Tajemnica samobójstwa niedoszłego prezydenta II RP

Tajemnica samobójstwa niedoszłego prezydenta II RP

Zjazd Legionistów w Radomiu. Od lewej na pierwszym planie: Marszałek Józef Piłsudski, premier Walery Sławek (w kapeluszu) oraz inspektor armii gen. Edward Rydz-Śmigły. 1930 r.
Zjazd Legionistów w Radomiu. Od lewej na pierwszym planie: Marszałek Józef Piłsudski, premier Walery Sławek (w kapeluszu) oraz inspektor armii gen. Edward Rydz-Śmigły. 1930 r. / Źródło: NAC
Dodano 6
140 lat temu, 2 listopada 1879 roku, urodził się Walery Sławek, najbliższy współpracownik Józefa Piłsudskiego i jego przyjaciel. Sześćdziesiąt lat później, 2 kwietnia 1939 roku, w niezwykle tajemniczych okolicznościach popełnił samobójstwo. Ta wiadomość zszokowała całą Polskę.

Dzień wcześniej, wieczorem, o 20.45 - zwracano uwagę, że była to godzina śmierci Marszałka - Walery Sławek wyjął z biurka stary pistolet browning, służący mu, gdy był bojowcem PPS. Włożył lufę w usta i pociągnął za cyngiel. Umarł po kilku godzinach w szpitalu. Co było powodem tego desperackiego kroku? Formułowano wiele hipotez. Jest prawdopodobne, że poczuł się zmuszony do odebrania sobie życia.

Walery Sławek pozostawił list. Informował w nim, że postanowił pozbawić się życia. Motywów nie podał. Spalił papiery osobiste i wręczone mu w zaufaniu. Zakończył list zdaniem: „Bóg wszytko widzący może mi wybaczy moje grzechy i ten ostatni”. Miał napisać jeszcze dwa inne listy, do prezydenta Ignacego Mościckiego i do przyjaciela Aleksandra Prystora. Nie wiadomo, co się z nimi stało. Ich treść nie jest znana. Być może rzuciłyby światło na jego samobójstwo.

Nie wiadomo też, kto pierwszy pojawił się w mieszkaniu Walerego Sławka w alei Szucha w Warszawie. Policja i premier Składkowski, czy też jego przyjaciele? Według jednej z wersji wszystkie listy zabrał premier. Być może jednak pierwszy był Bohdan Podoski, przyjaciel Sławka i współautor konstytucji kwietniowej. On i inni ludzie mieli „oczyścić mieszkanie”. Ale z czego?

Miał zostać prezydentem...

Walery Sławek obok Aleksandra Prystora należał do najbardziej zaufanych ludzi Marszałka. Znał się i współpracował z Piłsudskim trzydzieści lat, od czasów działalności w Polskiej Partii Socjalistycznej pod zaborem rosyjskim.

W dedykacji, którą Marszałek napisał dla zaledwie kilku ludzi, którym podarował swoją książkę „Rok 1920”, jedynie Walerego Sławka nazwał przyjacielem. Tylko jemu Piłsudski napisał, że byli jak dwa konie ciągnące tę samą bryczkę. Wspominał w dedykacji zagniewane na siebie oczy Sławka. Tylko on mógł sobie pozwolić na wyrażenie w ten sposób dezaprobaty wobec Marszałka.

W II Rzeczypospolitej Walery Sławek dwukrotnie stawał na czele rządu. Był prezesem Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem, będącej, wbrew nazwie, partią, na której wspierał się obóz rządzący po przewrocie majowym. Był też Sławek współautorem konstytucji kwietniowej, która wprowadzała system prezydencki. Nie robiono tego dla Marszałka. Był już wtedy bardzo schorowany i zmierzał ku śmierci. Silną prezydenturę wymyślono po to, by – gdy go zabraknie – nadal istniała jednoosobowa władzę w Polsce.

Gdy Marszałek umarł w maju 1935 roku, elita piłsudczyków uważała, że prezydentem powinien zostać Walery Sławek. Najwierniejszy z wiernych, będący jak nikt blisko Piłsudskiego. Marszałek wspominał zresztą, że Sławek powinien zostać prezydentem po Mościckim.

Kadencja prezydenta Ignacego Mościckiego upływała jednak dopiero za pięć lat. A Mościcki na mocy nowej konstytucji, otrzymywał ogromne uprawnienia. Elita piłsudczyków uważała, że skoro ustawa zasadnicza tak radykalnie poszerzyła zakres władzy prezydenta, Mościcki powinien ustąpić. Nie do takiej roli, był przewidziany. Był otoczony szacunkiem przez Piłsudskiego i jego otoczenie jako głowa państwa, tym większym im mniej znaczył.

Profesor Mościcki nie zamierzał jednak ustąpić ze stanowiska. Polubił smak władzy i doskonale odnajdywał się w rolach reprezentacyjnych. Elita piłsudczyków chciała natomiast szybkiej zmiany. Jedynym jej kandydatem był Walery Sławek. On jednak czekał, aż Mościcki sam zrozumie, że w związku z nową sytuacją powinien ustąpić. Spotkał się z oporem prezydenta. Zamiast go złamać - a miał poparcie wszystkich najważniejszych piłsudczyków - poddał się. Nalegali na próżno, by był bardziej zdecydowany.

Stanisław Cat -Mackiewicz pytał Walerego Sławka dlaczego nie zmusił Mościckiego do rezygnacji z urzędu. Usłyszał odpowiedź: „Przecież pan wie, że to ja miałem być tym, który miał zająć jego miejsce”. Bał się, że zostanie posądzony o kierowanie się pobudkami osobistymi, chęć dorwania się do najwyższego urzędu w państwie

Po śmierci Marszałka następowało nowe rozdanie kart w obozie rządzącym. Sławek wypuścił w tym momencie z ręki ważny atut. Rozwiązał kierowany przez siebie BBWR. Mierziło go, że do ugrupowania obozu rządzącego dostało się wielu karierowiczów, ludzi, którzy wykorzystywali przynależność do BBWR by załatwiać swoje prywatne interesy i uprawiać protekcję.

Mówił, co musiało zdumieć nie tylko piłsudczyków, że „system czyniący ze zwolenników obozu ludzi uprzywilejowanych prze resztą społeczeństwa jest zaprzeczenie sprawiedliwości. Na systemie takim ustroju państwa opierać nie można”.

W tym momencie część elity piłsudczykowskiej, korzystającej właśnie z przywilejów, jakie daje przynależność do obozu rządzącego odwróciła się od Sławka. Poza tym zarzucali mu, że zniszczył strukturę, która była fundamentem rządów obozu pomajowej zmiany.

Ale Walery Sławek był wrogiem partii w ogóle. Uważał, że życie państwa trzeba oprzeć o organizacje społeczne, zawodowe, samorządowe. O ludzi, którzy są blisko problemów swoich środowisk, zawodów, okolicy.

Był jednak nadal premierem i miał wciąż silną pozycję. Ale gdy prezydent Mościcki, po jesiennych wyborach w 1935 roku, chciał mu narzucić swojego ulubieńca Eugeniusza Kwiatkowskiego, swoją drogą wybitnego działacza gospodarczego, Sławek zareagował emocjonalnie. Podał się do dymisji. Uznał bowiem, że presja Mościckiego to złamanie niedawno uchwalonej konstytucji.

Przestał być i szefem partii rządzącej i premierem. Przyjaciel Sławka, minister spraw zagranicznych Józef Beck, proponował mu, że odmówi wejścia do nowego rządu. Byłby to wstrząs dla prezydenta Mościckiego. Wiadomo było, że Beck cieszył się nieograniczonym zaufaniem Marszałka jako kierownik polityki zagranicznej. Odmowa Becka sprawiłaby, że Walery Sławek powróciłby do gry jako premier. Ale Sławek ponownie nie zdecydował się na nacisk na prezydenta. Powiedział, że nie może zgodzić się na takie działania, które mogłyby wywołać wrażenie, że stoją za tym jego ambicje osobiste.

Wymowne milczenie

To, co się działo po śmierci Marszałka nie podobało mu się Sławkowi. Z niesmakiem, przyjął, jak zresztą wielu piłsudczyków, nadanie niewiele ponad rok po śmierci Piłsudskiego stopnia marszałka Edwardowi Śmigłemu-Rydzowi. Ale znacznie większe zastrzeżenia Sławek miał do tego, że zaczęto kreować Śmigłego na wodza narodu. Co więcej, zgodnie z okólnikiem premiera Składkowskiego uzgodnionym z prezydentem Mościckim, nowy marszałek miał być uważany za drugą osobę w państwie. Chodziło rzekomo tylko o sprawy protokolarne. Ale nie tak to było odbierane. Walery Sławek uważał, że nastąpiło faktyczne złamanie konstytucji. Nie przewidywała ona roli człowieka numer dwa w państwie dla Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, którym po Piłsudskim został Śmigły-Rydz.

Walery Sławek krytycznie patrzył na także powstanie Obozu Zjednoczenia Narodowego. Była to partia obozu rządzącego, z jej wszystkimi wadami, o których doskonale wiedział, jako szef BBWR. W dodatku zorganizowana została na sposób niemal wojskowy i została faktycznie podporządkowana marszałkowi Śmigłemu. A polityka państwa zaczęła skręcać w kierunku nacjonalistycznym. Sławek powiedział zaufanemu współpracownikowi, Janowi Hoppe: „Władze w Polsce obejmują zwolennicy dyktatury wojska, wodzostwo i totalizmu. Nie po to był przewrót majowy”.

Czytaj także:
Kula dla Piłsudskiego. Ukraińscy terroryści przeciw II RP

Walery Sławek nie wypowiadał się publiczne, nie zabierał nawet głosu jako poseł. Ale milczenie najbliższego współpracownika Piłsudskiego było tak bardzo uderzające, że opinia publiczna wiedziała doskonale, że nie zgadzał się ze zmianami politycznymi, jakie nastąpiły w Polsce po śmierci Marszałka. Ta ewolucja nie podobała się też większości posłów obozu rządzącego. Dlatego też, gdy umarł w 1938 roku marszałek Stanisław Car, wybrali Sławka na opróżnione stanowisko.

Zgoda Sławka na kandydowanie na to stanowisko, oznaczała rzucenie rękawicy rządzącemu duetowi Mościcki-Śmigły.

Niespodziewany powrót

Prezydent Mościcki, a jeszcze bardziej marszałek Edward Śmigły-Rydz, poczuli się zagrożeni. Stanęli w obliczu buntu Sejmu. A Walery Sławek wracał do polityki jako ważny gracz i wprost stwierdzał, że będzie dbał o przestrzeganie konstytucji. Śmigły, nieformalnie osoba numer dwa w państwie, a faktycznie numer jeden, jako wykreowany wódz narodu, miał powody do obaw. To właśnie on miał zająć za dwa lata – w 1940 roku - po Mościckim stanowisko prezydenta. Ale nie było żadnej pewności tak się stanie. Konstytucja przewidywała, że ustępujący prezydent może wskazać swojego następcę. Z pewnością Mościcki zgłosiłby Śmigłego. W takim przypadku doszłoby do głosowania powszechnego. Obywatele mieliby wybór między kandydatem prezydenta i kandydatem wyłonionym przez Zgromadzenie Narodowe, czyli posłów i senatorów. Marszałek Śmigły nie mógł być pewny wyników głosowania. Walerego Sławka Sejm już wybrał go na swojego marszałka, a na czele senatu stał jego przyjaciel – Aleksander Prystor.

Dlatego też parlament, decyzją prezydenta Mościckiego, współrządzącego Polską ze swoim następcą, marszałkiem Śmigłym, został rozwiązany. Kampanii wyborczej Sławek nie umiał i nie chciał prowadzić. Musiałby jawnie wystąpić przeciw niedawnym kolegom z obozu rządzącego. Nie zrobił tego. Był skrępowany solidarnością z piłsudczykami, mimo, że niedawni przyjaciele, zepchnęli go w cień. Nie chciał dokonywać podziałów w obozie rządzącym.

A władze po cichu i skutecznie agitowały przeciw Sławkowi.

Walery Sławek nie został posłem. Był już tylko osobą prywatną, jeśli nie liczyć prezesury Instytut Józefa Piłsudskiego. To właśnie w wyeliminowaniu Sławka, w 1935 roku, a potem w trzy lata później - zresztą w obu przypadkach w sporej mierze na jego własne życzenie - upatrywano przyczynę samobójstwa. Miał wpaść w depresję, miał czuć się wyrzucony poza nawias polityki, nieprzydatny. On, który przez całe życie pracował dla Polski.

Krytyka czy spisek?

Walery Sławek był jednak najprawdopodobniej pogodzony ze swoją sytuacją. Zabrał się za pisanie pamiętników i zamierzał się na stałe wyprowadzić z Warszawy do domu w Racławicach. Chciał uciec raz na zawsze od polityki.

Sławek spotykał się jednak z działaczami z PPS. Wielu znał sprzed I wojny światowej. Dzielące ich różnice z czasów II Rzeczypospolitej przestawały istnieć. Zarówno Sławek, jak i oni patrzyli krytycznie na sytuację w Polsce. Czy rzeczywiście tylko patrzyli?

Wśród hipotez tłumaczących samobójstwo Sławka jest i taka, że miał spiskować przeciw rządom Mościckiego oraz Śmigłego. I poniósł tego konsekwencje.


Może było jednak tak, że prezydent i marszałek uznali spotkania towarzyskie za montowanie spisku i podjęli wobec Sławka odpowiednie działania? Być może doskonale wiedziano, że żadnego spisku nie ma, ale z premedytacją przyjęto wersję o planowaniu obalenia władz, by raz na zawsze wyeliminować Sławka jako potencjalnego konkurenta?

Bardziej prawdopodobne było to, że władze przejmie nie opozycja, lecz grupa piłsudczyków przeciwna polityce Mościckiego i Rydza. Dla tej grupy przywódcą mógł być tylko Walery Sławek, obdarzony autorytetem i legendą najbliższego współpracownika Marszałka, który, jak nikt, znał jego myśli.

Poseł Józef Ostafin pozostawił relację o tajnych spotkaniach w gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego. To nie był krąg działaczy PPS, nie opozycji, ale piłsudczyków. Ci ludzie nie tylko narzekali na politykę władz. Gdyby tylko o to chodziło, spotykaliby się w kawiarniach. Nie chcieli jednak, by ktoś ich widział. Ale jeden z nich okazał się zdrajcą i poinformował władze. Podobno spiskowcy mieli zdeponować u Sławka jakieś papiery. Czy były to te, które palił tuż przed samobójstwem? Jest to prawdopodobne.

Dalszy ciąg wydarzeń mógł przebiegać tak: władze, wiedząc o spisku i udziale w nim Walerego Sławka oraz dowodach na to, jakie były w jego mieszkaniu, zamierzały go aresztować. Ktoś jednak uprzedził Sławka. Spalił więc kompromitujące spiskowców papiery i popełnił samobójstwo.

Według Stanisława Gizy, współpracownika Sławka z Instytutu Józefa Piłsudskiego, władze inwigilowały niedoszłego prezydenta (on sam skarżył się, że tajniacy kręcą się koło jego domu). Na rozkaz Śmigłego sprawą zainteresował się Oddział II. To jego szef, płk Józef. Smoleński miał podsunąć myśl aresztowania Walerego Sławka i zrobienia procesu pokazowego. A Sławek, jak twierdził Giza, „nie mógł dopuścić, żeby on, który przez prawie dziesięć lat rządził Polską, miał stanąć przed tymi, którzy płaszczyli się przed nim w przeszłości,- oskarżony o zamach stanu”.

Dlatego popełnił samobójstwo.

Hipotezie spisku, która miała w konsekwencji spowodować samobójstwo Sławka zaprzeczał zaprzyjaźniony z nim Gennadiusz Szymanowski. Przyszedł kiedyś do Sławka i powiedział, że Polska na niego patrzy i oczekuje ratunku, Sławek wybuchnął: „Czegóż wy chcecie, żebym urządził zamach stanu?”. Mówił, że czasy są tak ciężkie, że nie pora na podejmowanie walk wewnętrznych. I w to raczej należy uwierzyć.

Wątek niemiecki

Jest jednak także inna hipoteza, łącząca samobójstwo Sławka z dramatyczną sytuacją Polski i niemieckimi żądaniami. A w tej hipotezie łączą się trzy sprawy, które się uzupełniają. Wspomnienia jego przyjaciół, artykuł w gadzinowym „Nowym Kurierze Warszawskim” i zawartość sejfu w Belwederze.

Walery Sławek zdawał sobie sprawę, że Polska, nie ma żadnych szans na skuteczną obronę i zostanie pierwsza zaatakowana przez Hitlera. Nie wierzył w skuteczną pomoc Zachodu, którą obiecywało polsko-brytyjskie porozumienie zawarte kilka dni przed jego samobójstwem. Co więcej, ten sojusz mógł właśnie spowodować uderzenie Niemiec na Polskę. Na kilka godzin przed tym, zanim Sławek wyciągnął z szuflady browninga, byli u niego przyjaciele Bohdan Podoski i Tadeusz Schaetzel, który był m.in. szefem gabinetu Sławka jako premiera. Z bardzo długiego monologu Sławka, Podoski wspominał tylko te słowa: „Ja to wiem, ja to czuję, że oni prowadzą Polskę do zguby i już nie wiem jak mam przeciw temu reagować”.

Podoski komentował: „Pułkownik, zdawał sobie sprawę doskonale z tego, że Polsce grozi najazd Niemiec hitlerowskich znacznie silniejszych militarnie od Polski. Swoją śmiercią samobójczą pragnął wstrząsnąć sumieniem rządzących i skłonić ich, by swoją politykę, zarówno zewnętrzną, jak i wewnętrzną dostosowali do tej groźby wiszącej nad Polską”.

Jak można było zapobiec „straszliwej katastrofie”, o czym wspomniał rozmówca Sławka? Nie przez kategoryczne odrzucanie żądań niemieckich, nie przez prowokowanie ich sojuszem z Wielką Brytanią, lecz przez pertraktacje – grę na czas - i może, jeśli nie będzie wyjścia, ustępstwa.

Podoski i Schaetzel nie powiedzieli tego wprost, ale ich sugestia jest wyraźna: Walery Sławek uważał, że odrzucenie bez dyskusji żądań niemieckich, ściągnie na Polskę wojnę i klęskę. Ale nie musi to wcale oznaczać, że z własnej woli postanowił popełnić samobójstwo, na znak sprzeciwu wobec twardego stanowiska Polski wobec Niemiec.

Czytaj także:
Proroctwo Studnickiego. Katastrofę II RP dokładnie przewidział już wiosną '39

Podoskiego i Schaetzla przyjął Sławek w ciemnym garniturze, z miniaturkami odznaczeń. Na pytanie, dokąd się wybiera, odpowiedział: donikąd...

Gdyby nie relacje Podoskiego i Schaetzla, można by od razu odrzucić informacje zawarte w gadzinowym, sterowanym przez Niemców „Nowym Kurierze Warszawskim” z grudnia 1940 roku o Walerym Sławku i jego samobójstwie. Pismo to starało się w jak najgorszym świetle przedstawić polską elitę rządzącą. Skądinąd wyciągając różne brudy i afery.

Gazeta opublikowała rzekomy „list czytelnika”, pod tytułem: „Walery Sławek pragnął porozumienia z Niemcami. Obrzydzono mu życie do tego stopnia, że znalazł się w matni i strzelił do siebie”. Pierwsze zdanie tytułu, w świetle relacji Podoskiego i Schaetzla nie jest dalekie od prawdy. Walery Sławek nie chciał, by Polska od razu zgodziła się na niemieckie żądania, ale na pewno uważał, że trzeba z Niemcami rozmawiać, a nie odrzucać je bezdyskusyjnie. Sławek, jako rozsądny polityk, w przeciwieństwie do Mościckiego, Rydza i Becka, którzy nie idąc na żadne ustępstwa, ściągnęli na Polskę wojnę i katastrofę, to nie jest wymysł niemieckiej propagandy.

Drugie zdanie tytułu, mówiące, że został zaszczuty przez władze i to właśnie było przyczyną śmierci, to nadal tylko hipoteza.

22 marca 1939 roku, dziesięć dni przed samobójstwem, Sławek miał, według artykułu w „Nowym Kurierze Warszawskim”, napisać list do marszałka Śmigłego. Zwracał uwagę na konieczność zmiany polityki zagranicznej ze względu na całkowite nieprzygotowanie Polski do wojny z Niemcami. Proponował załatwienie konfliktu polsko-niemieckiego w drodze bezpośrednich pertraktacji. Mogło to sugerować, że władze powinny iść na ustępstwa wobec Niemiec.

Odpowiedź marszałka Śmigłego przekazał Waleremu Sławkowi płk. Strzelecki. Marszałek nie przyjął listu do wiadomości. Przestrzegał przed jakąkolwiek próbą działania godzącego w politykę politykę władz. I groził, że jeśli Sławek to zrobi, zostanie potraktowany jak ten kto godzi w jedność narodową i zagraża bezpieczeństwu państwa. Zapewne, ze wszelkimi tego konsekwencjami.

W tym czasie – to już nie relacja „Nowego Kuriera Warszawskiego” – został zesłany do obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej, Stanisław Cat-Mackiewicz redaktor naczelny wileńskiego „Słowa”. Za „defetyzm”, wskazywanie potęgi militarnej Niemiec. Cat był, podobnie jak Sławek, zwolennikiem niestawiania spraw na ostrzu noża w stosunku z Niemcami. On też wiedział, że konfrontacja może się skończyć tragicznie dla Polski.

Ekipa rządząca nie odważyła się wysłać Walerego Sławka, najbliższego współpracownika Józefa Piłsudskiego do obozu w Berezie Kartuskiej. Tam, gdzie siedzieli komuniści i nacjonaliści ukraińscy. Byłby to szok i skandal. Prawdopodobnie więc użyto innych metod, by go uciszyć.

Według relacji „Nowego Kuriera Warszawskiego”, na dwa dni przed samobójstwem Walerego Sławka, przyszedł do niego szef Oddziału II, płk Józef Smoleński. Miał poinformować Sławka, że może go skompromitować. Autor artykułu z „Nowego Kuriera Warszawskiego” nie napisał jednak na jakim tle. Czy chodziło o politykę czy o sprawy osobiste? Sławek miał stanąć przed wyborem: kompromitacja albo list hołdowniczy do marszałka Śmigłego, z wyrazami poparcia. Wybrał w tej sytuacji samobójstwo. Uniknął i kompromitacji i upokorzenia.

Zwraca uwagę to, że szef Oddziału II występuje zarówno w relacji Gizy mówiącej o spisku przeciw władzom, jak i w artykule mówiącym o tym, że Sławek opowiadał się za rozmowami z Niemcami. Po wojnie pułkownik Smoleński oświadczył tylko tyle, że w zakresie jego kompetencji nie leżały sprawy wewnętrzne.

Czy tajemniczy „czytelnik”, autor artykułu, korzystał z tajnych materiałów które odkryli Niemcy w szafie pancernej w Belwederze? Tego nie wiadomo. W sejfie były „kompromitujące materiały”, jak twierdził Jerzy Sienkiewicz, historyk sztuki i muzealnik. Był przy otwarciu belwederskiego sejfu. A były tam, obok dokumentów dotyczących generała Włodzimierza Zagórskiego, który zaginął po przewrocie majowym w niewyjaśnionych okolicznościach (jest znacznie bardziej prawdopodobne, że został zamordowany przez piłsudczyków niż uciekł za granicę), dokumenty dotyczące Walerego Sławka. Nie wiadomo, czy owe materiały kompromitowały Walerego Sławka. Jeśli tak było, mogły stać się podstawą do zdyskredytowania go, co doprowadziło Sławka do samobójstwa. Czy też, odwrotnie – co chyba jest bardziej prawdopodobne - kompromitowały ludzi, którzy prowadzili przeciw niemu bezwzględną walkę. Tak czy inaczej dokumenty z Belwederu mogły wskazywać na to, że Sławek poczuł się zmuszony do odebrania sobie życia.

Jeśli przyjąć, że do samobójstwa Walerego Sławka przyczynili się ludzie z kręgu marszałka Śmigłego, to najpewniej o tym nie wiedział. Śmigły mógł przestrzegać Sławka przez swojego oficera, by nie wtrącał się w politykę zagraniczną. Ale prawie na pewno nie kazał szantażować Sławka ani grozić mu skompromitowaniem. Na to był zbyt uczciwy i prostolinijny. Mogli w tej sprawie, na własną rękę zadziałać jego ludzie.

Nie wiadomo, gdzie są „kompromitujące materiały” w sprawie Sławka i jego samobójstwa, które mogłyby wyjaśnić wiele, a może wszystko w sprawie jego samobójstwa? Nie wiadomo. Podobno Niemcy wywieźli je do archiwum do Gdańska. Może nie zdołali ich stamtąd ewakuować przed nadejściem Armii Czerwonej. Jeśli tak, to akta z belwederskiego sejfu znajdują prawdopodobnie czeluściach jakiegoś rosyjskiego archiwum.

Uderzające jest to, że Walery Sławek popełnił samobójstwo nagle. Tak, jakby 2 kwietnia dostał jakąś wiadomość, która go do tego zmusiła. Umawiał się na popołudnie tamtego dnia na spotkanie u siebie ze swoją znajomą, HalinąOstrowską-Grabską. Następnego dnia zamierzał wyjechać do Racławic, gdzie miał dom. Te fakty wskazują, że nie nosił się nawet dzień wcześniej z myślą o samobójstwie. Decyzja była raptowna. Zapewne dostał wiadomość, uprzedzającą go, że zostanie aresztowany lub skompromitowany. Ostrowska-Grabska obwiniała się o to, że odwołała spotkanie z Walerym Sławkiem. Uważała, że gdyby spędziła z nim wieczór, nie popełniłby samobójstwa. Ale wiele wskazuje, że to on odwołałby spotkanie z nią. Bo musiał się zabić.

W pożegnalnym liście Walery Sławek napisał, że spalił dokumenty powierzone mu w zaufaniu, ale zaznaczał, że nie wie, czy wszystkie. Oznaczać to może, że zabrakło mu czasu. I musiał jak najszybciej sięgnąć do biurka, wyjąć rewolwer i popełnić samobójstwo. Zanim nie będzie za późno.

Co było w tych papierach, których - jak się obawiał - nie zdążył spalić? Co takiego, że ktoś po ujawnieniu ich, mógłby mieć poważne kłopoty? Najpewniej z władzami, bo z kim innym? Prosił więc pokrzywdzonych o wybaczenie.Czy były to papiery związane ze spiskiem przeciw ekipie rządzące, a w każdym razie kompromitujące opozycjonistów, takich, jak on.

Walery Sławek został pochowany w Warszawie, na środku głównej alei Cmentarza Wojskowego na Powązkach. Władze nie mogły sobie pozwolić na szykanowanie go po śmierci. Cała Polska wiedziała, że był najbliższym współpracownikiem Marszałka.

Po wojnie władze komunistyczne przeniosły grób Walerego Sławka z tego eksponowanego miejsca na ubocze. Niedawno, zamiast skromnego betonowego krzyża, na którym znajdowało się jedynie imię i nazwisko i daty życia, postawiono pomniczek. Napis na nim mówił wreszcie, kim był.

Prochy Walerego Sławka winny jednak wrócić na należne mu miejsce.

Czytaj także

 6
  • Ignorant Historyczny IP
    Wygląda na to, że seryjny samobójca działał już w przedwojennej Polsce...
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • SpokoGostek IP
      Jak był w obozie władzy to mu brutalność, niekompetencja i ogólna miernota rządów sanacji nie przeszkadzala. Dopiero jak go od koryta, to zaczęło boleć.
      Dodaj odpowiedź 2 3
        Odpowiedzi: 0
      • Szacki IP
        Miał zbyt słaby charakter, żeby zostać następcą Piłsudskiego. Prezydent RP był w owym czasie obdarzony realną, niemal nieograniczoną władzę. Po roku 1933 (upływie kadencji Mościckiego) prezydentem Rzeczypospolitej powinien zostać Maciej Rataj, względnie Janusz Radziwiłł. Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych mógłby być wspomniany wyżej gen. Kazimierz Sosnkowski lub gen. Tadeusz Kutrzeba. Szefem dyplomacji August Zaleski.
        Dodaj odpowiedź 5 1
          Odpowiedzi: 0
        • Salomon Morel IP
          Sam wymierzył sobie karę za zdradę Socjalizmu
          Dodaj odpowiedź 0 8
            Odpowiedzi: 0
          • aras39@tlen.pl IP
            Historia pokazała, że w odpowiednich warunkach, mógł być polskim Manerheimem...
            Dodaj odpowiedź 1 1
              Odpowiedzi: 1