Wojna o trumnę Piłsudskiego. Abp Sapieha swoim oporem rozwścieczył rząd II RP

Wojna o trumnę Piłsudskiego. Abp Sapieha swoim oporem rozwścieczył rząd II RP

Kardynał Adam Stefan Sapieha (1897-1951)
Kardynał Adam Stefan Sapieha (1897-1951)
Dodano
Siła charakteru wyniosła Adama Stefana Sapiehę do rzędu najwybitniejszych biskupów polskich XX w. Do historii przeszedł też jego konflikt z władzami II RP o trumnę Józefa Piłsudskiego.

Adam Stefan Sapieha, biskup, a następnie arcybiskup krakowski, a u schyłku życia kardynał, nie był ani wybitnym intelektualistą katolickim, ani cenionym teologiem, ani złotoustym kaznodzieją. Miał jednak bystry intelekt, uwielbiał książkowe lektury. Przeszedł do historii nie tylko polskiego Kościoła, lecz także narodu – a te dwie historie są ze sobą splecione – dzięki jego sile charakteru i godności. Był czwartym biskupem w rodzie Sapiehów i – obok Lwa Sapiehy, hetmana i kanclerza wielkiego litewskiego – najwybitniejszym jego przedstawicielem.

Gdy w 1911 r. zmarł biskup krakowski, Jan Puzyna, 44-letni wówczas Adam Stefan Sapieha, od kilku lat pracujący w Watykanie jako rzeczywisty tajny szambelan papieski, a nieformalnie doradca papieża do spraw polskich, nie był faworytem do objęcia stolicy biskupiej. Galicyjscy hierarchowie wskazywali przede wszystkim na bp. Anatola Nowaka. Decydujący głos miał jednak Michał Bobrzyński, namiestnik Galicji. Zauważył, że bp Nowak, z ubogiej rodziny, „prowadzący życie z dala od świata”, będzie miał trudności w kontaktach z ziemiaństwem i inteligencją. A arystokracji należy się miejsce w galicyjskim episkopacie. Nie bez znaczenia była też praca Sapiehy w Watykanie i jego znajomość z papieżem Piusem X. Cesarz Franciszek Józef I zaaprobował kandydaturę Sapiehy, a papież mianował go biskupem krakowskim. Przybysz z lwowskiej diecezji zdobył serca mieszkańców Krakowa i Galicji, gdy w latach I wojny powołał do życia Książęco-Biskupi Komitet, zajmujący się działalnością charytatywną: pomocą dla dotkniętych skutkami wojny, epidemiami, dla jeńców wojennych. Był to, jak pisał ks. Jan Piwowarczyk, rodzaj ministerstwa opieki społecznej.

Spór o trumnę

W 1927 r. abp Adam Stefan Sapieha zgodził się na pochowanie w katedrze na Wawelu prochów Juliusza Słowackiego, ulubionego poety Józefa Piłsudskiego. Marszałek i arcybiskup chcieli, by był to ostatni pochówek w tym miejscu. Sześć lat później Piłsudski zszedł do wawelskiej krypty, by w 250. rocznicę bitwy pod Wiedniem złożyć hołd pochowanemu tam Janowi III Sobieskiemu. Spotkał się wówczas z Adamem Sapiehą i w pełnej uprzejmości rozmowie powiedział – żartem, a może serio – że może znalazłoby się w tej krypcie miejsce i dla niego. Nie wiadomo, co Sapieha odpowiedział. Według legendy zareagował słowami: „Panie Marszałku! Niech się pan pospieszy, póki ja żyję”.

Gdy w maju 1935 r. Marszałek zmarł, Sapieha wahał się, czy zgodzić się na złożenie jego trumny w katedrze wawelskiej. Nie należał do sympatyków Marszałka, doceniał jednak jego historyczną rolę. Rząd, obawiając się kłopotów ze strony arcybiskupa krakowskiego, wystarał się u papieża o zgodę na pochówek Marszałka na Wawelu. To przesądziło, także w oczach Sapiehy, sprawę.

Trumna Marszałka złożona została w krypcie św. Leonarda. Miejsce fatalne dla zmumifikowanych zwłok Piłsudskiego, wilgotne i nieprzewiewne. Ponadto wejście do krypty prowadziło z nawy katedry. Tłumy pragnących oddać hołd Marszałkowi przeszkadzały w nabożeństwach, ludzie nie zachowywali należnej w tym miejscu powagi, a nawet załatwiali potrzeby fizjologiczne. Sapieha proponował, by wybudować dla Marszałka mauzoleum między katedrą a zamkiem. Byłoby to wywyższenie Marszałka, ale jednak eliminowałoby go z narodowego panteonu królów i bohaterów narodowych. Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego nie zgodził się na to. Ostatecznie porozumiano się z gospodarzem katedry, że Marszałek spocznie pod mającą wejście z zewnątrz katedry kryptą pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. Gdy wiosną 1937 r. krypta była gotowa, Sapieha zarządził przeniesienie trumny.

Naczelny Komitet Uczczenia Pamięci Marszałka Józefa Piłsudskiego prosił o zaniechanie tego do czasu, gdy sarkofag dla Marszałka będzie gotowy. Sapieha odparł, że nie wiadomo, ile na to trzeba będzie czekać. Miał rację. Przez pięć i pół roku od śmierci Marszałka, do września 1939 r., taki sarkofag nie powstał. W sprawę zaangażował się prezydent Ignacy Mościcki, prosząc o nieprzenoszenie trumny. Sapieha, pewny swoich – skądinąd słusznych – racji prosił wysłannika prezydenta o powtórzenie mu swego stanowiska. Nie czekając lub nie doczekawszy się odpowiedzi, trumnę kazał przenieść.

Burza rozpoczęła się demonstracyjnym podaniem się premiera Składkowskiego do dymisji. Premier wyjaśniał, że do tego kroku został zmuszony, gdyż nie zapobiegł niewykonaniu woli prezydenta. Nastąpiła fala protestów przeciw decyzji arcybiskupa krakowskiego, spontanicznych i inspirowanych przez władze. Sapieha w liście do prezydenta stwierdził, że nie zamierzał obrazić prezydenta swoim postępowaniem i pozostaje wobec głowy państwa z największym szacunkiem. Jacek Czajowski, jeden z biografów Sapiehy, uznał, że była to Canossa arcybiskupa krakowskiego. Jednak wypada zauważyć, że Sapieha nie przeprosił prezydenta, nie uznał swej decyzji za błędną i wreszcie – że ostatecznie postawił na swoim: trumna Piłsudskiego znalazła się w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów. A sarkofagu dla Marszałka, który mu się należy, nie ma do dziś...

Przepustka do historii

Siedemdziesięciodwuletni Sapieha wystąpił wiosną 1939 r. do papieża z prośbą o uwolnienie go ze stanowiska arcybiskupa krakowskiego ze względu na stan zdrowia. Wycofał jednak swoje pismo wobec narastającej możliwości wybuchu wojny. Decyzja ta dla abp. Sapiehy stała się przepustką do historii nie tylko Kościoła, lecz także narodu. Mało kto zdobył ją w tak zaawansowanym, emerytalnym dopiero wieku.

We wrześniu 1939 r. wraz z rządem i prezydentem opuścił ziemie Rzeczypospolitej także prymas August Hlond, głowa Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Nie powinien był tego zrobić. Szczęściem było, że pozostał w Polsce abp Adam Stefan Sapieha, choć także jego nakłaniano, by udał się na emigrację. To właśnie on stał się powszechnie uznawanym najwyższym autorytetem w Polsce okupowanej przez Niemców. Nie wydał – w przeciwieństwie do kilku biskupów na terenie Generalnego Gubernatorstwa – listów wzywających wiernych do zachowania spokoju i podporządkowania się zarządzeniom okupacyjnych władz. Biskupów tych trudno zresztą potępiać. Dbali o to, by sprzeciw i opór wobec okupanta nie spowodowały jego represji. Sam Sapieha nie sądził, by gwałtowne reakcje Polaków wobec niemieckiego panowania były pożądane. Nie wzywał do posłuszeństwa, ale nie zamierzał milczeć w sprawie brutalnej, terrorystycznej polityki Niemców wobec Polaków i Kościoła.

19 kwietnia 1940 r. abp Sapieha otrzymał informację, że generalny gubernator Hans Frank przyjmie go następnego dnia. Biskup pomocniczy Julian Groblicki wspomniał, że Sapieha zapytał go i kanclerza kurii, co o tym sądzą. Odpowiedzieli, że powinien spotkać się z generalnym gubernatorem, gdyż może to spotkanie przynieść jakieś zelżenie okupacyjnego terroru. „Tymczasem ks. metropolita skierował swój wzrok ku górze ponad nami i po krótkiej chwili namysłu głosem stanowczym i nieco podniesionym rzekł: »Nie, oni nic nie zmienią, natomiast sfotografują mnie i napiszą w dziennikach, że polski biskup w dniu urodzin Hitlera przybył z życzeniami«”. Niemiecki urzędnik, zdumiony odmową, próbował jeszcze wskazać na jej nieobliczalne konsekwencje, ale Sapieha był nieugięty.


2 listopada 1942 r. Sapieha wystosował memoriał do Hansa Franka w sprawie niemieckiego terroru i represji. Frank odesłał go do Josefa Bühlera, sekretarza stanu Generalnego Gubernatorstwa. Sapieha spotkał się z nim 14 grudnia 1942 r. w towarzystwie Adama Ronikiera, prezesa Rady Głównej Opiekuńczej. Ronikier pisał we wspomnieniach: „Wprost zdrętwiałem, gdy Książę Metropolita w sposób najbardziej odważny, punkt po punkcie przedstawił całe potworne wyniszczenie narodu polskiego. Wypowiedź Księcia Metropolity była tak odważna i stanowcza, że Niemcy zniecierpliwieni wstawali, dodając w końcu, że żaden z Polaków tak do nich nie przemawiał”.

Hans Frank spotkał się z Sapiehą dopiero wtedy, gdy Niemcy zaczęły wyraźnie przegrywać wojnę i łudziły się, że zdołają wciągnąć Polaków do walki ze Związkiem Sowieckim pod antykomunistycznymi hasłami. Legenda mówi, że książę metropolita przyjął u siebie generalnego gubernatora, częstując go podłym chlebem na kartki i takąż przydziałową marmoladą. W rzeczywistości Frank przyjął Sapiehę na Wawelu, 5 kwietnia 1944 r. Chciał, by Sapieha wypowiedział się przeciw bolszewizmowi w liście pasterskim. A także by potępił godzące Niemców „akty gwałtu”.

Książę metropolita odpowiedział, że oczywiście, Kościół rzymskokatolicki nie życzy sobie, by bolszewicy zdominowali Polskę. Pominął jednak milczeniem propozycję listu pasterskiego w sprawie komunistycznego niebezpieczeństwa. Odnosząc się do słów o „aktach gwałtu” na Niemcach, zauważył, że skoro polska ludność jest traktowana bardzo źle, to została zmuszona do samoobrony. I mówił o zbrodniach popełnianych przez Niemców. „Życie całej ludności jest w stosunkowo dużej liczbie przypadków pozbawione ochrony”. Mówił o aresztowaniach i rozstrzeliwaniach księży. I konkludował: „Niemcy przez przeszło pięć lat nie pokazały, jakoby były przyjacielem narodu polskiego”.

Biograf metropolity krakowskiego, ks. Janusz Wolny, pisał: „Zamiar pozyskania najwybitniejszej osobistości spośród społeczeństwa polskiego w okupowanym kraju spełzł na niczym. Frank przegrał, Sapieha nie złożył najmniejszej obietnicy”.

Za komuny

Ksiądz Walerian Meysztowicz w „Gawędach o czasach i ludziach” pisał: „Nadeszło »uwolnienie«. Uwolnicieli – Sowietów, metropolita powitał zakazem uderzenia w Dzwon Zygmunta. Podkreślał przez to, że widzi tylko zmianę okupanta”.
W marcu 1945 r.Sapieha wraz ze prof. Stanisławem Kutrzebą, prezesem Polskiej Akademii Umiejętności, i prof. Tadeuszem Lehrem-Spławińskim wystosowali memoriał do Bolesława Bieruta, przewodniczącego Krajowej Rady Narodowej, o zaprzestanie prześladowań byłych żołnierzy AK i bezprawnych aresztowań.

Czytaj także:
Marszałek Śmigły-Rydz. Geniusz niemożliwości

16 lipca 1945 r. książę metropolita opublikował list pasterski. Podkreślał konieczność oparcia się na prawdzie, sprawiedliwości i moralności. Zwracał uwagę, że „ciężkim grzechem, a nawet zbrodnią jest rozpasanie niesprawiedliwości, zawiści, szukanie zemsty i ciągnienie zysku z krzywdy własnych braci. Z żalem musimy wyznać, że te wypadki są u nas bardzo częste”. Były to słowa o komunistach. Tak jak następne: „Powszechne zakłamanie jest chorobą naszych czasów i prowadzi do skrzywienia życia społecznego”. Zapytywał: „Czy to jest wolnością, gdy katolikom usiłuje się narzucić śluby cywilne?”.

22 grudnia 1948 r. pisał do Bieruta, protestując przeciwko likwidowaniu szkół katolickich, a laicyzację całego szkolnictwa uznał za pogwałcenie wolności religijnej zagwarantowanej w konstytucji. Zauważał, że młodzież zmusza się do wstępowania do komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej. Wskazywał, że katolicy są pozbawieni dziennika katolickiego,a prasa katolicka podlega cenzurze.

Gdy 23 stycznia 1950 r. władze dokonały rewizji we wszystkich lokalach katolickiej organizacji Caritas, której patronował Sapieha, i wprowadziły przymusowy zarząd, arcybiskup wysłał telegram do Bieruta. Stwierdzał, że jest wstrząśnięty metodami kontroli i nienawistnymi artykułami. „Zakładam protest i proszę o zmianę postępowania”. Atak na Caritas był uderzeniem w Sapiehę. Zdając sobie sprawę, że komuniści nie cofną się przed niczym, 6 marca 1950 r. sporządził dokument, w którym oświadczał: „W razie gdybym był aresztowany, stanowczo niniejszym ogłaszam, że wszelkie moje tam złożone wypowiedzi, prośby i przyznania się są nieprawdziwe. Nawet, gdy one byłyby ogłaszane bez świadków, podpisane, nie są one wolne i nie przyjmuję je za swoje”.

W tym czasie trwały trudne rozmowy polskich biskupów z komunistycznymi władzami. Na czele Kościoła w Polsce stał prymas Stefan Wyszyński. Wspomniał, że optował za dalszymi rozmowami w sprawie porozumienia. Zawarto je 14 kwietnia 1950 r. Sapieha wyjechał wcześniej do Rzymu, by przekonywać Piusa XII o konieczności zawarcia porozumienia. Nie znał jego ostatecznej treści. Ksiądz Walerian Meysztowicz wspominał, że odczytywał księciu arcybiskupowi tekst porozumienia. „Kardynał wiele razy mi przerywał, kazał sobie jeszcze raz czytać poszczególne zdania i od czasu do czasu rzucał w oburzeniu krótkie słowa: »Przecie tak nie można«, »Przecie to miało być inaczej«, »Niesłychane!«”. Meysztowicz powiedział, że jest to modus vivendi, na co Sapieha odparował: „Powiedz ksiądz lepiej: modus moriendi [sposób umierania – przyp. T.S.)”.

Porozumienie, w którym m.in. biskupi potępiali antykomunistyczne podziemie, i tak zostało niemal natychmiast pogwałcone przez komunistów, a kropkę nad i postawiło aresztowanie prymasa Wyszyńskiego w 1953 r. Nie dożył tego kard. Adam Stefan Sapieha, który zmarł w Krakowie 23 lipca 1951 r.

Książę metropolita niewiele albo nic nie uzyskał swoimi interwencjami ani u Niemców okupujących Polskę, ani od rządzących nią z nadania Stalina komunistów. Jednak Adam Stefan Sapieha stał się znakiem sprzeciwu wobec obu niszczących Polskę totalitaryzmów.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2017
Artykuł został opublikowany w 5/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0