Honor ponad życie. Polski oficer nie dał się złamać Rosjanom

Honor ponad życie. Polski oficer nie dał się złamać Rosjanom

Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Dodano 39
Rosjanie darowaliby mu życie, gdyby wyrzekł się walki o wolną Polskę i wstąpił do ich armii. Stanisław Kaszubski wolał jednak stryczek od zdrady Legionów.

Spośród blisko 120 oficerów Legionów Polskich, którzy polegli w kampaniach toczonych z Rosją o niepodległość Polski w latach 1914–1916, tylko jeden po wzięciu do niewoli został postawiony przed carski sąd i jako obywatel rosyjski skazany na karę śmierci przez powieszenie. Tym jedynym był Stanisław Kaszubski – urodzony w 1880 r. w Warszawie, przez wiele lat życia związany z Krakowem, socjalista, który w czasie rewolucji 1905 r. przybrał pseudonim Król.

Niepokorny

Młodość Kaszubskiego przypadła na czasy głębokiej rusyfikacji. Językiem wykładowym we wszystkich szkołach pod władzą carską był rosyjski. Historii uczono wówczas z osławionego podręcznika Dmitrija Iłowajskiego, zawierającego fałszywy i oszczerczy obraz dziejów Polski. Podczas jednej z lekcji historii Stanisław przedstawił przebieg bitwy pod Racławicami. Opis spektakularnego polskiego zwycięstwa nauczyciel nazwał brednią, na co Kaszubski odpowiedział, że brednią jest to, co pisze Iłowajski, i że historii nie wolno fałszować. Ta dumna, bezkompromisowa i odważna postawa spowodowała usunięcie 13-latka z gimnazjum, który nie mógł też uczyć się już w żadnej szkole w Warszawie. Kontynuował naukę w Płocku, lecz i stamtąd został wydalony, otrzymując tzw. wilczy bilet – zakaz nauki w szkołach na terenie Królestwa Polskiego. Przygodę z oświatą rosyjską zakończył ostatecznie w Teodozji na Krymie, gdzie w 1906 r. zdał eksternistycznie egzamin maturalny. Miał już wówczas 26 lat.

W czasie rewolucji 1905 r. wrócił do Królestwa Polskiego i pod pseudonimem Król wstąpił do Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy. Szybko aresztowany, trafił do więzienia na warszawskim Mokotowie przy ul. Rakowieckiej i równie szybko został skazany na zesłanie do guberni archangielskiej. Wskutek starań matki, która przekupiła rosyjskich urzędników, zwolniono go jednak i wydalono z Rosji bez prawa powrotu. W 1907 r. Kaszubski osiadł w Krakowie, gdzie już wcześniej zapisał się na studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Kontynuował działalność w ruchu socjalistycznym, wstępując do PPS-Frakcji Rewolucyjnej, stawiającej sobie za główny cel niepodległość Polski. „Był powszechnie lubiany w kołach krakowskiej młodzieży socjalistycznej. Dobry śpiewak (był członkiem krakowskiego chóru robotniczego), wesoły, dowcipny, zaskarbił sobie ogólną sympatyę” – pisano we wspomnieniu pośmiertnym, zamieszczonym w „Robotniku”, a jak wspominał Ignacy Daszyński, znany był także z „niezliczonych dowcipów o warszawskich ugodowcach”. Podobną popularnością cieszył się w środowisku studenckim: „Zawsze wesoły, dowcipny, ruchliwy i pełen radości życia, sypiący jak z rękawa okolicznościowymi mowami, rymami i piosenkami, Król-Kaszubski zwykle bywał osią towarzystwa, był też najpopularniejszym studentem Krakowa […]. Bardzo muzykalny, o głosie silnym i wdzięcznym przez 6 lat z rzędu, nie szczędząc czasu i trudu, prowadził chóry studenckie i robotnicze, żadna uroczystość nie obeszła się bez niego. Zawołanym był tancerzem, świetnym mazurzystą i najmilszym kompanem” – pisał Zygmunt Zygmuntowicz. Uroki krakowskiego życia, z których tak chętnie korzystał, sprawiły, że Kaszubskiego zaczęto nazywać „żelaznym medykiem”, co odpowiadałoby późniejszemu określeniu „wieczny student”. Z czasem – jak podano w „Polsce Zbrojnej” – „zmora egzaminów [okazała się] zbyt trudna do przezwyciężenia” i ostatecznie wpłynęła na decyzję o przerwaniu studiów na rok przed wybuchem wojny.

W szeregach strzelców

Poza udziałem w PPS, o którym jednak brak szczegółowych informacji, co dowodzi raczej małej aktywności w partii, Kaszubski wstąpił do Towarzystwa „Strzelec” w Krakowie. Wyróżniał się w tym środowisku i – jak wspominał Stanisław Żmigrodzki – był „jednym z pierwszych szermierzy w służbie łączności […] Strzelca”. Tym jednak, co przede wszystkim świadczyło o jego zaangażowaniu, było uczestnictwo w szkole instruktorskiej Związku Strzeleckiego w Stróży w sierpniu 1913 r.

Czytaj także:
Legionowe Wojsko Polskie Piłsudskiego

Szkołę w Stróży zorganizowano z inicjatywy Józefa Piłsudskiego w celu jak najlepszego wyszkolenia i zahartowania kandydatów na oficerów przyszłego Wojska Polskiego. Piłsudskiemu zależało też na tym, by uczestnicy poznali się bliżej i nawiązali relacje koleżeńskie. Do udziału w kursie wytypowano prawdziwą elitę tych organizacji strzeleckich, które posiadały szkoły podoficerskie i oficerskie oraz mogły wysłać do Stróży swoich najlepszych, oddanych sprawie ludzi. Pochodzili oni nie tylko z zaboru austriackiego, lecz także – tak jak Stanisław Kaszubski – z rosyjskiego oraz z organizacji istniejących w krajach zachodniej Europy.

W Stróży Kaszubskiemu poza udziałem w obowiązkowych, żmudnych ćwiczeniach wojskowych dodatkowo przypadła rola szefa kuchni. Tadeusz Münnich „Żegota” wspominał: „Tryb życia nosił istotnie charakter obozowy. Sporządzanie posiłków odbywało się w sposób polowy we wspólnych kotłach, przez kolejno odkomenderowanych elewów; jedynie nadzór nad kuchnią i jej kierownictwo spoczywało przez cały czas w ręku ob. Króla [...], o tyle niefachowym, że był on słuchaczem medycyny i niezwykle zapalonym żołnierzem. Toteż pełnił tę funkcję z prawdziwym poświęceniem, wyrywając się w każdej wolnej chwili do żołnierskich zajęć”. Wśród tych pomocników Kaszubskiego w krajaniu mięsa był Michał Sokolnicki, historyk, w niepodległej Polsce dyplomata, długoletni ambasador Polski w Turcji, który miał z tym zadaniem wyjątkowo ciężką przeprawę: „Zostałem przeznaczony na dyżur w kuchni. […] Jako fajtłapę oddano mnie w bezpośrednie rozporządzenie Króla,to znaczy naszego kucharza. Miał kochany Kaszubski naturę miłą, ale żołnierz każdy staje się z czasem szelmą. Dał mi więc do krajania surowe mięso. Ha, chcesz krwi, towarzyszu, to zacznij od tego bydlęcia. Trafił mnie w słabe miejsce. Nie lubiłem nigdy, jak mię paznokieć zadraśnie, i nie mogłem znosić widoku, jak się ktoś do krwi uderzy. Mięso, zresztą najtańsze, obrzydliwe, krajałem, zacisnąwszy zęby i dysząc ciężko nosem. Po godzinie tych przyjemności byłem trup. Nie jadłem nic naturalnie i pierwszy raz od jakichś ćwiczeń się odmeldowałem, skarżąc się na coś nieokreślonego”.

Czytaj także:
Tannenberg - grób caratu na Mazurach. Tak rozpadła się potęga Rosji

Kaszubski był bardzo lubiany przez stróżańczyków z powodu jego „wrodzonej wesołości i pogody” – jak pisał Münnich. Żartobliwie nazywali go mieszaniną jamnika z kanarkiem – z powodu niskiego wzrostu i wyróżniającego go pięknego głosu. Daniłowski wspominał, jak wieczorami, po godz. 21, gromadzili się „w sali wykładowej i tam rodziły się owe, dziś tak popularne, strzeleckie piosenki, odbywał się improwizowany kabaret, w którym celował, obdarzony ładnym głosem i zdolnościami aktorskimi, […] kuchmistrz Kaszubski”. Oddajmy jeszcze raz głos Sokolnickiemu, który opisał i mniej poważną stronę pobytu w Stróży i później w Zakopanem:

„Byliśmy w ogóle jak duże dzieci, toteż wybuchem radości powitaliśmy ogłoszony nam któregoś dnia w Stróży rozkaz o marszu do Zakopanego. Przygotowania były kłopotem dowództwa, a kłopoty te były niemałe. Kwatery w Zakopanem udało się podobno uzyskać prawie bezpłatnie, ale aprowizacja powodowała duże trudności i bardzo ciążące koszta. Zaimprowizowano tedy kuchnię polową, z którą dumnie pojechał nasz szef kucharz, Król.Mały, krępy, rozkosznie wesoły, koleżeński, zabawny i pełen pomysłów. Źle, biedak, skończył tę zakopiańską odysseję, bo tak na umór zapijał swą radość z powodu wojennego przemarszu przez Zakopane, że rano, nie mogąc się go docucić, zabrano go w beczce na wozie; było to przedmiotem drastycznych żartów i głośnej wesołości, ale Komendant nie lubił, gdy żarty przebrały miarę i biednego Królaspotkały po powrocie do Stróży dość dotkliwe lokalne kary”.

„Ja nie nazywam się Król”

Tymczasem nie minął rok od zakończenia szkoły w Stróży, kiedy wybuchła I wojna światowa. 6 sierpnia 1914 r. Kaszubski stawił się na mobilizację strzelecką w Krakowie. Objął dowództwo plutonu strzelców z Nowego Targu Oddziału Józefa Piłsudskiego i na czele tych górali przekroczył granicę zaboru rosyjskiego. Jeszcze przed granicą strzelcom wypadła chwila odpoczynku, w piękną księżycową noc, jak nie omieszkał romantycznie zauważyć żołnierz plutonu nowotarskiego Feliks Gwiżdż – poeta przecież: „Siadł Król między nami i głosem spowiednym buntownika mówił: »Polubiłem was, chłopcy, od razu. Musimy się stać plutonem nad plutonami. Ja… osobiście mam stare rachunki z Moskalami. Ja nie nazywam się Król. Jestem Stanisław Kaszubski, a jako Króla znają mnie Moskale z 1905 r. […] Otwarcie staję już do boju, pod swym nazwiskiem. Dość mi już tych wszystkich konspiracyj«”.


Wkrótce pluton Kaszubskiego włączono do 3. Kompanii II Baonu, on zaś uzyskał awans na podporucznika. Cały czas od opuszczenia Krakowa służył w polu, w bojach kampanii kieleckiej, a później na Podhalu. Niemniej – jak pisano w „Polsce Zbrojnej” – „znikał w tłumie oficerskim Pierwszej Brygady, nie piastował funkcji odpowiedzialnych, nie był postacią czołową”. 25 grudnia 1914 r. Kaszubski dostał się do niewoli rosyjskiej w czasie bitwy pod Łowczówkiem. Początkowo sądzono, że zginął – w specjalnie wydanym rozkazie z 1 stycznia 1915 r. płk Kazimierz Sosnkowski wymienił go wśród innych oficerów legionowych oraz „wszystkich żołnierzy, których imiona na wieki zapamięta Ojczyzna, a którzy polegli w tej grudniowej bitwie”.

Tymczasem pojmanego oficera, wraz z innymi legionistami wziętymi w tej bitwie do niewoli, przewieziono do więzienia w Tarnowie. Wcześniej, we wsi, w której ich początkowo uwięziono, legionista Stefan Eichler, również jeniec spod Łowczówka, zauważył niewysokiego oficera prowadzonego między dwoma kozakami. Na jego plecaku widniało nazwisko „Kaszubski”.

Czytaj także:
„Krwawa Wigilia” Legionów. Bitwa pod Łowczówkiem

„Król” podczas przesłuchania nie tylko nie ukrywał, że pochodzi z Królestwa i tym samym formalnie jest obywatelem rosyjskim, lecz także oznajmił Rosjanom odważnie, że wstąpił do Legionów, aby bić się o niepodległość Polski. „Ze mną koniec [...]. Przyznałem, że jestem z Królestwa Polskiego” – powiedział Eichlerowi. Gdy ten, sam pochodzący z Kongresówki, z wyrzutem zapytał go, po co to zrobił, Kaszubski odpowiedział dumnie: „A po cóż miałbym to taić?”.

Wyrok zapadł w Radomyślu – tam ppor. „Króla” oddano pod sąd, który skazał go na śmierć przez powieszenie. Prowadzony przez rosyjską eskortę powiedział krótko Eichlerowi: „Śmierć... Jeszcze Polska nie zginęła”. Więzieni wraz z nim legioniści chcieli mu pomóc w ucieczce, odrzucił jednak tę propozycję. Nie pozwalała mu na to oficerska duma, jak świadczy Eichler. Po wyroku został wywieziony do Pilzna.

W Pilźnie ppor. Kaszubskiego próbowano skłonić, by wstąpił do armii rosyjskiej w zamian za ułaskawienie, a gdy odrzucił tę propozycję, namawiano, żeby napisał prośbę o łaskę do cara Mikołaja II, na co również się nie zgodził, żądając jednocześnie wykonania wyroku przez rozstrzelanie. Rosjanie odmówili.

W przededniu egzekucji Kaszubski napisał list do swojej narzeczonej Marii Werner. Żegnając się z nią na zawsze, prosił o pokazanie listu Józefowi Piłsudskiemu, do którego się zwracał: „Komendancie kochany. Wpadłem. Nie mogło inaczej być”. Prosił też o zapewnienie opieki Marii. Zakończył słowami: „Niech żyje Polska!”.

7 lutego 1915 r. poprowadzono go na szubienicę na rynku w Pilźnie. Mieszkańcy dopiero po dokonaniu zbrodni dowiedzieli się, że powieszono oficera legionowego. Nie dało się jednak ukryć, że przed śmiercią Kaszubski wykrzyknął: „Jeszcze Polska nie zginęła”.... Po dokonaniu egzekucji „zwłoki śp. Kaszubskiego zawleczono […] na pole obok cmentarza i tu je pochowano, a sotnia kozaków stratowała końmi mogiłę Męczennika, iżby ślad po niej nie został” – podawał w piśmie „Naprzód” Mieczysław Opałek.

Po zamordowaniu Kaszubskiego władze rosyjskie wydały w Pilźnie, Tarnowie i okolicznych miejscowościach „Zawiadomienie” w języku niemieckim, w którym ogłosiły, że „z mocy wyroku sądowego rosyjski poddany, Polak z Warszawy – Stanisław Kaszubski za zdradę stanu został powieszony. Kaszubski, pogardzając interesami swego państwa i swojej Ojczyzny – Polski, wstąpił jako legionista do szeregów armii austro-węgierskiej i wziął udział w kilku bitwach przeciwko nam, w obrębie Królestwa Polskiego, ręka w rękę z niemiecką siłą zbrojną. Kaszubski, podnosząc broń przeciwko nam, uczynił w ten sposób zamach na dobro swojej Ojczyzny. Kaszubski był wiarołomcą i zdrajcą swoich rodaków – Polaków”.

Anonimowy autor artykułu zamieszczonego w „Robotniku” słusznie podkreślił nikczemność tego oświadczenia: „Nie dość, że wieszają – jeszcze znęcają się nad ofiarą – jeszcze pamięć bohatera obrzucają błotem. Tak było i dawniej. Bohaterów wolności siepacz moskiewski, zakładając im stryczek na szyję, piętnował jako »bandytów«”. Teraz jednak zaborca posunął się dalej – „ośmiela się bohatera, który walczy o Polskę, umiera dla Polski, potępiać – w imieniu Polski! […] daje lekcję patriotyzmu polskiego, utożsamiając go ze służeniem Rosji”.

Piszący te słowa nie wiedział, że przyjdą czasy, gdy taka metoda będzie powszechnie stosowana w propagandzie zaborców. W czasie komunistycznego zniewolenia po 1944 r. najwięksi patrioci polscy, uczestnicy walk o niepodległość z Rosją w czasie I wojny światowej, bohaterowie obrony Polski we wrześniu 1939 r. i podziemnej walki z dwoma okupantami będą obrzucani plugawymi kalumniami, nazywani zdrajcami Polski.

„[…] a na wieku skrzydła swe rozpostarł orzeł biały”

W czerwcu 1915 r. wskutek ofensywy wojsk niemieckich i austro-węgierskich Rosjanie rozpoczęli odwrót na wschód. Miejsce zadeptane kopytami kozackich koni odnaleziono i ogrodzono. Kiedy 1 listopada rozkopano ziemię, w dole znaleziono zwłoki w legionowym mundurze. Włożono je do „metalowej trumny, na której z obu stron umieszczono szable, a na wieku skrzydła swe rozpostarł orzeł biały” – pisał Zygmuntowicz. Następnie rozpoczęto przygotowania do pogrzebu oficera. Uroczysta ceremonia zorganizowana przez Naczelny Komitet Narodowy w porozumieniu z komitetem powiatowym w Pilźnie odbyła się 2 listopada 1915 r. Wzięli w niej udział m.in. Ignacy Daszyński, przewodniczący NKN, polityk konserwatywny, prof. Władysław Leopold Jaworski, wybitny historyk, oficer Legionów por. Marian Kukiel.

Czytaj także:
Lwy z Cmentarza Orląt Lwowskich - sól w oku ukraińskich władz

Okoliczności śmierci Stanisława Kaszubskiego uczyniły go w oczach mu współczesnych postacią wyjątkową. „Śmierć jego była czymś szczególnie wymownym, wzniosła się ponad inne ofiary. […] Kaszubski mógł uratować życie. Jedno jedyne zaprzeczenie mogło go uchronić od śmierci. Nie uczynił tego i dlatego śmierć jego to nie jeden więcej z epizodów zmagania się bojowego przeciwników, ale protest […] przeciwko Rosji. Czyn i śmierć Kaszubskiego jest objawem tej całej głębi przekonania Polaków, […] że dla odzyskania wolności należy poświęcić wszystko” – mówił prof. Jaworski na pogrzebie oficera – by dać świadectwo przekonaniu, które „musi mieć ofiarę, aby za sobą porywać […]. Śmierć Kaszubskiego jest dokumentem prawdy, którą każdy Polak w sercu nosi, a która polega na tem, że Polakiem jest się dopóty, dopóki się pragnie wolności i że tej wolności nie da nam Rosja”.

Zakończmy tę opowieść o legionowym bohaterze słowami Juliusza Kadena-Bandrowskiego, który jak gdyby uprzedzając zbyt patetyczne opisy jego życia, pisał o Kaszubskim: „Mały, na krzywych nogach, z wytartym wąsikiem, nieuważający się przecie za żadne wcielenie bohatera, a z myślą i wołaniem, że »Jeszcze Polska nie zginęła«. Rzecz prosta – że nie […]. Takim należy pamiętać Kaszubskiego, który dziś, jak był malutki – między największymi chadza i szary mundur strzelecki szczerosrebrnym epoletom księcia Józefa i starszym, złotym buławom hetmanów przedstawia”.

Autor jest pracownikiem Biura Edukacji Narodowej IPN, profesorem Uczelni Łazarskiego.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 10/2018
Artykuł został opublikowany w 10/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 39
  • Ora et labora pro Patria IP
    Tak kończą żywot cisi BOHATEROWIE. Zdrajcom buduje się pomniki i chowa na Powązkach.... z małymi wyjątkami...
    Dodaj odpowiedź 1 6
      Odpowiedzi: 1
    • romank IP
      trudno zrozumiec obecnie postawy politykow .policzmy glosy cytuiac tuska,historyka z wyksztalcenia kiedy obalal rzad sp.JANA OLSZEWSKIEGO
      Dodaj odpowiedź 5 4
        Odpowiedzi: 0
      • Prywata na krótki zysk IP
        Wiedział Piłsudski jak toksyczne były ruskie porządki dla przyszłego państwa .ILU DZIŚ WZORUJE SIĘ NA MOŚCIKIM .
        Dodaj odpowiedź 2 2
          Odpowiedzi: 0
        • Słowianin IP
          Wrogów szukacie za miedzą, to nic dziwnego, że żydostwo robi z nami co chce.
          Dodaj odpowiedź 4 9
            Odpowiedzi: 2
          • jnrfcx IP
            ..i tak przez zas...y polski honor przegralizmy w 1939 sromotnie kampanie ,zamiast isc z Hitlerem na stalina to nie byloby ,katynia GG oswiecimia itd itd.. ...polska flaga by wisiala na Kremlu a tak w 1944 znowu przez zas...y honor 200 tys niewinnych ludzi musialo oddac zycie ...a potem jeszcze przez 8 lat walczono z glupoty i  przez zas..y honor chociaz cala wojna byla juz z kretesem przegrana …
            tak wiec polski narod oprocz glupoty i zas..o honoru niczym sie w historii nie wyroznil a baty dostal w historii najwieksze w dziejach...
            Dodaj odpowiedź 16 11
              Odpowiedzi: 2