AK na pomoc gettu. To było największe wsparcie dla żydowskich powstańców

AK na pomoc gettu. To było największe wsparcie dla żydowskich powstańców

Pojmani w trakcie powstania Żydzi tuż przed wysłaniem na Umschlagplatz.
Pojmani w trakcie powstania Żydzi tuż przed wysłaniem na Umschlagplatz. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 2
- Największą zasługą AK wcale nie było przekazanie Żydom 152 pistoletów, ale zabranie jednego z żydowskich inżynierów na stronę aryjską, gdzie w tajnym laboratorium nauczono go wytwarzać materiały wybuchowe - mówi Matthew Brzezinski, autor książki „Armia Izaaka. Walka i opór polskich Żydów”.

PIOTR WŁOCZYK: Dlaczego swoją książkę na temat powstania w getcie warszawskim zatytułował pan „Armia Izaaka”, a nie „Armia Mordechaja”? Przecież to właśnie Mordechaj Anielewicz najbardziej kojarzy się z Żydowską Organizacją Bojową.

MATTHEW BRZEZINSKI: Chciałem napisać książkę, która opisywałaby cały okres wojenny. Bohaterowie walk w getcie nie powstali przecież w ciągu jednego dnia. Mordechaj Anielewicz zaangażował się w prace organizacji na końcu, już po tym, gdy Icchak Cukierman – który żywo udzielał się politycznie w getcie - założył ŻOB.

Czyli to Cukierman jest ważniejszy z pańskiej perspektywy.

Zależy jak na to spojrzeć. Choć Mordechaj działał w ŻOB dużo krócej, to właśnie on jest symbolem powstania jako jego lider. Ja jednak chciałem pokazać amerykańskim czytelnikom również to, co się stało po powstaniu w gettcie. W USA praktycznie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że w 1943 roku wybuchło powstanie w getcie warszawskim, ale prawie nikt nie wie, że rok później doszło do dużo większego zrywu. Gdybym obsadził w roli głównego bohatera Mordechaja Anielewicza, to książka kończyłaby się tylko na tragedii getta. Dla mnie – z perspektywy całej wojny - rola Icchaka była ważniejsza niż rola Mordechaja.

Jakie cele stawiali sobie przed powstaniem żydowscy bojownicy?


Anielewicz chciał po prostu pomścić Żydów. Z kolei Cukierman myślał o takiej taktyce, która umożliwiłaby zabicie maksymalnej liczby Niemców, ale dawałaby również szansę na przeżycie. Anielewicz zdecydował jednak ostatecznie, że ŻOB będzie walczył w sposób samobójczy. Właśnie dlatego jego bojownicy nie mieli bunkrów, tylko atakowali wroga z dachów i z okien. Na początku ta taktyka rzeczywiście przynosiła efekty, ale po kilku dniach Jürgen Stroop zaczął palić budynki, przez co powstańcy musieli zmienić sposób walki.

Które podejście przeważało wśród szeregowych bojowników?

To raczej zależało od tego tego kto stał na czele danego oddziału. Anielewicz, który nastawiony był na martytrologię, prowadził ze sobą największą grupę. Ale już na przykład Marek Edelman na pewno nie chciał zginąć. Również „Kazik” – czyli Szymon Ratajzer – chciał się ocalić wraz ze swoimi ludźmi.

Jak ważne było dla losów powstania w getcie starcie, do którego doszło cztery miesiące wcześniej?

Było to niezwykle ważne wydarzenie z psychologicznego punktu widzenia. W styczniu 1943 roku Niemcy pojawili się w getcie, by przeprowadzić kolejną łapankę. Mordechaj Anielewicz znalazł się wraz z grupą swoich bojowników w tłumie osób prowadzonych na Umschlagplatz. W pewnym momencie on i jego ludzie zaczęli strzelać do strażników. To była pierwsza łapanka, z przeprowadzenia której Niemcy musieli zrezygnować. Następnym razem okupanci pojawili się w getcie dopiero w kwietniu i byli o wiele lepiej przygotowani.

Mordechaj Anielewicz, który wcześniej był nieznany, stał się bohaterem. Po Grossaktion (operacja likwidacji getta warszawskiego rozpoczęta 22 lipca 1942 roku – przyp. red.), która odcisnęła straszne piętno na psychice Żydów, okazało się, że znalazł się lider, który może ich poprowadzić. W oczach wielu młodych Żydów Anielewicz nie był „splamiony” biernością podczas wywozu ludzi z Umschlagplatzu, ponieważ nie było go w getcie podczas Grossaktion.

Co było najskuteczniejszą bronią w rękach żydowskich bojowników?

Materiały wybuchowe. Największą zasługą AK wcale nie było przekazanie Żydom 152 pistoletów, ale zabranie jednego z żydowskich inżynierów na stronę aryjską, gdzie w tajnym laboratorium nauczono go wytwarzać materiały wybuchowe. Bojownicy zaczęli je potem produkować w getcie na masową skalę. Rzucanie z górnych pięter kamienic bomb czy butelek z benzyną jest na pewno skuteczniejsze niż strzelanie z pistoletu z czwartego piętra.

Jak powstańcy organizowali broń palną?


Zacznijmy może od wyjaśnienia, że Żydowski Związek Wojskowy (żydowska prawicowa formacja obronna – przyp. red.) miał – dzięki lepszym kontaktom na zewnątrz getta - dużo lepszą broń od ŻOB. Armia Krajowa przekazywała broń powstańcom, ale kupowali oni też broń na czarnym rynku, co oczywiście było obarczone dużym ryzykiem. Bojownikom udało się w sumie zebrać 300-400 pistoletów i nie więcej niż kilkanaście karabinów maszynowych. Nie sposób więc powiedzieć, że byli oni dobrze uzbrojeni.

Jak zdobywano środki na kupno broni na czarnym rynku?

W getcie cały czas działała mała grupa ludzi, którzy albo byli kolaborantami, albo zarabiali duże pieniądze na podziemnej gospodarce i na szmuglu. Czasem bojownicy przystawiali im do głowy pistolet mówiąc, że trzeba zapłacić podatek, a czasem nawet porywali ich dzieci dla okupu.

I dlatego porównuje pan w książce ŻOB do mafii?


Tak, ale takie metody są powszechnie stosowane przez bardzo wiele organizacji podziemnych, na przykład przez irlandzką IRA. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że ŻOB była organizacją terrorystyczną. Ludzie, którzy byli w ten sposób „opodatkowani” nie byli niewiniątkami. Były to osoby, które zarabiały na wojnie. Przyszli powstańcy nie nachodzili ludzi, którzy nie mieli na chleb.

Zdarzało się też, że obydwie organizacje - lewicowa ŻOB i prawicowa ŻZW - wchodziły sobie w drogę podczas zbierania „podatków” na walkę.

Marek Edelman nie chciał na ten temat rozmawiać, dając do zrozumienia, że te spotkania nie były zbyt towarzyskie...

Jak to się stało, że te obydwie organizacje nie zjednoczyły się w obliczu ostatecznej zagłady?

Bojownicy ŻZW czuli, że mają wystarczająco dużo broni, a także uważali, że mają lepszy plan walki z Niemcami. Po pierwszym wystrzale nie było już jednak między obiema grupami żadnej różnicy, ponieważ oddziały bojowników były bardzo szybko izolowane i błyskawicznie zapanował chaos. Natomiast jeżeli chodzi o to, co działo się przed pierwszym strzałem... Cóż, polityka wszędzie jest taka sama i na całym świecie ludzie się o nią kłócili i będę się kłócić. Żydzi też jakoś specjalnie nie wyróżniają się w tej kwestii.

Jak to się w ogóle stało, że zainteresował się pan tym tematem? Przecież na Zachodzie nie brakuje publikacji na temat powstania w getcie.

Moja żona jest Żydówką. Nasze dzieci w świetle ustaw norymberskich byłyby uważane za Żydów. Dlatego z tej osobistej perspektywy zacząłem się zastanawiać, co by było gdybyśmy żyli w czasie wojny w Warszawie. Poza tym zawsze denerwowało mnie, że w USA książki o getcie warszawskim były pisane niejako w próżni, tak jakby nic nie istniało wokół tego tematu.

Chciałem też pokazać kontekst stosunków polsko-żydowskich, które są w USA postrzegane przez pryzmat stereotypów, tak samo zresztą jak ma to miejsce w Polsce. Zależało mi na ukazaniu, że ta historia, nie jest ani biała, ani czarna, ale że wszystko było wtedy szare, zniuansowane. Że po obu stronach byli źli i dobrzy ludzie. Oczywiście nie próbowałem przy tym unikać tematów, które są bardzo trudne dla Polaków. Przykładem jest tu rola szmalcowników, którzy – stanowiąc niewielki procent w społeczeństwie – bardzo zaszkodzili reputacji Polski. Niestety, widoczna jest w Polsce tendencja, aby unikać bolesnych tematów, choć działa to również w drugą stronę. Ekstremalnym przykładem jest Jan Gross, który nie przedstawia kontekstu opisywanych wydarzeń. Ja chciałem pokazać, że Polacy prezentowali w stosunku do Żydów całe spektrum postaw.

Jak wygląda wiedza Amerykanów na tematy, które porusza pan w swojej książce?

Niestety wiele osób ma wrażenie, że okupacja w Warszawie była porównywalna z okupacją w Paryżu. W USA prawie nikt nie wie, że doszło do powstania warszawskiego. Ostatnio dowiedziałem się, że nawet jedna z głównych redaktorek bardzo dużego amerykańskiego wydawnictwa nie wiedziała, że w 1944 roku wybuchło powstanie warszawskie, choć jej ojciec urodził się w getcie! Trudno więc oczekiwać, aby szary człowiek na ulicy miał na ten temat większe pojęcie. Dlatego chciałem poprzez historie moich bohaterów pokazać, że było też drugie powstanie, z którego Polacy mogą być dumni i w którym również brali udział Żydzi.

Będę bardzo zadowolony, jeżeli przynajmniej część z tych osób, które uważają wszystkich Polaków za antysemitów po przeczytaniu mojej książki stwierdzi: „ok, Polacy byli źli, ale rzeczywiście było wśród nich kilka osób, które pomagały Żydom”. Nawet takie coś byłoby dla mnie małym sukcesem.

Czytaj także

 2
  • Gonzaga IP
    Kilka osób które pomagały Żydom???
    Samych Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata-jest kilka tysięcy!!!
    Dodaj odpowiedź 2 1
      Odpowiedzi: 0
    • Rotor IP
      Jedynymi prawdziwymi powstańcami w gettcie 1943 ,byli bojownicy Żydowskiego Związku Wojskowego. Jedynie ŻZW działający już od 1939 i współpracujący z Polskimi organizacjami niepodleglosciowymi był dobrze uzbrojony i przygotowany do walki. Kiedy powstał ŻOB ,dopiero w połowie 1942 kiedy 2500 Żydowskich Policjantów rozpoczęło deportacji 300 tyś. swoich rodaków do obozu śmierci w Treblince. Samo powstanie w gettcie zaczęli urzędnicy z Judenratu ,Żydowscy Policjanci ,Żydowscy Szmalcownicy z Żagwi oraz Żydowscy Gestapowcy z 13 Gancwajcha kiedy zrozumieli że są następni do likwidacji. Żydowscy kolaboranci Hitlera w 1942 nazwali się ŻOB i zaczeli zebrać u AK o dostawy broni. Co robili "bohaterowie" od 1939 ,jak się zbroili ? Nie robili nic poza kolaboracja z Niemcami ,a kilka rewolwerow wystarczało im do wymuszenia i szmalcownictwa na terenie getta i poza nim.
      Dodaj odpowiedź 3 3
        Odpowiedzi: 0