Zapomniane piekło polskich dzieci

Zapomniane piekło polskich dzieci

Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Dodano 2
Miała 18 lat. Stała z dzieckiem na drodze, gdy NKWD zabierało jej męża. Machnął na pożegnanie ręką. Nigdy go już nie zobaczyła.

Było to 17 września 1938 r. Jan Fiałkowski został przewieziony do więzienia NKWD w Kamieńcu Podolskim. Wacława Fiałkowska dowiedziała się, że męża skazano za odmawianie różańca i posiadanie polskich książek. We wrześniu przyjmowali jeszcze paczki dla niego. W październiku już nie. Wacławie Fiałkowskiej wydano jego rzeczy. Bielizna była w czerwonych plamach.

Jan Fiałkowski był jedną z tysięcy ofiar operacji polskiej NKWD. Popisany przez Nikołaja Jeżowa rozkaz 00485 z 11 sierpnia 1937 r., zatwierdzony dwa dni wcześniej przez politbiuro WKP(b), polecał zlikwidować terenowe oddziały urojonej Polskiej Organizacji Wojskowej, jej dywersyjno-szpiegowskie powstańcze kadry w przemyśle, transporcie, kołchozach i sowchozach. Na POW, na polskich szpiegów zwalano wszystkie absurdy i klęski komunistycznej gospodarki. To Polacy ulokowani na kierowniczych stanowiskach w przemyśle i armii mieli umyślnie rozdrabniać środki na liczne obiekty budowlane i nie zapewniali koniecznych środków kluczowym budowom. To przez POW budowa fabryk zbrojeniowych miała rozciągać się w czasie, to POW miała być winna bezplanowego budownictwa, nierealizowania zamówień wojska, zaniżania norm i powstrzymywania likwidacji wąskich gardeł w transporcie. „Szkodniczo” zwiększono gabaryt łodzi podwodnej „Malutka”, co uniemożliwiało jej przewóz koleją. Gdy na sowieckiej Białorusi z powodu epidemii w 1936 r. padło 30 tys. koni, jej wywołanie przypisano oczywiście polskim sabotażystom z POW.

Na granicy leśnicy-członkowie POW mieli wyrąbać przesieki z zachodu na wschód, by ułatwić ruch polskich wojsk. I przeciwnie. O tę działalność na polecenie polskiego wywiadu oskarżano pochodzących z Polski komunistów. Także oni padli ofiarą operacji polskiej. Stanowili jednak margines: 3–5 tys. spośród 111 tys. rozstrzelanych.

Jedną z kategorii osób podlegających aresztowaniu była „najaktywniejsza część miejscowych elementów antysowieckich i nacjonalistycznych z rejonów”. Chodziło o polskie rejony narodowościowe na sowieckiej Białorusi oraz Ukrainie i zlikwidowanie wszystkich, którzy deklarowali przywiązane do polskości, religii, prywatnej własności ziemi.

Wyroki dla aresztowanych w operacji polskiej były z góry przewidziane w rozkazie 00485: albo rozstrzelanie, albo 5–10 lat łagrów lub więzienia.

Po prostu ludobójstwo

Moskiewską konferencję kierownictwa NKWD z jej szefem Nikołajem Jeżowem z 16 lipca 1937 r., która poprzedziła wydanie rozkazu przeprowadzenia operacji polskiej i zadecydowała o śmierci tysięcy Polaków w Związku Sowieckim, Tomasz Sommer przyrównuje do tych, które zapadły na konferencji w Wannsee, podczas której Niemcy podjęli decyzję o wymordowaniu Żydów. Tomasz Sommer, autor zbioru dokumentów „Rozstrzelać Polaków” oraz wydanej właśnie książki „Dzieci operacji polskiej mówią”, uważa, że tego, co zrobiono z Polakami, nie da się określić inaczej jak tylko mianem ludobójstwa.

Prawda o straszliwym losie Polaków w Związku Sowieckim wciąż nie zajmuje należnego jej miejsca w świadomości społecznej.

W 1991 r. Mikołaj Iwanow wydał przełomową książkę „Pierwszy naród ukarany”. Nie spowodowała ona, niestety, większego zainteresowania tragedią ludności polskiej. Może przyćmiło ją odzyskiwanie pamięci o zbrodni katyńskiej? Dzięki publikacjom Tomasza Sommera, a także zbiorowi dokumentów wydanych przez IPN, pochodzących z archiwów ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa, wiemy coraz więcej o ludobójstwie Polaków zarządzonym przez Stalina.

Bilans operacji polskiej NKWD to 144 tys. aresztowanych. Spośród nich 140 tys. zostało skazanych. W tym 111 tys. rozstrzelano. Tomasz Sommer uważa, że do tego bilansu trzeba dodać także rodziny aresztowanych. Wtedy liczba represjonowanych może wynieść nawet 200 tys., z czego śmierć poniosło – w wyniku rozstrzelania, w łagrach i na zesłaniu – 140–170 tys. Polaków.

Było to ludobójstwo z powodów etnicznych. Polacy zostali określeni przez NKWD jako szpiedzy, sabotażyści i dywersanci. Chociaż wśród ofiar nadreprezentowana była inteligencja, to liczbowo najwięcej było chłopów, pracowników kołchozów, do których ich zapędzono. Mieszkali na sowieckiej Białorusi i Ukrainie.

Głód i wywózki

Liczby, nawet najbardziej porażające, to tylko statystyka. Dzięki 45 relacjom zebranym przez Marka Koprowskiego i Tomasza Sommera w opracowanej przez tego ostatniego książce „Dzieci operacji polskiej mówią” możemy poznać tragiczne losy konkretnych ludzi.

Zanim ukazał się rozkaz 00485, Polacy na sowieckiej Ukrainie padli ofiarą – sprowokowanego przez Stalina – wielkiego głodu. Janina Całko wspomina, że wiosną 1933 r. po wsi krążyły partyjno-komsomolskie brygady rabujące wszystko, co nadawało się do jedzenia. „Gdy ten herszt usłyszał, że nie mamy ziarna, bo jak ostatnio byli, to zabrali ostatni worek gryczki, zrzucił z kuchni garnek z barszczem i garnek z ziemniakami, […] z wściekłością podeptał je, byśmy nie mieli co jeść. Gdy wyszedł, my jak zwierzęta zaczęliśmy jeść te wgniecione w ziemię ziemniaki, tak byliśmy głodni”.

Po kilku tygodniach rozpoczął się dramat. W rodzinie Weselskich zmarło dziesięcioro dzieci. „Żona tego gospodarza […] zaczęła gotować zmarłe dzieci, żeby ocalić od śmieci głodowej siebie, męża i dwójkę pozostałych dzieci”.

Potem zaczęły się wywózki do Kazachstanu. W 1935 r. trafiła tam cała rodzina Marii Karpińskiej. Urodziła się na stepie w 1937 r. Aresztowano wtedy jej ojca. „Moja mama została z dwójką dzieci i gdyby nie pomoc rodziny, umarlibyśmy z głodu”. Ojciec miał szczęście. Został zesłany do łagru, gdzie pracował jako buchalter.

Dzieci ofiar operacji polskiej NKWD niejednokrotnie wspominają, jak ich ojcowie wzbraniali się przed przystąpieniem do kołchozu. Nękano ich coraz wyższymi podatkami, w końcu zaś aresztowano.

Taki był los ojca Hieronima Pawickiego. Oskarżono go o zamiar wywołania buntu w wiosce przeciw władzy sowieckiej. Zaginął bez wieści.


Samuel Arabski mieszkał w latach 30. w Osycznem. Jego ojciec był bogatym chłopem, przeznaczonym do „rozkułaczania”. „Posłużyli się przy tym miejscową biedotą, która rozgrabiła cały majątek rodziców, wyrzucając nas na ulicę”.

Helena Sokołowska ze Sławuty wspominała, że w jej wsi wszyscy chłopi zapisali się do kołchozu, by nie mieć kłopotu z władzami. „Te jednak nie zapomniały o nich. Byli Polakami i katolikami, co dla NKWD było wystarczającym powodem do poddania ich prześladowaniom”. W dniu 16 grudnia 1937 r. aresztowano jej ojca. Ona urodziła się 10 dni później. Matkę, mimo że była w połogu, wzywano na przesłuchania. „Śledczy pogardliwie oświadczył jej, że jak zdechnę, to władza sowiecka nie poniesie żadnej szkody, jestem przecież córką wroga ludu”.

Tomasz Sommer szacuje, że polskich dzieci, żyjących z tym piętnem, było około 400 tys.

Po aresztowaniu rodziców Dominiki Kwaśniak zaczął się koszmar. „Zostaliśmy bez rodziców i środków do życia. Zaczęliśmy dosłownie puchnąć z głodu. Nikt do naszej chaty nie zachodził, a nawet bał się zbliżyć. We wsi ogłoszono, że jesteśmy dziećmi »wroga ludu« albo »bandycką rodziną«. Dwoje z nas zmarło z głodu. My z bratem też byśmy zmarli, ale uratował nas brygadzista ze stacji kolejowej w Dunajowicach. Przyjął mojego brata do pracy na stacji, mimo że miał tylko 9 lat. W pracy dostawał nie tylko wynagrodzenie, ale również posiłek. Mnie ten brygadzista pomógł dostać się na kurs traktorzystek”.

Kazimierz Polakowski po aresztowaniu ojca trafił wraz z matką i rodzeństwem do kołchozu. Wykonywali tam najgorsze, najcięższe i najgorzej płatne prace. Kierownik kołchozu zapewnił im zatrudnienie, a więc pozwolił utrzymać się przy życiu, ale żył w strachu: „Zawsze powtarzał mamie, że jakby ktoś się dowiedział, że nam »dopomagaje to byłab bida«”. Kazimierz Polakowski chciał uczyć się w szkole weterynaryjnej. Jednak gdy przeczytano jego życiorys, odpowiedziano mu, że dla takich jak on nie ma miejsca.

Śmierć za różaniec

Szczególną furię w prześladowcach powodowało przywiązanie Polaków do wiary katolickiej. Zamykano świątynie, aresztowano księży. Kościół w Połonnem zamieniony został przez NKWD w katownię. Po zakończeniu operacji polskiej oprawcy chcieli zatrzeć ślady zbrodni. Przyjechał oddział saperów, który miał wysadzić świątynię w powietrze. Heroiczna postawa wiernych, którzy otoczyli kościół, modlili się i oświadczyli, że jeśli mają wysadzić kościół w powietrze, to razem z nimi, spowodowała, że żołnierze się wycofali.

Brat dziadka Jana Kozickiego czuwał w grupie starych mężczyzn przy zmarłym. Odmawiali różaniec. Wszyscy mieli ponad 70 lat. Ktoś doniósł do „głowy” wiejskiej rady w Wichrówce. „Ja już im się namodlę” – powiedział. Wszyscy zostali rozstrzelani w Kamieńcu Podolskim.

Kiedy w Rybnicy zamknięto kościół, a komsomolcy zawiesili na nim czerwoną flagę, część parafian – a wśród nich ojciec wspominającej Urszuli Dadej – gromadziła się na modlitwach w domu państwa Myślickich. W 1938 r. wszyscy zostali aresztowani i rozstrzelani pod zarzutem przynależności do polskiej organizacji kontrrewolucyjnej.

Posiadanie polskiej książki było wystarczającym powodem do aresztowania. „Przejrzeli książki ojca – wspomina Eugenia Kuźmińska – i zwrócili uwagę na dzieła Sienkiewicza. Jeden z nich wziął do ręki jedną z książek pisarza i triumfalnie powiedział: »O, to ce dorbyj antyreolucjonier«. Zabrali go, ale na drugi dzień znów przyjechali i zabrali całą bibliotekę ojca, twierdząc, że jest to zakazana zagraniczna literatura”. Kazimierz Kuźmiński został rozstrzelany 15 listopada 1938 r.

Z wsi, w której mieszkała Eugenia Kuźmińska, NKWD zabrało i rozstrzelało 180 mężczyzn. Podczas II wojny zginęło 90 mężczyzn zmobilizowanych do Armii Czerwonej. Stalinowskie represje pochłonęły więc dwa razy więcej ofiar.

Mężowie – „wrogowie ludu”

Wraz z ojcem Józefy Lipskiej z Nietyszyna zabrano 13 mężczyzn. Oskarżono ich o rzekomą przynależność do POW. Prawdziwy powód był inny. „GPU aresztowało wszystkich mężczyzn, którzy w okresie wojny polsko-bolszewickiej walczyli w polskiej armii. Wierzyli, że nowa granica Polski będzie na Słuczu, a nie na Horyniu. Jako młodzi chłopcy poszli więc z armią polską na Kijów. Gdy po wojnie wrócili, ich wieś była w Sowietach. Polska ich opuściła. Nie chcieli jednak porzucać swych rodzin. Zapłacili za to najwyższą cenę.”.. – wspominała Józefa Lipska.

Czytaj także:
Jeden z nich sam zabił 10 tys. ludzi. Kim byli mordercy z Katynia

W 1937 r. NKWD zabrało 10 mężczyzn z Zawadówki, w tym ojca Henryka Radziewskiego. „Nikt nie wiedział, co się stało i z jakiego powodu ich aresztowano. Jeden tylko Alasko powiedział krótko: »Dziewczyny, jesteście wdowami. Możecie powtórnie wychodzić za mąż«. Tatę, jak później dowiedziałem się, zawieźli do Kamieńca Podolskiego, gdzie poddali go brutalnemu śledztwu. Jak się później dowiedziałem, wyłamali mu palce, zrywali paznokcie. Mama usiłowała podawać mu paczki, ale żadna z nich nie dotarła. W końcu 1937 r., na pewno przed Nowym Rokiem, ojciec w Kamieńcu Podolskim został rozstrzelany.”...

Oprawcy z NKWD. chcąc wykazać się przed swoim zwierzchnikami. nie cofali się przed niczym. Nie usiłowali nawet stwarzać pozorów, że wytypowana przez nich ofiara jest winna. Jednym z aresztowanych był Rafał Bagiński, krewny wspominającego go Stefana Kuriaty: „Nie umiał czytać ani pisać, ale potrafił dobrze pracować na roli i prowadził wzorowe gospodarstwo. Oskarżono go o szpiegostwo na rzecz Polski. Pokazali mu jakąś kartkę rzekomo przez niego napisaną, na której przekazywał polskiemu wywiadowi jakieś dane. Bronił się, że jak on mógł napisać jakiś meldunek, skoro on nie umie ani czytać. ani pisać. Nic mu to nie pomogło”.

Rafał Bagiński został jako polski szpieg skazany na 25 lat więzienia. W 1937 r., w czasie operacji polskiej, rozstrzelano go.

Aresztowano kobiety, które nie donosiły na swych mężów – „wrogów ludu”. Taki los spotkał matkę Henryka Pawickiego. On sam trafił do domu dziecka. Aresztowano też jego 16-letniego brata.

Rozkaz Jeżowa nr 00486 polecał zbierać informację o dzieciach od 15. roku życia, „niebezpiecznych społecznie i zdolnych do antysowieckiej działalności”.

Na pół roku przed wydaniem rozkazu NKWD w Związku Sowieckim było według oficjalnej statystyki 635 tys. Polaków.

„W trakcie kilkunastomiesięcznej okrutnej hekatomby wybito co piątego Polaka. Niedobitki Polaków na lata stały się obywatelami drugiej kategorii. Nasi rodacy mieli zablokowane ścieżki awansu z uwagi na swoje pochodzenie aż do lat 70. minionego wieku” – pisze Tomasz Sommer.

Sprawa operacji polskiej jeszcze długo nie zostanie dokładnie opisana i w pełni wyjaśniona. Tomasz Sommer uważa, że polskie władze powinny zwrócić się do Rosji, Białorusi i postsowieckich państw Azji Środkowej, szczególnie Kazachstanu, z apelem, by podobnie jak Ukraina odtajniły wszelkie dokumenty dotyczące losów Polaków represjonowanych w latach 1937–1938.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2013
Artykuł został opublikowany w 8/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • mysliciel IP
    nkwdowcy nam nie odpuszcza,bedzie to samo co wtedy tylko metody sie zmienia.
    Dodaj odpowiedź 3 0
      Odpowiedzi: 0
    • Polexit IP
      a to wszystko robota żydków, które później stworzyły państwo izrael, dokonując czystek etnicznych na Palestyńczykach
      Dodaj odpowiedź 7 1
        Odpowiedzi: 0