Zabić endeka! Mordercza konfrontacja sanacji z narodowcami

Zabić endeka! Mordercza konfrontacja sanacji z narodowcami

Przedwojenna policja w akcji. Z lewej funkcjonariusz ubrany w kuloodporny pancerz.
Przedwojenna policja w akcji. Z lewej funkcjonariusz ubrany w kuloodporny pancerz.
Dodano 19
Regularna bitwa między zwolennikami endecji a policją miała tragiczny skutek. Tą sprawą żyła cała Polska.

Po śmierci Piłsudskiego obóz rządowy osłabił się i coraz bardziej pogrążał we wzajemnych waśniach. Mający stanowić platformę porozumienia różnych grup społecznych Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem został rozwiązany. Sytuacja gospodarcza kraju nie była najlepsza.

Postanowili to wykorzystać przywódcy sekowanej przez władze endecji. Po zbojkotowanych wyborach parlamentarnych z 1935 r. zaczęli dążyć do rozliczeń z obozem sanacyjnym. Narodowa demokracja mobilizowała swoich zwolenników, wzywając do rozprawienia się z głównym przeciwnikiem politycznym – piłsudczykami - i gospodarczym - Żydami.

W latach 1935-1936 przez cały kraj przetoczyła się fala zamieszek, wywoływanych przez endecję i nie będące jej dłużne organizacje żydowskie. Bojkotowano sklepy, wybijano szyby wystawowe, rozbijano stragany, napadano na przechodniów. Dochodziło do prawdziwych bitew między uczestnikami akcji i policją, z licznymi zabitymi i rannymi.

Bieda, kryzys i Żydzi

Endecka inicjatywa szczególnie podatny grunt znalazła we wschodniej Wielkopolsce. Stronnictwo zawsze miało tu duże wpływy. Chłopi gospodarowali tu na niewielkich gospodarstwach, dzielonych z ojca na syna na coraz mniejsze poletka, na słabych ziemiach. Prawie cały handel był w rękach Żydów, stanowiących w niektórych powiatach nawet 1/3 ludności. Bez skrupułów stosowali oni monopolistyczne i korporacyjne praktyki, wpędzając chłopów w jeszcze większą biedę. Na to nakładały się wciąż odczuwalne na wsi skutki wielkiego kryzysu.

Czytaj także:
Kula dla Piłsudskiego. Ukraińscy terroryści przeciw II RP

W powiecie konińskim rząd dusz sprawował niepodzielnie 62-letni Wawrzyniec Sielski - aktywny działacz Stronnictwa Narodowego i członek jego rady naczelnej. Do 1921 r. był sędzią pokoju, a w latach 1922 - 1924 posłem na sejm. Sielski był właścicielem podkonińskiej Wyszyny, a jego wpływy rozciągały się też na sąsiednie powiaty. Dawał pracę i pomagał okolicznym chłopom tworząc swoją klientelę, indoktrynował i nastawiał antyrządowo, przekonując do popierania endecji, a niepokornych strasząc i terroryzując. Jego wpływy były tak duże, że nawet domokrążcy i żebracy zapisywali się do Stronnictwa Narodowego, wiedząc, że bez tego w okolicach Wyszyny nie mają czego szukać. Z okręgu łódzkiego Stronnictwa został też przysłany specjalny instruktor dla prowadzenia agitacji wśród chłopów i zakładania nowych kół partii Marian Kwiatkowski. Sielski zatrudnił go w charakterze korepetytora dla swoich dzieci.

Powstrzymać chaos

Od stycznia 1936 r. podburzani przez endeckich działaczy chłopi próbują nie dopuszczać do wystawiania żydowskich straganów w Zagórowie, a 5. lutego wyrzucają żydowskich kupców z targu w tym mieście. Dochodzi do zamieszek. Starosta koniński Marian Koczorowski poleca policji przywrócić spokój. W starciach ginie 5 osób. Dwa dni później policjanci przyjeżdżają aresztować ich uczestników. We wsi Szetlewek napotykają na zorganizowany opór. Chłopi nie tylko nie pozwalają nikogo zatrzymać, ale i uwalniają wcześniej aresztowanych. We Wrąbczynku ze względu na zorganizowany opór policja nie może odebrać sztandaru miejscowego koła Stronnictwa Narodowego.

Na 16 lutego miejscowi narodowcy zaplanowali duże antyżydowskie rozruchy w położonym na północ od Konina Ślesinie, ale uprzedzona policja zdołała zdusić akcję w zarodku. Narodowcy ograniczyli się do pikiety sklepów i wybijania szyb.

Wcześniej postanowiono zatrzymać prowodyrów tych zajść. 14. lutego ponad czterdziestu policjantów udało się do Wyszyny po Kwiatkowskiego i Sielskiego. Drugi pododdział miał przeprowadzić rewizje w rejonie Władysławowa. Poinformowany o zbliżających się policjantach Sielski zdołał zmobilizować około 1500 swoich zwolenników uzbrojonych w widły, kłonice i drągi. W stronę policjantów poleciały kamienie i wyzwiska. Dowodzący akcją aspirant Trofimowicz przystąpił do rozpraszania tłumu. Zdołał wyprzeć chłopów z okolicy dworu Sielskiego, ale po chwili jego oddział został otoczony i musiał się wycofać pod gradem kamieni. 22 policjantów odniosło obrażenia. Chłopi, widząc że policjanci się cofają, natarli na nich. Aspirant rozsypał pododdział w tyralierę i kazał wystrzelić z karabinów w powietrze. Napastnicy cofnęli się i skupili w trzech wielkich gromadach, szykując do następnego ataku. Sytuację uratował przybyły na miejsce z pododdziałem policji komisarz Grabowski. Pod jego osłoną policjanci wycofali się do Konina, odstępując od przeprowadzenia czynności.

Chłopski bunt z dziedzicem w tle

W okolicach Wyszyny cały czas zbierali się zwolennicy Sielskiego, spodziewający się ponownej próby jego zatrzymania i dalszych rewizji. Narodowcy przybywali też z ościennych powiatów. Oddelegowani z innych rejonów działacze pełnili we dworze straż z bronią i wychodzili patrolować okolicę. Łączność między Wyszyną i pobliskimi kołami Stronnictwa i wsiami zapewniali konni i rowerowi gońcy.

Koniński starosta otrzymywał informacje, że ludność jest podburzana do stawiania oporu policji i niewykonywania poleceń władzy. Miała to być część ogólnopolskiej akcji, prowadzącej do przejęcia władzy przez endecję. Podczas narady 16 lutego zapadła decyzja o zatrzymaniu miejscowych prowodyrów. Sielski miał zostać umieszczony w Berezie Kartuskiej.


Tym razem policja lepiej przygotowała się do akcji. Aż z Żyrardowa ściągnięto kompanię rezerwy pieszej. Z Łodzi przyjechało po plutonie rezerwy pieszej i konnej. Łącznie w akcji miało uczestniczyć 112 pieszych i 24 konnych policjantów wyposażonych w broń palną i kamizelki kuloodporne.

Bitwa z policją

Następnego dnia o 6.30 rano policjanci okrążyli dwór Sielskiego w Wyszynie. Wczesna pora nie pozwoliła zaalarmować jego zwolenników. Dowodzący akcją komendant powiatowy z Konina kom. Rajmund Stoczewski zażądał otwarcia drzwi. Głos ze środka zdecydowanie odmówił. Komisarz kazał otworzyć drzwi siłą. Po kilku szarpnięciach drzwi wreszcie się otworzyły, a zza ustawionej w nich barykady z mebli padły strzały. Drużyna policjantów ubrała kamizelki kuloodporne i hełmy, wzięła tarcze i zaczęła rąbać barykadę, wdzierając się w końcu do domu. Meblami zatarasowane były drzwi do każdego z sześciu pokojów.

Policjanci próbowali wrzucić granaty łzawiące przez okna, ale odbiły się od zawieszonych w nich siatek i kocy, niewidocznych w ciemnościach poranka. Wrzucono je dopiero po zdjęciu przeszkód długimi drągami. Mieszkańcy strzelali do policjantów zza mebli i przez okna. W końcu stłoczeni w ostatnim pokoju obrońcy z Kwiatkowskim na czele poddali się. Sielski został wcześniej trafiony kulą w okolicę serca i umierał leżąc przed kaflowym piecem.

Policjanci przeprowadzili rewizję we dworze, gdzie znaleziono 4 rewolwery, 3 fuzje myśliwskie, naboje i kilkanaście sztuk wideł. Potem zaczęli przeszukania w domach we wsi. W tym czasie przybywało tam coraz więcej zwolenników zabitego. Około 10.30 blisko 400 chłopów z kijami, kłonicami i widłami zaczęło atakować policjantów prowadzących rewizje wzywając do ich rozbrojenia, a nawet mordowania. Ataki zostały odparte, ale przed piętnastą jeszcze 150 napastników podeszło pod dwór wykorzystując zasłonę z krzaków, a potem rzuciło się do ataku na rozrzuconych w tyralierę o 100 metrów dalej policjantów. Podkomisarz Grabowski po uprzednim sygnale z trąbki i uprzedzeniu o użyciu broni kazał strzelać. Na miejscu zginął jeden napastnik. Drugi został ranny i zmarł następnego dnia w szpitalu. Następny atak około 300 narodowców załamał się pod ogniem strzałów ostrzegawczych. Nie mogąc pokonać policjantów chłopi zniszczyli stojący w polu samochód starosty, a jego kierowcę obrabowali z kilku złotych i rewolweru. Zablokowali też drogę innemu pododdziałowi policji zwalając drzewo na drogę i przeciągając przez nią zerwane druty telegraficzne.

Tłum, widząc zdecydowaną reakcję policji zaczął się w końcu wycofywać. Około piątej po południu policjanci zakończyli czynności i nienękani wycofali się autobusami do Konina.

Sielski to wariat i awanturnik

Sprawa odbiła się szerokim echem w całym kraju. Narodowa prasa rozpisywała się o „egzekucji” Sielskiego. Władze obawiając się eskalacji zamieszek, próbowały zrobić z niego chorego psychicznie. Miała o tym świadczyć znaleziona podczas sekcji zwłok wodnista ciecz w mózgu i ubytek móżdżku. Nie udało się natomiast sprokurować wersji, że działacz popełnił samobójstwo. Sekcję w Koninie przeprowadził doktor Mirosław Czerwiński - były żołnierz I Brygady Legionów. Wyjętą z ciała kulę próbował zabrać kom. Stoczewski, ale lekarz oddał ją sędziemu śledczemu Bazylemu Sławinowi mówiąc:

„Pan, panie komisarzu, chyba sobie ze mnie żartuje! Ja mam panu dać dowód rzeczowy do ręki? Przecież już wiadomo, że Wawrzyniec Sielski zginął z ręki policjanta, a pan jest w policyjnym mundurze. Ja tę kulę oddaję sędziemu śledczemu".

Pogrzeb Sielskiego odbył się potajemnie w Koninie o 1 w nocy. Z nakazu władz uczestniczyła w nim tylko najbliższa rodzina.

Pokłosiem tych wydarzeń były dwa procesy, które odbyły się przed sądem w Kaliszu na przełomie czerwca i lipca 1936 r. Podsądnych - zgodnie z ówczesnym zwyczajem - honorowo broniło kilka sław warszawskiej palestry związanych z ruchem narodowym. Wielu oskarżonych przed sądem odwoływało swoje wcześniejsze zeznania twierdząc, że były wymuszone straszeniem i biciem przez policję. Prawie wszyscy twierdzili, że Sielski był bardzo dobrym gospodarzem i że "kochali go jak ojca". Posterunkowy Żychla, który miał strzelać do ofiary nie został w ogóle przesłuchany. Córka Sielskiego i inni świadkowie zeznawali, że dwóch policjantów w tarczach i hełmach wpadło do pokoju i strzelało do odurzonego gazem działacza jak do tarczy. Starosta Koczorowski pytany przez adwokatów i sąd odpowiedział, że nigdy nie rozmawiał z Sielskim i jego zwolennikami o sytuacji w powiecie i sposobach jej rozwiązania, uznając ich za awanturników i buntowników przeciw władzy. Ostatecznie kilkadziesiąt osób zostało skazanych na kary od 6 miesięcy do 3,5 roku więzienia. Najsurowszą karę otrzymał Kwiatkowski. Wielu uczestników zajść z 14 lutego zostało zwolnionych z braku dowodów winy.

Wydarzenia w Wyszynie i okolicach były jednymi z najbardziej tragicznych w fali rozruchów, które przetoczyły się przez Polskę w tamtym czasie. W istocie była to już prawie wojna chłopska, toczona przeciw władzom. W dodatku zginął w niej jeden z najważniejszych polityków endecji. Z pewnością na taki rozwój sytuacji wpłynęła pozycja Sielskiego, który kilkadziesiąt lat po zniesieniu pańszczyzny nadal zachowywał się jak dziedzic na swoich włościach i tak też był traktowany przez chłopów. Nie bez winy były też sanacyjne władze. Nie potrafiąc rozwiązać problemów wsi i dążąc do wyeliminowania endecji, na jej prowokacje odpowiadały stosowaniem ślepej przemocy, nakręcając spiralę urazy i odwetu. Wzajemne zacietrzewienie nie mogących dojść do porozumienia Sielskiego i Koczorowskiego dobrze odzwierciedlało sytuację panującą w ówczesnej Polsce. Jak stwierdził na procesie mec. Stanisław Zieliński "rozdwojone jest serce narodu". Nie wystarczyło odzyskać niepodległości. Bez obustronnej chęci kompromisu i rozwiązania podstawowych problemów społecznych, kraj skazany była na nieustanną polsko-polską wojnę.

Czytaj także

 19
  • Rotor IP
    Najlepszy jest ten rycerz w niemieckim helmie. Brakuje mu tylko noża okopowego i morgensterna.
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • Czas prawdy IP
      Dzisiejsza sanacja, to PIS, ktorego idea jest robic pod siebie kase, za cene narodu.
      Dodaj odpowiedź 9 8
        Odpowiedzi: 0
      • Edward IP
        Bardzo brzydko to pachnie...
        Dodaj odpowiedź 6 0
          Odpowiedzi: 0
        • ansuz IP
          Treść została usunięta
          Dodaj odpowiedź 19 5
            Odpowiedzi: 1
          • ddddd IP
            Jak wygląda policjant w Chełmie?????? :)))
            Dodaj odpowiedź 6 2
              Odpowiedzi: 0