Błyskawica na Kosowym Polu. Bitwa, w której zginęli przegrany i... zwycięzca

Błyskawica na Kosowym Polu. Bitwa, w której zginęli przegrany i... zwycięzca

Bitwa na Kosowym Polu. Obraz Adama Stefanovića (1870)
Bitwa na Kosowym Polu. Obraz Adama Stefanovića (1870)
Dodano 15
Natychmiast po śmierci ojca, sułtana Murada I, Bajazyd kazał udusić swego brata Yakupa za pomocą cięciwy z łuku.

Chyba diabeł ustawił na ogniu kocioł bałkański i pali pod nim przez wieki, a od średniowiecza stara się szczególnie. Wtedy to Bałkany – i tak ogarnięte konfliktami między Serbami, Bułgarami, Albańczykami, Macedończykami a Grekami z istniejącego nadal cesarstwa bizantyjskiego – stają się terenem inwazji tureckiej. Nadchodziła ona z Anatolii w Azji Mniejszej, którą pod koniec XI w. opanowali Turcy zjednoczeni przez ród Seldżuków.

W kotle Bałkanów

Seldżucki przywódca Thorgul zmusił w 1055 r. kalifa bagdadzkiego do przyznania mu tytułu sułtana. W 1071 r. Seldżucy pokonali pod Manzikertem armię Bizancjum i dopiero wyprawy krzyżowe powstrzymały ich dalszą ekspansję. Natomiast sułtanat seldżucki rozpadł się na kilkanaście emiratów po najeździe mongolskim i potęgę turecką odbudował kolejny ród – Osmanów. Osman I (1280–1324) i jego syn oraz następca Orhan I (1324–1359) znów tytułowali się sułtanami, odbierając cesarzom resztki posiadłości w Anatolii i tworząc mobilne, scentralizowane państwo z silną armią. Wtedy to właśnie powstał korpus janczarów. Porywani chłopcy chrześcijańscy zamieniani byli w islamskich fanatyków, na śmierć i życie oddanych sułtanowi, i szkoleni na najgroźniejszą piechotę w dziejach.

Tymczasem na Bałkanach, jak to na Bałkanach, trwała wojna wszystkich ze wszystkimi. Wykorzystywano w niej nie tylko zaciężne oddziały łacinników, ale także posiłki tureckich wojsk. Pretendent do tronu w Konstantynopolu oddał nawet Orhanowi – ku przerażeniu całego chrześcijańskiego świata – swoją młodszą córkę za żonę. Precedens ten posłużył później regularnemu sprowadzaniu do haremów kolejnych prawosławnych księżniczek z całych Bałkanów. W połowie XIV w. górę tam wzięła Serbia, której władca Stefan Duszan (1331–1355) zdobył Macedonię, Albanię, Epir i Tesalię, tworząc państwo od Dunaju do Morza Egejskiego i Adriatyku. W 1346 r. koronował się na cara Serbów i Greków. Cesarz bizantyjski Jan VI Kantakuzen poczuł się zagrożony i wezwał na pomoc... Turków, którzy w 1349 r. odebrali Serbom Tesaloniki, a w 1954 r. zajęli półwysep Gallipoli.

Z tego pierwszego przyczółka na kontynencie europejskim rozpoczęli systematyczny podbój krajów bałkańskich, zwłaszcza że państwo Duszana rozpadło się po jego śmierci na wiele niezależnych księstw. Spotkało to również Bułgarię po śmierci cara Iwana Aleksandra (1331–1371). W 1359 r. Osmanowie oblegali Konstantynopol, a trzy lata później nowy sułtan Murad I zdobył Adrianopol, które to miasto ustanowił stolicą państwa tureckiego. W 1371 r. Turcy gromili nad Maricą serbskich władców Macedonii, przyjmowali hołd od innych, w 1382 r. zdobyli Sofię, w 1386 r. serbski Nisz, w następnym zaś roku Tesaloniki – już dla siebie.

I wtedy zawiązała się antyturecka koalicja, na czele której stanął władca Starej Serbii i części Kosowa Lazar Hrebeljanović. Sprzymierzył się ze swym zięciem Vukiem Brankoviciem, władcą Kosowego Pola, królem bośniackim Turkiem I i carem tyrnowskim z Bułgarii – Iwanem Szyszmanem. W 1387 r. ich wojska pokonały wroga pod Pločnikiem. Ale już po roku Murad I zmusił do uległości Szyszmana, a w 1389 r. wkroczył na Kosowe Pole.

Przeciwnicy

Relacje o bitwie na Kosowym Polu spisywali wiele lat po tych wydarzeniach autorzy (z obu stron zresztą), którym bardziej niż na dotarciu do prawdy zależało na tworzeniu mitów. Wbrew nim Murad I przywiódł zapewne na Kosowe Pole nie pół miliona, ale mniej więcej 40 tys. wojowników, a książę Lazar do 30 tys.

W armii tureckiej służyło 8 tys. chrześcijan – 3 tys. jeźdźców oraz 5 tys. łacińskich kuszników z Genui i prawosławnych z Grecji. Z kolei do Lazara przybywali rycerze z Węgier, Czech i zachodniej Europy. Tureckie formacje wojsk sułtana tworzyli natomiast akyndży, azabowie, sipahowie, konna gwardia i janczarzy. Pierwsi byli zagończykami – lekką jazdą zbrojną w łuki i włócznie, a ich oddziały tworzono w oparciu o więzy rodowe lub plemienne.

Podobnie formowano roty nieregularnej piechoty – uzbrojonych w długie piki azabów. Sipahowie z kolei przypominali naszych szeregowych rycerzy, za nadania ziemi i ludzi służyli bowiem sułtanowi, sami wyposażając się w konia i broń: łuk, szablę, tarczę, krótką lancę i zbroję. Ta ostatnia była na ogół kolczugą wzmocnioną w szczególnie newralgicznych miejscach stalowymi płytkami. Na Kosowe Pole przybyło ich 6 tys. To już była cięższa jazda, podobnie jak ponaddwutysięczna gwardia konna sułtana. Kawalerzyści zakładali stożkowe hełmy zaopatrzone w kolcze czepce, szczelnie osłaniające boki i przód twarzy oraz ramiona. Janczarów, liczących 5 tys., zbrojono niemal wyłącznie w szable oraz łuki, a chroniły ich grube kaftany. Zarówno jeźdźcy, jak i piesi kryli się też za kałkanami – okrągłymi tarczami z rattanu, splecionymi sznurami, z metalowym umbem pośrodku.

Cięższym uzbrojeniem ochronnym i zaczepnym na wzór europejski dysponowali niektórzy Serbowie. Zakładali już płytowe zbroje, zwane lustrzanymi (napierśnik z naplecznikiem, osłony kończyn), oraz szczelne hełmy z przyłbicami przyjmującymi w owe czasy na ogół kształt psiego pyska. Chroniły ich dodatkowo duże tarcze, a uzbrojeni byli w długie kopie i miecze. Większość serbskich sił stanowiła jednak jazda znacznie lżejsza. Zwraca uwagę skłonność do stosowania (przez Turków także) broni obuchowej – buzdyganów i buław. Około 15 tys. wojowników wiódł Lazar, 5 tys. Vuk Branković, a 5 tys. Bośniaków – Vlatko Vuković. Walczyli w sposób zachodnioeuropejski – szarżami ław jeźdźców, trzeba przyznać, wielce bitnych.

Natomiast Turcy doskonalili współdziałanie wszystkich formacji. Lubili atakować z zaskoczenia i oskrzydlać przeciwnika za pomocą jazdy. W obronie janczarzy chronili się za ostrokołami oraz za długimi pikami azabów. Zasypywali wtedy atakującą jazdę wroga gradem strzał z łuków, którymi posługiwali się z nadzwyczajną wprawą.

Śmierć dwóch wodzów

Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa obie strony zastosowały właściwą sobie taktykę w bitwie na Kosowym Polu, choć bezpośrednich relacji nie znamy, a późniejsze są bądź mgliste, bądź wprost sprzeczne ze sobą. Z całą pewnością stwierdzić można natomiast kilka rzeczy.


Po pierwsze – bitwa rozpoczęła się rankiem 28 czerwca 1389 r. na równinie niedaleko Prištiny, u zbiegu rzek Sitnica i Lab.

Po drugie – znamy sformowanie wrogich szyków z obu stron. Tureckim centrum dowodził Murad I, otoczywszy się ciężką jazdą, a wysuwając do przodu janczarów chronionych palisadą. Dowództwo skrzydeł powierzył synom. Prawego – Bajazydowi, a lewego – Yakupowi. Obaj ustawili na przedzie łuczników i zaciężnych kuszników, za nimi azabów, a z tyłu lekkozbrojną kawalerię. Już sam ten szyk świadczy o przyjęciu przez Turków ich typowej taktyki. Hufcami serbskimi dowodził zaś w centrum Lazar, na prawym skrzydle Vuk Branković, a Vlatko Vuković na lewym.

Po trzecie – w wyniku bitwy postradali życie obaj głównodowodzący.

Po czwarte – pierwsi z pola uszli Serbowie, natomiast Turcy, choć wygrani, nie kontynuowali po bitwie zwycięskiego marszu.

Po piąte – najbardziej na bitwie skorzystał Bajazyd.

Biorąc pod uwagę te pewniki oraz nakładające się wątki z różnych doniesień, przebieg bitwy odtworzyć można następująco. Rozpoczął ją atak prawego skrzydła serbskiego, które po początkowym sukcesie w walce z piechotą zostało odparte przez jazdę. Do natarcia ruszyły pozostałe wojska serbskie, ale przewaga Turków w liczbie wojsk, a także w dowodzeniu nimi i taktyce, rychło dała znać o sobie. Zapewne wtedy poległ serbski wódz Lazar Hrebeljanović i wielu jego wojowników. Natomiast śmierć Murada I pozostaje zagadką. Jedni mówią, że zabił go serbski rycerz Miloš Kobilić podstępem – udając, że przechodzi na stronę zwycięzców i pragnie złożyć hołd Muradowi, inni, że śmiało zaatakował sułtana. Jeszcze inni twierdzą, że Kobilić jest postacią mityczną, a turecki władca zginął z ręki łacińskiego rycerza.

Faktem jest, że natychmiast po śmierci ojca Bajazyd kazał udusić swego brata Yakupa za pomocą cięciwy z łuku, aby pozbyć się konkurenta do tronu. Czy również tatusiowi pomógł przenieść się na łono proroka? O tym źródła milczą, ale czy można to wykluczyć? Hagiografia turecka przydała Bajazydowi przydomek Błyskawica, za jego błyskawiczny podobno atak ze skrzydła na niewiernych, ale może równie szybko skorzystał on też z okazji zajęcia tronu, jakiej stworzył mu bitewny zamęt?

O zwycięstwie Turków może też świadczyć fakt, że syn zabitego wodza serbskiego – księcia Lazara – Stefan Lazarević złożył hołd Bajazydowi I. Następnie wiernie mu służył, a jego wojska siedem lat później brały udział w pogromie krucjaty Zygmunta Luksemburskiego pod Nikopolis oraz w starciu z Tamerlanem w 1402 r.

Turcy piszą epilog

Bitwa na Kosowym Polu zakończyła okres średniowiecznej świetności i rozwoju państwa serbskiego. Choć jeszcze nie położyła kresu istnieniu tego państwa, nie oznaczała trwałego podporządkowania ziem serbskich Turkom. Ale czas i kolejne wydarzenia Serbom nie sprzyjały, zwłaszcza że sami pomogli zniszczyć krucjatę łacinników w 1396 r.

Z kolei w 1448 r. (a więc cztery lata po warneńskiej klęsce Władysława) sabotowali przeciwturecką kampanię znakomitego dowódcy węgierskiego Jana Hunyadyego. O ruchach jego wojsk informował Turków nie kto inny, jak tylko Djuradj Branković – syn innego bohatera z Kosowego Pola – Vuka.

Czytaj także:
Masakra na Kulikowym Polu. W tej jednej bitwie zginęło 12 książąt

Upadek Konstantynopola w 1453 r. był ciosem militarnym, a jeszcze bardziej moralnym i religijnym dla wszystkich prawosławnych ludów bałkańskich. Niedługo potem – w 1459 r. – ofensywa turecka zakończyła się zdobyciem Smedereva, ostatniego ośrodka władzy rodu Brankoviciów, co oznaczało kres serbskiej niezależności.

Polak na Kosowym Polu

Polak może sobie łatwo wyobrazić, co czują Serbowie, gdy Kosowo – region uważany przez nich za kolebkę narodowej kultury i państwowości – przeszło w obce ręce. Miejsce, gdzie ponad 600 lat temu stoczyli krwawą bitwę w obronie swej niezależności i tożsamości. Trudno przeprowadzić prostą analogię między Kosowem a jakimkolwiek regionem polskim. Należałoby, jak mi się zdaje, połączyć różne nasze miasta oraz ziemie, i to z różnych okresów historii, a także w różnych aspektach. Jeśli chodzi o ośrodek kultu religijnego, to siłę oddziaływania monastyrów Metohii („krainy klasztorów” na zachodzie prowincji) należałoby porównać do naszej Jasnej Góry.

Dynastia Nemanjiciów, której udało się w XII w. stworzyć serbskie państwo, traktowała kosowskie miasta Prisztinę i Prizren jako stolice. Nasuwa się analogia do Gniezna i Poznania. Polska bez nich przypominałaby Królestwo Kongresowe. Twór kadłubowy, tym bardziej że pozbawiony również Krakowa, królewskiego miasta koronacyjnego od czasów Łokietka do kresu Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jakie punkty odniesienia zostałyby nam bez grodów wielkopolskich, bez Ostrowa Lednickiego, bez Wawelu?

Pokrętne ścieżki dziejów pozbawiły nas na kilka wieków Śląska z Wrocławiem jako stolicą. Na początku XIII w. to tu znajdował się ośrodek jednoczenia ziem polskich przez śląskich Henryków. Najazd dzikich Mongołów, zakusy cywilizowanych sąsiadów, feudalne rozdrobnienie, wreszcie przewaga żywiołu niemieckiego oderwały Śląsk na całe wieki od Polski. To tak, jak po upadku serbskiego państwa przez kilka wieków lud innego języka i wyznania wypierał – z poparciem wrogiego, tureckiego mocarstwa – Serbów z Kosowa.

Skoro zaś jesteśmy we Wrocławiu, przypomnijmy rodaków, którzy bodaj najbardziej cierpieli z powodu utraty rodzinnego miasta. I nadal z goryczą i miłością o nim mówią. To lwowiacy rzecz jasna.

Najtrudniej o analogie do bitwy. W naszej tradycji zachowało się kilka wielkich batalii o decydującym wpływie na dalsze losy kraju i narodu. Są to przede wszystkim trzy znakomite zwycięstwa polskie – Grunwald 1410, Wiedeń 1683, Warszawa 1920. Ale na Kosowym Polu rozegrała się bitwa nie mniej krwawa, ale będąca porażką Serbów, bo to oni wraz z sojusznikami ustąpili placu, a kilkadziesiąt lat później stracili swoje państwo na całe pokolenia. Pewne podobieństwa znajdujemy na polach maciejowickich, w rzezi Pragi, w redutach Sowińskiego i Ordona...

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2013
Artykuł został opublikowany w 5/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 15
  • marek IP
    Minęły wieki a tymczasem Turcja Erdogana " wraca do korzeni "
    Dodaj odpowiedź 5 0
      Odpowiedzi: 0
    • Sceptissimus IP
      No, i powiedzcie sami czy nie mam racji, kiedy twierdzę że w Od Rzeczy zatrudnia się debili.
      Usuwają nam treści zupełnie kulturalnej i politycznie poprawnej dyskusji na forum.
      A ten redaktorzyna naczelny pitoli o pluraliźmie...
      Dodaj odpowiedź 8 4
        Odpowiedzi: 0
      • xxxxxxxxxxxxxxx IP
        Treść została usunięta
        Dodaj odpowiedź 12 5
          Odpowiedzi: 1
        • Sceptissimus IP
          Treść została usunięta
          Dodaj odpowiedź 11 15
            Odpowiedzi: 1
          • Mnbvc IP
            Kosowo jest serbskie! USA nie lubi Średniowiecza i nie rozumie monarchii europejskich więc odebrała Kosowo Serbom gdyż te historie budujące cywilizacje europejską są im obce.

            Chwała Konstantynopolowi nazywanemu dziś Stambułem. Miasto Miast, Drugi Rzym, Obrońca Wiary. Cześć i hołd temu miastu!
            Dodaj odpowiedź 40 10
              Odpowiedzi: 2