Prawdziwa historia „300”. Dlaczego Iran wściekł się na Hollywood?

Prawdziwa historia „300”. Dlaczego Iran wściekł się na Hollywood?

Kadr z filmu
Kadr z filmu / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
„Hollywood wypowiada wojnę Irańczykom” – ogłosiła wkrótce po premierze filmu poczytna irańska gazeta.

Jakub Ostromęcki

Film „300” atakowało mocno urozmaicone gremium, złożone z irańskich deputowanych, amerykańskich feministek oraz znawców historii starożytnej. Holywoodzkich spartiatów za wzór stawiała zaś sobie grupa równie pstrokata – od amerykańskich miłośników broni przez europejskich narodowców do robotniczo-chłopskiego aktywu Janukowycza z okresu ukraińskiego Majdanu. „300” nie jest filmem w pełni historycznym. Nie miał takiego zamiaru reżyser (Zack Snyder), ekranizując komiks Franka Millera, który w najważniejszych wątkach jedynie próbuje nawiązać do prawdziwych wydarzeń. Mimo to wielu ulega pokusie traktowania go jako źródło wiedzy historycznej. W Iranie film został zakazany.

Termopile a prawa kobiet

Do Sparty przybywa perski herold, oświadczając wszem wobec, że Król Królów żąda „ziemi i wody” na znak poddaństwa. Zaczyna negocjować z Leonidasem, w co włącza się Gorgo, żona spartańskiego króla. „Dlaczego ta kobieta myśli, że ma prawo mówić razem z mężczyznami?” – pyta poseł. „Bo tylko Spartanki wydają na świat prawdziwych mężczyzn” – hardo oddpowiada Gorgo. Riposta tak cięta, że Pers powinien w tym momencie czmychnąć niczym zdziczały kot przyłapany na kradzieży odpadków z pańskiego stołu. Negocjacje były zresztą krótkie – herold skończył na dnie głębokiej jak Hades studni, na skutek potężnego leonidasowego front kicka. Zanim jednak król ukatrupił przybysza, rycząc słynne: „This is Sparta!”, spojrzał pytająco na żonę. Ta skinęła głową na znak aprobaty. Czy spartańska kobieta mogła poczynać sobie ze śmiałością godną raczej jakiejś poczochranej celtyckiej władczyni?

Sprawa jest dość złożona. Historyk Iza Bieżuńska-Małowist stwierdza: „Do praw politycznych czynnych i biernych kobiety greckie przez cały okres klasyczny dostępu nie uzyskały”. „Mocnym związkom środowiskowym swojego męża przeciwstawiała raczej swoją samotność”. Kobieta w greckiej polis nie mogła samodzielnie podejmować postępowania prawnego, występować wobec władz czy sądów. Nie wolno jej było zdradzać męża (o wierności mężów nic nam nie wiadomo). Musiała pozostawać pod opieką ojca, męża, brata, którzy byli jej reprezentantami w urzędach. Była przedmiotem, a nie podmiotem zaręczyn. Co jej wolno? Być kapłanką (były kulty czysto kobiece), odprawiać misteria eleuzyńskie na równi z mężczyznami, bywać na przedstawieniach teatralnych (ale tylko w niektórych polis), zarządzać służbą, otrzymywać dary i spadki. Jak ugrać coś więcej? Mówiąc językiem współczesnym – wykorzystywać tzw. kompetencje miękkie: osobowość, uzdolnienia.

W Sparcie sprawy wyglądały nieco inaczej. Chłopcy od siódmego roku życia przebywali w koszarach. 30-latkowie mieli już własne rodziny i domy, ale i tak wciąż jedli oraz bawili się w andreionie – w gronie kumpli z oddziału, a nie z żoną. Tam też toczyło się życie polityczne. Całość prowadzenia gospodarstwa domowego spadała więc na Spartanki. Mogły one prowadzić działalność gospodarczą (kupować ziemię). Nic też nie wiadomo o opiekunach kobiet w Sparcie. Plutarch dodaje: „Lacedemończycy zawsze chętnie słuchają rady swych żon i pozwalają im o wiele więcej mieszać się do spraw publicznych niż sobie samym do spraw domowych. Poza tym w rękach kobiet była też wówczas większa część wszelkiej własności w Sparcie”. Te bardziej „wyemancypowane” Spartanki pojawiają się jednakowoż 200 lat po Termopilach i nawet matki oraz babki królów działają zakulisowo: przekupując, zatrudniając, wynajmując. Niepodobna, aby przyjmowały obce poselstwa czy przemawiały na zgromadzeniach. Nina Gładziuk, autorka pracy „Omphalos. Płeć jako problem filozofii politycznej Greków”, puentuje: „Świat polityki greckiej okresu klasycznego był męski”. Obywatele żołnierze okresu bitwy o Termopile do swoich spraw Gorgo by nie dopuścili.

Co jednak z mizoginią perskiego posła? U Gładziuk znajdujemy interesujący fragment: „W pewnej przytoczonej przez Herodota rozmowie Greka z Persem małoazjatycki obyczaj uczestniczenia nałożnic i prawowitych małżonek w ucztach mężczyzn przeciwstawiany jest helleńskiemu obyczajowi osobnego jedzenia i przebywania obu płci”. W imperium perskim kobiety zostawały często brygadzistkami przy wielkich robotach publicznych. Nie był to jednak kraj o jakimś szczególnym równouprawnieniu: „Jesteś gorszy od kobiety” – brzmiała jedna z cięższych obelg wśród perskich wielmożów. Tak czy inaczej reakcja perskiego posła w filmie nazbyt przypomina tyrady zwyrodniałych imamów znane z dzisiejszych czasów.

„300” ma widownię głównie męską, stąd nie mogło zabraknąć tzw. scen. Przed wyruszeniem ku Termopilom Leonidas żegnany jest przez żonę w sposób, w jaki powinien być żegnany każdy wojownik. Czy u historycznych Spartan zbliżenie byłoby aż tak zmysłowe i śmiałe? Nikt tego dokładnie nie wie, ale można posłużyć się kilkoma przykładami z polis sąsiednich. Ateńczycy uznali za niezwykłe, gdy Perykles, wychodząc na agorę, całował żonę. Dlaczego? Otóż żona jest od tego, aby mieć z nią dzieci i opiekę na starość (Ksenofont). Wtórował mu Demostenes: „Hetery mamy dla przyjemności, konkubiny dla codziennych potrzeb ciała, żony – aby mieć legalne potomstwo i zaufane strażniczki domu”.

Czytaj także:
Pierwsza z najważniejszych bitew świata. Tak ocalona została Europa

Reżyser pominął też kilka innych szczegółów dotyczących płci w Sparcie. Wszak to Leonidas powinien mieć dłuższe włosy od swojej żony! (Spartankę po ślubie czekały dość mocne postrzyżyny). Lena Headey jak na żonę Leonidasa jest zbyt wątła. Prawdziwa Gorgo od małego uprawiała biegi, rzut dyskiem i oszczepem – miała wszak urodzić zdrowe i silne potomstwo. Szata Gorgo powinna być krótsza (słynne powiedzenie o Spartankach jako „odsłaniających uda”). W filmie pokazano kilka szokujących dziś zwyczajów – reżyser pominął jednak zapasy nagich dziewcząt, które władze organizowały od czasu do czasu, chcąc zachęcić młodych obywateli żołnierzy do wzięcia sobie jak najszybciej żony.

300 przeciw 70 milionom

300” był w Iranie zakazany, trafił więc do obiegu podziemnego. Mimo to kraj zawrzał. „Hollywood wypowiada wojnę Irańczykom” – ogłosiła wkrótce po premierze filmu poczytna irańska gazeta „Ayande-No”. Czytamy w niej: „Film ukazuje Irańczyków jako pozbawione kultury demony, które myślą tylko o najeżdżaniu innych narodów i zabijaniu ludzi”. Dziennikarzom wtórowali teherańscy politycy. Javad Shamghadri, doradca Ahmadineżada (prezydent Iranu w latach 2005–2013), grzmiał: „Stany Zjednoczone starają się upokorzyć Iran, odwracając rzeczywistość historyczną. Chcą skompensować sobie swoje występki, podburzając amerykańskich żołnierzy”. Azadeh Moaveni, reporter „Time”, pisał na gorąco: „Cały Teheran jest wściekły. Gdzie się nie udałem, tam tętniło od oburzenia z powodu tego filmu”.


Wściekłość przeciętnego irańskiego widza da się streścić tak: „Snyder przedstawił naszych praszczurów jako bestie, a przecież dali oni światu tyle dobrego: pierwszą w świecie deklarację praw człowieka, pierwszą religię monoteistyczną, wspaniałe pałace i płace zamiast niewolnictwa”. Jak tu oddzielić histerię, brązownictwo i chciejstwo od uprawnionych zarzutów?

W tym, że filmowi Persowie są jaskrawo przerysowani, zorientuje się nawet średnio oczytany widz. Gwardia Nieśmiertelnych nie zakładała żadnych trupich masek, a Kserkses nie mógł wyglądać jak bywalec parad gejowskich (i to tych bardziej wyuzdanych). Był to w rzeczywistości brodaty mężczyzna ubrany w purpurową tunikę, złoty płaszcz i tiarę, a z kreacją filmową łączyły go jedynie kolczyki.

Imperium perskie sięgało od Morza Egejskiego do Indusu. Władca chcący utrzymać wówczas taki teren był niejako skazany na tolerancję. Włącznie z tym, że polis greckie wchodzące w skład imperium mogły się rządzić demokratycznie (po tym gdy ojciec Kserksesa uznał, że bardziej korzystne dla Persji będzie pozbycie się tamtejszych tyranów).

Wspomniana wyżej „pierwsza deklaracja praw człowieka” odnosi się do tzw. Cylindra Cyrusa. Poza tym, że ów gliniany tekst pozwala poddanym na czczenie takich bogów, jakich zapragną, z prawami człowieka ma mało wspólnego. Wypowiedziało się na ten temat całe grono badaczy – Wiesehöfer, Fairchild Ruggles, Silverman, Bill T. Arnold, Llewellyn-Jones i Neil MacGregor. Politycy irańscy od początku wieku XX wznieśli jednak Cylinder do rangi prawa 12 tablic, czy dzieł Arystotelesa.

„To nie bata się boją, ale mojej boskiej władzy” – mówi filmowy Kserkses. W podobny irracjonalny sposób tłumaczy swoje podboje. 2500 lat temu propaganda perska była jednak znacznie sprytniejsza, wypowiadając się mniej więcej w takim tonie: „Fakt, podbijamy, ale spójrzcie sami na siebie. Cały czas mordujecie się w wojnach. My zapewnimy wam wszystkim życie w pokoju i harmonii. Jesteśmy po to, byście przestali się wyrzynać”.

Kserkses – nie żaden wcielony bóg, jak chce film, tylko król i namiestnik boga Ahuramazdy – nie wahał się składać ofiar Atenie, chcąc zjednać sobie przynajmniej część ludzi, którymi zamierzał władać. Czy był pierwszym władcą monoteistycznym? Teza bardzo mocno naciągana. Badacze spierają się wręcz, czy zaratusztrianizm był w ogóle religią państwową na tym etapie perskich dziejów.

Czytaj także:
Od kamienowania do akceptowania. Trzy tysiące lat homoseksualizmu

Niewolników można było spotkać w ówczesnym świecie wszędzie – zarówno w państwach greckich, jak i Persji. Irańczycy nie są również w stanie zaprzeczyć oczywistej wiedzy podręcznikowej: to państwa greckie dawały swym obywatelom możliwość kształtowania polityki.

Przesmyk – nie wąwóz

Przemilczeń, przeinaczeń jest też sporo w sportretowaniu Sparty. Wolnymi obywatelami mógł się tam nazywać tylko pewien procent społeczeństwa – resztę stanowili pozbawieni praw politycznych periojkowie i heloci – niewolnicy rolni. Ci ostatni byli traktowani pogardliwie, nieraz brutalnie. Aby utrzymać wśród nich posłuch, spartiaci urządzali tzw. helotobicie, czyli bogu ducha winnych chłopów co pewien czas okładali kijami czy batami. Innych znowuż upijali na ucztach, szydząc niemiłosiernie, poniżając i każąc uskuteczniać wulgarne tańce. W filmie młody Leonidas uczestniczy w kryptei – uzbrojony tylko we włócznię w dziczy musi sam zadbać o przetrwanie. Większość widzów nie zdaje sobie jednak sprawy, że krypteja służyła też innemu celowi – mordowaniu losowo napotkanych helotów, aby cały czas czuli respekt przed spartiatami i nie przyszły im do głowy żadne bunty. Badacze nie są jedynie pewni, czy taka wersja kryptei istniała już w czasach Leonidasa, czy narodziła się kilkadziesiąt lat później.

O eforach-zombie i potworach na służbie spartańskiej nie ma co się rozwodzić – jest to element czysto fantastyczny.

Z uporem maniaka, również w naszym kraju, powtarza się, że greccy hoplici bronili się
w „wąwozie Termopile”. Snyder popełnia ten sam błąd w początkowych sekwencjach bitwy. W okolicy wąwozu rzeczywiście są, ale biegną prostopadle do kierunku marszu armii perskiej – stąd obrona w nich to kompletny bezsens, wystarczyłoby, aby najeźdźcy umieścili ryglujący hufiec naprzeciw Greków i z resztą sił poszli dalej ku Atenom. Leonidas rozstawił zatem swoich hoplitów nie w żadnym wąwozie, ale w przesmyku między pasmem górskim a morzem, które wówczas podchodziło do lądu dużo bliżej niż dziś, i w drugiej części filmowej bitwy tak to właśnie wygląda.

Starcie wrogich mas piechoty Snyder wcisnął w nudny już szablon, ten sam co w setkach innych produkcji batalistycznych. Spartanie trzymają szyk tylko w pierwszej scenie. Potem zaczynają się efektowne indywidualne pojedynki: Grek przeciw Persowi. Jest to kompletny anachronizm. Istotą starcia w owej epoce było bicie się w szyku – kto trzymał go ciaśniej i mężniej znosił rany, ten wygrywał. Grecy, złączeni ideałami wspólnoty obywatelskiej, opanowali tę sztukę do perfekcji: tarcza przy tarczy (której używa się zarówno z myślą o sobie, jak i koledze), nogi ugięte i dźganie włócznią celnie i mocno. Kto taki szyk złamał, chcąc szukać osobistej chwały lub w ataku szału, ten był srodze karany. A tymczasem hollywoodzcy spartiaci robią to w najlepsze przez połowę filmu. Historyczne Termopile nie były pozbawione dynamiki – Leonidas tak wyćwiczył hoplitów, że potrafili oni udać ucieczkę (całą falangą) po to tylko, aby napastnicy wietrzący łatwą zdobycz rozluźnili swój szyk. Wtedy Grecy gwałtownie przechodzili do kontrnatarcia. Cały czas jest to jednak działanie grupy, a sztuka filmowa woli starcia, w których widz może identyfikować się z konkretnym bohaterem, widząc jego twarz i sylwetkę. Z tego też względu jesteśmy skazani na oglądanie anachronizmów w kolejnych batalistycznych produkcjach.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2017
Artykuł został opublikowany w 8/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0