Zapomniany polski noblista. Zbudował broń atomową, a potem z nią walczył

Zapomniany polski noblista. Zbudował broń atomową, a potem z nią walczył

Wybuch bomby atomowej nad Nagasaki
Wybuch bomby atomowej nad Nagasaki / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Józef Rotblat trafił do Los Alamos jako obywatel naszego kraju, co było jedynym takim przypadkiem podczas projektu „Manhattan”. Jego późniejsza działalność na rzecz rozbrojenia do dziś wzbudza jednak olbrzymie kontrowersje.

(Poniższy tekst jest fragmentem książki Sławomira Kopra pt. "Nobliści skandaliści". Wyd. Harde)

Zięciowie Marii Skłodowskiej – Curie nie wyczerpują listy noblistów mających związki z Polską. Kilkunastu innych laureatów było potomkami polskich emigrantów lub w młodości wyjechali z terenu naszego kraju, tak jak biochemik, Andrew Schally, syn generała Wojska Polskiego, który razem z rodziną opuścił Polskę we wrześniu 1939 roku, by ostatecznie osiąść za oceanem. Liczna jest także grupa noblistów narodowości żydowskiej, którzy posiadali polskie obywatelstwo, ale nagrody otrzymali będąc już posiadaczami paszportów innych państw. Pisarz Isaac Singer wyjechał do USA w 1935 roku, ale do końca życia uważał się za warszawiaka i podkreślał swój związek z Polską. W Polsce młodość spędzili także: Leonid Hurwicz (ekonomia), Georges Charpak (fizyka) i Roald Hoffman (chemia), jednak w późniejszych latach nie podkreślali specjalnie swoich związków z Polską.

Z naszego kraju pochodzili także dwaj premierzy Izraela - laureaci pokojowej nagrody Nobla: Menachem Begin i Szimon Peres. Pierwszy z nich był absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego i do Palestyny trafił jako żołnierz armii Andersa, drugi natomiast wyjechał z Polski jako dwunastoletnie dziecko. Rok po Peresie pokojową nagrodą Nobla został uhonorowany kolejny były polski obywatel żydowskiego pochodzenia, Józef Rotblat. Jednak jego przypadek był zupełnie odmienny, gdyż zawsze przyznawał się do polskości i do końca życia posługiwał się swobodnie naszym językiem. Wprawdzie po II wojnie światowej przyjął paszport brytyjski, ale zawsze pamiętał, że się urodził i wychował nad Wisłą.

Z Nalewek do doktoratu

Rotblat przyszedł na świat w listopadzie 1908 roku w Warszawie w niemal samym sercu ówczesnej dzielnicy żydowskiej. Jego rodzina była stosunkowo zamożna, ojciec przyszłego noblisty prowadził firmę transportową. Specjalizował się w przewozie towarów na terenie stolicy, dysponował konnymi furgonami i furmankami.

Rotblattowie (tak brzmiało ich właściwe nazwisko) byli rodziną częściowo zasymilowaną. Należeli do żydowskiej gminy wyznaniowej, brali gorliwy udział w życiu religijnym swojej społeczności i w domu używali jidysz, mówili jednak dobrze po polsku. Zresztą znakomita znajomość naszego języka miała w przyszłości mieć decydujące znaczenie dla Józefa.

„ Ojciec nie był bogaczem – wspominał przyszły noblista - ale byliśmy dobrze sytuowani. Pierwsze moje wspomnienia są bardzo idylliczne. Mieszkaliśmy w samym centrum dzielnicy żydowskiej w Warszawie. Pamiętam ogromne podwórze, gdzie stały bryczki, ciągle coś się działo, bo ktoś je naprawiał. Ktoś zajmował się końmi. Ja też miałem małego kucyka dla siebie w stajni. Biegały kozy, gęsi, kurczaki. Jakbyśmy żyli na wsi”.(Za: M. Górlikowski, Noblista z Nowolipek, Józefa Rotblata wojna o pokój, Kraków 2018, ebook)

Wszystko jednak ma swój kres i stabilizacja finansowa rodziny niebawem należała już do przeszłości. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej ojcu przyszłego noblisty nie przedłużono dzierżawy posesji, którą wynajmował, co spowodowało poważny spadek dochodów i rodzina musiała przenieść się do znacznie gorszego mieszkania przy ulicy Nowolipki. Na domiar złego podczas wojny zarekwirowano na potrzeby armii konie Rotblatów, co doprowadziło przedsiębiorstwo do upadku. Rodzina utrzymywała się z nielegalnej produkcji bimbru, dopiero po odzyskaniu niepodległości wznowiona została działalność transportowa. Rotblatowie jednak już nigdy nie odzyskali poprzedniego statusu materialnego.

Józef miał się kształcić na rabina, jednak chłopak nie przepadał za nauką w chederze. Przeniósł się do czteroletniej Szkoły Rzemieślników Dostarczania Pracy Ubogim Żydom przy ulicy Stawki i ostatecznie zdobył zawód elektryka.

Chciał się jednak dalej uczyć, szczególnie bowiem pasjonował się fizyką. Nie miał jednak matury, zresztą z powodów finansowych nie wchodziły w rachubę studia na Uniwersytecie Warszawskim. W 1928 roku trafił jednak do Wolnej Wszechnicy Naukowej, która kontynuowała tradycję Uniwersytetu Latającego i Towarzystwa Kursów Naukowych. Nie wymagano tam świadectwa dojrzałości i o przyjęciu decydował pisemny egzamin wstępny. Został studentem Wszchenicy, gdyż wprawdzie pracę z wiedzy ogólnej napisał nie na temat, ale egzaminatorów zaintrygował jego niekonwencjonalny sposób myślenia.

Uczelnia zatrudniała ponad stu naukowców z tytułem profesora lub docenta, a Rotblat trafił pod opiekę ucznia Marii Skłodowskiej – Curie, profesora Ludwika Wertensteina. Łączył naukę z pracą elektryka (wraz z bratem założył małą firmę), a gdy ustawa sejmowa zaliczyła Wszechnicę do szkól wyższych, także z przygotowaniami do eksternistycznej matury. Dzięki jej uzyskaniu mógł obronić pracę magisterską, a następnie doktorat na Uniwersytecie Warszawskim.

Tola

Był już wówczas żonaty, podczas letnich studenckich kursów pedagogicznych poznał córkę żydowskiego kupca z Lublina, Hadasę Grin. Była młodsza od niego pięć lat i właśnie kończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Studia rozpoczęła w wieku 15 (!!!) lat, a rok po poznaniu Rotblata obroniła pracę magisterską. Pobrali się jesienią 1934 roku, a na dzień ślubu wybrali sobotę, co było rzadkością wśród Żydów. Jednak oboje coraz bardziej odsuwali się od tradycji religijnej swojego narodu.

Tola (jak ją nazywał Józef) okazała się idealną partnerką inspirującą Rotblata do dalszej pracy. Chociaż zarabiali niewiele, a fizyk łączył wykłady i pisanie artykułów naukowych z dorywczą pracą jako elektryk (!), szybko wyprowadzili się z dzielnicy żydowskiej. Przyszły noblista nie chciał zamykać się wśród współwyznawców, oboje z żoną czuli się Polakami, Rotblat zresztą w tych czasach uważał się za ateistę.

Młody fizyk został asystentem Ludwika Wertensteina w Wszechnicy, który wystarał się dla niego o stypendium u noblisty, Jamesa Chadwicka. Odkrywca neutronów budował właśnie w Liverpoolu cyklotron, a Rotblat miał za zadanie ocenić czy podobna inwestycja będzie możliwa w Polsce.

Tola gorąco popierała pomysł wyjazdu męża, z powodów finansowych nie wchodziło jednak w rachubę, by wspólnie udali się do Anglii. Gdy jednak Józef otrzymał niewielkie dodatkowe stypendium, w sierpniu 1939 roku przyjechał po żonę do kraju. Wówczas okazało się jednak, że ze względów zdrowotnych partnerka nie będzie mogła mu towarzyszyć.

„Nie chciała, bym się martwił – wspominał wiele lat później. - Dowiedziałem się po przyjeździe, że przeszła zapalenie wyrostka robaczkowego z komplikacjami. Właśnie dochodziła do siebie. Lekarze powiedzieli, że nie może w takim stanie odbyć długiej podróży pociągiem i promem przez kanał La Manche do Anglii. Czekałem, jak długo mogłem, ale musiałem wracać do Liverpoolu na staż. Ustaliliśmy, że dołączy do mnie za kilka tygodni, kiedy dojdzie do siebie”. (Za: Ibidem)

Były jednak także inne powody pozostania Toli w kraju. Nie znała w ogóle angielskiego i nie miała żadnych znajomych w Wielkiej Brytanii. Ponadto wahała się też przed pozostawieniem w kraju rodziców, gdyż sytuacja polityczna w Europie była coraz bardziej napięta.

Jej małżonek pojawił się w Liverpoolu na dzień przed wybuchem wojny, żony już nigdy miał nie zobaczyć. Po upadku Warszawy przez Czerwony Krzyż udało mu się ją zlokalizować, okazało się, ze Tola powróciła do Lublina.

Czytaj także:
Bomba atomowa nad Sowietami

Podobno Rotblat próbował za wszelką cenę ściągnąć ją do Anglii. Faktycznie, niektórym zamożnym Żydom udało się uzyskać wizy neutralnych państw i wyjechać z okupowanego kraju. Z reguły byli to jednak bardzo bogaci ludzie, a fizyk i jego żona do nich nie należeli. Podobno Rotblat usiłował zdobyć wizę dla Toli poprzez znajomości w świecie naukowym, partnerka miała początkowo udać się do Danii, a następnie pojawił się plany wyjazdu do Belgii. Oba kraje zostały jednak zaatakowane przez Niemców, niebawem też upadła szansa na wyjazd przez Włochy, gdyż te przystąpiły do wojny po stronie Hitlera. Czy jednak faktycznie żona zgodziłaby się pozostawić swoją rodzinę w lubelskim getcie? I skąd miałaby pieniądze na łapówki i formalności? Niewykluczone, że po latach Rotblat ubarwił tą historię, wykorzystując fakty z życiorysu swojego opiekuna naukowego, Ludwika Wertensteina, który faktycznie w ten sposób próbował opuścić Polskę. Tola natomiast podzieliła los lubelskich Żydów i trafiła do komór gazowych Bełżca. Natomiast ironią losu pozostał fakt, że praktycznie cała rodzina Rotblata pozostała w Warszawie przeżyła wojnę…

Naukowiec o śmierci żony dowiedział się jesienią 1945 roku. Nigdy nie potrafił sobie wybaczyć, że wyjechał bez Toli, co wywarło ogromny wpływ na jego całe późniejsze życie.

Los Alamos

Najlepszą ucieczką przed myślami o losach Toli i rodziny w Polsce była praca. Rotblat w Liverpoolu pokazał pełnią swoich umiejętności, nic zatem dziwnego, że zbierał entuzjastyczne opinie od przełożonych. Niebawem stał się nieodłącznym współpracownikiem Chadwicka, a gdy profesor dostał zaproszenie do udziału w supertajnym amerykańskim projekcie „Manhattan”, chciał by Rotblat wraz z nim wyjechał do Los Alamos. Warunkiem była jednak zmiana obywatelstwa, przy budowie bomby atomowej zatrudnieni mogli być tylko badacze amerykańscy i brytyjscy. Rotblat jednak odmówił, gdyż stwierdził, że czuje się Polakiem, a po wojnie zamierza powrócić do kraju i nie jest mu potrzebny brytyjski paszport. W tej sytuacji Chadwick udał się do Ameryki bez współpracownika, na miejscu przekonał jednak Amerykanów, że polski asystent jest mu konieczny. Ostatecznie Rotblat trafił do Los Alamos jako obywatel naszego kraju, co było to jedynym takim przypadkiem podczas projektu „Manhattan”. Wprawdzie uczestniczył w nim także lwowski matematyk Stanisław Ulam, ale on miał już wówczas paszport USA.

Rotblat nie potrafił się jednak zaaklimatyzować w Los Alamos. Wprawdzie był zadowolony z warunków pracy, jednak życie pod ciągłą kontrolą służb specjalnych nie bardzo mu odpowiadało. Inni radzili sobie z sytuacją nadużywając alkoholu (szczególnie w weekendy), natomiast ci, którzy przyjechali z żonami, powiększali swoje rodziny. Nadprogramowych urodzin (nie tylko zresztą w przypadku żonatych badaczy) było w Los Alamos tak wiele, że dowodzący projektem generał Leslie Groves, miał z tym prawdziwy problem.

Tymczasem Rotblat zaczął zadawać sobie pytanie, czy budowa bomby atomowej nie stanowi zagrożenia dla ludzkości. Takiej broni nie było dotychczas i w przypadku jej rozpowszechnienia mogło dojść do kataklizmu na niespotykaną skalę.. Nie był w tym zresztą odosobniony, także inni naukowcy wyrażali podobne zastrzeżenia, co nie uszło uwadze FBI. Polak i kilku jego kolegów znalazło się pod ścisłą inwigilacją, śledzono ich gdy wyjeżdżali z ośrodka, podsłuchiwano także rozmowy telefoniczne.

Początkowo Rotblat pocieszał się myślą, że projekt Manhattan jest konieczny, by uprzedzić Niemców. Perspektywa bomby atomowej w rękach hitlerowców wydawała się wystarczającą motywacją do pracy, jednak zmienił zdanie, gdy jesienią 1944 roku aliancki wywiad ustalił, że Niemcy nie zbudują własnej bomby. Zrozumiał, że nowa broń nie zostanie użyta przeciwko III Rzeszy, a prawdopodobnie przeciwko Japonii, ewentualnie ZSRS. To go w zupełności nie interesowało i postanowił opuścić Los Alamos. Do projektu łatwiej było jednak przystąpić, niż z niego odejść.

FBI posiadało obszerną dokumentację na temat Rotblata, gdyż podejrzewano go szpiegostwo na rzecz Sowietów. W pobliskim Santa Fe miał się spotykać z ludźmi o komunistycznych poglądach, a ponadto planować ucieczkę do ZSRS. Podobno chciał wstąpić do RAF (brytyjskich sil powietrznych), porwać samolot i wyskoczyć ze spadochronem nad terenami Polski zajętymi przez Sowietów! Co dziwniejsze, FBI wierzyło w ten stek bzdur, na szczęście podczas przesłuchania Rotblat potrafił udowodnić, że w dniach, gdy miał rozmawiać ze zwolennikami komunizmu z Santa Fe przebywał w Los Alamos.

Ostatecznie uzyskał zgodę na powrót do Liverpoolu, dalej go jednak obserwowano, a podczas podróży w niewyjaśniony sposób zaginął jego bagaż. Amerykanie wciąż mu nie ufali, chociaż po latach okazało się, że sowieckim szpiegiem w ośrodku był niemiecki fizyk z brytyjskim paszportem, Klaus Fusch. Zdemaskowano go jednak dopiero w 1949 roku.

Na rozdrożu

W Anglii Rotblat podjął prace przy brytyjskim projekcie bomby atomowej. Tym razem nie miał obiekcji, doskonale bowiem wiedział, że Anglicy nie mieli środków ani możliwości dokończenia badań. Podobno aż do sierpnia 1945 roku w ogóle nie myślał o Los Alamos i losach projektu „Manhattan”, dlatego zniszczenie Hiroszimy i Nagasaki okazało się dla niego wielkim szokiem. Nie był w tym odosobniony, zróżnicowane okazały się także reakcje samych twórców bomby.

„Ktoś otworzył moje drzwi – wspominał fizyk, Robert Frisch - i krzyknął: »Hiroszima została zniszczona!«; przypuszczano, że zginęło 100 tysięcy ludzi. Nadal pamiętam nieprzyjemne uczucie, wręcz mdłości, gdy zobaczyłem, ilu moich przyjaciół pędzi do telefonu, by zamówić stoliki w Hotelu La Fonda w Santa Fe, żeby uczcić to wydarzenie. Oczywiście byli szczęśliwi z powodu powodzenia swej pracy, ale świętowanie nagłej śmierci 100 tysięcy ludzi, choćby nawet »wrogów«, wydawało mi się dość niesamowite”. (Za: Ibidem)

Rotblat był kompletnie zdruzgotany, tym bardziej, że zdawał sobie sprawę z faktu, że Amerykanie przygotowywali jeszcze bardziej śmiercionośną broń. Wiedział, że jej stworzenie było tylko kwestią czasu, i, że była to niezbyt odległa perspektywa.


„[…] Broń atomowa to był tylko początek – wspominał po latach – gdyż już wtedy pracowano nad bronią tysiąc razy mocniejszą, nad bombą wodorową. Obawiałem się, ze jak Amerykanie będę dalej nad nią pracowali, a Rosjanie tez będą próbowali zrobić swoją bombę, dojdzie do wyścigu zbrojeń. A to mogło doprowadzić do końca cywilizacji, a nawet do końca ludzkości”. (Za: Polscy nobliści, TV Polonia 2003, reż. Krzysztof Szmagier)

Na początek postanowił jednak uporządkować swoje sprawy prywatne. Po uzyskaniu potwierdzenia śmierci Toli nie chciał wracać do Polski, dlatego też przyjął brytyjskie obywatelstwo. Natomiast po zamknięciu angielskiego projektu atomowego zdecydował się zrezygnować z kariery doświadczalnego fizyka jądrowego. W 1949 roku przyjął posadę szefa wydziału fizyki w Kolegium Medycznym przy Szpitalu Świętego Bartłomieja w Londynie. Chciał poświęcić się badaniom jądrowym na potrzeby medycyny.

W tym czasie nie był już sam w Wielkiej Brytanii, gdyż niemal cała jego rodzina opuściła Polskę przenosząc się do Liverpoolu. Obecność bliskich, cudem ocalonych z Holokaustu, dodawała mu otuchy, była jednak także przypomnieniem, że Tola nie miała tyle szczęścia. Być może właśnie pamięć o zamordowanej żonie spowodowała, że rozpadł się jego krótkotrwały związek z inną emigrantką z Polski, Mirką (Mirosławą?) Piżyc. Także ona była Żydówką, która przetrwała zagładę swojego narodu w Warszawie, po czym wyjechała do Sztokholmu. Korespondencyjnie pomagała Rotblatowi w załatwianiu formalności wyjazdowych dla jego rodziny (emigrowali do Wielkiej Brytanii przez Szwecję) i wymiana listów przerodziła się we flirt, a potem w romans. Ale młoda dziewczyna z Warszawy nie miała szans w rywalizacji ze wspomnieniem zmarłej żony i związek szybko się rozpadł.

Niebawem fizyk przeniósł się do Londynu, gdzie kupił piętrowy dom w Haempsted. Wraz z nim zamieszkała: matka, brat z żoną i córką, a siostra z mężem i dzieckiem pozostali w Liverpoolu. Niebawem zresztą miał się odnaleźć jeszcze jeden brat fizyka, Bronisław, który wojnę przetrwał w ZSRS. Rotblatowi udało się go ściągnąć do Anglii w 1958 roku.

Gdy naukowiec przeprowadzał się do Londynu, przepowiadany przez niego wyścig zbrojeń rozpętał się już na dobre. W sierpniu 1949 roku Sowieci zdetonowali własną bombę atomową, a trzy lata później USA przeprowadziło eksplozję bomby wodorowej. Kreml odpowiedział wybuchem termojądrowym, a w marcu 1954 roku na Atolu Bikini eksplodowała kolejna amerykańska bomba wodorowa. Tym razem był to ulepszony model, który mógł być przenoszony przez samoloty (poprzednia miała zbyt wielkie rozmiary). Sytuacja jednak wymknęła się spod kontroli, wybuch był trzykrotnie silniejszy niż przewidywano, a wyspa Narnu na której do niego doszło, po prostu zniknęła. Co gorsza, zmienił się kierunek wiatru i promieniotwórcza chmura powędrowała nad wyspy zamieszkane przez tysiące ludzi. Napromieniowana została także załoga japońskiego kutra łowiącego ryby o 150 kilometrów od epicentrum eksplozji. Wybuchł ogromny skandal, chociaż Amerykanie starali się tłumaczyć i rozmyślnie wprowadzali opinię światową w błąd. Wyjaśniali, że technologia zastosowana przy budowie bomby spowodowała, że chmura promieniotwórcza była mniej więcej tych samych rozmiarów, co przy zwykłej eksplozji jądrowej. W tej sytuacji nową broń należało uznać za „bardziej czystą”, gdyż ogromnej mocy, niszczy i zabija tylko siłą samego wybuchu.

Rotblat wystąpił wówczas w brytyjskiej telewizji tłumacząc widzom zasady działania bomby wodorowej. Jako pierwszy z naukowców powiedział oficjalnie, że jest ona tysiąc razy mocniejsza od ładunku zrzuconego na Hiroszimę. Niemal od razu stał się osobą publiczną, dziennikarze zaczęli mu poświęcać dużo uwagi, a jego zdjęcia znalazły się na czołówkach gazet. Jeszcze ważniejszy okazać miał się fakt, że podczas tego programu telewizyjnego poznał brytyjskiego filozofa i pacyfistę, Bertranda Russela.

Pugwash

Wprawdzie Rotblat zawsze miał lewicowe poglądy, ale z podobanie do komunizmu wyleczył się jeszcze przed wojną. W 1931 roku trafił bowiem na spotkanie młodych komunistów i usłyszał, że w tym gronie nie ma miejsca na własne przemyślenia, a należy tylko wykonywać polecenia partii. (Za M. Górlikowski, op. cit)Wojenna tragedia spowodowała, żestał się pacyfistą, który chciał zapobiec nuklearnej katastrofie i to go zbliżyło do Russela.

Czytaj także:
Atomowa apokalipsa w Majaku. Ten koszmar był preludium do Czarnobyla

Wybitny filozof, matematyk i pisarz przekroczył już wówczas 80 – ty rok życia. Miał na koncie nagrodę Nobla z dziedziny literatury, brytyjski Order Zasługi, ale także półroczny pobyt w więzieniu za działalność pacyfistyczną podczas I wojny światowej. Jego głos wiele znaczył, a Rotblat szybko stal się jego ekspertem od spraw broni jądrowej.

Wielkie znaczenie dla ewolucji poglądów polskiego fizyka miała konferencja radiobiologów w Liege w lipcu 1954 roku. Podczas jej obrad wysłuchał wystąpienia japońskiego biofizyka, Yasushi Nishiwaki referującego przypadek załogi japońskiego kutra napromieniowanego po wybuchu bomby wodorowej na Atolu Bikini. Rotblat zwrócił się do Japończyka z prośbą o przesłanie materiałów do Londynu i po badaniach uznał, że Amerykanie okłamywali światową opinię publiczną. Bomba, która eksplodowała miała bowiem inną konstrukcję niż podawano i spowodowała ogromne skażenie.

„[Eksplozja] stworzyła wielką chmurę odpadów radioaktywnych – mówił w jednym z wywiadów. - Nie była to czysta, lecz bardzo brudna bomba. Uważałem, że należy to upublicznić, bo USA będą testować coraz większe bomby wodorowe, które mogą produkować coraz więcej groźnych odpadów radioaktywnych”. (Za: Ibidem)

Sprawą zajął się Russell, który podczas telewizyjnego wystąpienia w Boże Narodzenie 1954 roku przekonywał Brytyjczyków o realnym zagrożeniu dla ludzkości. Twierdził, ze obecnie jest to największe zagrożenie dla świata i nawoływał, by widzowie „pamiętali o swoim człowieczeństwie i zapomnieli o całej reszcie”.

„Leży przed nami – mówił do kamery - zależnie od naszego wyboru dalsza droga ku szczęściu, wiedzy i mądrości. Czyż zamiast niej mamy wybrać śmierć, ponieważ nie możemy zapomnieć o swoich kłótniach? […] Jeżeli potraficie to zrobić, mamy przed sobą drogę do nowego Raju, jeżeli nie, wszystkich nas czeka śmierć”. (B. Russell, Autobiografia 1944-1967, Warszawa 1999, s. 89)

W marcu Rotblat oficjalnie ujawnił w amerykańskiej (!!!) prasie naukowej fakt kłamstw rządu USA na temat konstrukcji bomby. Przy okazji ostrzegł, że teren skażony po eksplozji mógł być znacznie większy niż pierwotnie przypuszczano.

„Wybuchł skandal – wspominał fizyk. - To była sensacja. Nikt spoza projektu »Manhattan« nie wiedział, że to była trzystopniowa »brudna bomba«. A ja udzieliłem wielu wywiadów dziennikarzom angielskim i amerykańskim”. (Za: M. Górlikowski, op. cit)

Russell przygotował oświadczenie z apelem o wspólne działanie przeciwko zbrojeniom jądrowym. Rozesłał go naukowcom (ze szczególnym uwzględnieniem laureatów nagrody Nobla) na całym świecie, zarówno z Bloku Wschodniego jak i z Zachodu. Ostatecznie podpisało go tylko jedenastu badaczy, z czego najważniejszy był podpis Alfreda Einsteina. Nie było to specjalnym zaskoczeniem, gdyż znakomity fizyk mawiał, że wprawdzie nie wie jaka broń będzie użyta w III wojnie Światowej, ale kolejna zostanie stoczona zapewne za pomocą maczug i kamieni. Był to jeden z jego ostatnich podpisów, Einstein zmarł, zanim list z jego akceptacją manifestu Russella dotarł do adresata.

Z Bloku Wschodniego apel podpisał wyłącznie polski fizyk, Leopold Infeld. Akceptacji solidarnie odmówili naukowcy sowieccy, wahał się nawet Fryderyk Jolliot – Curie, który nienawidził USA i zawsze miał skłonności do lewicowych poglądów. Manifest odczytano w lipcu 1955 roku w Londynie, spotkanie prowadził Rotblat, którego podpis także znalazł się pod inicjatywą Russella. Największa sala Caxton Hall była tak szczelnie wypełniona dziennikarzami i publicznością, że miejsca starczyło tylko na stół i krzesła dla Russella i Rotblata oraz na kamery i mikrofony. (Ibidem)

„Biorąc pod uwagę fakt – czytał Russell - że w każdej przyszłej wojnie światowej broń nuklearna na pewno zostanie wykorzystana, i że taka broń zagraża dalszemu istnieniu ludzkości […] wzywamy rządy państw na całym świecie, by znalazły pokojowe środki dla rozwiązania wszystkich kwestii spornych, a także porozumienia na temat zaprzestania prób jądrowych”. (Za: The origins od the Einstein – Russel manifesto, „Pugwash. History series”, 1/2005, https://pugwashconferences.files.wordpress.com/2014/02/2005_history_origins_of_manifesto3.pdf, tłum. G. Koper)

Russell nie zamierzał poprzestać wyłącznie na ogłoszeniu manifestu i wraz z Roblatem zaplanował zwołanie konferencji naukowców, którzy mieli obradować nad zagrożeniem jądrowym. Początkowo miała się ona odbyć w Delhi, dokąd zapraszał premier Indii, Jawaharlal Nehru, jeden z liderów Ruchu Państw Niezaangażowanych. Jednak wkrótce wybuchł konflikt o Kanał Sueski, następnie wojna arabsko – izraelska, a Sowieci rozjechali czołgami buntujących się Węgrów. W tej sytuacji konferencję zwołano w Pugwash w kanadyjskiej Nowej Szkocji, dokąd zaprosił Cyrus Eaton. Amerykański milioner tam właśnie się urodził i był to warunek sfinansowania obrad, a Russell i Rotblat zgodzili się na jego propozycję.

W lipcu 1957 roku w Pugwash pojawiło się tam 22 naukowców z dziesięciu państw (z Polski fizyk Marian Danysz), którzy obradowało nad kwestiami światowego pokoju. Byli wśród nich badacze sowieccy i amerykańscy, ale także uczeni reprezentujący kraje nie należące do żadnego z bloków militarnych. Ze względu na stan zdrowia Russell nie mógł się pojawić w Kanadzie, wobec czego zastąpił go Rotblat. Powołano do życia Konferencję Pugwash w Sprawie Nauki i Problemów Światowych, ogłoszono wezwanie do szefów rządów na świecie w sprawie pokojowego współistnienia. Spotkania miały się odbywać co roku, a Rotnlat został sekretarzem generalnym ruchu.

Czytaj także:
Z łagru pod Monte Cassino. To dlatego zachodni lewicowcy znienawidzili Herlinga-Grudzińskiego

Kilka tygodni później naukowiec pojechał do Hiroszimy, by na własne oczy obejrzeć miasto, które jako pierwsze doświadczyło ataku jądrowego. Pomimo postępującej odbudowy wizyta zrobiła na nim ogromne wrażenie i utwierdziła w przekonaniu, że należy zrobić wszystko, by podobna tragedia się nie powtórzyła.

Kolejny pożyteczny idiota?

Konferencja w Pugwash była oczywiście monitorowana przez wywiad amerykański i sowiecki, w tych czasach spotkanie naukowców reprezentujących przeciwne obozy militarne nie mogło się obyć bez agentów obu stron. Rotblatowi przyglądał się zresztą uważnie niemal każdy wywiad na świecie, a gdy przed spotkaniem w Nowej Szkocji odwiedził Polskę, był rozpracowywany przez SB.

Tymczasem wyścig zbrojeń trwał nadal, w październiku 1961 roku Sowieci zdetonowali największą w dziejach bombę wodorową. W archipelagu Nowej Ziemi na Oceanie Arktycznym doszło do eksplozji tzw. car bomby o sile 50 megaton (trzy tysiące razy większej niż ładunek zrzucony na Hiroszimę). Stało się jasne, ze w przypadku wybuchu wojny pomiędzy ZSRS i USA, świat przestanie istnieć.

Pugwash miał swoje sukcesy, uważa się, że zrzeszeni w nim uczeni odegrali ogromną rolę w zażegnaniu tzw. kryzysu kubańskiego w 1962 roku. Członkowie ruchu stali także za wszystkimi rokowaniami sowiecko – amerykańskimi na temat ograniczenia zbrojeń, wielokrotnie używali też swoich wpływów, by łagodzić konflikty na świecie. Niewiele jednak na ten temat wiadomo, gdyż zasadą działalności Rotblata i jego współpracowników było utajnienie obrad, przez co niektórzy snuli analogie do loży masońskiej. Wiadomo jednak, że na jednej z konferencji pojawił się syn ministra spraw zagranicznych ZSRS, Antolij Gromyko, a na innej przywódca Chin, Deng Xiaoping.

W 1966 roku kolejne spotkanie odbyło się w Sopocie, a wśród jego osiemdziesięciu uczestników znalazł się Henry Kissinger. Członkowie Pugwash pojawili się osiem lat później w Krakowie, a zachowane dokumenty Służby Bezpieczeństwa świadczą, że konferencja była poddana ścisłej inwigilacji. Podsłuchiwano wszystko i wszystkich, a tłumacze, sekretarki i polscy członkowie organizacji składali drobiazgowe raporty. Tak było zawsze podczas spotkań w krajach Bloku Wschodniego z czego Roblat musiał sobie zdawać sprawę. Oczywiście członkami Pugwash interesowały się także służby specjalne państw Zachodu, jednak na znacznie mniejszą skalę niż KGB, Stasi czy SB. Liderzy ruchu wychodzili jednak z założenia, że cel uświęca środki.

Inna sprawa, że z upływem czasu Rotblata i jego współpracowników można było w coraz większym stopniu uznać za agenturę wpływów sowieckich. Coraz bardziej szli na rękę polityce Kremla, wierzono w obłudne zapewnienia o „walce o pokój” i nie zwracano uwagi na niewygodne fakty. Dla przywódców ruchu najważniejsze było uniknięcie katastrofy jądrowej, a nie demokracja czy prawa człowieka.

Spotkania w Pugwash w krajach Zachodu były wydarzeniami elitarnymi, znanymi tylko niewielkiej grupie osób. Natomiast w państwach komunistycznych był to prawdziwy show medialny, o konferencjach informowano na pierwszych stronach gazet, a wiadomości radiowe i telewizyjne rozpoczynano od relacji z obrad. Do ich uczestników przychodziły tysiące listów od „ludzi pracy”, szkół, instytucji i organizacji społecznych. Oczywiście pisanych pod dyktando i według jednego wzoru potępiającego zbrojenia jądrowe państw Zachodu. Nic dziwnego, że prasa zachodnia czasami nazywała Rotblata „żałosnym naiwniakiem”.


Do zupełnego absurdu doszło podczas konferencji Pugwusch w sierpniu 1982 roku w Warszawie. W Polsce obowiązywał stan wojenny, jednak Rotblat uparł się, by spotkanie, którego czas i miejsce ustalono dwa lata wcześniej, odbyło się zgodnie z planem. Ponad 150 uczestników konferencji udawało, że nie dostrzega stanu wojennego w Polsce, a przedstawiciel sowiecki wygłosił nawet referat o światowym odprężeniu pod egidą Kremla. Oczywiście członków konferencji powitał wicepremier Mieczysław Rakowski, a liderów ruchu przyjął generał Jaruzelski. Zainteresowanie bieżącą sytuacja Polski ograniczyło się do serii pytań zadanych Rakowskiemu, gdy pojawił się „na posiedzeniu jednej z grup roboczych”. (M. Rakowski, Dzienniki polityczne 1981 – 1983, Warszawa 2004, s. 332.) Uczestnicy konferencji woleli skoncentrować się na własnych problemach i programowi artystycznemu: koncercie „w Filharmonii Narodowej, występowi chóru chłopięcego z Poznania czy zespołu muzyki dawnej w Łazienkach”.. (M. Górlikowski, op. cit)

Kolejnym skandalem było utajnienie listu rosyjskiego fizyka, Andrieja Sacharowa. Współtwórca sowieckiej bomby wodorowej, który widząc skutki eksplozji na Nowej Ziemi, stał się zajadłym przeciwnikiem rozwoju broni jądrowej, w kremlowskim totalitaryzmie widział największe zagrożenie dla świata. Odmówił dalszych badań nad bombą wodorową, a za krytykę agresji na Afganistan został zesłany do Gorkiego (Niżny Nowogród) nad Wołgą. Do Warszawy przemycono list od niego, w którym piętnował łamanie praw człowieka w Bloku Wschodnim. Przy okazji zauważył, że walka o światowy pokój nie może odbywać się bez poszanowania godności i wolności osobistej obywateli, a w krajach komunistycznych te zasady są permanentnie łamane. Dodał również, że szermowanie hasłem odprężenia w stosunkach międzynarodowych jest całkowicie bezzasadne w sytuacji, gdy na Zachodzie trwają protesty przeciwko amerykańskim bazom jądrowym, a Sowieci wprowadzali na uzbrojenie nowe rodzaje pocisków balistycznych (RSD - 10 Pionier czyli SS – 20)

Czytaj także:
US Navy pod sierpem i młotem. Jak USA sprezentowały ZSRS flotę wojenną

„Apeluję do uczestników Konferencji Pugwash – podsumowywał Sacharow - by poddać pod dyskusję ten list. Korzystając z tej sposobności, chciałbym poprosić uczestników tego ważnego międzynarodowego zgromadzenia o wypowiedzenie się otwarcie w obronie więźniów sumienia”. (Ibidem)

31 sierpnia 1982 roku na ulicach polskich miast doszło do masowych demonstracji rozpraszanych przez oddziały ZOMO. W Lubinie zginęły trzy osoby, liczba aresztowanych sięgnęła kilku tysięcy osób. Tylko czterech uczestników konferencji zaprotestowało przeciwko działaniom władz PRL, natomiast Rotblat i jego najbliżsi współpracownicy namawiali do zachowania spokoju. Fizyk twierdził, że Pugwash jest organizacją apolityczną i nie może ingerować w wewnętrzne sprawy niezależnego (?) państwa.

W tej sytuacji zachodnia prasa nie pozostawiła na liderach ruchu przysłowiowej suchej nitki, uważając, że konferencja w Warszawie była jawnym poparciem dla reżimu Jaruzelskiego. Przy okazji również aprobatą dyktatu Kremla w krajach tzw. demokracji ludowej. Dla Rotblata nie miało to jednak znaczenia, gdyż wciąż uważał, że najważniejszą sprawą jest rozbrojenie jądrowe. Reżimy powstawały i upadały, zmieniała się mapa polityczna świata, a ludzkość wciąż istniała. I chciał, by tak było dalej.

Warszawskie spotkanie nie było jedyną kompromitacją Pugwasch na arenie międzynarodowej. Kilka lat później nie zauważono, że władze chińskie krwawo rozprawiły się z demonstrantami na Placu Tienanmem w Pekinie. Ale skoro w obradach brała delegacja chińska, to nie należało o tym wspominać, gdyż Państwo Środka należało do mocarstw jądrowych ….

Patricia

Chociaż oficjalnie Rotblat nie związał się z żadną kobietą, jednak przez wiele lat jego najbliższą przyjaciółka i współpracownikiem była Patricia Lindop. Młodsza od niego o 22 lata, absolwentka Malvern Girls 'College w Worchestershire, w 1948 roku została studentką Kolegium Medycznego przy Szpitalu Świętego Bartłomieja w Londynie. Wtedy to po raz pierwszy w dziejach tej szacownej instytucji (założonej w 1123 roku!) przyjęto na studia dziewczęta, podobno też z tego powodu komisja egzaminacyjna zadbała, by kandydatki poza inteligencją wykazywały się również wyjątkową urodą. Patricia spełniała oba te kryteria i po ukończeniu studiów zaczęła pracować jako internista, a niebawem zainteresowała się wpływem promieniowania na organizm ludzki. Zbliżyło ją to do Rotblata, którego poznała jeszcze podczas zajęć na uczelni. Kontakt z naukowcem spowodował, że wkrótce trafiła do Pugwash, w którym miała działać przez wiele lat.

W maju 1957 roku Patricia wyszła za maż za Geralda Esdale’a poznanego jeszcze w czasach szkoły średniej. Urodziła dwoje dzieci: Marka i Patricię, macierzyństwo nie przeszkodziło jej jednak w karierze naukowej, ani w działalności w Pugwash. A tym bardziej w znajomości z Roblatem.

Razem napisali około 40 artykułów naukowych, Patricia obroniła doktoraty z fizjologii i biochemii, a jako pierwsza kobieta uzyskała tytuł profesora radiobiologii na Uniwersytecie Londyńskim. Jednocześnie wraz z Roblatem zorganizowała około stu konferencji w Pugwash i od 1958 roku byli właściwie nierozłączni.

Po raz pierwszy pojawiła się u jego boku na drugim spotkaniu ruchu w Lac Beauport w Kanadzie. Była wówczas w ciąży z synem, jednak przedłużył pobyt na drugiej półkuli i razem z Rotblatem odwiedzili wówczas amerykańskie uczelnie medyczne. Urodzenie syna nic nie zmieniło w ich wzajemnych relacjach, właściwie byli nierozłączni i często wspólnie odwiedzali znajomych wraz z dzieckiem.

„Cała rodzina wiedziała, że byli kimś więcej niż przyjaciółmi – wspominała siostrzenica Rotblata, Halina Sand. - To była tajemnica poliszynela. Całe Barts [Kolegium Medyczne przy Szpitalu św. Bartłomieja – S.K.] o tym dowcipkowało. […] Jest sporo zdjęć, filmów z różnych konferencji Pugwash, gdzie on jest w jej towarzystwie. […] My wszyscy znaliśmy Patricię, bo spotykaliśmy ją u niego w domu. […] Pamiętam, jak mama mówiła: »Dlaczego on się z nią nie ożeni?«. Do dnia dzisiejszego pozostanie to dla nas zagadką. (Za: Ibidem)


Podczas wyjazdów służbowych zatrzymywali się w pokojach hotelowych położonych obok siebie, Rotblat wspierał syna Patricii finansowo, powszechnie było też wiadomo, że uwielbiał chłopca. Nigdy jednak nie udało się bezspornie ustalić, jakiego rodzaju kontakty ich łączyły, chociaż członkowie rodziny naukowca twierdzili, że „kochał Patricię, a ona go uwielbiała”. Podejrzewali też, że „może się nie ożenił, bo zdecydował, że nie mógłby tracić czasu na obowiązki domowe”. (Za: Ibidem)

Rotblat faktycznie zachowywał się w życiu prywatnym jak rasowy naukowiec i zaangażowany działacz społeczny. Na zachowanych zdjęciach i filmach jego gabinet sprawia wrażenie totalnego bałaganu, na wszystkich sprzętach i podłodze przewalały się tysiące książek, druków i czasopism. W takim otoczeniu czuł się najlepiej i sam wiedział, gdzie może coś znaleźć. Działalność w Pugwash łączył z pracą naukową i dydaktyczną w Londynie, a pomimo upływu lat zawsze wyglądał na człowieka, który wciąż jest spóźniony. Jeszcze po ukończeniu 80 – tego roku życia potrafił przepychać się z młodzieżą na ruchomych schodach, by zdążyć na pociąg metra. (An Open Letter to My Son on the Death of Joseph Rotblat, https://pugwashconferences.files.wordpress.com/2014/02/20050905_butcher_open-letter-to-my-son_re_rotblat.pdf)

W 1981 roku Patricia doznała udaru mózgu, ale rehabilitacja przyniosła znaczną poprawę i jeszcze przez kilka lat towarzyszyła Roblatowi. W 1992 roku zmarł jej mąż, Gerald, a w kolejnym roku nadszedł kolejny, znacznie rozleglejszy udar. Od tej chwili poruszała się wyłącznie na wózku elektrycznym, a jej mowę rozumiał podobno tylko Rotblat. Odwiedzał ją w każdą sobotę (mieszkała także w Haempsted), przeżyła go o 13 lat. Prasa brytyjska uczciła jej pamięć okolicznościowymi artykułami, a „The Guardian” dodał jeszcze wspólne zdjęcie Patricji i Józefa z ich pierwszej wspólnej konferencji Pugwash w 1958 roku. To była jednak bardzo ładna para…. Patricia Lindop obituary, https://www.theguardian.com/science/2018/mar/02/patricia-lindop-obituary

Rotblat w swojej ostatniej woli ustanowił jej syna wykonawcą testamentu i administratorem całego pozostawionego majątku. Mark Esdale ukończył studia informatyczne na Uniwersytecie Londyńskim i do dzisiaj kategorycznie odmawia rozmowy na temat swojej matki i Rotblata. (M. Górlikowski, op. cit)

Polonez As – dur

Pokojowa nagroda Nobla zawsze miała podtekst polityczny, gdyż stosunkowo rzadko przyznawano ją za działalność typowo humanitarną, a znacznie częściej nazwiska laureatów wzbudzały kontrowersje na świecie. Zdarzało się bowiem, że otrzymywali ją ludzie mający wiele na sumieniu, którzy nagle zmienili poglądy, czasami z powodów typowo koniunkturalnych (szef Organizacji Wyzwolenia Palestyny – Jasir Arafat). Natomiast w 1988 roku nagrodą uhonorowano siły pokojowe ONZ, które w następnej dekadzie kompletnie się skompromitowały podczas konfliktu w byłej Jugosławii.

Od lat 80. w gronie kandydatów do pokojowego Nobla wymieniano Pugwash i Rotblata, jednak za każdym razem honorowano innych. W 1995 roku faworytem był brytyjski premier, John Major, który dwa lata wcześniej doprowadził do porozumienia z IRA i zawieszenia broni w Irlandii Północnej. Według spekulacji prasowych jedynym problemem było tylko to, czy Major dostanie nagrodę samodzielnie czy też podzieli się wyróżnieniem z szefem Sinn Féin, ewentualnie jeszcze z premierem Irlandii. Podobno polityk miał już nawet przygotowane trzy wersje przemówienia w zależności od okoliczności…. Desert Island Discs, Joseph Rotblat, (https://www.bbc.co.uk/sounds/play/p00942x6, tłum G. Koper)

Tymczasem Norweski Komitet Noblowski wybrał Rotblata i Pugwash, co ogłoszono 13 października 1995 roku. Naukowiec dostał telefon z Oslo na kilkadziesiąt minut przed oficjalną informacją, skorzystał zatem z czasu, by kupić butelkę szampana i udać się do sparaliżowanej Patricii. Potem już ze spokojem udzielał wywiadów dziennikarzom.

Nie zabrakło oczywiście malkontentów twierdzących, że Rotblat dostał nagrodę za szerzenie sowieckiej propagandy, zadawano też pytania po której właściwie stał stronie przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Rotblat zignorował jednak protesty, a podczas ceremonii wręczenia nagrody w Oslo, na jego osobiste życzenie odegrano Poloneza As - dur op. 53 Fryderyka Chopina.

„Chciałem w ten sposób – tłumaczył laureat - oddać hołd mojemu pochodzeniu. W Polsce najważniejszym kompozytorem jest Chopin i jego polonezy, sonaty i suity, dlatego prosiłem, by jego muzykę zaprezentowano specjalnie dla mnie”. (Ibidem)

Ten sam utwór ilustrował wystąpienie Rotblata w Radiu BBC, które miało miejsce kilka dni później.

Chociaż noblista podkreślał fakt, że urodził się nad Wisłą i w Polsce spędził pierwsze 30 lat swojego życia, jednak w naszym kraju nagroda dla niego została niemal niezauważona. Wprawdzie „Gazeta Wyborcza” już następnego dnia poświęciła mu artykuł na pierwszej stronie, ale nazwała go angielskim fizykiem z Łodzi. Poza tym kwestionowano jego zasługi dla światowego pokoju twierdząc, że stabilizacji na świecie „zagrażają dziś nie głowice atomowe, lecz czołgi: irackie w Kuwejcie, serbskie w Sarajewie, rosyjskie w Groznym”. Uznano, że nagrodę powinien dostać rosyjski biofizyk i dysydent, Sergiej Kowalow, który walczył z imperialnymi aspiracjami Kremla, a „pokój i bezpieczeństwo naszej części świata w znacznym stopniu zależą od tego, czy mu się to uda”. (Dawar, Co widać z Oslo, „Gazeta Wyborcza”, 14/15.10.1995). Przy okazji skrytykowano metodę przyznawania nagrody i nominacje Norweskiego Komitetu Noblowskiego.

Artykuł ten miał zapewne duży wpływ na stosunek polskich mediów do Rodblata, gdyż jedyny duży wywiad z laureatem ukazał się na łamach „Dziennika Bałtyckiego”. To raczej niewiele jak na noblistę, który przyznawał się do polskości. Inna sprawa, że podkreślał w nim, że chociaż nie odcinał się od polskich korzeni, jednak uważał się za obywatela świata. (E. Szumilewicz, Noblista z Polski, „Dziennik Bałtycki”, 20.10.1995).Z drugiej strony do końca życia mówił „piękna polszczyzną przedwojennej inteligencji”, a za najsmaczniejsze danie uważał polską zupę grzybową z suszonych prawdziwków. (M. Górlikowski, op, cit)

Nie angażował się jednak specjalnie w życie brytyjskiej Polonii, wprawdzie czasami dawał wykłady na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie, ale nie szukał kontaktów z emigracją z nad Wisły. Być może dlatego, że angielska Polonia była radykalnie antysowiecka, a Rotblata uważano za komunistę i sługusa Kremla. Noblista zdecydowanie preferował polskich Żydów osiadłych w Wielkiej Brytanii, gdyż z nimi bez problemu dochodził do porozumienia. Pomagał jednak chętnie naukowcom przybyłym na staż z naszego kraju.

Zdecydowanie bardziej doceniali go Brytyjczycy, w wieku 90 lat otrzymał tytuł szlachecki, a jeszcze przed nagrodą Nobla zaliczono go w skład ekskluzywnego The Royal Society. I to pomimo uwag prasy konserwatywnej, że naukowiec „robił wszystko, co mógł, by podkopywać politykę obronną i międzynarodową Wielkiej Brytanii”. (Ibidem)

Józef Rotblat zmarł w Londynie ostatniego dnia sierpnia 2005 roku w wieku 97 lat. Został pochowany na cmentarzu West Hampstead, na płycie poza nazwiskiem (bez imienia) wyryto słynne zdanie Russela: „Above all remember your humanity” (Zawsze pamiętajcie o swoim człowieczeństwie).

Po jego śmierci działalność ruchu Pugush straciła na impecie, najwyraźniej jego założyciel był najważniejszym motorem działania organizacji. Z drugiej jednak strony obecny świat koncentruje się bardziej na zagrożeniu terroryzmem, a nie na apokalipsie jądrowej. I jeżeli są obawy przed bronią atomową, to nie przed głowicami wodorowymi, a eksplozją bomby walizkowej podłożonej przez terrorystów spod znaku Al – Kaidy czy ISIS……

Józef Rotblat pozostaje w Polsce niemal zupełnie nieznany, nawet na XIII Światowym Szczycie Laureatów Pokojowej Nagrody Nobla, jaki odbył się w 2013 roku w Warszawie (!!!), nie wspomniano o nim nawet słowem. Dopiero trzy lata później odsłonięto pamiątkową tablicę na Uniwersytecie Warszawskim, a w 2018 roku pojawiła się jego biografia autorstwa Marka Górlikowskiego. Zapewne wpływ na to miał (i ma do dzisiaj) fakt, że noblista, podobnie jak wielu intelektualistów z Zachodu bardzo naiwny w ocenie ZSRS i polityki prowadzonej przez Kreml. Być może faktycznie wyznawał zasadę, że „lepiej być czerwonym niż martwym”….(P. Smoleński, Lepiej być czerwonym niż martwym. Józef Rotblat, współtwórca pierwszej bomby atomowej, znalazł się na liście wrogów USA, http://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,23841635,lepiej-byc-czerwonym-niz-martwym-jozef-rotblat-wspoltworca.htm)

Redakcja portalu Superhistoria.pl dziękuję p. Sławomirowi Koprowi za zgodę na publikację fragmentu książki.

Czytaj także

 0