Pierwsze nowożytne ludobójstwo. Do dziś nie przyznają się do rozpętania piekła

Pierwsze nowożytne ludobójstwo. Do dziś nie przyznają się do rozpętania piekła

Ormiańska kobieta opłakuje zabite dziecko.
Ormiańska kobieta opłakuje zabite dziecko. / Źródło: Wikimedia Commons / Archiwum HDR
Dodano 8
Zakopywali ich żywcem, rozstrzeliwali, palili, zakłuwali bagnetami i wieszali. Tureccy mordercy nie mieli dla Ormian litości.

W upiornej historii masakry Ormian w imperium osmańskim sprzed stu laty splatają się najgorsze tradycje nienawiści islamu do chrześcijan i elementy współczesnego nacjonalizmu w wydaniu młodotureckim. Tego typu szowinistycznej bezwzględności, której rysy da się potem zauważyć przy masakrach dokonywanych przez nazistów i banderowców. Tragedią ludu ormiańskiego było to, że te dwie straszne tendencje spotkały się w jednym czasie i miejscu, właśnie ich naród czyniąc ofiarą.

Potrzeba kozła ofiarnego

Imperium osmańskie od końca XVIII w. zaczęło być uważane za „chorego człowieka Europy”. Najważniejszym wrogiem sułtanów z Konstantynopola stała się Rosja, która do rywalizacji politycznej wprowadziła czynnik ideowy, ogłaszając się patronem chrześcijan na Bałkanach, Kaukazie i Bliskim Wschodzie. Turcja w wyniku przegranych wojen straciła w drugiej połowie XIX w. Serbię, Bośnię i Hercegowinę, Albanię i Bułgarię.

Poczucie spychania na margines europejskiej polityki i rosyjska infiltracja chrześcijańskich poddanych państwa Osmanów zaczynały stawać się powoli obsesją tureckich nacjonalistów.

Wciąż jednak silna była jeszcze tradycja imperialna, w ramach której chrześcijanami – głównie Ormianami i Grekami – gardzono, ale za oczywiste też uznawano, że państwo sułtanów panuje nad wieloma narodami o różnych religiach.

Od XVII w. tereny zachodniej Armenii z około 2 mln Ormian znajdowały się pod władzą turecką. W państwie Osmanów Ormianie odgrywali rolę podobną do tej, którą w dawnej Polsce odgrywali Żydzi. Stanowili społeczność ruchliwą i przemieszczającą się po całym imperium. Byli kupcami, tłumaczami, lekarzami, bankierami i właścicielami kantorów zajmujących się pożyczkami. Nawet najbardziej niechętni „niewiernym” Turcy przyznawali, że bez Ormian wiele dziedzin tureckiej gospodarki działałoby znacznie gorzej.

Ormianie cieszyli się swobodami w wielu dziedzinach – sprawnie zorganizowali własny system edukacji i samopomocy w obrębie wspólnot Kościoła ormiańskiego. Bardzo często całe wspólnoty składały się na studia medyczne czy inżynierskie dla najbardziej zdolnych ich członków. Od końca XIX w. Ormianie stworzyli też własne partie polityczne podkreślające lojalność wobec państwa osmańskiego, ale uparcie domagające się coraz większej autonomii.

Jednocześnie nie było dla nikogo tajemnicą, że wielu Ormian spogląda po cichu z nadzieją na państwo carów, które panowało nad wschodnią Armenią. Rosyjscy politycy uwielbiali zapowiadać, że bliski jest dzień, gdy wojska cara zdobędą Konstantynopol, a na zamienionym w meczet kościele Hagia Sophia znów zajaśnieje szczerozłoty krzyż wyznawców Chrystusa. Jest oczywiste, że rosyjski wywiad właśnie wśród Ormian szukał informatorów i jak można podejrzewać – interesowały go wpływy w partiach ormiańskich w Turcji.

Z kolei tureccy szowiniści ogłuszeni kolejnymi klęskami zaczęli szukać źródeł klęsk swojej ojczyzny nie w zacofaniu państwa lub w jego archaicznej strukturze wewnętrznej, ale w istnieniu „wroga wewnętrznego”. Tutaj stare resentymenty islamskie wobec „chrześcijańskich, niewiernych psów” mieszały się z nowym zjawiskiem – nacjonalizmem młodotureckim.

Był to ruch modernizacyjny łączący pęd do reform państwa z nienawiścią do mniejszości uniemożliwiających pełną unifikację etniczną Turcji. Jednocześnie tureckim narodowcom po cichu imponowało otwarcie elit ormiańskich na zachodnie wpływy nowoczesności. Młodoturcy byli przeciwnikami archaicznego despoty – sułtana Abdülhamida II zwanego Krwawym. Ten złowróżbny przydomek wziął się nie tylko z brutalnych represji tajnej policji sułtana wobec młodoturków, lecz także jego prób siłowego nawracania Ormian na islam w latach 1894–1896, co wywoływało tumulty i zajścia uliczne. Interwencje zachodnich mocarstw nie pozwalały Abdülhamidowi rozwinąć na pełną skalę represji wobec społeczności ormiańskiej, ale jednocześnie wzmacniały wściekłość Turków na Ormian jako rzekomo uprzywilejowaną mniejszość żyjącą pod cichym patronatem Zachodu i Rosji. Gdy więc w 1908 r. młodoturcy obalili starego anachronicznego sułtana, Ormianie odetchnęli z ulgą.

Historyk armeński Suren Manukjan wskazuje, że do rozejścia się dróg młodoturków i dasznaków – czołowej partii ormiańskiej – doszło ostatecznie już po wybuchu I wojny światowej na kongresie partii dasznackiej w Erzurum w drugiej połowie 1914 r. Młodoturcy zaproszeni na zjazd namawiali Ormian, aby wezwali swoich współplemieńców żyjących po rosyjskiej stronie granicy do wsparcia atakujących Rosję wojsk tureckich w zamian za obietnice autonomii. Dasznacy, wiedząc, jakie mogłyby być konsekwencje takich gierek, grzecznie odmówili. Stanęli na stanowisku, że Ormianie po obu stronach granicy turecko-rosyjskiej powinni zachować lojalność wobec swoich państw. Rozczarowani taką decyzją i wściekli na dasznaków młodoturcy opuścili zjazd przekonani, że jeśli Rosjanie wedrą się w głąb wschodniej Turcji, to Ormianie mogą stać się ich piątą kolumną. Szowiniści młodotureccy uznali, że zachodni Ormianie są zagrożeniem wewnętrznym i jako element wrogi muszą być wyniszczeni.

Czytaj także:
Zapomniane piekło polskich dzieci

Trzy kolejne wojny bałkańskie – od października 1912 do lipca 1913 r. – doprowadziły do utraty wszystkich europejskich posiadłości Turcji. To skłoniło młodoturków do postawienia przez nich wszystkiego na jedną kartę – sojusz z Niemcami przeciw Rosji, Francji i Wielkiej Brytanii. Te mocarstwa, które interweniowały wcześniej w obronie społeczności ormiańskich, znalazły się w obozie wrogów Turcji. Ormianie zostali sami – zdani na łaskę i niełaskę młodoturków.

Masakra

Jak to często bywa, zbrodnicze emocje muszą znaleźć jeszcze dogodny moment, aby demon mordu mógł zostać wypuszczony jak dżin z butelki. W przypadku Turków takim czynnikiem były porażki czołowego dowódcy armii sułtańskiej Enwera Paszy w wojnie z Rosją. Najbardziej upokarzająca była klęska Turków pod Sarikamis (grudzień 1914–styczeń 1915). Oddziały rosyjskie parły ku terytorium zamieszkanym przez Ormian. Liczni ormiańscy oficerowie służący w armii carskiej głosili wyzwolenie swoich współbraci i zaczęli snuć wizje odzyskania dla przyszłej „Wielkiej Armenii” świętej dla Ormian góry Ararat, która leżała i leży do dziś na terenie Turcji.

Enwer Pasza postanowił przykryć swoje klęski mobilizacją Turków przeciw „wrogowi wewnętrznemu”. Młodoturcy w typowym dla tamtych czasów zaślepieniu uznali, że nadarza się dobra okazja, aby raz na zawsze pozbyć się „niepewnego elementu”, który podejrzewano o chęć wywołania powstania na rzecz napierających Rosjan. Lokalni urzędnicy i dowódcy policji chętnie nagłaśniali takie plotki, słusznie przewidując, że na pogromach Ormian można będzie się nieźle obłowić.


Do dziś trwają spory o to, czy rzeź była efektem drobiazgowo wypracowanego planu rządu, czy też mieszaniną oddolnej nienawiści antychrześcijańskiej, wojennego chaosu i zbrodniczej inicjatywy lokalnych dowódców. Historyk Suren Manukjan wskazuje: „Podjęciu decyzji o ludobójstwie sprzyjała też wojna – gdy tysiące (tureckich) rodaków ginie na wojnie, łatwiej zmobilizować duże grupy społeczne do realizacji jakiegoś celu i skłonić je do akceptacji nawet najdrastyczniejszych metod”.

Za początek orgii przemocy uznaje się akcję wyłączenia z szeregów armii tureckiej żołnierzy Ormian i ich rozbrojenie w styczniu 1915 r. Gdy już ich rozbrojono, zaczęto obawiać się skupiania w jednym miejscu przedstawicieli „wrogiej mniejszości” znających się na broni i zaczęto ich rozstrzeliwać.

24 kwietnia 1915 r. rozpoczęła się policyjna łapanka około 2 tys. Ormian w Stambule. Szybko wyselekcjonowano spośród nich ofiary publicznych egzekucji na placach stolicy za rzekome szpiegostwo. W dniu 27 maja 1914 r. wydano oficjalne prawo o deportacjach. Na jego podstawie setki tysięcy Ormian wypędzono z domów i gnano ze wschodniej Turcji na pustynie Syrii, gdzie mieli być skupieni w specjalnych obozach. Tak wyglądała teoria, a w praktyce policja z pomocą tureckiego motłochu paliła i grabiła ormiańskie dzielnice we wszystkich tureckich miastach.

Całe rodziny umierały z powodu chorób, głodu i samowoli tureckich strażników. Aby do pilnowania kolumn Ormian nie angażować wojska tureckiego potrzebnego na froncie, tworzono jednostki pomocnicze złożone z lumpenproletariatu i wypuszczonych z więzień zbrodniarzy i przestępców. Ci uznali się za panów życia i śmierci setek tysięcy powierzonych sobie nieszczęsnych ludzi.

Ormiański pisarz Varujan Vosganian tak opisuje wydarzenia w mieście Trabzon, skąd w czerwcu 1915 r. wygnano 200 tys. Ormian.

„(Rodziny ormiańskie) zostały powiadomione przez wykrzykujących zarządzenia posłańców, którym towarzyszył dźwięk bębnów, tak aby tłum słyszał ich z daleka i zbierał się na skrzyżowaniach dróg, jako że na rozkaz Wysokiej Porty cała populacja ormiańska miała wyjść przed własne domy, zabierając prowiant na drogę i to, co zdoła unieść. Następnie kierowano Ormian na południe miasta, gdzie tworzono konwoje. Kto nie podporządkuje się rozkazowi i zostanie znaleziony w domu po zachodzie słońca lub poza miejscem, z którego wyruszały konwoje, ten będzie natychmiast ukarany i skazany na śmierć przez rozstrzelanie lub zawiśnie na szubienicy na placach miejskich, aby posłużyć za przykład dla pozostałych. Ci, którzy chcieli powierzyć swoje dzieci rodzinom tureckim, mogli to zrobić, ale dzieci należało najpierw oddać wojsku, które następnie miało je porozdzielać dalej, tak aby rodzice nie poznali ich nowych rodzin”.

W kilku punktach wschodniej Turcji Ormianie postanowili się bronić, wiedząc już z relacji uciekinierów o masakrach swoich pobratymców. Do dziś w Armenii wymienia się z czcią ormiańską obronę miasta Van i walki 5 tys. Ormian, którzy obronili się na górze Musa Dagh przy Morzu Śródziemnym. Obrona miasta Van miała sens – po paromiesięcznej batalii na odsiecz przybyły oddziały rosyjskie i Turcy uciekli. Los uśmiechnął się także do obrońców Musa Dagh, których ewakuowały na czas francuskie i brytyjskie okręty.

Tte bohaterskie akty oporu należały jednak do wyjątków. W większości pogromy i wygnania spadały na ludzi bezbronnych i porażonych skalą przemocy ludzi. Tak jak w przypadku Holokaustu logika zaplanowanej zbrodni pchała ludzi raczej do apatii niż oporu.

Mord nieukarany

Ormianie twierdzą, że w rzezi zginęło 1,5 mln ludzi. Nikt nie jest w stanie dokładnie zweryfikować liczby ofiar. Zachowało się bardzo niewiele zdjęć. Więcej jest wstrząsających relacji, które Ormianie drobiazgowo zbierali od pierwszych chwil rzezi.

Przez kolejne dekady emigranci ormiańscy szukali swoich bliskich i dzieci oddanych na poturczenie. To wieloletnia dramatyczna tragedia, prawie nieistniejąca w świadomości ludzi Zachodu. I znów oddajmy głos Varujanowi Vosganianowi:

„Od zagłady i rozłąki rodzin w 1895 (pierwsza fala pogromów), a zwłaszcza od 1915 r., minęło 100 lat, ale nadal istnieją ludzie, wnukowie lub prawnukowie, poszukujący siebie nawzajem. Ojcowie i bracia szukali córek i sióstr w haremach, rodzice szukali dzieci w domach dziecka, mężowie rozpytywali o swoje żony w warsztatach tkackich w Aleppo i Damaszku, gdzie setki kobiet były wykorzystywane do przymusowej pracy, listy przemierzały świat, pytania, utykające ze strachu w gardle, były szeptane na pokładach statków, w obozach z ocalałymi, zdesperowane lub zrezygnowane ogłoszenia pojawiały się w gazetach ormiańskich na wszystkich kontynentach. W mojej rodzinie jest wielu, którzy szukali siebie nawzajem, niekiedy się odnajdowali, nawet w odległości tysiąca kilometrów, innym razem nie. Setki tysięcy rodzin miały kogoś do odszukania: naród poszukujących się nawzajem ludzi po tak wielu nieszczęściach i przez to rzadko zaznający chwili wytchnienia, aby odnaleźć samego siebie”.

Czytaj także:
Krwawi prekursorzy bolszewików. To na nich wzorował się Lenin

Historycy zastanawiają się, w jakim stopniu zagłada Ormian mogła po ponad 25 latach zainspirować hitlerowców do ludobójczych zbrodni II wojny światowej. Pozostaje faktem, że niemieccy oficerowie i doradcy rezydujący u boku władz tureckich musieli widzieć z bliska zbrodnicze praktyki wobec Ormian. Niewiele jest śladów interwencji dyplomatów kajzera u władz tureckich dla zatrzymania rzezi. Niemcy jako lojalni sojusznicy wojenni nie chcieli wtrącać się w coś, co uznano za sprawy wewnętrzne Turcji, a los Ormian niewiele ich obchodził. Hitler po ćwierćwieczu będzie uspokajał swoich mających rozterki generałów, pytając kpiąco: „Kto dziś pamięta o zagładzie Ormian?”. W tym sensie zagłada ludu Armenii jako mord nieukarany przez wielkie mocarstwa była zachętą do krwawych porachunków nazistów z narodami stojącymi w ich mniemaniu na drodze do pełnej dominacji nad światem.

Polityczni i wojskowi sprawcy zbrodni, choć pod naciskiem aliantów osądzeni w 1919 r. w Stambule, uciekli z Turcji. Jeden z nich, Mehmet Talaat, znany polityk młodoturecki, uciekł do Berlina. Tutaj w marcu 1921 r. dosięgła go kula ormiańskiego mściciela Salomona Teilirjana. W kolejnych latach zamachowcy z grupy Nemezis uśmiercą sześciu kolejnych polityków młodotureckich utożsamianych z decyzją o masakrze. Enwer Pasza, który uciekł do Związku Sowieckiego, został wysłany przez Lenina na podbój emiratu Buchary. Po pewnym czasie Enwer zmienił front, wsparł antysowieckich basmaczy i zginął w sierpniu 1922 r. w zasadzce czerwonoarmistów. Przez kolejne dekady ormiańscy mściciele będą kontynuować zemstę, wysadzając w powietrze placówki dyplomatyczne Turcji na całym świecie.

Rzeź z 1915 r. wykopała między Turkami a Ormianami przepaść wzajemnej wrogości, której nie daje się zasypać aż do dziś.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2015
Artykuł został opublikowany w 6/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 8
  • Jestem Eco, Umberto Eco. IP
    Czystki w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej 1904-1907?
    Dodaj odpowiedź 6 0
      Odpowiedzi: 0
    • potomek Wołyniaka IP
      O rzezi Ormian przynajmniej póblicznie się mówi, piętnuje. Turcja za tę zbrodnie nie przeprosiła ale stoi przed międzynarodowym pręgierzem. Inacze jest w przypadku Rzezi Wołyńskiej. Tam państwo ukraińskie równierz nie przeprosiło i nie przyznało siędo tej zbrodni. Świat o rzezi na polakach na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej nawet nic nie wie. To ludobójstwo nie jest nawet szeroko znane w Polsce co jest haniebne. Rządzący wspominaja o tej zbrodni przy okazji rocznic ale robią to jak by się wstydzili, jak by nie chcieli urazić narodu, z którego wywodzili się sprawcy. Odmawiają tylk oprzez wszystkie przypadki hasło o przyjaźni polsko-ukraińskiej co jest totalną fikcją i kłamstwem. Nie da się budować dobrych relacji gdy jedna strona zaprzecza swojej winie i zakłamuje fakty, a druga udaje, że tego nie widzi. To szampo wybije prędzej czy później.
      Dodaj odpowiedź 5 2
        Odpowiedzi: 0
      • tommi IP
        Ludobójstwo Herero i Namaqua – brutalne stłumienie przez wojska Cesarstwa Niemieckiego powstania afrykańskich ludów Herero i Namaqua, które uznawane jest za pierwsze ludobójstwo XX wieku
        Dodaj odpowiedź 5 0
          Odpowiedzi: 0
        • Szwejk XXI IP
          Chciałbym przeczytać także głos napisany z pozycji bardziej Turcji z dostateczna dozą rzetelności. Nie mam pojęcia czy jest taki dziennikarz czy historyk. Dla dzisiaj interesująca jest bardziej dynamika koegzystencji w wymiarze państwowym ale i mikrokosmosu poszczególnych jednostek. Polecić można limeryki o narodach ŚP Jacka Kaczmarskiego. Niestety moim zdaniem do ludobójczej listy zostaną dopisane kolejne pokolenia. Wiele zapowiada, że nadchodzi czas męczeństwa w skali globalnej dla wyznawców INRI
          Dodaj odpowiedź 2 6
            Odpowiedzi: 0