Zagraniczni najemnicy Stalina. Niewygodna prawda o wojnie w Hiszpanii

Zagraniczni najemnicy Stalina. Niewygodna prawda o wojnie w Hiszpanii

Bułgarzy z Brygad Międzynarodowych, 1937 r.
Bułgarzy z Brygad Międzynarodowych, 1937 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 9
Głosząc górnolotne slogany o wolności, nie wahali się popełnić najgorszych zbrodni.

Wojciech Jerzy Muszyński

Było czymś niezrozumiałym i zakrawającym na ponury żart, że tysiące ludzi z całego wolnego świata dobrowolnie zgłosiły się do służby w formacjach stanowiących de facto część armii sowieckiej. Pierwsze oddziały cudzoziemskie w republikańskiej Hiszpanii zaczęto formować zaraz po wybuchu wojny domowej, w lipcu 1936 r. Na szeroką skalę proces ten rozwinął się po kilku miesiącach.

Początki

16 października 1936 r. Józef Stalin w specjalnym telegramie zapewniał José Díaza, szefa Komunistycznej Partii Hiszpanii, o sowieckiej „pomocy” dla hiszpańskiej republiki: „Robotnicy ZSRS wypełnią swój obowiązek, udzielając wszelkiej pomocy rewolucyjnym masom w Hiszpanii. Wiedzą oni, że wyzwolenie Hiszpanii z jarzma faszystowskich reakcjonistów nie jest prywatną sprawą Hiszpanów, ale wspólnym celem postępowej ludzkości”. Na Półwysep Pirenejski popłynęła z ZSRS rzeka zaopatrzenia, broni, doradców wojskowych i politycznych, którzy mieli zaprowadzić tam sowieckie porządki. W Madrycie nie wiedziano jeszcze, że ta „pomoc” będzie kosztowała kraj 510 ton złota (czyli niemal największe wówczas rezerwy tego kruszcu na świecie), które agenci Stalina zabezpieczyli jako ekwiwalent za poniesione przez ZSRS koszty.


Plan Moskwy był prosty: Sowiety dostarczały kadrę i broń, rolę mięsa armatniego przewidziano zaś dla Hiszpanów i cudzoziemskich ochotników, którzy zdążali do Hiszpanii zwabieni propagandą Kominternu. Młodzi idealiści wierzyli w slogany, że będą bronić słusznej sprawy – wolności i postępu. Werbunek ochotników prowadziły struktury partii komunistycznych, które zaopatrywały zgłaszających się w bilety, pieniądze, a w razie konieczności także fałszywe dokumenty. Przybywający do Hiszpanii byli kierowani do koszar w Albacete, gdzie formowano Brygady Międzynarodowe. Nie wszyscy byli komunistami, choć ci zdecydowanie przeważali, stanowiąc około 60–80 proc. stanu brygad. Reszta to lewicowcy i socjaliści różnego autoramentu, poszukiwacze przygód i awanturnicy, najemnicy i przestępcy oraz bezrobotni, zachęceni przez werbowników mirażem żołdu i posiłku do syta. Wśród „brigadistas” najliczniejsi byli Francuzi – 10 tys., Niemcy – około 5 tys., liczbę Żydów z całego świata szacuje się na 7 tys. (czyli około 20 proc. ogółu ochotników). Oprócz tego było 2,5 tys. Polaków, od kilkuset do 2 tys. Brytyjczyków, Amerykanów, Włochów i in.

Od początku istnienia Brygady Międzynarodowe stały się ulubionym tematem komunistycznej propagandy: w niezliczonych wierszach lub piosenkach jak świat długi i szeroki opiewano idealizm oraz dzielność ochotników. Częstymi gośćmi w Albacete było liczne grono cudzoziemskich dziennikarzy i korespondentów wojennych, jawnie sympatyzujących z rewolucjonistami. Oni również przyczynili się do powstania hagiograficznego wizerunku „bohaterskich »brigadistas«”.

Najsłynniejszym z nich był Ernest Hemingway, który na kartach powieści „Komu bije dzwon” stworzył wyidealizowany portret republikańskiego generała Golza, a w rzeczywistości swojego kompana od butelki Karola Świerczewskiego, notorycznego pijaka i oficera GRU, który dowodził XV Brygadą złożoną z Francuzów, Belgów i Amerykanów. W chwilach, gdy Hemingway był trzeźwy, sam wcielał się w rolę instruktora, szkoląc rekrutów w obchodzeniu się z bronią. Często też robił wypady na front, gdzie lubił strzelać na chybił trafił z karabinu maszynowego – raz zabawa ta miała tragiczny finał, gdyż narodowcy odpowiedzieli nawałą artyleryjską, która spadła na goszczący go oddział, zadając ciężkie straty, ale pisarza już tam wówczas nie było.

Czytaj także:
Cudzoziemscy ochotnicy po stronie generała Franco

Większość z przybywających do Hiszpanii nie miała pojęcia o obchodzeniu się z bronią, a po skróconym do minimum szkoleniu, gdy byli oni kierowani na front, umieli niewiele więcej. Mimo to brygady były najlepiej wyekwipowanymi oddziałami republiki i cieszyły się też na początku opinią formacji elitarnych. Żołnierzy trzymano w żelaznej dyscyplinie nieróżniącej się od zwykłego terroru, byli intensywnie indoktrynowani propagandą komunistyczną i dowodzeni z reguły przez sowieckich oficerów. Nie liczono się z życiem podkomendnych i nie zwracano uwagi na straty: ważne było tylko wykonanie zadania. W takich warunkach trudno się dziwić, że XI Brygada już w pierwszym dniu walk pod Madrytem straciła połowę żołnierzy.

Internacjonaliści i antysemici

Swój chrzest bojowy Brygady Międzynarodowe przeszły w obronie Madrytu w listopadzie 1936 r., a w marcu 1937 r. pod Guadalajarą przyczyniły się do rozbicia ofensywy korpusu włoskiego. Brygady rzucano na najtrudniejsze odcinki frontu, a braki w wyszkoleniu rekompensowały zapał i poświęcenie ich członków. Z biegiem czasu jednak szczęśliwa gwiazda brygad zaczęła przygasać – w 1937 r. pod Jarrama i Brunete brygady poniosły ciężkie straty wskutek bezsensownych ataków z bagnetami na umocnione stanowiska karabinów maszynowych. Z czasem dyscyplina zaczęła upadać i zaczęły się dezercje. W lipcu 1937 r. po kilku przegranych starciach i ciężkich stratach doszło do buntu w Brygadzie im. Jarosława Dąbrowskiego, której żołnierze odmówili walki i próbowali zlinczować swojego dowódcę. Wycofana z frontu jednostka została „przeformowana”, co oznaczało krwawą czystkę w jej szeregach. W marcu 1938 r. pod Gandesą doszło do masakry amerykańskiego Batalionu im. Lincolna z XV Brygady, który został całkowicie rozbity, tracąc 90 proc. stanu. Po raz ostatni Brygady Międzynarodowe odznaczyły się w czasie ofensywy nad Ebro, zdobywając kilka pozycji powstańczych, ale nie uratowało to całej operacji przed porażką.

Brygady miały też mniej chwalebną i skrzętnie skrywaną historię. Część XIII Brygady, w tym Polacy, uczestniczyła w masakrze w klasztorze Santa María de la Cabeza, enklawie, która przez dziewięć miesięcy broniła się otoczona przez wojska czerwonych. Po generalnym szturmie 1 maja 1937 r. klasztor zdobyto, a jego obrońców wymordowano. Tego rodzaju zbrodnie były na porządku dziennym, a przykład szedł z góry. Karol Świerczewski jako dowódca XV Brygady zasłynął z własnoręcznego rozstrzeliwania wziętych do niewoli oficerów narodowych – co ciekawe, zjednało mu to sympatię ochotników amerykańskich, którzy obserwując egzekucję, uznali go za „równego chłopa”.

Brigadistas” odpoczywający na tyłach byli wykorzystywani do okrutnych pacyfikacji regionów wiejskich, gdzie chłopi buntowali się przeciwko samowoli czerwonych komisarzy lub manifestowali religijność. Odpowiedzią były masowe egzekucje, do których wyznaczano członków brygad jako najbardziej pewnych ideologicznie.


Dla tych z „brigadistas”, którzy wykazywali się niedostatecznym oddaniem dla sprawy komunizmu lub ociągali się z wykonywaniem zbrodniczych rozkazów, utworzono specjalny obóz „reedukacyjny”, gdzie tylko między sierpniem a październikiem 1937 r. trafiło około 1 tys. członków Brygad Międzynarodowych. Nie wiadomo, ilu cudzoziemskich ochotników trafiło przed plutony egzekucyjne na froncie lub ginęło w czystkach NKWD. W Albacete w 1937 r. z rozkazu delegata Kominternu Andrégo Marty’ego (któremu nadano przydomek Rzeźnik) rozstrzelano kilkuset członków brygad oskarżonych o ucieczkę z pola walki.

Opublikowane w 2001 r. raporty komunistyczne wysyłane z Hiszpanii do Moskwy ukazały wizerunek Brygad Międzynarodowych diametralnie różny od lewicowej propagandy. W oddziałach nie było mowy o żadnym międzynarodowym braterstwie, „kwitł antysemityzm”, wśród Francuzów i Polaków miał się szerzyć „narodowy szowinizm”, a Niemcy i Austriacy znani byli z wyskoków rasistowskich. Mimo konfliktów, które dzieliły cudzoziemców, tym, co ich łączyło, był butny i pogardliwy stosunek do Hiszpanów – zarówno żołnierzy, jak i ludności cywilnej.

Ochotnicy” z Polski

Ogółem przez Brygady Międzynarodowe przewinęło się około 31–35 tys. ochotników 54 narodowości. Nieco ponad 5 tys. było obywatelami polskimi. Pod względem etnicznym wśród ochotników z Polski przeważali Żydzi (45 proc.), na drugim miejscu byli Polacy (w większości bezrobotni emigranci z Francji), dalej Ukraińcy i Białorusini. Najwięcej przybyszów z Polski walczyło w I Batalionie XIII Brygady im. Jarosława Dąbrowskiego. Na ich sztandarze, obok hasła: „Za naszą i waszą wolność”, znajdował się napis: „Za Polską Socjalistyczną Republikę Rad”. Jednostka ta tylko z nazwy miała polski charakter, Polacy byli w mniejszości wobec Węgrów, Francuzów, Belgów, Żydów i Ukraińców.

Jak wyglądał nabór ochotników, opisała Romana Szykier-Toruńczyk: „Cały system werbunku Polaków do Hiszpanii polegał na ilościowym i efekciarskim mnożeniu liczby ochotników. Brano każdego, kto podszedł, podstępem i okłamywaniem, czczą obietnicą i argumentem pieniężnym usiłowano ściągać do Hiszpanii kandydatów na dąbrowszczaków. Werbowano przypadkowych ludzi pod polskim konsulatem. […] w naszym wydawnictwie, polskim »Dzienniku Ludowym«, było ogłoszenie, że jest praca rolna dla Polaków. W lokalu dowiadywali się dopiero o tym, że tu nie o pracę, a o wyjazd do Hiszpanii chodzi. […] niemal wyłączną zasługą polskiego komitetu hiszpańskiego było przedostanie się do brygady elementów nieświadomych, lumpowskich, często wrogich, co – jak wiadomo – przysłużyło niemało szkód w Hiszpanii”. Nic dziwnego, że komisarze polityczni stale ubolewali nad niskim poziomem uświadomienia politycznego „polskich” ochotników.

Przez szeregi „polskiej” brygady przeszło wielu późniejszych komunistycznych notabli, np. Eugeniusz (Gerszon) Szyr – wicepremier PRL, Grzegorz Korczyński – organizator aparatu bezpieczeństwa, Juliusz Hibner – dowódca Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czy Wacław Komar – szef Zarządu II Sztabu Generalnego LWP.

Szpiedzy i zdrajcy

Brygady Międzynarodowe były miejscem, gdzie sowiecki wywiad masowo rekrutował swoich przeszłych agentów. Na przykład Amerykanin Morris Cohen z Batalionu Lincolna po wojnie należał do siatki szpiegowskiej Rosenbergów, która przekazała Sowietom plany amerykańskiej bomby atomowej. Użyteczni dla Sowietów byli nawet polegli: Walter Krywicki, funkcjonariusz sowieckiego wywiadu, po ucieczce na Zachód zeznał, że w Moskwie są duże ilości amerykańskich paszportów, które odebrano ochotnikom w Hiszpanii. „Trafiły do Moskwy, by je przerobić, i mogły zostać następnie wykorzystane przez sowieckich agentów”. W tym samym celu wykorzystywano dokumenty innych państw, np. zabójca Lwa Trockiego, Ramón Mercader, występując pod nazwiskiem Frank Jackson, korzystał z przerobionego paszportu poległego ochotnika z Kanady Tony’ego Babicha. Również Josip Broz Tito używał paszportu innego poległego towarzysza, urodzonego w Jugosławii naturalizowanego Brytyjczyka. Można przypuszczać, że polskie paszporty przejęte w ten sposób także znalazły później nowych właścicieli.

Epopeja Brygad Międzynarodowych dobiegła końca w październiku 1938 r. Władze republikańskie zdecydowały się rozwiązać formacje cudzoziemskie. Na uroczystym pożegnaniu w Barcelonie hiszpańska komunistka Dolores Ibárruri „La Pasionaria” krzyczała z emfazą: „Staliście się natchnieniem świata i bohaterami stu bitew”. Większość wróciła do swoich krajów – w przypadku ochotników z Polski nie było to możliwe, bo w 1938 r. władze wydały przepisy pozbawiające obywatelstwa wszystkich walczących w hiszpańskiej wojnie domowej jako zdrajców ojczyzny.

Gdy opadły emocje, niektórzy zrozumieli, jak naiwna była ich wiara w Sowiety: „Szczerze wierzyłem – napisał Valentín González »El Campesino«, komunistyczny generał republikański i ikona propagandy tamtej wojny – że Kreml wysyła nam swoją broń, wojskowych i politycznych doradców,= oraz kontrolowane przez siebie Brygady Międzynarodowe,= jako dowód rewolucyjnej solidarności […]. Dopiero później pojąłem, że Kreml nie służy interesom światowego proletariatu, ale czyni go podległym swoim własnym interesom; że w zdradzie i hipokryzji niemającej sobie równej używa międzynarodowego świata pracy jak pionka w swoich politycznych intrygach i że pod pretekstem podżegania do światowej rewolucji tworzy swą własną totalitarną kontrrewolucję, dążąc do dominacji nad światem”.

„El Campesino” napisał te słowa w 1950 r., po 10-letnim pobycie w ZSRS i GUŁagu. Jednak większość jego towarzyszy walki nie wyzbyła się wiary w komunistyczne iluzje. Do dziś wielu lewicowych historyków i publicystów usiłuje bronić „szlachetnej legendy” tych formacji i przedstawia ich walkę jako zmagania „prawdziwej demokracji” z „faszyzmem”. Nie wspominają przy tym, że niedoszłe zwycięstwo czerwonej republiki, o które walczyły brygady, nie oznaczałoby powrotu do demokracji, lecz powstanie totalitarnej i sowieckiej, niesuwerennej Hiszpanii.

Wzniesiony w 2011 r. w Madrycie pomnik Brygad Międzynarodowych został dwa lata później decyzją madryckiego sądu usunięty z przyczyn formalnych – brak pozwolenia na budowę.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 10/2014
Artykuł został opublikowany w 10/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 9
  • Emilian58 IP
    W Chile i na świecie też uważają że Pinochet to był okropny zbój choć w całym okresie jego rządów zginęło mniej ludzi niż za krótkiej kariery Alende. Ponadto Pinochet wyprowadził zrujnowaną gospodarkę przez Alende na drugie miejsce w Ameryce Południowej!
    Dodaj odpowiedź 17 1
      Odpowiedzi: 0
    • Jechwoparch IP
      Treść została usunięta
      Dodaj odpowiedź 2 12
        Odpowiedzi: 1
      • Mikusz IP
        W polskich źródłach publicystycznych z lat 2010. można znaleźć niepotwierdzone przez żadne źródła z epoki informacje o masakrze obrońców przeprowadzonej zaraz po zdobyciu sanktuarium i udziale w tej masakrze batalionu im. Jarosława Dąbrowskiego.
        Dodaj odpowiedź 7 4
          Odpowiedzi: 0
        • Hello IP
          Jakby wygrali komuniści to by dopiero było źle w Hiszpanii. Terror i masowe zabójstwa.
          Dodaj odpowiedź 19 4
            Odpowiedzi: 0
          • Pastuch IP
            Przecież duża część z tych ludzi była anty-stalinistami, a część przynajmniej na początku była w ogóle anty-sowiecka (w rozumieniu ówczesnego USSR) i dopiero później zostali wcieleni do milicji stalinowskich. Oczywiście wszyscy byli lewicowi, ale niekoniecznie po stronie USSR.
            Tak jak w każdej tego typu wojnie mamy idealistów na początku, wystarczy spojrzeć na miedzy narodówkę w Syrii - tych którzy jadą do YPG (czy jak im tam) - pewnie też w swoim wyobrażeniu mają romantyczną czerwień nie wiedząc że YPG niekoniecznie bywa romantyczne - zależnie od potrzeby chwili
            Dodaj odpowiedź 7 7
              Odpowiedzi: 1