Ruscy bracia. Zapomniani sojusznicy Polski w wojnie z bolszewikami

Ruscy bracia. Zapomniani sojusznicy Polski w wojnie z bolszewikami

Polska piechota maszeruje na front, przed bitwą warszawską
Polska piechota maszeruje na front, przed bitwą warszawską / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 12
Pomoc oddziałów złożonych z Rosjan, Ukraińców, Kozaków i Białorusinów była cenna – każdy żołnierz się liczył – choć kłopotliwa.

Podczas tegorocznego Święta Wojska Polskiego 15 sierpnia minister obrony narodowej Antoni Macierewicz złożył wieniec na grobie gen. Marka Bezruczki, znajdującym się na warszawskim cmentarzu prawosławnym. W sierpniu w Równem na Ukrainie została odsłonięta tablica upamiętniająca generała. Napis w językach polskim i ukraińskim głosi, że Bezruczko jest bohaterem narodu polskiego i ukraińskiego, który w sierpniu 1920 r. powstrzymał napór Armii Czerwonej na Zamość, „wnosząc olbrzymi wkład w ocalenie Europy przed bolszewizmem”.

Słowa te są nieco przesadne, ale uhonorowanie gen. Bezruczki zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie zwraca uwagę na to, że Ukraińcy byli najważniejszymi sojusznikami Polski w wojnie z bolszewicką Rosją. Zanim jednak do tego doszło, musiała wybuchnąć wojna polsko- ukraińska. Chodziło wszak o wytyczenie granic między odradzającą się Rzecząpospolitą a dwiema tworzonymi państwowościami ukraińskimi. W lutym 1918 r. Austro-Węgry i Niemcy zawarły z Ukraińską Republiką Ludową traktat w Brześciu, oferując jej za zboże ziemie Chełmszczyzny i Podlasia. Klęska państw centralnych spowodowała, że Ukraińcy nie przyjęli tych ziem. Zaczęła się jednak wojna polsko-ukraińska, toczona na Wołyniu. To właśnie tam walczyła w marcu grupa taktyczna mjr. Leopolda Lisa-Kuli. W marcu 1919 r. zdobyła Poryck i zaatakowała Torczyn, gdzie śmiertelnie ranny został Lis-Kula.

To jednak nie Polska położyła kres Ukraińskiej Republice Ludowej i złamała opór jej armii. Zrobiła to Armia Czerwona. Przyczyniły się do tego rosyjskie wojska gen. Denikina. Niemniej Ukraińcy ocalili część swoich sił, przebijając się przez szeregi bolszewickich oddziałów w rejon Kamieńca Podolskiego. Dzisiaj na jednym z budynków w tym mieście widnieje tablica upamiętniająca fakt przebywania tu rządu URL.

Trwająca ponad pół roku wojna Polski z Zachodnioukraińską Republiką Ludową, rozpoczęta walkami o Lwów w listopadzie 1918 r., zakończyła się wyparciem Ukraińców za Zbrucz. Polska, walcząc o granice, musiała zniszczyć Zachodnioukraińską Republikę Ludową. Nie kwestionowała jednak prawa Ukraińców do własnego państwa. Reprezentantem tych Ukraińców, którzy uznali, że wolna Ukraina może powstać tylko dzięki pomocy Rzeczypospolitej, był Symon Petlura, główny ataman, przywódca URL. Już na wiosnę 1919 r. Piłsudski proponował mu rozmowy. W grudniu tamtego roku, w krytycznej już sytuacji dla URL, Petlura odbył wielogodzinne nocne spotkanie z Piłsudskim w Belwederze. Od tego czasu ruszyła sprawa formowania ukraińskiego wojska w Polsce.

Ukraińscy sprzymierzeńcy

Podczas wojny Polski z Ukraińską Republiką Ludową do niewoli trafiło około 2 tys. Ukraińców. Na ziemiach państwa polskiego znalazło się też kilka tysięcy żołnierzy oddziałów pokonanych przez Denikina. Polacy – jak pisze prof. Zbigniew Karpus, znakomity znawca problemu, autor książki „Wschodni sojusznicy Polski w wojnie 1920 roku” – w istocie nie traktowali Ukraińców jako jeńców ani internowanych, lecz sojuszników w walce z bolszewicką Rosją, „ochotników wojskowych obcej przynależności”.

W lutym 1920 r. zaczęła się w Brześciu organizacja jednostki, która stała się 6. ukraińską dywizją. W okolicach Kamieńca Podolskiego powstawał oddział będący zawiązkiem 2. dywizji.

W kwietniu 1920 r. została podpisana umowa polityczna między Polską a istniejącą wówczas już tylko na papierze Ukraińską Republiką Ludową. Realny kształt mogła tylko i miała jej nadać polska ofensywa na Kijów. Petlura musiał wyrzec się ziem na zachód od Zbrucza, a aspiracje ukraińskie sięgały przecież za San. Taka jednak była cena poparcia ukraińskiej niepodległości. Kilka dni po zawarciu umowy rozpoczął się marsz na Kijów. Wzięły w nim udział dwie dywizje ukraińskie. Liczyły razem – jak podaje prof. Karpus – ok. 8 tys. żołnierzy.

Adam Zamoyski w książce „Warszawa 1920”, opisującej wojnę polsko-bolszewicką, pisał o nadziejach Józefa Piłsudskiego na stworzenie na tyle silnej armii ukraińskiej, by mogła utrzymać ziemie Ukrainy naddnieprzańskiej i tym samym zapewnić byt niepodległej Ukrainie. Tak się jednak nie stało. „Ukraina była wykrwawiona sześcioletnią wojną, a jej społeczeństwo osłabione politycznymi wstrząsami, m.in. piętnastokrotną zmianą rządów […]. Dlatego ludzie nie wierzyli, że Petlurze uda się przetrwać, i niechętnie się angażowali” – pisał Zamoyski.

Do niepowodzenia powstania silnej ukraińskiej armii współdziałającej z Polakami przyczyniły się też obawy Ukraińców, że wojsko polskie wkracza, by przywrócić własność polskiej szlachcie, a może i mścić się za krwawą rozprawę z dworami i zabranie ziemi.

Piłsudski starał się rozwiać te obawy, mówiąc podczas spotkania z Petlurą w Winnicy: „W błyskach naszych szabel nie powinniście widzieć naszego narzucania swojej woli. Chcę, abyście w nim widzieli odblask swojej wolności”. Deklaracja Piłsudskiego, że wojsko polskie pozostanie na ziemiach ukraińskich tylko do czasu uformowania się władz Ukrainy, nie miała się wypełnić.

Wielki plan polityczny Piłsudskiego nie udał się z powodu słabości w organizowaniu armii ukraińskiej. Zabrakło też czasu, by Petlura zdołał się umocnić. Ten czas miało mu dać polskie wojsko. Jednak bardzo szybko zostało zmuszone do odwrotu z Kijowa i opuszczenia ziem naddnieprzańskich. Szósta dywizja ukraińska gen. Bezruczki walczyła na kolejnych liniach obrony, ponosząc poważne straty. Jej liczebność stopniała do kilkuset żołnierzy. I to właśnie część z nich – wraz z oddziałami polskimi – brała udział w obronie Zamościa przed konarmią Budionnego od 28 do 31 sierpnia 1920 r.

Jak pisał Janusz Odziemkowski w „Leksykonie wojny polsko-rosyjskiej 1919–1920”, obroną dowodził gen. Bezruczko, jednak mając pod rozkazami niemal wyłącznie oddziały polskie, nie chciał narzucać Polakom swoich decyzji. Dlatego zatwierdzał rozwiązania proponowane przez kpt. Bołtucia, dowódcę 31. Pułku Strzelców Kaniowskich (późniejszego generała WP, poległego w 1939 r.). Inni jednak historycy uważają, że wkład gen. Bezruczki w zwycięską obronę był większy niż tylko akceptowanie decyzji Bołtucia.

Polska zawarła rozejm z bolszewicką Rosją w październiku 1920 r. Ukraińcy chcieli jednak dalej walczyć. Zbigniew Karpus pisał, że „strona polska udzielała pomocy w miarę swoich możliwości aż do końca walk prowadzonych przez oddziały byłego sojusznika ukraińskiego. Łamała w ten sposób przyjęte przez siebie zobowiązania ustalone w rozejmie z bolszewikami, ale chciała przygotować byłego sojusznika do dalszej walki z koncentrującymi się na Podolu wojskami sowieckimi”. W ramach pomocy przekazanych zostało m.in. 2380 karabinów, 10 tys. płaszczy, 8,7 tys. par butów, 15 tys. bochenków chleba. Listopadowa akcja wojska ukraińskiego trwała, niestety, krótko i do 21 listopada wycofało się na polski brzeg Zbrucza.


Traktat ryski Polska zawarła nie tylko z bolszewicką Rosją, lecz także bolszewicką Ukrainą. Oznaczało to porzucenie, zdradę ukraińskiego sojusznika. Polska nie miała już sił materialnych ani moralnych, by kontynuować wojnę. Bardzo bolał nad tym Józef Piłsudski. Żołnierze ukraińscy – około 20 tys. – musieli być internowani w Polsce. Podczas odwiedzin obozu w Szczypiornie Piłsudski, zwracając się do żołnierzy ukraińskich, wypowiedział, w imieniu swoim, ale też państwa polskiego, słynne słowa: „Panowie, ja was przepraszam, ja was bardzo przepraszam”.

Piłsudski nie zapomniał o ukraińskich sojusznikach. Gdy w wyniku przewrotu majowego doszedł do władzy, powstał tajny sztab Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej. Miał on przygotować organizację ukraińskich oddziałów na wypadek wojny między Polską a Związkiem Sowieckim. Do wojska polskiego zaczęto przyjmować ukraińskich oficerów kontraktowych. Było ich kilkudziesięciu.

Kłopoty z Rosjanami

Cennymi sojusznikami w wojnie z bolszewicką Rosją mogli być oficerowie i żołnierze rosyjscy, którzy znaleźli się na terytorium państwa polskiego. Niestety, niechęci z obu stron spowodowały, że udział Rosjan w wojnie polsko-bolszewickiej był znacznie mniejszy, niż mógłby być. Rosyjska gazeta emigrantów w Warszawie wzywała do zgłaszania się w szeregi oddziału narodowościowego 9. dywizji piechoty WP gen. Antoniego Listowskiego, byłego oficera carskiej armii. Jak jednak pisał Jacek Jaworski w artykule „Rosjanie w Wojsku Polskim” („Pamięć.pl”, 2/2016), choć Polska stawała do walki z Rosją bolszewicką osamotniona i każde wsparcie było bezcenne, „wszystkie grupy polityczne kontestowały dobieranie sobie sojusznika w postaci białogwardyjskiej formacji wojskowej”.

Pod tym naciskiem władze wojskowe kazały rozwiązać oddział rosyjski w dywizji Listowskiego. Jednak dowództwo dywizji zręcznie obeszło tę decyzję, przemianowując Rosyjską Ochotniczą Drużynę Oficerską na Piński Batalion Ochotniczy. Liczył on etatowo 1116 żołnierzy, choć faktyczny stan był większy. Jednak z tym oddziałem było wiele kłopotów. Niestety, „przeważali tu bandyci spośród zdemoralizowanych byłych czerwonoarmistów”. Dochodziło do napadów rabunkowych na chłopów i Żydów. Na dodatek oficerowie uważali, że ziemie litewskie i białoruskie powinny należeć do Rosji. Po zwycięstwach gen. Denikina doszło wręcz do antypolskich demonstracji.

Dlatego nie można się dziwić obiekcjom do takiego oddziału wysuwanym przez polskie partie. Ostatecznie dowództwo dywizji „podjęło decyzję, by żołnierzy odesłać z honorami do Denikina, bandytów pozamykać do więzień, miejscowych zaś wcielić do Wojska Polskiego lub wysłać do domów” – pisał Jacek Jaworski.

W lutym 1920 r. pod naciskiem Armii Czerwonej weszło na terytorium Polski 20 tys. żołnierzy armii gen. Bredowa. Zostali internowani. Jednak tylko 2 tys. spośród nich zdecydowało się zaciągnąć do oddziałów ukraińskich i kozackich walczących ramię w ramię z Polakami.

Próba Sawinkowa

Niemal w krytycznym momencie wojny polsko-bolszewickiej, w lipcu 1920 r., zaczęto tworzyć oddziały rosyjskie z inicjatywy Rosyjskiego Komitetu Politycznego, kierowanego przez Borysa Sawinkowa, znanego lewicowego działacza rosyjskiego. Józef Piłsudski widział w nim przedstawiciela „trzeciej Rosji” – demokratycznej, z którą w przeciwieństwie do białej Rosji będzie można dojść do porozumienia w sprawie granic. I walczyć przeciw czerwonej Rosji. Sawinkow skarżył się Piłsudskiemu, że propaganda ludzi gen. Bałachowicza w obozach jeńców i internowanych odciąga ludzi od wstępowania do rosyjskich oddziałów. W ich szeregach znalazło się ok. 5 tys. żołnierzy. Byli to głównie bredowowcy, ale także jeńcy bolszewiccy. Jednak kolejni dowódcy generałowie Glazenap i Boboszko nie palili się do walki wraz z Polakami. Woleli przyłączyć się do gen. Wrangla na Krymie. Ostatecznie oddziały rosyjskie znalazły się na froncie tuż przed zawarciem rozejmu. Gdy nastąpił, walczyły jeszcze krótko, pod dowództwem gen. Piermikina, na własną rękę. Generał liczył, że przebiją się na Krym. Ulegając Armii Czerwonej, oddziały rosyjskie przeszły na terytorium polskie i zostały internowane.

Kozacy z Armii Czerwonej

W wojnie polsko-bolszewickiej wzięli udział Kozacy, którzy – wcieleni siłą do Armii Czerwonej – zdezerterowali. „Odbieranie przez »czerwonych« kozackiej ziemi, dumy, a nawet prawa do noszenia tradycyjnych lampasów, ba, używania nazwy »Kozak« budziło głęboką wrogość wobec nowych porządków w Rosji” – pisał Jacek Jaworski.

Z Kozaków, którzy przeszli na stronę polską, została zorganizowana Samodzielna Brygada Kozaków Dońskich pod dowództwem esauła Aleksandra Salinikowa. Liczyła ona prawie 900 żołnierzy i wzięła udział w walkach.

Z oddziałem Kozaków kubańskich przeszedł na stronę polską syn Borysa Sawinkowa. „Prawie wszyscy Kozacy mieli schowane polskie »przepustki do niewoli« – karteczki, których okazanie (zgodnie z tym, co na nich napisano) gwarantowało czerwonoarmistom dobre obchodzenie się z nimi ze strony Polaków” – wspominał kpt. Wiktor Sawinkow.

Z bolszewikami walczyła też brygada esauła Jakowlewa złożona z ochotników i jeńców, lecz były z nią kłopoty. Z powodu pijaństwa oficerów poniosła porażkę pod Tyszowcami. Izaac Babel w „Dzienniku 1920” pod datą 28 sierpnia pisał o Komarowie: „Wczoraj byli tu Kozacy esauła Jakowlewa. Urządzili pogrom”. Zginęło 15 Żydów.

Niegotowi Białorusini

Nie udało się formowanie liczebniejszych oddziałów białoruskich, mimo że zgodzono się na przechodzenie do nich oficerów i żołnierzy pochodzenia białoruskiego służących w Wojsku Polskim. Białorusini w przeciwieństwie do Ukraińców nie mieli silnie rozwiniętej tożsamości narodowej i myśl o własnym państwie dla niewielu była ważna.

Powstała jednostka miała 150 ludzi. Krystyna Gomułka pisała w książce „Między Polską a Rosją”, że Polacy z Mińszczyzny oceniali, iż ludność miejscowa jest zmęczona wojną i nie chce wstępować do oddziałów białoruskich. Poza tym przestrzegali, że tworzenie ich jest niebezpieczne, gdyż oficerami są głównie Rosjanie, a oddziały te mogą być ostatecznie użyte w walkach przeciw Polsce.

Jednostka białoruska w chwili wymarszu na front liczyła 75 oficerów i żołnierzy. Nie wzięła udziału w walkach, a zapisała się, niestety, grabieżami i została rozwiązana.

Gdy 11 października 1920 r. Polacy zajęli Słuck, powstała tam brygada Białoruskiej Republiki Ludowej, licząca ok. 1 tys. żołnierzy. Po walkach, nazwanych powstaniem słuckim, w grudniu 1920 r. została rozbita przez Armię Czerwoną.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 12/2016
Artykuł został opublikowany w 12/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 12
  • Rotor IP
    Tego lajdaka Kule który próbował rozbijać Korpus Polski w Rosji to gen. Dowbor-Musnicki późniejszy dowódca powstania Wielkopolskiego powinien powiesić. Dziady Pilsudzkiei z 1 Brygady nigdy sami nie walczyli z Niemcami. Ale Korpus Polski w Rosji chcieli zniszczyć próbując zaatakować Niemców. Na szczęście nikt prowokatora Kuli nie posłuchał i żołnierze przydali się w 1920r.
    Dodaj odpowiedź 1 1
      Odpowiedzi: 0
    • qaduq IP
      Jak widać, z białymi nigdy nie było po drodze. Petlura, pochodzący z Zadnieprza, nie został akceptowany na Ukrainie. I tak kolejny raz upadla szansa na wcześniejszą ukraińską niepodległość. Parafrazując powiedzenie jednego z polskich narodowców, lepsza żadna Ukraina,niz powstała w sojuszu z Polską.
      Dodaj odpowiedź 9 5
        Odpowiedzi: 0
      • Bezpaństwowiec IP
        I po co nam ta wojna była? Krzyże 20-to latków ciągną się na Powązkach Wojskowych aż po horyzont. Trzeba było ich puścić na ten Berlin, to może nie byłoby 39 i 44.
        Dodaj odpowiedź 8 29
          Odpowiedzi: 2
        • SpokoGostek IP
          U Wrangla na Krymie latem 1920 strzelały korki od szampanów "Za wzięcie Warszawy"
          Dodaj odpowiedź 6 16
            Odpowiedzi: 1
          • historyk IP
            Warto dodać że tzw. zachodni Ukraińcy uważali Petlurę za zdrajce , niektórzy nawet sprzymierzyli się z Armią Czerwoną inni uciekli do Pragi gdzie szykowali się do antypolskich akcji które rozpoczęli w 1922.
            Rosjanie byli nastawieni do Polaków wrogo, jedynym wyjątkiem byli socjaliści-rewolucjoniści skupieni wokół Sawinkowa mający stare kontakty z ludźmi z PPS i środowiskiem piłsudczyków.
            O reszcie nie warto wspominać.

            Warto wspomnieć że w szeregach Armii Czerwonej walczyły różne polskie pułki ostatecznie po scaleniu stworzono 52 Dywizję Strzelców, działało też kilka samodzielnych batalionów i szwadronów.
            Dodaj odpowiedź 25 1
              Odpowiedzi: 0