkcje pomników) wkroczył elitarny 5. Kargopolski Pułk Dragonów. Widok ubranych w kolorowe mundury kawalerzystów, którzy na kilka dni zatrzymali się w mieście, wywarł na młodym człowieku takie wrażenie, że zapragnął zostać rosyjskim dragonem. Dostał się on na rozmowę z dowódcą pułku Aleksandrem Schmidtem, który skierował go do 6. Szwadronu, gdzie było sporo Polaków. Dowódcą tego pododdziału był również Polak, rtm. Zankowicz.


Pod koniec 1917 r., już po przewrocie bolszewickim, wielu jego towarzyszy broni skierowało się do polskich korpusów na Białorusi i Ukrainie. Rokossowski natomiast zadecydował wstąpić do Armii Czerwonej, gdzie też tworzono polskie narodowościowe oddziały. Zrobił to za namową swego kolegi, polskiego komunisty Adolfa Juszkiewicza, mianowanego dowódcą jednego z takich oddziałów. Podoficer Rokossowski natychmiast awansował na stanowisko zastępcy Juszkiewicza, który dowodził czerwonym szwadronem kawalerii składającym się przeważnie z Polaków.

Tutaj w Armii Czerwonej 23-letni Rokossowski robi błyskotliwą karierę wojskową. We wrześniu 1918 r. dowodzi on już szwadronem, za rok awansuje na stanowisko zastępcy dowódcy pułku, a pod koniec 1919 r. pułk kawalerii walczy już pod jego dowództwem. Podobnie błyskotliwa kariera wojskowa dla człowieka niemającego oficerskiego wykształcenia wojskowego w odradzającej się Polsce należała do rzadkości.

W 2006 r., w przededniu 65. rocznicy wielkiego zwycięstwa Armii Czerwonej pod Moskwą w 1941 r., telewizja rosyjska wyemitowała stary wojenny sowiecki film poświęcony temu wydarzeniu. Jednym z jego bohaterów był dowódca 16. Armii, wtedy 45-letni generał dywizji Konstantin Rokossowski. W filmie Rokossowski w reportażu z pola bitwy opowiada o zwycięskim natarciu, o pogromie, który sprawili wojskom niemieckim jego żołnierze. Wszystko jest utrzymane w duchu obowiązującej propagandy komunistycznej, ale zdumienie dzisiejszych widzów może wywołać to, że Rokossowski źle mówi po rosyjsku, że jego mowa jest nasiąknięta wyrazistym akcentem polskim. Jeden z najwyższych sowieckich dowódców, po tylu latach w Rosji, pozbawiony kontaktów z ojczyzną nie nauczył się poprawnie mówić po rosyjsku. Jak to się mogło stać w warunkach totalnego prześladowania w ZSRS wszystkiego, co polskie? Jak tak błyskotliwą karierę w Armii Czerwonej mógł zrobić człowiek, który nie był w stanie pozbyć się polskości, jej skutecznie ukryć lub jakoś w sobie zdławić?

Sowiecki Polak

Rokossowski był uosobieniem tzw. Polaka sowieckiego, traktującego wszystko, co narodowe polskie i katolickie, jak obciążające dziedzictwo. Nie był w stanie całkowicie ukryć swej polskości, ale mógł negować jej podstawowe wartości. Dlatego zmienił swą biografię, zmienił nawet własne imię.

Czytaj także:
Polski lotnik Stalina. Niewiarygodna historia braci Lewoniewskich

Polskość Rokossowskiego, który w Armii Czerwonej do swego aresztu zrobił błyskotliwą karierę, cały czas wisiała nad nim jako miecz Damoklesa. Aby chociaż trochę zatuszować swe związki z polskością, urodzony w Warszawie Rokossowski wymyśla sobie nowe miejsce urodzenia – Wielkie Łuki, gdzie jakiś czas po jego urodzeniu pracował ojciec kolejarz. Dopasowana również do potrzeb czasu zastała narodowość matki (katoliczki) pochodzącej z Pińska na Polesiu. W dokumentach pojawia się jej wymyślona narodowość rosyjska. W końcu robił wszystko, aby nigdzie w dokumentach nie figurowało jego prawdziwe imię, otrzymane podczas chrztu w kościele katolickim na Warszawskiej Pradze – Kazimierz. Konstantinem (Kostią) zaczęli go nazywać w pułku dragońskim podczas I wojny światowej. I tak już pozostało. Nawet po przybyciu do Polski w 1949 r. – miał objąć posadę wicepremiera i ministra obrony narodowej – nie wrócił do swego polskiego imienia.

Prawdopodobnie spowodowane to było doświadczeniami marszałka z okresu tzw. operacji polskiej, kiedy każdy związek z polskością był traktowany prawie jak przestępstwo pospolite. Już sama przynależność do narodowości polskiej wystarczała do napiętnowania, aresztowania, skazania czy rozstrzelania. Latem 1937 r. w ramach przeprowadzenia „operacji polskiej” NKWD aresztuje Rokossowskiego w Pskowie, gdzie stacjonował dowodzony przez niego 5. Korpus Kawalerii. Oskarżają go o szpiegostwo na rzecz Polski „faszystowskiej” i założenie wśród oficerów swego korpusu komórki nielegalnej Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). Śledztwo w jego sprawie trwało prawie trzy lata – do marca 1940 r. Uratował go m.in. niezwykły upór w negowaniu swej winy. Mimo stosowanych tortur (wielogodzinne przesłuchania z biciem, rozbicie młotkiem palców nóg, wybicie zębów, złamanie żeber i dwukrotne pozorowanie rozstrzelania) Rokossowski nadal zaprzeczał swej rzekomej współpracy z polskim wywiadem i szefostwu POW.

Do dziś historia cudownego ocalenia przyszłego marszałka stanowi wielką białą plamę w jego biografii. Możliwe, że śledczych obezwładniła niezłomna postawa Rokossowskiego, który mimo tortur stanowczo odmawiał przyznania się do szefostwa POW i innych win. Możliwe również, że uratował go marszałek Timoszenko, który napisał w jego sprawie list do NKWD i prosił o jego zwolnienie samego Ławrientija Berię.

Znamiennym był również czas zwolnienia Rokossowskiego z więzienia – 22 marca 1940 r. Był to czas, kiedy już zapadła decyzja o rozstrzelaniu oficerów polskich z Kozielska, Ostaszkowa i ze Starobielska, gdy GPU niezwykle intensywnie przygotowywało się do realizacji zbrodni. Jak widzimy, represje antypolskie w ZSRS w przededniu wojny niemiecko-sowieckiej mimo swej prawie wszechogarniającej skali były wybiórcze. Tym bardziej że jednym z czołowych egzekutorów wielkiego terroru był sowiecki prokurator naczelny Andrzej Wyszyński. Wśród Polaków-wojskowych ocalał również generał dywizji Karol Świerczewski. W latach wojny domowej w Hiszpanii odgrywał on mniej więcej tę samą rolę co Wyszyński w Moskwie. Jego bezwzględność w przestrzeganiu czystości ideologicznej brygad międzynarodowych w Hiszpanii zyskała mu pobłażliwość Stalina.

Czy Rokossowski wyszedł z więzienia załamany? Czy utracił wiarę komunistyczną? Prawdopodobnie tak, ale tylko częściowo. System represji stalinowskich polegał na tym, że ocaleni i zrehabilitowani więźniowie bardzo często wierzyli w mit dobrego Stalina, który rzekomo wyjaśnił ich sprawę i oczyścił z bzdurnych zarzutów. Dlatego tacy ludzie jeszcze bardziej gorliwie niż przed aresztowaniem przysługiwali się reżimowi.

Z więzienia Rokossowski również wyszedł głęboko przekonany, że jego polskość trzeba schować jeszcze głębiej, niż to było przed aresztowaniem, że polskość dla generała i marszałka sowieckiego stanowi wyraźnie obciążające dziedzictwo, które może doprowadzić do klęski całej jego kariery wojskowej. Nie przypadkiem od razu po wyzwoleniu w kwietniu 1940 r. w swej autobiografii Rokossowski napisał: „Żadnych krewnych za granicą nie mam i nigdy nie miałem”. Ani słowa w tej autobiografii nie ma na temat narodowości jego rodziców.

Zwolnienie Rokossowskiego z więzienia i całkowita rehabilitacja stały się możliwe w ramach tzw. małej odwilży, kiedy Stalin zaniepokojony znacznym obniżeniem zdolności bojowej Armii Czerwonej i w związku z totalnymi represjami wobec jej dowódców wydał NKWD polecenie ponownie rozpatrzyć sprawy tych z wyższych oficerów, których nie zdążono rozstrzelać. Stalin prawdopodobnie wiedział o swym ulubionym dowódcy prawie wszystko. Próby Rokossowskiego tuszowania swych polskich korzeni i wyrzeczenie się rodziny wyglądały na tle wszechwładzy i wszechwiedzy NKWD naiwnie. Stalin nie obawiał się ze strony Rokossowskiego jakiejkolwiek niesubordynacji. Wręcz odwrotnie – ów czołowy dowódca sowiecki, jako Polak i jako były więzień GUŁagu, najbardziej się nadawał do roli posłusznego wykonawcy woli Kremla.

Proces przewartościowania osoby marszałka i jego roli w II wojnie światowej odbywa się jednak jednostronnie, ujawniając jedynie te rysy osoby Rokossowskiego, które pasują do obowiązującej oficjalnej koncepcji zwycięstwa Związku Sowieckiego. Dla niezależnych badaczy nadal są niedostępne dokumenty archiwalne mogące ujawnić prawdę o wojnie i jej czołowym graczu.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2017
Artykuł został opublikowany w 9/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 11
  • Zbigniew Sekulski IP
    Artykuł jest chamski i choć pełen wyzwisk pod adresem Rosji i jej "propagandy" sam reprezentuje typowo pisowsko ipeenowski bolszewizm. Marszałek był jednym z najwybitniejszych dowódców wojny światowej dumny ze swojej polskości. Autor gubi się w swoim bełkocie na temat niszczenia w Rosji "wszystkiego co polskie" pisząc obok o licznych oddziałach polskich. Polacy przed rewolucja robili liczne kariery w armii doskonale wyszkoleni w akademiach. Rozmaite okresy terroru dotykały głównie samych Rosjan a aparat terroru był głównie żydowski lub łotewski. Mali Polacy co posłali powstanie warszawskie na zagładę wściekli sa ,że inni Polacy potrafili wygrywać i walczyć o Berlin.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Cyryl Metody IP
      Za najgłębszej Komuny nie było tajemnicą że: Rokossowski był z pochodzenia Polakiem, miał rodzeństwo w Polsce, autor pisze więc banialuki, że ,,ostatnio odtajnione", chyba że to ,,ostatnio" to ostatnie sto lat? Teraz jest 2019, grudzień. Co do Andrieja Wyszyńskiego, osławionego prokuratora Stalina, to te był z pochodzenia Polakiem, a jego siostra żyła w Lesku w międzywojniu. Lesko to polskie miasteczko na południe od Sanoka w Bieszczadach.
      Dodaj odpowiedź 2 0
        Odpowiedzi: 0
      • Wodorosty IP
        Niemcami narodowosocjalistycznymi ??? rozumiem, że napadli nas tylko Niemcy należący do NSDAP a reszta grała w orkiestrze i gotowała w kuchni i piła piwo w gospodzie nie mając bladego pojęcia o agresji na sąsiadujące państwa...
        Dodaj odpowiedź 3 0
          Odpowiedzi: 0
        • gonzo IP
          Zdumiewająca jest rola Rokossowskiego w ocaleniu Antoniego Hedy ps "Szary" Ktoś? coś?
          Dodaj odpowiedź 3 0
            Odpowiedzi: 0
          • VREMENI IP
            Marszałek był najlepszy w skoku w dal z Warszawy aż za Ural.
            Dodaj odpowiedź 2 8
              Odpowiedzi: 0