Polski książę zesłaniec

Polski książę zesłaniec

Tobolsk na barwnej fotografii Siergieja Prokudina-Gorskiego z początków XX w. niewiele zmienił się od czasów, gdy był tu na zesłaniu Roman Sanguszko
Tobolsk na barwnej fotografii Siergieja Prokudina-Gorskiego z początków XX w. niewiele zmienił się od czasów, gdy był tu na zesłaniu Roman Sanguszko / Źródło: Fot: Library of Congress
Dodano 4
Roman Sanguszko w młodości musiał służyć carowi. Potem rzucił się w wir powstania listopadowego, za co zapłacił wysoką cenę

Dzieci wyobrażają sobie książąt jako młodych i urodziwych. Tak też myślał narrator opowiadania Josepha Conrada „Książę Roman”. Jakież było więc jego rozczarowanie, gdy w domu swego wuja poznał księcia nie z bajki. „Co za rozpacz spotkać prawdziwego księcia, głuchego, łysego i tak strasznie starego!”. Przywitał się z nim grzecznie, a wuj powiedział mu: „Nie zapomnij, kiedy dorośniesz, żeś uścisnął dłoń księcia Romana S”.. Joseph Conrad nie zapomniał. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, to on był tym rozczarowanym chłopcem, a księcia Romana Sanguszkę poznał w domu swojego wuja, Tadeusza Bobrowskiego. W „Księciu Romanie”, jedynym utworze Conrada o tematyce polskiej, pisarz udramatyzował los Sanguszki. Książę nie został skazany na dożywotnią katorgę w kopalniach ani nie wrócił do domu po ćwierć wieku, lecz sporo wcześniej.

Ród Sanguszków wywodził się od Giedymina. Wiele dóbr miał na Wołyniu. Dziad Romana Sanguszki – Hieronim Janusz – wybudował pałac w Sławucie, założył też słynną stadninę koni arabskich umieszczoną w Chrystówce. Ojciec Eustachy był zwolennikiem Konstytucji 3 maja, walczył w wojnie z Rosją w 1792 r. i powstaniu kościuszkowskim, brał udział w wyprawie Napoleona na Rosję. Ludwik Dębicki w broszurze „Książę Roman Sanguszko” pisał: „Dom księstwa Sanguszków różnił się staropolską cnotą, prostotą, surowością obyczaju, niezachwianą religijnością i właściwym rodowi odrębnym piętnem od współczesnej, kosmopolitycznej i lekkiej atmosfery wielkiego świata warszawskiego”.

Roman Sanguszko, urodzony w 1800 r., studiował w Berlinie. Słuchał m.in. wykładów filozofa Hegla, gdy przebywający w Żytomierzu cesarz Aleksander I spytał jego ojca, czy żadnego z synów nie przeznaczy do służby wojskowej. W tym pytaniu kryło się oczywiste polecenie. Roman pojechał do Petersburga, tam wstąpił do kawalergardów i otrzymał stopień oficerski. Po trzech latach zrezygnował jednak ze służby. Ożenił się z Natalią Potocką w 1829 r. „Wybór ten podyktowała mu nie miłość, ale dojrzała rozwaga oraz przeświadczenie, że ze wszystkich kobiet, jakie znał, Natalia była najodpowiedniejsza” – pisała Klementyna Sanguszko, matka Romana, w opublikowanych wspomnieniach, dodając zaraz, że miłość przyszła już kilka tygodni po ślubie.

Z Wołynia do powstania

Niestety, po półtora zaledwie roku Natalia Sanguszko zmarła, pozostawiając mężowi córkę Marię. Roman Sanguszko był zrozpaczony śmiercią żony, chciał wstąpić do klasztoru Kapucynów w Ostrogu i nawet zaczął prowadzić „życie mnisze”. Z depresji wyciągnął go wybuch powstania listopadowego. Żegnając się w styczniu 1831 r. z matką, powiedział: „Chcę dowieść, że właśnie krew szlachetna zdolna jest do największych poświęceń i największych ofiar; choćbym miał być natychmiast rozstrzelany, postanowienia swego nie zmienię”.

Przyjechał do Warszawy wraz z bratem Władysławem. Według Dębickiego zgłosił się do gen. Chłopickiego, wówczas dyktatora, ten jednak starał się go odwieść od wstąpienia do wojska, by nie narażał „życia i fortuny”. Książę Roman nie dał się przekonać. Jednak prof. Stefan Kieniewicz, autor życiorysu Sanguszki w „Polskim Słowniku Biograficznym”, pisał, że Chłopicki długo nie wiedział, kto kryje się pod przybranym nazwiskiem. Sanguszko przyjął bowiem nazwisko Stanisław Lubartowicz (ród używał wcześniej nazwiska Lubartowicz Sanguszko). Brał udział w bitwie grochowskiej, był adiutantem gen. Skrzyneckiego jako naczelnego wodza, następnie był w sztabie gen. Chrzanowskiego, bił się pod Kockiem i Lubartowem, otrzymał złoty krzyż Virtuti Militari, potem przydzielony został do gen. Jankowskiego. Wioząc rozkazy, wpadł w pułapkę i dostał się do niewoli.

Matka Romana Sanguszki wspominała, że Polacy w służbie rosyjskiej proponowali zorganizowanie ucieczki jej syna. Książę jednak odmówił, nie chcąc ich narażać. Ojciec Romana został wezwany ze Sławuty do Żytomierza. Tam pozwolono mu się spotkać z synem. Jak zapewniała Klementyna Sanguszkowa, „ojciec wlał jeszcze więcej hartu i energii do jego duszy, i tak już mężnej i pięknej, i umocnił go w postanowieniu, aby jedynie swój honor miał na względzie”. Podczas przesłuchania książę zapytany o to, z jakiego powodu przystąpił do powstania, powiedział: „Z przekonania”. Został skazany na śmierć, ale – jak pisała matka – „sypnięto obficie pieniędzmi” i wyrok zmieniono na zesłanie na Sybir, utratę szlachectwa, tytułu i majątku.

Czytaj także:
Obrońca polskich dworów. Wielka krucjata Feliksa Jaworskiego

W listopadzie 1831 r. pozwolono widzieć się księciu Romanowi z matką, gdy był więziony w Kijowie. Także wówczas miał szansę ucieczki, ale on i jego rodzice spodziewali się amnestii. „Przyszłość dowiodła, jak bardzo zbłądziliśmy” – napisała matka.

Cierpienia dla honoru

Z Kijowa wyjechał we własnym powozie, ale gdy dojechał do Orła, nadszedł rozkaz cara, że dalszą drogę ma odbyć pieszo. Zakuto go w kajdany i poprowadzono wraz z innymi więźniami pieszo. Już jednak z Kaługi podróżował na Sybir w „lichym wózku”, do którego wziął też kilku współtowarzyszy niewoli, dzięki jego pieniądzom uwolnionych z kajdan. W liście do rodziny pisał: „Wszystkie te cierpienia znosimy za honor i dla honoru”. A w innym liście stwierdzał: „Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko poddać się w zupełności losowi i wypić kielich z całą jego goryczą”.

Klementyna Sanguszkowa pisała, że mimo niepohamowanego wstrętu do Rosjan jako ciemiężycieli zdecydowała się interweniować w Petersburgu w sprawie syna. Książę Ksawery Drucki-Lubecki próbował jej przedstawić projekt pisma do cesarzowej – Klementyna zresztą wcześniej prywatnie ją znała – w którym miała oświadczyć, że nie chce pomniejszać winy syna ani usprawiedliwiać postępowania, lecz bardzo prosi, by cesarz okazał łaskę i ulżył losowi skazańca. Styl tego listu napełnił ją wstrętem. Nie podpisała go.


Już na Syberii Roman Sanguszko dowiedział się, że nie będzie zesłańcem-osadnikiem, lecz żołnierzem pułku syberyjskiego stacjonującego w Tobolsku. Jego matka tak to skomentowała: „Nie jest to zapewne buława hetmańska, którą piastował dawny Roman Sanguszko, ale w oczach Boga i uczciwych ludzi jest to jeszcze coś więcej”. Służby jednak nie odbywał. W 1833 r. był podejrzany w tzw. sprawie omskiej – udaremnionego buntu polskich zesłańców – ale tobolski gubernator stwierdził, że książę jest niewinny. Profesor Kieniewicz stwierdza, że Sanguszko przyznał się wprawdzie do znajomości z kazachskim sułtanem, na którego pomoc mieli ponoć liczyć spiskowcy, lecz wyparł się własnego współudziału w przygotowaniach do buntu „i zdaje się, że naprawdę odradzał rodakom szalone przedsięwzięcie”. Kilku organizatorów buntu zginęło zatłuczonych kijami przez żołnierzy. Skazano ich bowiem na 7 tys. uderzeń.

„Listy mojego syna są zawsze piękne i pełne rezygnacji, ale znać w nich przygnębienie i głęboki smutek” – wspominała Klementyna Sanguszkowa. Bardzo chciał się wydostać „z tej otchłani”, bał się, że cesarz będzie chciał przejąć opiekę nad jego córeczką.

W 1834 r. został na własną prośbę przeniesiony na Kaukaz. Musiał jednak walczyć z Czerkiesami, których chcieli podbić Rosjanie. Jak dowiedziała się jego matka, gdy rosyjscy żołnierze dostawali się do ich niewoli, Czerkiesi „każą Polakom odejść na bok i następnie zwracają im wolność, zapewniając, że uważają ich sprawę za wspólną ze swoją”.

Czytaj także:
Żałosny koniec ostatniego króla Rzeczypospolitej. W II RP pochowano go po kryjomu

Matka starała się o pozwolenie wyjazdu do wód na Kaukazie, gdzie mogłaby się spotkać z synem. Odpisał jej, że jest przeciwny: „Widzenie się nasze tutaj rozdarłoby mi serce i przygnębiłoby mnie z powodu tysiąca okoliczności, jakie byłyby dla mnie nie do zniesienia”.

Gdy napisał do rodziców, że został ranny, matka tak to skomentowała: „Jakiż ból sprawiła mi myśl, że popłynęła krew mego syna i to za jaką sprawę. W bezecnej wojnie prowadzonej w celu zgnębienia w najokropniejszy sposób wolnego narodu. I to Polacy, wleczeni tysiącami z jednej części świata do drugiej, mają być wykonawcami tego bezbożnego dzieła! Nieszczęśliwi!”. Na Kaukazie w szeregach armii rosyjskiej było ok. 9 tys. Polaków. Dramatyzm sytuacji pogłębiało to, że przełożeni sugerowali, iż odznaczenie się w boju może spowodować ułaskawienie. Sanguszko uchwycił się tej nadziei. Dwa razy był przedstawiany do odznaczenia przez dowodzącego armią kaukaską gen. Rosena, jednak oświadczono, że jest jeszcze na to za wcześnie. Gniew cesarza wzbudziło to, że jego brat Władysław był podobno zamieszany w spisek w Galicji. „Jakże wynagrodzić starszego, gdy młodszy się tak sprawuje” – miał powiedzieć Mikołaj I.

Po wyleczeniu ran książę Roman wrócił do armii. Pisał, że prowadzi życie samotne i są dni, kiedy nie widuje nikogo, z nikim nie rozmawia, nawet odzwyczaił się od mówienia i męczy go ono. Informował, że boi się, by rezygnacja, z jaką znosi swój los, nie zmieniła się w „tępe odrętwienie”. „Niewielka to zasługa znosić ciężki los, którego niepodobna uniknąć – do tego wystarczy prosta bierność. Lecz zasługą jest, gdy to się czyni z doskonałą rezygnacją, bez nienawiści, bez zniecierpliwienia, bez szemrania, uwielbiając rękę wszechmocną, która nas wznosi i poniża, rani i uzdrawia” – pisał do brata. Ojca zapewniał: „Nie przestanę być godnym Twojej krwi, wytrwałość przez Ciebie wpojona nie opuści mnie aż do końca”. Rodzice przysłali mu obraz Chrystusa „Ecce homo”. Książę Roman pisał, że często wpatruje się w niego.

W 1838 r. awansował na porucznika – podobno dzięki zabiegom przyjaciół w Petersburgu – a to oznaczało przywrócenie praw cywilnych i szlacheckich. Dostał czteromiesięczny urlop i powiadamiając o tym rodziców, napisał: „Po tylu latach i po tylu przejściach mogę wam nareszcie napisać – do widzenia. Roman”. Odwiedził swoich bliskich w Sławucie. Rok później został przeniesiony do Moskwy. Wówczas poznał go przyszły arcybiskup warszawski Zygmunt Szczęsny Feliński (także przyszły zesłaniec). Wspominał, że książę Roman był najznakomitszym z polskich patriotów, „który pod względem poświęcenia i wytrwałości nikomu prześcigać się nie dał, nikt bowiem więcej od niego nie złożył na ołtarzu Ojczyzny i nikt dłużej i cierpliwiej nie znosił bolesnych następstw swojej ofiary”. Feliński zapomniał jednak o Walerianie Łukasińskim, uwięzionym dożywotnio w twierdzy szlisselburskiej.

Powrót do Sławuty

Od grudnia 1839 do czerwca 1840 r. Sanguszko przebywał w rodzinnym domu w Sławucie. Wkrótce został zwolniony z wojska i przeniesiony do służby cywilnej w Moskwie. Odszedł z niej z powodu głuchoty. Nie jest jasne, czy była skutkiem przewlekłej infekcji, czy kontuzji po wypadnięciu z sań. „Może Bóg zesłał tę chorobę, aby spowodować twój powrót do domu?” – zastanawiała się i pocieszała go matka. W 1842 r. dostał zezwolenie na wyjazd za granicę. Dwa lata później pojechał do Ziemi Świętej, ale był także w Syrii, gdzie zakupił konie arabskie. W 1845 r. został zwolniony z obowiązku służby i mógł wrócić już na stałe do Sławuty. Nie miał z woli władz rosyjskich prawa dziedziczenia po ojcu, jednak mógł być opiekunem córki i administrował jej dobrami wołyńskimi. Wzbogacił zbiory pałacu w Sławucie o cenne książki, obrazy i rękopisy.

Książę żył w Sławucie w pokojach nad stajnią, blisko ulubionych koni. Po powrocie z wygnania sprowadził z Arabii 26 ogierów i dwie klacze. Był prekursorem przemysłu cukrowniczego na kresach, prowadził racjonalną gospodarkę leśną, a założona przez niego manufaktura w Sławucie produkowała wełniane płaszcze – słynne burki sławuckie.

Tadeusz Bobrowski tak wspominał księcia Romana: „Był to umysł trzeźwy, ciągle kształcący się i w obcowaniu towarzyskim łatwy, a w obejściu bardzo przyjemny staropolską uprzejmością, w pracy niestrudzony, a pobudzany i utrzymywany w niej nieustanną myślą dobra społeczności swojej. Praca ta skierowana była głównie do zagadnień ekonomicznych, przemysłowo-rolnych, wszakże niewyłącznie i bynajmniej nie celem wzbogacenia się. Wszelkie objawy życia społecznego, zachowanie zacności i godności społecznej i narodowej zajmowały go bardzo i nigdy nie usuwał się od udziału w pospólności szlacheckiej, a lud kochał szczerze, ciesząc się z jego nareszcie usamowolnienia”. Jak pisał Bobrowski, tymi zaletami odznaczał się zaszczytnie od reszty współczesnej magnaterii. „Był to mąż iście obywatelskiej cnoty i zasługi”.

Według Ludwika Dębickiego książę Roman miał wielki wpływ na zmianę postaw szlachty na Wołyniu. „Za jego powrotem z wygnania ustały hulaszcze zjazdy, szulernie, zbytki, poziom duchowy i moralny się podniósł. Za to zabrano się do pracy, przemysłu i fabryk”. W 1861 r. Roman Sanguszko wybierał się na patriotyczną uroczystość w Horodle, upamiętniającą unię polsko-litewską, został jednak zawrócony z drogi przez władze. Był przeciwnikiem powstania styczniowego. Zmarł w 1881 r. w Sławucie.

Profesor Henryk Mościcki pisał w przedmowie do pamiętników Klementyny Sanguszkowej, że książę Roman, „postać uderzająco silna i hartowna, tęgością duszy przypominająca cnotliwych starożytnego Rzymu obywateli, będzie po wszystkie czasy przykładem »jakich Polska miała synów« i jacy Jej ducha, chroniąc przed zagładą, wiedli ku dalszemu pełnieniu przeznaczeń dziejowych”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2018
Artykuł został opublikowany w 2/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 4
  • zocha IP
    Takich patriotow dzieci powinny dzisiaj rzadzic krajem
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • Qwert IP
      Niezwykła postać!
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • Ogladaj hity online IP
        Zobacz Psy 3 czy Gorący temat 2019....

        https://filmvod.pl

        Wystarczy założyć konto i je aktywować!

        Płacisz raz 20 zł oglądasz dożywotnie!

        Polecam jak najbardziej w tych trudnych czasach.
        Dodaj odpowiedź 0 3
          Odpowiedzi: 0
        • GRAŻYNA IP
          Rzadkość dziś.W dobie konformizmu.
          Dodaj odpowiedź 7 0
            Odpowiedzi: 0