Atomowa apokalipsa w Majaku. Ten koszmar był preludium do Czarnobyla

Atomowa apokalipsa w Majaku. Ten koszmar był preludium do Czarnobyla

Ratownicy usuwający skutki skażenia jądrowego. Zdjęcie ilustracyjne
Ratownicy usuwający skutki skażenia jądrowego. Zdjęcie ilustracyjne
Dodano
Chociaż prawda wyszła na jaw dopiero po wielu latach, wydarzenia w Majaku długo pozostawały najpoważniejszym wypadkiem jądrowym w historii.
(Poniższy tekst jest fragmentem książki Adama Higginbothama pt. „O północy w Czarnobylu”. Wyd. SQN)

ZSRR, jako jeden z dwunastu założycieli Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, od 1957 roku był zobligowany informować o wszelkich wypadkach z użyciem energii jądrowej na swoim terenie. Ale władze radzieckie nie poinformowały instytucji o żadnym z kilkunastu niebezpiecznych incydentów, które na przestrzeni dekad wydarzyły się na ich terenie. Przez niemal trzydzieści lat obywatelom mocarstwa i całemu światu wmawiano, że przemysł jądrowy ZSRR jest najbezpieczniejszy na świecie. Koszt tej iluzji okazał się wysoki.

W niedzielę 29 września 1957 roku o godzinie 16.20 doszło do potężnej eksplozji w pobliżu Czelabińska-40 w Uralu Południowym, na terenie obiektu Średmaszu tak tajnego, że nie widniał na żadnych mapach. Teren zamknięty obejmował zarówno zakład jądrowy majak – kilka reaktorów produkujących pluton i fabryki radiochemiczne postawione na odludziu od fundamentów przez przymusową siłę roboczą – oraz zamknięte miasto Oziorsk, w którym mieszkali uprzywilejowani pracownicy zakładów. Było ciepłe, słoneczne popołudnie. Gdy doszło do eksplozji, wielu mieszkańców oglądało mecz piłki nożnej na miejskim stadionie. Myśleli, że to odgłosy detonacji dynamitu wywołanej przez skazanych pracujących w pobliskiej strefie przemysłowej i nie zwrócili na nie uwagi. Mecz trwał dalej.

Do eksplozji doszło wewnątrz podziemnego zbiornika na odpady po produkcji wysoce radioaktywnego plutonu. Wybuch, który nastąpił w wyniku awarii systemu chłodzącego i monitorującego temperaturę, wyrzucił stusześćdziesięciotonową betonową pokrywę zbiornika dwadzieścia metrów w powietrze, wybił szyby w pobliskich barakach więziennych, wyrwał metalową bramę i wydalił wysoki na kilometr słup pyłu oraz dymu. W ciągu kilku godzin gruba na kilka centymetrów radioaktywna chmura opadła na strefę przemysłową. Pracujący na jej terenie żołnierze wkrótce trafili do szpitala, wymiotując i krwawiąc.

Nie posiadano żadnych planów akcji ratunkowej na wypadek radioaktywnej katastrofy. Początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy, że do takowej doszło. Dopiero po kilku godzinach udało się dotrzeć do zarządców fabryki, którzy przebywali akurat na pokazie cyrkowym w Moskwie. W tym czasie wysoce promieniotwórczy opad – dwa miliony kiurów – o szerokości sześciu i długości niemal pięćdziesięciu kilometrów rozprzestrzeniał się po całym Uralu. Następnego dnia na pobliskie wioski spadł niewielki deszcz i gęsty, czarny śnieg. Sprzątanie strefy zamkniętej zajęło rok. Tak zwaną likwidację skutków eksplozji rozpoczęli żołnierze, którzy wbiegli na zakażony teren z łopatami i wrzucali odpady do pobliskiego bagna. Władze Oziorska, najwyraźniej bardziej bojąc się paniki niż promieniowania, próbowały zatuszować katastrofę. Ale gdy plotki rozeszły się wśród młodych inżynierów i techników, prawie trzy tysiące pracowników opuściło miasto, wybierając próbę sił w tak zwanym wielkim świecie po drugiej stronie ogrodzenia niż pozostawanie w wygodnym, ale zanieczyszczonym mieście.

W odległych wioskach bosym kobietom i dzieciom nakazano zbierać ziemniaki i buraki, a następnie wrzucać je do rowów wykopanych przez buldożery. Akcję nadzorowali ludzie w kombinezonach i maskach. Żołnierze wyprowadzili krowy na otwartą przestrzeń i tam zastrzelili. W ciągu następnych dwóch lat nakazano ewakuację dziesięciu tysięcy osób. Całe osiedla zrównano z ziemią, z mapy zniknęły dwadzieścia trzy wioski. Na szkodliwe promieniowanie mogło zostać wystawionych nawet pół miliona osób.

Pogłoski o wydarzeniach w Majaku dotarły na Zachód, ale Czelabińsk-40 należał do najpilniej strzeżonych lokacji wojskowych w ZSRR. Radziecki rząd zaprzeczał jego istnieniu, nie mógł więc przyznać, że coś się tam stało. CIA wysłała samoloty szpiegowskie U-2 w celu sfotografowania terenu. Podczas drugiej z tych misji, w maju 1960 roku, samolot Francisa Gary’ego Powersa został zestrzelony przez Sowietów pociskiem klasy ziemia-powietrze SA-2, co stało się jednym z przełomowych wydarzeń zimnej wojny.

Czytaj także

 0