Premier ze Lwowa

Premier ze Lwowa

Kazimierz Badeński
Kazimierz Badeński / Źródło: Wikimedia Commons / Beldoneck
Dodano 1
Kazimierz Badeni był jednym z najlepszych premierów w dziejach monarchii austro-węgierskiej .

O pochodzeniu rodziny Badenich są sprzeczne informacje. Według herbarza Uruskiego była to rodzina włoska, „podług miejscowej tradycji miejska krakowska”. Jej polska gałąź miała pochodzić od pułkownika wojsk księcia mediolańskiego Sforzy, który przybył wraz z Boną Sforzą, zaślubioną Zygmuntowi Staremu. Jego syn Leonard otrzymał nobilitację od Zygmunta Augusta. Natomiast Jerzy Dunin-Borkowski, autor „Almanachu błękitnego”, podawał, że była to rodzina pochodzenia wołoskiego, która w XVII w. została zaliczona w poczet mieszczan lwowskich i w tym samym wieku nobilitowana.

Tak czy inaczej Badeniowie nie odgrywali ważnej roli w I Rzeczypospolitej, nie piastowali ważnych urzędów. Jeden z Badenich był szambelanem Stanisława Augusta i posłem. To tyle, co można powiedzieć o dostojeństwach Badenich do czasów rozbiorów. Kariery Badeniowie zaczęli robić dopiero w XIX w. Pierwszym z nich był Marcin Badeni, senator i minister sprawiedliwości w Królestwie Polskim przed powstaniem listopadowym. Jego syn Ignacy wybudował w Warszawie pałac, zniszczony podczas powstania warszawskiego i nieodbudowany. Sebastian Badeni otrzymał w 1825 r. od cara tytuł hrabiego, lecz zmarł bezpotomnie. Drugi, dziedziczny tytuł hrabiowski w tej rodzinie otrzymał od cesarza austriackiego Kazimierz Badeni. Władysław Badeni, właściciel dóbr pod Lwowem, poseł na Sejm Krajowy, miał wielkie ambicje związane z synami – Kazimierzem i ze Stanisławem. Mawiał, że jeden z nich będzie namiestnikiem Galicji, a drugi marszałkiem Sejmu Krajowego. I nie pomylił się, ale nie przewidział, że Kazimierz sięgnie wyżej.

Namiestnik Galicji

Kazimierz Badeni, urodzony w 1846 r. w odziedziczonym przez ojca Surochowie, ukończył prawo na uniwersytecie w Krakowie. Pracował przez prawie 10 lat w administracji galicyjskiej, a potem osiadł w swoich dobrach w Busku, w ziemi lwowskiej. Na krótko jednak. W 1888 r. został namiestnikiem Galicji. Autor jego życiorysu w „Polskim słowniku biograficznym”, Stefan Starzyński, pisał: „Rządził sprężyście, energicznie i zapobiegliwie, bez szablonu i formalizmu biurokratycznego, wglądał osobiście we wszystko, umiał rozkazywać i wymagać posłuszeństwa”.

Czytaj także:
Zamach na namiestnika Potockiego. Morderca w zaskakujący sposób uniknął kary

A współczesny historyk, Waldemar Łazuga, wystawił mu taką opinię: „Z energii zrobił coś w rodzaju programu i ludzi często podług energii sądził”. W 1890 r. Kazimierz Badeni podał się demonstracyjnie do dymisji na znak protestu przeciwko odmowie Franciszka Józefa I pochowania Adama Mickiewicza w katedrze na Wawelu. Dymisja nie została przyjęta, a prochy wieszcza trafiły do krypty królewskiej.

Badeni był architektem ugody między Polakami a Ukraińcami, zwanymi wówczas jeszcze powszechnie Rusinami. Popierał ich ruch narodowy przeciw ukraińskim moskalofilom, w interesie monarchii austro-węgierskiej, która miała prawo obawiać się ich w przypadku ewentualnej wojny z Rosją. W wyborach 1891 r. do Rady Państwa, austriackiego parlamentu, Polacy popierali ukraińskich narodowców, a ci – Polaków przeciw moskalofilom. Rok później uchwalona została rezolucja Sejmu w sprawie założenia gimnazjum rusińskiego (ukraińskiego) w Kołomyi. W 1894 r. utworzona została katedra historii powszechnej, ze szczególnym uwzględnieniem historii Europy Wschodniej i z ukraińskim językiem wykładowym. Objął ją Mychajło Hruszewski, który zaczął wprowadzać pojęcie „Ukrainiec” zamiast „Rusin” dla wyraźniejszego odróżnienia swojego narodu od Rosjan. Hruszewski propagował hasło „Polacy za San!”.

Kolejne gimnazjum i katedra uniwersytecka były niezmiernie ważne dla Ukraińców, którzy potrzebowali wykształconych kadr inteligenckich dla swojego narodu. Polsko-ukraińska ugoda, której patronem był namiestnik Badeni, dała im więc bardzo wiele. Do równouprawnienia Polaków i Ukraińców w Galicji było jednak jeszcze daleko. Ukraińcy chcieli więcej, a Polacy dziwili się, że to, co dostali, wciąż im nie wystarcza.

W 1894 r. została otwarta we Lwowie wielka wystawa prezentująca osiągnięcia gospodarcze i kulturalne Galicji. Był to kolejny sukces Badeniego, który został zauważony przez Franciszka Józefa I. Waldemar Łazuga pisał: „Galicja mogła przedstawić się jako kraj rządny i gościnny, mający niemało do zaoferowania i szczycący się wybitnymi ludźmi”.

Premier Austrii

Franciszek Józef I uznał Badeniego za zdolnego i energicznego administratora jednego z krajów koronnych. Takiego człowieka było mu potrzeba w Wiedniu.

Był jeszcze jeden argument, o którym wspomniał Kazimierz Chłędowski, na przełomie XIX i XX w. wyższy urzędnik ministerstwa do spraw Galicji. Franciszek Józef I miał powiedzieć Badeniemu: „Wszyscy mnie opuszczają; na jednych jeszcze liczę: Polaków”. Jak bowiem dodawał Chłędowski, Niemcy ciągnęli do niemieckiego państwa, Czesi do Rosji, Włosi z ideą irredenty – do Włoch, a południowi Słowianie też byli niezadowoleni ze swojego statusu w monarchii. A poza tym Badeni umiał wykorzystać potęgę prasy: „Namiestnik pojechał zwiedzić starostwo, telegraf zdawał dokładne sprawozdanie o jego przejażdżkach, namiestnik jechał do Wiednia, wszystkie gazety wiedeńskie o tym na kilka dni naprzód wiedziały” – relacjonował Chłędowski.

W 1895 r. Kazimierz Badeni przyjechał ze Lwowa do Wiednia, by objąć urząd premiera Austrii. Nie był pierwszym na tym stanowisku. W latach 1870–1871 piastował ten urząd Alfred Potocki. Stanowiska ministerialne przed objęciem urzędu premiera przez Badeniego piastowali prof. Julian Dunajewski, minister finansów, oraz Stanisław Madeyski i Edward Rittner, ministrowie wyznań i oświaty. Marian Rosco-Bogdanowicz, szambelan dworu Franciszka Józefa I, wspominał: „Cesarz zdawał się być pod zupełnym urokiem niefrasobliwego poczucia siły i pogody umysłu swojego premiera”.


Do swojego rządu Kazimierz Badeni, który objął także tekę ministra spraw wewnętrznych, powołał trzech Polaków: Leona Bilińskiego, profesora ekonomii, który objął resort finansów, Agenora Gołuchowskiego - sprawy zagraniczne, oraz Edwarda Rittnera – teka ministra do spraw Galicji.

Pierwszym problemem, z jakim musiał zmierzyć się Kazimierz Badeni, była sprawa zatwierdzenia trybuna ludowego Karla Luegera na stanowisku burmistrza Wiednia stolicy cesarstwa, namiętnie występującego przeciw dominacji Żydów na rynku finansowym, a także w prasie. Lueger był trzykrotnie wybierany na burmistrza Wiednia i dopiero za trzecim razem uzyskał zatwierdzenie ze strony cesarza – bo, jak pisał Kazimierz Chłędowski, „nie lubił ludzi popularnych” i, co za tym idzie, rządu Badeniego. A Badeni, zdaniem Chłędowskiego, zwlekał z zatwierdzeniem Luegera „wskutek bojaźni przed wiedeńskim semickim dziennikarstwem”. Chłędowski pisał we wspomnieniach, że za Luegerem stały duchowieństwo katolickie i arystokracja austriacka, które widziały w nim człowieka zdolnego do złamania przewagi „liberalno-żydowskiego stronnictwa, które od roku 1860 trzymało Austrię w swych kleszczach”. Rzecz jasna, zatwierdzając Luegera na stanowisku burmistrza Wiednia, Badeni zyskał potężnych wrogów.

Niewątpliwym sukcesem Badeniego było wprowadzenie do systemu wyborczego V kurii, w której mogli głosować wszyscy obywatele monarchii. Był to wyłom, który doprowadził w 1907 r. do demokratycznego głosowania powszechnego, bez podziału na kurie. Z V kurii za czasów premierostwa Badeniego dostał się do parlamentu austriackiego Ignacy Daszyński, który stanie się wybitnym mówcą i politykiem socjalistycznym.

Sprawa czeska

Poważny problem, przed którym stanął premier Badeni, były żądania Czechów, by język czeski został równouprawniony z niemieckim. Badeni wydał rządowe rozporządzenie w tym względzie. Zarzucano mu, że nie przeprowadził tego równouprawnienia w drodze parlamentarnej, ale było to prawdopodobnie niemożliwe, zważywszy na to, że Niemcy w parlamencie stosowaliby skuteczną obstrukcję. Waldemar Łazuga w książce o premierostwie Badeniego pisał: „Rozporządzenie od początku traktowano nie jako akt równouprawniający oba języki, lecz jako akt ograniczający i degradujący język niemiecki, nie jako postanowienie administracyjne, lecz jako decyzję par excellence polityczną, nie jako rozszerzenie praw językowych Czechów, lecz jako uszczuplenie praw językowych Niemców”. I przywoływał głosy m.in. posła Karla Hermanna Wolfa, który mówił: „Wy, Czesi, w całej swojej kulturze jesteście tylko uczniami Niemców”. I oburzał się, że każą się Niemcom uczyć obcego języka, mówił wręcz o ludach mniej wartościowych. Niemcy dali wówczas wyraz pogardzie dla Czechów i organizowali demonstracje w wielu miastach.

We wrześniu 1897 r. Wolf podczas wystąpienia w parlamencie obraził premiera Badeniego, nazywając go „polską świnią”. Premier zareagował natychmiast, posyłając mu sekundantów. Podczas pojedynku Badeni został raniony w ramię. Ten pojedynek zyskał mu wiele sympatii, jednak jesień tamtego roku okazała się dla Badeniego ostatnią na stanowisku szefa rządu.

Parlament austriacki był miejscem obstrukcji i burd wywoływanych przez posłów będących w opozycji do rządu. Jeden z posłów przemawiał 12 godzin! Było także posiedzenie parlamentu trwające 32 godziny. Na porządku dziennym były przepychanki i bójki. Badeni chciał ukrócić paraliż parlamentu. Poseł Falkenhayn zgłosił przyjęty przez parlament wniosek o zmiany w regulaminie pozwalające na wykluczenie awanturujących się parlamentarzystów z posiedzeń, nawet do miesiąca. Waldemar Łazuga pisał: „Abrahamowicza powitały obelżywe okrzyki, walono w pulpity, strzelano zamoczonymi w atramencie papierowymi kulkami z proc i krzyczano precz, wymieniając nazwiska polskich ministrów i przewodniczącego izby. Znów była szarpanina i indywidualne starcia”. Świadek tych wydarzeń, Rosco-Bogdanowicz, wspominał: „Biedny pan Dawid miał całą twarz upstrzoną atramentem”. Poleciał w jego stronę ciężki kałamarz, szczęśliwie jednak ominął głowę Abrahamowicza.

Dzień po uchwaleniu „lex Falkenhayn” znów zaczęły się awantury, a wtedy przewodniczący izby, Dawid Abrahamowicz, Polak, sięgnął po broń wykluczenia. Jak bowiem stwierdził, na rewolucyjny sposób walki opozycji odpowiedział rewolucyjnymi środkami. I gdy posłowie nadal awanturowali się i nie chcieli opuścić parlamentu, kazał policji ich wyprowadzić. Ignacy Daszyński wspominał: „Wreszcie kolej na mnie. Czterech policjantów wyniosło mnie jak piórko na korytarz, stamtąd wróciłem na swoje krzesło”.

Wszechniemcy, nienawidzący w istocie monarchii austro-węgierskiej i polskiego premiera, postawili – jak pisał Rosco-Bogdanowicz – wszystko na jedną kartę. „Przenieśli walkę na ulicę i odwołali się do motłochu”. Podburzeni wiedeńczycy zaczęli demonstrować. Franciszek Józef I, który dobrze pamiętał demonstracje z roku 1848, podczas Wiosny Ludów, gdy wstępował na tron, i lękając się ich, a zarazem pragnąc być akceptowany przez wiedeńczyków, postanowił przerwać zamieszki w Wiedniu w jedyny możliwy, jak mu się zdawało, sposób: poprzez zmuszenie Badeniego do dymisji. Postawił swoje lęki i swoją popularność ponad interes monarchii. I zrobił źle, uginając się przed demonstrantami, gdyż gabinet Badeniego był „ostatnim rządem w wielkim stylu” – jak wspominał Rosco-Bogdanowicz.

A historyk Waldemar Łazuga oceniał: „Rząd Badeniego zrobił mniej, niż oczekiwano, ale zrobił niemało – dużo jak na dwulecie rządów, lecz za mało jak na zadania, przed którymi stanął. […] Premierem był niezgorszym i w długim poczcie premierów austriackich niewielu tylko może mu się równać”.

Po ustąpieniu z urzędu premiera Kazimierz Badeni został owacyjnie przywitany w Galicji. Zmarł w 1909 r., gdy powracał z kuracji w Karlsbadzie, tuż przed przyjazdem do rodowego Buska, w ziemi lwowskiej. Jego wnuk, Kazimierz Stanisław, był żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, wziął udział w walkach pod Narvikiem. Wstąpił do zakonu dominikanów i był, jako ojciec Joachim, znanym duszpasterzem środowisk akademickich w Krakowie. A o Badenich w Galicji przypominają dziś pałace w Busku i Koropcu na Ukrainie.

Tomasz Stańczyk

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2018
Artykuł został opublikowany w 9/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • Patriota IP
    Ciekawy artykuł.
    Dodaj odpowiedź 18 1
      Odpowiedzi: 0