Walonowie. Tajemniczy poszukiwacze karkonoskich skarbów

Walonowie. Tajemniczy poszukiwacze karkonoskich skarbów

Fen w Karkonoszach widziany ze szczytu Szrenicy
Fen w Karkonoszach widziany ze szczytu Szrenicy / Źródło: Wikimedia Commons / Wiktor Baron - baronphotography.eu
Dodano 6
Traktowani byli jako posiadacze wiedzy tajemnej, podobnie jak alchemicy czy astrologowie. Walońscy rzemieślnicy - zwani też inżynierami - nieraz zyskiwali duży wpływ na władców, stając się ich bliskimi doradcami.

Dzisiejsze Karkonosze wydają się górami niewysokimi, ucywilizowanymi, a miejscami nawet nudnymi. Górskie szlaki są dobrze oznaczone i zwykle nie sprawiają trudności nawet początkującym turystom. Kiedyś jednak było zupełnie inaczej. Góry Olbrzymie jak je dawniej nazywano były dzikie, a zapuszczać się w nie odważali jedynie nieliczni. Po co? Po ukryte w górach skarby rzecz jasna.

Ich poszukiwanie nie było rzeczą łatwą. Cenne minerały i kruszce zalegały głęboko pod górskimi szczytami, a znaki wskazujące na ich obecność mógł rozpoznać jedynie wysokiej klasy specjalista. Zazdrośnie strzegł ich też Duch Gór, nazywany Rzepiórem albo Liczyrzepą.

Z Walonii w Karkonosze

Do poszukiwania skarbów trzeba było więc ściągać fachowców. Zwykle z bardzo daleka. Najlepsi specjaliści pochodzili z terenów dzisiejszej południowej Belgii. Walonowie byli zromanizowanymi Celtami i Galami, którzy osiedli na górzystych ziemiach bogatych w surowce naturalne - drzewo, szlachetne kamienie, złoto i srebro. W swoim kraju byli pionierami uprzemysłowienia, a z czasem chętnie zatrudniali ich władcy odleglejszych krain. Ponoć już w XI w. pracowali dla piastowskich książąt w Sudetach. W połowie XII w. na zaproszenie węgierskiego króla Gejzy II wyruszyli do Siedmiogrodu, wydobywać dla niego złoto. Część z nich po drodze osiedliła się w Górach Harzu i Górach Kruszcowych w Saksonii. Stamtąd trafili w nieodległe Sudety - w tamtych czasie dzikie i nieeksploatowane góry.

Ich umiejętności były niezwykłą gratką dla miejscowych posiadaczy ziemskich. Walonowie nie trudzili się fizyczną pracą, a jedynie poszukiwaniem złóż, pobieraniem z nich próbek i oceną zawartości surowca, a tym samym opłacalności jego eksploatacji. Trafne decyzje mogły oznaczać znaczne wzbogacenie się księcia czy rycerza. Nie tylko w wyniku wydobycia cennych kruszców czy minerałów. Walonowie przynosili ze sobą również znajomość nowoczesnej techniki, potrafiącej zmienić istniejące stosunki gospodarcze i zwielokrotnić zyski z posiadanej ziemi. Z drugiej strony nietrafiona inwestycja w wydobycie mogła łatwo skończyć się bankructwem.

Przybysze traktowani byli jako posiadacze wiedzy tajemnej, podobnie jak alchemicy czy astrologowie. Walońscy rzemieślnicy - zwani też inżynierami - nieraz zyskiwali duży wpływ na władców, stając się ich bliskimi doradcami. Nie tylko w sprawach poszukiwania i wykorzystania zasobów natury.

Eksploratorzy Karkonoszy

Po przybyciu w Sudety szybko zabrali się do pracy. Odkryli liczne złoża złota i kamieni szlachetnych. W 1148 r. jeden z pierwszych poszukiwaczy w Sudetach, Walończyk Laurentius Angelus odkrył złoża żelaza na stokach Góry Rudnik opodal Kowar, a w 1156 r. złoża ołowiu i miedzi w Miedziance w Rudawach Janowickich. W dorzeczu rzek Kamiennej i Szklarki oraz na Wysokim Grzbiecie Izerskim znaleźli nie tylko złoto i kamienie szlachetne, ale również złoża pirytów niezbędnych do wytopu żelaza i produkcji kwasu siarkowego. Na przetarte przez Walonów szlaki ruszali inni. W 1158 r. książe Bolesław Kędzierzawy wysłał swoich dwunastu poddanych w celu eksploatacji odkrytych złóż. Założyli osadę Żelazna Góra w Dolinie Jedlicy poniżej Przełęczy Okraj, gdzie rozpoczęli wydobycie i wytop rudy. W 1225 r. powstała tam pierwsza w Sudetach drewniana kaplica pod wezwaniem św. Wawrzyńca - patrona hutników, poszukiwaczy skarbów i ludzi gór.

Zachęcony tymi sukcesami czeski król Karol IV nakazał nawet swoim poddanym poszukiwać w Sudetach złota i cennych kamieni, nieposłusznym grożąc między innymi wypaleniem oczu. Groźby chyba przyniosły skutek, bo właśnie z Sudetów pochodzą kamienie pokrywające ściany w kaplicy św. Wacława w praskiej katedrze św. Wita i w kaplicy św. Krzyża na zamku Karlsztejn.

Jednak największą wartość miały nie złoto i szlachetne kamienie, ale odkrywane przez Walonów złoża kwarcu i cieki wodne umożliwiające produkcję szkła. Najszersza w Europie żyła tego minerału przebiega z Izerskich Garbów na Kamieniecki Grzbiet i jest eksploatowana od wczesnego średniowiecza aż do dzisiaj. To właśnie wytop szkła spowodował, że rejon Karkonoszy zaczął się szybko rozwijać. Obfitość kwarcowego surowca i dostęp do wody i drewna niezbędnego do wytopu sprawiały, że okolice Szklarskiej Poręby szybko zasłynęły w Europie z wyrobu najwyższej jakości szkła. Przemysł szklarski w tym rejonie przetrwał zmiany terytorialne, zarazy, liczne wojny i wielki kryzys z 1929 r. Zniszczyły go dopiero reformy Balcerowicza w latach 90-tych XX w. O dziwo, huty szkła zlokalizowane po południowej stronie Karkonoszy przetrwały do dzisiaj.


Na szlaki przetarte przez Walonów w XIV w. ruszają liczni poszukiwacze skarbów z całej Europy, w tym Włosi z domów handlowych Medici i Ricci, poszukujący głównie kwarców do wytopu cenionego szkła z Wenecji i Murano i minerałów do barwienia weneckich mozaik. Ich też nazywa się Walonami, chociaż ze swoimi tajemniczymi protoplastami nie mają już nic wspólnego.

Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek

Prawdziwi Walonowie byli ludźmi wolnymi, którzy prowadzili poszukiwania za zgodą właścicieli terenu, opłacając się za to, albo dzieląc częścią pozyskanego urobku. Ich najważniejszą bazą w Karkonoszach była dzisiejsza Szklarska Poręba Dolna. Wówczas nazywana Starą Wsią, leżąca na szlaku prowadzącym ze Śląska do Czech. Stąd Walonowie wyruszali na górskie szlaki. Najpierw jednak musieli poddać się rytualnemu siedmiodniowemu postowi na Orlej Skale, na której mieściła się walońska kaplica. Tam też każdy Walończyk przed wyruszeniem na poszukiwania odbywał siedmiodniowy post, słuchał siedmiu mszy świętych i przystępował do spowiedzi i komunii. Trzeba też było poświęcić narzędzia używane przy pracy. Mimo tego, Walonowie bynajmniej nie byli święci. Zwykle potem udawali się do skały zwanej Walońskim Drogowskazem, a dzisiaj Chybotkiem. Tam odprawiali ofiary przebłagalne dla złych mocy czających się w górach.

Oprócz zapewnienia sobie przychylności pozaziemskich mocy, poszukiwacze musieli też sowicie opłacać się właścicielom terenu na którym pracowali - oddawali im połowę urobku. Z drugiej części połowę musieli oddawać kościołowi, a z pozostałej ćwiartki trzeba było jeszcze dać jałmużnę ubogim i płacić na utrzymanie sołectwa. Walon solennie obiecywał dotrzymać tych zobowiązań. Oszustów surowo karano w karczmie pod lipą sądową, która rośnie w Szklarskiej Porębie Dolnej do dziś. Raz w roku do karczmy z Jeleniej Góry przyjeżdżał wójt, który sądził również nierzetelnych Walonów.

Walońskie znaki i księgi

Pozostałości po Walonach można oglądać w Karkonoszach do dzisiaj. Podczas prowadzonych prac ryli oni na drzewach i skałach liczne znaki, oznaczające prawdopodobnie kierunki i miejsca prowadzenia poszukiwań. Przybierały one różne formy - księżyca czy slońca, otwartej dłoni albo głowy ludzkiej, narzędzi górniczych albo strzałek, liter i cyfr. Co dokładnie oznaczały, wiedzieli tylko Walonowie, co podsycało legendy o skarbach, do których drogę miały wskazywać. Część z nich - wyryta na skałach - jest jeszcze widoczna.

Walonowie pozostawili też po sobie spuściznę pisaną. Walońskie spiski - notatki i instrukcje sporządzane przez nich na skrawkach papieru, często szyfrowane i przeplatane walońskimi znakami - razem z osnową naniesionych w terenie walońskich znaków tworzyły ówczesne przewodniki, pozwalające nieznającym miejscowej topografii przybyszom poruszać się po dzikich górach.

Spiski zachowały się w postaci pełnych błędów i przeinaczeń odpisów. Jeszcze przed II wojną światową zapiski takie można było znaleźć w domach niemieckich mieszkańców Szklarskiej Poręby.

Koniec świata wolnych ludzi

Walonowie przetarli szlaki, na których potem pojawiało się coraz więcej poszukiwaczy szlachetnych kamieni i kruszców, szklarzy, pasterzy, a potem nawet zwykłych turystów. Osady wspinały się coraz wyżej wzdłuż górskich stoków. Złoża minerałów zaczęły się wyczerpywać. Góry stawały się coraz mniej tajemnicze, a bardziej przystępne. W 1681 r. z polecenia właściciela okolicznych ziem Christopha Leopolda von Schaffgotscha, na Śnieżce wybudowana została kaplica pod wezwaniem św. Wawrzyńca. Ostatecznie złe moce czające się w górach zostały pokonane. Wraz z nimi odeszli też Walonowie, wolni ludzie - indywidualiści, dla których coraz mniej było miejsca w gwałtownie modernizującym się świecie.

Czytaj także

 6
  • Qwerty IP
    Przepraszam bardzo, ale gdzie na Grzbiecie Kamienickim eksploatuje się współcześnie kwarc? Kopalnia Stanisław, czyli najwyżej położony kamieniołom w Polsce, dzisiaj służy co najwyżej za miejsce do zakończenia życia lokalnych desperatów. Jeszcze ze dwa miesiące kwarantanny i to tam będzie można szukać właścicieli małych pensjonatów ze Szklarskiej i Świeradowa albo ich pracowników.
    Dodaj odpowiedź 11 4
      Odpowiedzi: 2