Śmierć szefów bezpieki. Tajemnicze kulisy katastrofy pod Goleniowem

Śmierć szefów bezpieki. Tajemnicze kulisy katastrofy pod Goleniowem

Volga-Avia Antonov An-24. Samolot tego typu uległ katastrofie pod Goleniowem.
Volga-Avia Antonov An-24. Samolot tego typu uległ katastrofie pod Goleniowem. / Źródło: Wikipedia
Dodano 4
Na pokładzie samolotu byli ministrowie spraw wewnętrznych PRL i Czechosłowacji. Kto wydał zgodę na lądowanie nocą, w wietrze, zimnie i we mgle?

Witold Bagieński

Okoliczności katastrofy lotniczej pod Goleniowem budziły wiele domysłów i podejrzeń. Nic w tym dziwnego, skoro zginęli w niej ministrowie spraw wewnętrznych PRL i Czechosłowacji, a wraz z nimi wszyscy członkowie delegacji i załoga. Sprawy katastrof lotniczych samolotów w PRL do dziś spowija mgła tajemnicy. W świetle publikacji „Pamięci lotników wojskowych 1945–2003”, pod redakcją ppłk. Józefa Zielińskiego w wypadkach lotniczych w okresie powojennym zginęło ponad 600 lotników. Utracono blisko 460 samolotów. Nieznana pozostaje liczba cywili, którzy ucierpieli na skutek tych zdarzeń. Informacje o większości wypadków lotniczych nie były ujawniane w prasie. Do wyjątków należały sytuacje, gdy ze względu na ich skalę lub towarzyszące im okoliczności nie można było ich po prostu przemilczeć. Jedną z takich historii była katastrofa samolotu Antonow An-24W, na skutek której zginęli urzędujący minister spraw wewnętrznych i jego czeski odpowiednik.

Bratnia wizyta

Wiesław Ociepka był krajanem Edwarda Gierka z „Czerwonego Zagłębia”. Karierę partyjną rozpoczął od działalności w komunistycznych organizacjach młodzieżowych i związkach zawodowych. Doszedł do szczebla sekretarza Zarządu Głównego ZMP. W drugiej połowie lat 50. był sekretarzem organizacyjnym KW PZPR w Szczecinie. Przez niemal całe lata 60. pełnił funkcję zastępcy kierownika Wydziału Administracyjnego KC PZPR, a w latach 1969–1971 był jego kierownikiem. Od 1964 r. sprawował funkcję zastępcy członka KC. Od 1960 r. był też wiceprezesem, a od 1965 do 1972 r. prezesem PZPN.

W grudniu 1971 r. dość nieoczekiwanie Wiesław Ociepka został wysunięty na stanowisko ministra spraw wewnętrznych. Zastąpił Franciszka Szlachcica, który awansował w hierarchii partyjnej i został członkiem Biura Politycznego KC. Jego pozycja wewnątrz resortu nie była jednak zbyt mocna. Nie miał własnego zaplecza politycznego, a dla funkcjonariuszy MO i SB był człowiekiem z zewnątrz. Zdaniem niektórych dość słabo orientował się w sprawach resortu i był uległy wobec Stanisława Kani, czyli sekretarza KC PZPR odpowiedzialnego za nadzór nad bezpieką. Jednym z jego ważniejszych osiągnięć jako ministra było przeprowadzenie reformy systemu szkolenia SB, w tym doprowadzenie do uruchomienia Ośrodka Kształcenia Kadr Wywiadu w Starych Kiejkutach. Szef MSW Czechosłowacji również nie wywodził się z organów bezpieczeństwa. Przez niemal całe lata 60. był działaczem partyjnym szczebla centralnego. Stanowisko ministra spraw wewnętrznych powierzono mu w styczniu 1970 r.

W przypadku resortów siłowych do wizyt dygnitarzy państw bloku komunistycznego dochodziło bardzo często. Przeprowadzano wtedy różnorodne uzgodnienia oraz wymieniano doświadczenia i informacje. W tym czasie istniała już swoista „międzynarodówka” organów bezpieczeństwa krajów demokracji ludowej, której, co oczywiste, patronowały służby sowieckie.

Zgodnie z pierwotnym harmonogramem delegacja MSW Czechosłowacji, pod przewodnictwem ministra Radko Kaski, miała przylecieć do Warszawy 28 lutego 1973 r., a po krótkim powitaniu i rozmowach udać się do Szczecina specjalnym rządowym pociągiem, który dotrze na miejsce następnego dnia o 6 rano. Czechosłowacka delegacja miała m.in. odwiedzić Komendę Wojewódzką MO, siedzibę Pomorskiej Brygady WOP oraz strażnicę WOP w Kościnie. Zamierzano tam zaprezentować działanie urządzeń do zabezpieczenia lądowego odcinka granicy z NRD.

Około południa zagraniczni goście mieli zostać przywiezieni do portu szczecińskiego i odwiedzić Nabrzeże Czechosłowackie, skąd wypływały w świat czeskie statki handlowe. Dalszy etap wizyty zakładał, że delegacja zostanie przewieziona okrętem WOP do Świnoujścia, zwiedzi bazę rybołówstwa dalekomorskiego i będzie degustować jej wyroby, obejrzy też przystań oraz wnętrze promu „Skandynawia”. Na zakończenie dnia przewidywano bankiet w szczecińskim lokalu rozrywkowym Kaskada. Następnego dnia dygnitarze mieli polecieć samolotem do Bydgoszczy i stamtąd wrócić do Pragi.

Upadek i wybuch

Już w dniu przylotu delegacji do Warszawy plan podróży do Szczecina został zmieniony. Ze względu na to, że rozmowy w centrali MSW się przedłużyły, zrezygnowano z podróży pociągiem. Wybrano drogę lotniczą i poinformowano o tej sprawie kierownictwo 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Wiadomość o tym, że zagraniczni goście polecą samolotem, została przekazana na Okęcie o godzinie 14. Chociaż uzgodniono, że samolot wystartuje o 21, delegacja przybyła na lotnisko z półgodzinnym opóźnieniem.

Czytaj także:
Jak zginęła Anna Jantar

Warunki pogodowe 28 lutego 1973 r. nie sprzyjały podróżowaniu samolotem. W rejonie goleniowskiego lotniska niebo było zachmurzone i padały deszcz ze śniegiem, a później mżawka. Temperatura powietrza była bliska zera, a ze względu na porę dnia miała tendencję spadkową. Z powodu trudnych warunków atmosferycznych i malejącej widoczności przesłano do Warszawy ostrzeżenie, cofając zgodę na lądowanie samolotu. Mimo to decydenci zlekceważyli ewentualne niebezpieczeństwo i An-24W wystartował. Organizatorzy wizyty nie wyobrażali sobie bowiem, aby z powodu brzydkiej pogody plan pobytu gości z Czechosłowacji miał ulec zmianom.

Nie widząc możliwości zapobieżenia przelotowi, zadecydowano, by w przypadku utrzymania się warunków pogodowych na dotychczasowym poziomie wyrazić zgodę na lądowanie. Gdyby jednak sytuacja się pogorszyła, antonow miał zostać skierowany na nieodległe lotnisko zapasowe w Świdwinie. Główna część lotu przebiegła prawidłowo i kwadrans przed godziną 23 samolot zaczął podchodzić do lądowania. W tym czasie podstawa chmur znajdowała się na wysokości 110 m, a widoczność szacowano na 1,2 km. W tej sytuacji na prośbę pilotów na goleniowskim lotnisku włączono środki ubezpieczania lądowania.


Początkowo nic nie wskazywało na to, że może się wydarzyć coś złego. Kiedy samolot znalazł się kilka kilometrów przed lotniskiem, jego personel zobaczył z oddali światła przednich reflektorów. Jednakże kilkaset metrów przed podejściem do pasa startowego kontakt radiowy z załogą się urwał. W ciągu kilku sekund maszyna zniknęła w gęstym lesie, który znajdował się w okolicy. Z wieży startowej dostrzeżono jedynie błysk, dźwięki łamania drzew i odgłos silnego wybuchu. Była godzina 22.52. Kiedy ekipa ratunkowa dotarła na miejsce katastrofy, odnalazła tylko płonące zgliszcza rozrzucone wśród połamanych drzew. Antonow uderzył o ziemię z tak dużą siłą, że fragmenty jego kadłuba były rozrzucone na przestrzeni kilkuset metrów.

Śledztwo

Niemal natychmiast wszczęto śledztwo w sprawie katastrofy. Kierował nim szef Prokuratury Wojsk Lotniczych płk Stefan Antecki. Wojskowi śledczy dokonali przesłuchania obsługi naziemnej lotniska, odsłuchania zapisów dźwiękowych z wieży i analizy położenia szczątków samolotu. Lokalnym organom WSW, MO i SB zlecono poszukiwanie świadków zdarzenia wśród okolicznych mieszkańców. Wkrótce potem powołano komisję do zbadania przyczyn katastrofy. Przewodniczył jej były zastępca dowódcy Wojsk Lotniczych gen. Tadeusz Krepski, któremu pomagali specjaliści z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych oraz Zakładu Kryminalistyki Komendy Głównej MO. W badaniu sprawy brał udział także ekspert powołany przez władze Czechosłowacji. Wkrótce po zdarzeniu na miejsce katastrofy przybyli wicepremier Jan Mitręga, prokurator generalny PRL Lucjan Czubiński i były szef bezpieki Franciszek Szlachcic.

Ze względu na charakter wypadku początkowo prasa i radio nie informowały o katastrofie. W końcu podano zdawkowy komunikat na ten temat, jednak jego lakoniczność i brak zdjęć z miejsca zdarzenia sprawiły, że zaczęto snuć rozmaite teorie na temat przebiegu i przyczyn wypadku. Pojawiły się m.in. sensacyjne hipotezy mówiące o sabotażu, którego miały rzekomo dokonać peerelowskie lub czechosłowackie organy bezpieczeństwa. Na śmierci któregoś z dygnitarzy mogło też zależeć KGB. Spekulowano, że członkowie załogi mogli być pod wpływem alkoholu.

Oficjalny komunikat rządowej komisji, która badała przyczyny katastrofy, został podany do publicznej wiadomości po blisko miesiącu. Miało do niej dojść za sprawą gwałtownej turbulencji, połączonej z oblodzeniem skrzydeł. W tych okolicznościach nastąpiła nagła utrata wysokości lotu i maszyna uderzyła w ziemię przed pasem startowym. Analizując dokumentację powypadkową, wydaje się, że komisja nie dopuściła się nadużyć i nadinterpretacji przebiegu katastrofy. W czasie lotu pilot nie sygnalizował żadnych problemów ani usterek technicznych. Kontakt z załogą ze strony personelu lotniska urwał się w momencie, kiedy samolot znajdował się w odległości ok. 2,5 km od pasa startowego. Wszystko wskazuje na to, że za sprawą marznącego deszczu i zmniejszania wysokości przy lądowaniu skrzydła samolotu uległy oblodzeniu. Najprawdopodobniej nastąpiło to na tyle szybko, że załoga nie była w stanie zapobiec utracie sterowności i szarpnięciu w dół na skutek nagłej turbulencji. Opadając bezwładnie, An-24 zaczął ścinać korony drzew, tracąc kolejne elementy poszycia zewnętrznego. W końcu uderzył o ziemię pośród drzew, a po wybuchu paliwa stanął w ogniu. To sprawiło, że nikomu nie udało się przeżyć.

Winnego brak

W wyniku katastrofy zginęło 18 osób, czyli wszyscy, którzy znajdowali się na pokładzie. Obok ministrów, załogi oraz funkcjonariuszy BOR było wśród nich dwóch wysokich rangą oficerów MSW. Pierwszym z nich był zastępca naczelnika Wydziału Prezydialnego Gabinetu Ministra płk Czesław Karski, który uprzednio pracował w wywiadzie i Departamencie III MSW, specjalizował się w problematyce niemieckiej. Drugim był starszy inspektor Grupy do Zleceń Specjalnych ministra płk Wiesław Zajda. Oficer ten wywodził się z Departamentu I MSW. W latach 60. był rezydentem w Rzymie, a następnie zastępcą naczelnika Departamentu IV MSW, czyli jednostki specjalizującej się w walce z Kościołem katolickim. Spośród członków czechosłowackiej delegacji zginęli m.in. kierownik Wydziału Administracji Państwowej KC KPCz Michal Kudzej, zastępca naczelnika Wydziału Kontaktów Międzynarodowych MSW płk Jaroslav Klima i przedstawiciel MSW Czechosłowacji w Warszawie ppłk Ladislav Hužvik.

Czytaj także:
Atak na ambasadę ZSRS w Warszawie. To miała być zemsta na Sowietach

Pogrzebowi ministra spraw wewnętrznych nadano szczególny charakter. W przeddzień uroczystości katafalk z trumną wystawiono w pałacyku Ksawerów na warszawskim Mokotowie. W budynku tym znajdowała się wówczas siedziba Akademii Spraw Wewnętrznych, czyli resortowej szkoły wyższej. Wartę honorową pełnili m.in. I sekretarz KC PZPR Edward Gierek, premier Piotr Jaroszewicz i przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński. Wiesławowi Ociepce nadano pośmiertnie wysokie odznaczenia państwowe.

Uroczysty pogrzeb ministra odbył się 3 marca na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Pochowano go w Alei Zasłużonych. W ostatniej drodze towarzyszyli mu m.in. zastępca przewodniczącego KGB Wiktor Czebrikow oraz przedstawiciele „bratnich służb”, w tym osławiony szef wywiadu NRD Markus Wolf. W podobnym czasie uroczystości pogrzebowe odbyły się także w Czechosłowacji, gdzie MSW PRL reprezentowali wiceministrowie Mirosław Milewski i Tadeusz Pietrzak. Tym razem wydarzenia te były obszernie relacjonowane w prasie, radiu i telewizji.

W świetle zachowanej dokumentacji można stwierdzić, że za katastrofę pod Goleniowem właściwie nikt nie poniósł odpowiedzialności. W sprawozdaniu komisji prześlizgnięto się nad kwestią tego, kto osobiście i na skutek czyich nacisków wyraził zgodę na przelot i lądowanie w tak niebezpiecznych warunkach. Być może był temu winien sam szef MO i SB, jednak nie da się dziś tego jednoznacznie rozstrzygnąć. Wiesław Ociepka był jedynym ministrem spraw wewnętrznych w dziejach PRL, który zginął w trakcie sprawowania swojej funkcji. Jego następcą został Stanisław Kowalczyk, który również wywodził się z aparatu partyjnego i nie miał wcześniej bezpośredniej styczności z pracą resortu.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 4/2016
Artykuł został opublikowany w 4/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 4
  • Ni brat, ni swat IP
    A co nas obchodzi powód śmierci jakiś czerwonych kanali. Poszli do piachu i zastąpili ich inni. , tylko załogi szzkoda
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • Ssssss IP
      A komisja Antoniego twierdziła, że samolot nie może przeciąć drzewa
      Dodaj odpowiedź 1 14
        Odpowiedzi: 0
      • Autora powyższego też brak IP
        W 1973 r. ta katastrofa w Goleniowie, a 40 lat później w Smoleńsku. Przyczyny obu, jak sądzę, podobne.
        Dodaj odpowiedź 22 7
          Odpowiedzi: 1