Sonderkommando z Auschwitz. Ci ludzie widzieli, jak otwiera się piekło

Sonderkommando z Auschwitz. Ci ludzie widzieli, jak otwiera się piekło

Sonderkommando w Auschwitz-Birkenau, sierpień 1944 r.
Sonderkommando w Auschwitz-Birkenau, sierpień 1944 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 19
Niemcy wybrali Żydów do obsługi krematoriów, bo chcieli ich upodlić, odebrać im ich człowieczeństwo.

Kim byli członkowie Sonderkommando?

Byli niewolnikami. Niewolnikami w fabrykach śmierci.

Kto trafił do tej formacji?

Młodzi więźniowie wybrani przez Niemców i zmuszeni przez nich do tej upiornej pracy. W przytłaczającej większości byli to Żydzi.

Jakie były ich obowiązki w Auschwitz?

Byli obecni podczas sześciu faz masowego mordu Żydów.

Jaka była pierwsza faza?

Pierwszą fazą było rozbieranie ofiar. Przybyły do Auschwitz transport był poddawany selekcji. Ludzie skazani na śmierć byli kierowani do specjalnej sali, w której kazano im się rozebrać. Członkowie Sonderkommando im w tym pomagali. To była jedyna faza, w której tak zwani Sonder mieli kontakt z żywymi ludźmi. W pozostałych pięciu fazach mieli już do czynienia z martwymi ciałami.

Czy członkowie Sonderkommando rozmawiali z tymi ludźmi?

Czasami tak. Ludzie zadawali pytania. Chcieli wiedzieć, co się z nimi stanie. Byli przerażeni. Chociaż Niemcy powiedzieli im, że idą tylko do dezynfekcji, niektórzy przeczuwali, że dzieje się coś strasznego. Członkowie Sonderkommando znajdowali się w dramatycznej sytuacji. Nie chcieli kłamać, ale nie byli w stanie powiedzieć prawdy. Poinformować ludzi, że za kilka minut nie będą już żyli. W tych transportach były przecież kobiety, małe dzieci… Czasami nawet ich najbliżsi krewni.

Niewyobrażalne…

Tak, tego, przez co przechodzili ci ludzie, nie da się wyobrazić. Czasami członkowie Sonderkommando – na przykład kiedy spotykali znajomych – informowali ich, co ich czeka.

W wywiadach, które przeprowadził pan do książki „Płakaliśmy bez łez”, część członków Sonderkommando mówi, że starali się uspokoić tych ludzi. Mówili im, że idą tylko pod prysznice, że nic im nie grozi.

Nie można mieć o to do członków Sonderkommando pretensji. Cóż oni mogli zrobić? Nie byli przecież w stanie nikogo ocalić. Nie byli nawet w stanie ocalić siebie. Wszyscy Żydzi byli skazani na śmierć. Cóż by więc dało powiedzenie prawdy? Wywołałoby tylko straszliwe cierpienia ludzi idących na śmierć. Zamieniłoby ostatnie minuty ich życia w piekło. Uważam więc, że członkowie Sonderkommando postępowali słusznie. Podobnie jak wtedy, gdy starali się ulżyć cierpieniom Żydów.

Jak?

Jeden z członków Sonderkommando opowiedział mi, że kobiety, którym kazano rozebrać się do naga, często bardzo się wstydziły. On wtedy zawsze odwracał wzrok, żeby nie powiększać ich upokorzenia. Chociaż Niemcy chcieli zamienić ich na swoje podobieństwo w dzikie bestie, oni zachowali swoje człowieczeństwo. To była klęska Niemców i zwycięstwo żydowskiego ducha. Fizycznie Niemcy nas pokonali, ale moralnie nie zdołali nas pobić.

Czytaj także:
Gorsi niż SS. To oni byli panami życia i śmierci w obozach

Nie mówimy chyba jednak o wszystkich więźniach z Sonderkommando? Zachowały się przecież relacje, które świadczą o tym, że członkowie tej formacji zachowywali się wobec ofiar w sposób brutalny.

Oczywiście, ale to były wyjątki. W każdej dużej grupie ludzi znajdą się złe jednostki. Większość nie zatraciła jednak swojego człowieczeństwa, mimo że przyszło jej pracować w tak nieludzkich warunkach. A nawet ci, którzy zachowywali się źle, robili to ze względu na okoliczności.

W niektórych wspomnieniach z Auschwitz byli więźniowie pisali, że członkowie Sonderkommando wpędzali Żydów do komór gazowych za pomocą kijów i rozszalałych owczarków niemieckich. Rozumiem, że to nonsens.

Nonsens! Jedynymi ludźmi, którzy mieli psy w Auschwitz, byli Niemcy. I to oni szczuli psy na ludzi. Co do kijów – rzeczywiście, członkowie Sonderkommando mieli kije, ale używali ich bardzo rzadko, tylko na polecenie Niemców. Sami z siebie nie byli jednak ani agresywni, ani okrutni.

Czyli Niemcy ich terroryzowali?

Bez przerwy. Niemcy utrzymywali ich w permanentnym strachu... Nie ma ani nie było na świecie uniwersytetu, który mógłby przygotować człowieka na takie doświadczenie.

Przejdźmy do drugiej fazy.

Po rozebraniu do naga ofiary były kierowane do komory gazowej. Tam były mordowane przez Niemców. Drugim zadaniem Sonderkommando było wyniesienie ciał z komory gazowej. Włączano wentylację i czekano przez pewien czas, aż gaz się ulotni. Potem otwierano hermetyczne drzwi i „Sonder” wkraczali do środka.

Widok musiał być przerażający.

Tego nie da się opisać! Ludzie leżeli jeden na drugim. Całymi zwałami. Ciała były ze sobą poplątane, zwarte. Członkowie Sonnderkommando musieli je porozdzielać i – jedno po drugim – wynieść na zewnątrz. Wymagało to olbrzymiej siły. Trwało to wiele godzin. W największej komorze mordowano przecież jednorazowo 2,5 tys. osób.

Mój Boże…

To, co opowiadali mi członkowie Sonderkommando, sprawia, że włos jeży się na głowie. Nie wiem, czy pańscy czytelnicy będą chcieli o tym czytać. Niektóre ciała były w strasznym stanie. Skóra zmieniała kolor, robiły się na niej pęcherze, które eksplodowały. Cała podłoga komory gazowej była pokryta ekskrementami i krwią z wewnętrznych krwotoków. Członkowie Sonderkommando musieli to wszystko dokładnie wysprzątać.

Po co?

Żeby kolejna partia ludzi, która była po pewnym czasie wprowadzana do komory, niczego nie zauważyła. Komora była przecież zakamuflowana, to była niby sala dezynfekująca. Na suficie Niemcy umieścili atrapy pryszniców. Człowiek miał się dowiedzieć o tym, co go czeka, dopiero w ostatniej chwili, gdy już czuł zapach gazu.

Jeden z pańskich rozmówców mówił, że ludzie – małżeństwa lub rodzice z dziećmi – często w momencie śmierci mocno trzymali się za ręce, przytulali się.

Tak, ludzie z Sonderkommando musieli ich później rozdzielać. Zdarzało się też, że ofiary jeszcze się ruszały. Raz gazowanie przeżyło malutkie dziecko, które miało główkę ukrytą w poduszce. To był prawdziwy cud. Niestety, nie pozwolono mu żyć. Jeden z esesmanów – Otto Moll – rzucił dziecko na ziemię i zastrzelił. Zasady Auschwitz były jasne. Komory gazowej nikt nie mógł przeżyć. Od tego nie było ucieczki. W całej historii Auschwitz nie przetrwała ani jedna ofiara, która przekroczyła próg komory gazowej.

Czytaj także:
Byłam w Auschwitz. „Dwukrotnie odstawiano mnie do komory gazowej”


Ani jedna z 1,1 mln…

Ja nadal uważam, że w Auschwitz zginęło 1,3 mln Żydów i około 200 tys. nie-Żydów. W większości Polaków. To są oficjalne liczby podane w 1993 r. przez muzeum Auschwitz-Birkenau i wyryte później na pomniku znajdującym się na terenie byłego obozu. Liczba 1,1 mln wydaje mi się zbyt niska. Oczywiście historycy mają jednak w tej sprawie różne zdania.

Co robiono z ciałami po wyjęciu ich z komór?

W krematoriach numer II i III członkowie Sonderkommando umieszczali je na specjalnych elektrycznych windach, które wypychały ciała do góry. W pozostałych krematoriach takich wind nie było, więc po prostu wynosili je do miejsc spalenia.

Co tam się działo?

Tam rozpoczynała się faza numer trzy. Czyli golenie włosów zamordowanych kobiet, zdejmowanie pierścionków i kolczyków, wyrywanie złotych zębów. Ciała pozbawiano wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość.

Te rzeczy zabierali Niemcy?


Tak. Niemcy nie byli bowiem tylko największymi mordercami w dziejach. Oni byli również największymi złodziejami w dziejach. Proszę te słowa dokładnie zacytować.

Nie omieszkam.

Oni ukradli swoim ofiarom wszystko. I – jak pan wie – większość własności zrabowanej przez Niemców w trakcie II wojny światowej nadal znajduje się w ich rękach i oni wcale nie chcą jej oddać. Niemcy bardzo wzbogacili się w trakcie ostatniej wojny. Złoto z tych wyrwanych w Auschwitz zębów pewnie nadal znajduje się w ich bankach.

Wróćmy do Sonderkommando. Ciała zostały ogolone i obrabowane. Co dalej?

Choć Holokaust był zbrodnią na gigantyczną skalę, w jednym aspekcie przypomina mord kryminalny. Niemcy – tak jak kryminaliści – chcieli pozbyć się ciał. Żeby nikt nie dowiedział się o tym, co się stało. Ciała Żydów były więc spalane w zasilanych koksem krematoriach zrobionych przez firmę Topf i Synowie z Erfurtu. To była faza czwarta.

To też robili członkowie Sonderkommando?

Tak. Układali ciała na specjalnych rusztach. Na raz mieściły się trzy ciała. W przypadku dzieci – nieco więcej. Takich pieców było 46, ale to nie wystarczało. Przerób fabryki śmierci był zbyt duży. Niemcy za krematorium numer V potraktowali więc wielkie doły, które kazali wykopać i w których palono ciała. Trwało to dzień i noc. Ludzie płonęli non stop. To był właśnie największy problem całego zbrodniczego procesu zachodzącego w fabryce śmierci – w jaki sposób spalić tak gigantyczną liczbę ludzkich ciał, których dostarczały komory gazowe.

Czy całe ciała się spalały?


Nie – części ciała nie ulegała spaleniu. Dlatego Niemcy wyznaczyli specjalną grupę członków Sonderkommando do miażdżenia ich za pomocą specjalnych młotków. W efekcie z całego liczącego często wiele tysięcy ludzi transportu pozostawały tylko prochy.

Rozumiem, że to była faza piąta. A faza szósta?

Załadowanie prochów na ciężarówki i wrzucenie ich do Wisły lub jej odnogi – Soły. Część prochów zakopano też na terenie Birkenau. Na tym kończył się proces zagłady. Ludzie znikali.

Członkowie Sonderkommando mówili, że najgorszy był pierwszy dzień.

Pierwsza godzina! Najgorsza była pierwsza godzina. To byli młodzi mężczyźni. Wielu z nich nigdy nie widziało nieboszczyka. Nagle pokazywano im komory gazowe wypełnione setkami ciał. I kazano im te ciała spalać. To był dla tych ludzi całkowity szok. Od tego, co widzieli, można było postradać zmysły.

Wielu z nich popełniło samobójstwa?

Nie, to się zdarzało niezwykle rzadko. Rzadziej niż w przypadku zwykłych więźniów. Dlaczego? Chyba dlatego, że ci ludzie chcieli opowiedzieć o tym, co widzieli. To właśnie dzięki zeznaniom ocalałych członków Sonderkommando wiemy dokładnie, jak przebiegał proces „ostatecznego rozwiązania” w Auschwitz.

Niektórzy mówili, że w trakcie swojej makabrycznej pracy zachowywali się jak roboty.

Tak, wielu z nich wpadało w odrętwienie, w apatię. Wykonywało kolejne czynności niczym w transie. To był ich mechanizm samoobrony, sposób, żeby nie oszaleć. Primo Levi miał rację, gdy pisał, że to była najbardziej demoniczna ze wszystkich zbrodni narodowego socjalizmu. Zmusić Żydów do pracy w miejscu, w którym mordowano Żydów. Niemcy przecież mogli do tej pracy zmusić innych więźniów innych narodowości. W Auschwitz były ich tysiące. A jednak wybrali Żydów…

Dlaczego?

Zadanie ofiarom śmierci im nie wystarczało. Oni chcieli jeszcze swoje żydowskie ofiary upokorzyć.

Ile trwała praca Sonderkommando?

Sonderkommando pracowało w systemie zmianowym. Noc i dzień. Po 12 godzin. Po zakończeniu tej straszliwej, niezwykle ciężkiej „pracy” członkowie formacji wracali do swoich kwater. Na początku mieli osobny blok, a potem część z nich przeniosła się na strychy krematoriów. Byli ściśle odseparowani od reszty więźniów Auschwitz. Nikt nie mógł mieć z nimi kontaktu. Nikt nie mógł wiedzieć, czym się zajmują.

Ilu więźniów liczyło Sonderkommando?

Przez cały okres istnienia jednostki przewinęło się przez nią nieco więcej niż 3,4 tys. więźniów. Skład tej formacji był płynny, bo Niemcy co pewien czas mordowali jej członków. I dobierali na ich miejsce kolejnych z nadchodzących do Auschwitz transportów.

Powodem, dla którego pozostali więźniowie Auschwitz odnosili się z taką niechęcią do członków Sonderkommando, były chyba ich warunki życia.

Tak, to był jeden z powodów. Członkowie Sonderkommando byli przyzwoicie ubrani, znajdowali się w dobrej kondycji fizycznej. Mieszkali w przyzwoitych warunkach. A przede wszystkim nie cierpieli głodu. Niemcy pozwalali im bowiem zabierać jedzenie, które ofiary prowadzone na śmierć zostawiały wraz z ubraniami. W efekcie członkowie Sonderkommando mieli więcej jedzenia, niż było im potrzebne. To wzbudzało oburzenie innych więźniów, którzy nie brali pod uwagę grozy sytuacji, w jakiej znaleźli się ci ludzie. Te specjalne warunki miały – w zamierzeniu Niemców – sprawić, by członkowie komanda pracowali bardziej „entuzjastycznie”. Chcieli ich w ten sposób przekupić. Warto dodać, że Żydzi z Sonderkommando często dzielili się jedzeniem z innymi więźniami Auschwitz.

W tak zwanej „literaturze obozowej” członkowie Sonderkommando często przedstawiani są jako ludzie zdemoralizowani. Wiecznie pijani, używający wulgarnego języka, agresywni.

Czytaj także:
Byłam ofiarą doktora Mengelego

Jestem jedynym historykiem na świecie, który rozmawiał ze wszystkimi żyjącymi członkami Sonderkommando. W sumie spotkałem ich 31. I mogę pana zapewnić, że to byli dobrzy ludzie. Szlachetni, wielu z nich było bardzo religijnych, bardzo wrażliwych. Nie byli zdemoralizowanymi okrutnikami. Wiem, co mówię, bo świetnie ich poznałem.

Więźniowie Sonderkommando byli pogardzani przez innych więźniów, ale to oni jako jedyni w Auschwitz chwycili za broń i przeciwstawili się Niemcom.

Powstanie, do którego doszło 7 października 1944 r., powinno zostać zapisane złotymi zgłoskami w historii narodu żydowskiego. Zapytani o swoje motywy, uczestnicy tego buntu mówili: „Jeżeli kiedyś powstaną książki o Zagładzie, chcemy, żeby napisano w nich, że Żydzi byli nie tylko bezwolnymi ofiarami, ale także wojownikami”. Tak się stało. Razem z prof. Itamar Levin napisałem książkę o powstaniu dokonanym przez Sonderkommando.

Członkowie Sonderkommando rzucili się na esesmanów z tym, co mieli pod ręką. Nożami, kijami, prętami.

Także granatami, które wcześniej sami potajemnie wyprodukowali. Udało im się zabić trzech esesmanów i wrzucić do pieca jednego niemieckiego kapo. Pewna liczba Niemców została również ranna. Członkowie Sonderkommando podpalili lub wysadzili w powietrze krematorium IV. Oczywiście nie mieli szans. Powstanie zakończyło się tragedią. Esesmani zamordowali 451 członków Sonderkommando. Ci ludzie pokazali jednak Niemcom, że choć udało im się zgładzić miliony Żydów, to nie udało im się złamać żydowskiego ducha. W tym sensie to było zwycięstwo.

Spotkał się pan z 31 byłymi członkami Sonderkommando. W jaki sposób przetrwali? Niemcy przecież planowali ich zamordować, żeby pozbyć się świadków swojej straszliwej zbrodni.

Ci ludzie wykorzystali chaos, jaki zapanował w trakcie ewakuacji obozu. Najpierw Niemcy kazali im zniszczyć komory gazowe i krematoria, aby zatrzeć ślady zbrodni. Potem doszło do zamieszania i członkowie Sonderkommando wmieszali się między innych więźniów. Mimo że Niemcy ich szukali, udało im się ukryć w tłumie.

Przeżyli słynny marsz śmierci z Auschwitz w styczniu 1945 r.?

Tak, przeżyli go wszyscy. Co do jednego. Proszę pamiętać, że ci ludzie byli w lepszej kondycji fizycznej niż pozostali więźniowie.

Są ludzie, którzy uważają członków Sonderkommando za współsprawców Holokaustu.

To niedopuszczalny, krzywdzący pogląd! Po prostu głupi. Oni nie byli sprawcami – oni byli ofiarami. Muszę teraz podkreślić coś niezwykle ważnego. Powtarzałem to tysiąc razy i będę powtarzał kolejny tysiąc. Członkowie Sonderkommando nie byli mordercami. Żaden z nich nigdy nikogo nie zabił. Mordercami byli Niemcy. Od tej zasady w Auschwitz nie było żadnych wyjątków. I w innych obozach zresztą też.

Czytaj także:
Niemieckie gwałty na Polkach

Gaz zawsze do komory wrzucał esesman?

Zawsze. Cyklon B był przywożony w puszkach karetką Czerwonego Krzyża. Samochód parkował przed komorą gazową. Sanitariausz esesman otwieraczem podważał wieczko puszki. A następnie wrzucał kryształki gazu do środka. Żydzi nigdy nie wykonywali tej funkcji.

To skąd brało się to negatywne postrzeganie członków Sonderkommando?

Z niewiedzy. Najgorzej było przez pierwsze lata po wojnie – wizerunek członków Sonderkommando rzeczywiście był fatalny. Nawet wielu ocalałych z Auschwitz uważało ich za zbrodniarzy, którzy prowadzili swoich braci, swoje matki i siostry, do komór gazowych. Na szczęście ten pogląd uległ zmianie. Ludzie – między innymi dzięki mojej książce – zrozumieli, że ci nieszczęśni żydowscy więźniowie znajdowali się w sytuacji bez wyjścia.

Czy to ze względu na społeczny ostracyzm członkowie Sonderkommando nie chcieli po wojnie opowiadać o swoich przeżyciach?

Tak, niestety tak. To była dla nich wielka trauma. Nie znajdowali zrozumienia. W efekcie o tym, przez co przeszli, nie mówili nie tylko obcym, nie mówili o tym także najbliższym. Starali się to ukryć. Nawet gdy rozmawiali ze mną – historykiem – wielu z nich bardzo ciężko było wracać myślami do piekła Auschwitz.

Co ciekawe, ciężkie oskarżenia pod adresem członków Sonderkommando wysuwali także Żydzi. Na przykład Hanna Arendt, która uważała ich za kolaborantów.

Powiem coś panu. Moja opinia na temat pani Hanny Arendt jest fatalna. Ona nie rozumiała Holokaustu. A mimo to niezwykle łatwo ferowała wyroki. Była osobą bez uczuć. W pewnym sensie była żydowską antysemitką.

Rozumiem, że pan żartuje.

Uważam ją za osobę pozbawioną żydowskich uczuć i żydowskiej solidarności. Hanna Arendt wyrządziła wielkie szkody pamięci Holokaustu. Ponieważ miała wielki wpływ na poglądy tysięcy ludzi, wypaczyła ich opinię na temat Sonderkommando.

W trakcie rozmowy wspomniał pan o Primo Levim. W swoim eseju „Szara strefa” włoski pisarz i były więzień Auschwitz napisał, że nie możemy z dzisiejszej perspektywy osądzać ludzi, którzy znajdowali się w tak straszliwej sytuacji jak członkowie Sonderkommando.

Nie powinniśmy ich osądzać, bo nie jesteśmy sędziami. Naszym zadaniem jest badanie prawdy. Wielu ludzi, którzy łatwo ferują wyroki, nie zna nawet podstawowych faktów. Gdy już poznamy fakty, powinniśmy się starać zrozumieć tych ludzi. Zrozumieć, dlaczego postępowali tak, jak postępowali. Zrozumienie jest lepsze niż potępienie.

rozmawiał Piotr Zychowicz

Prof. Gideon Grief jest izraelskim badaczem Holokaustu. Specjalizuje się w historii Sonderkommando. Napisał m.in. „Death factory Auschwitz: topography and everyday life in a concentration and extermination camp”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 11/2018
Artykuł został opublikowany w 11/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 19
  • Lubicz IP
    Czyli Żydowi wolno było wraz z Niemcami mordowac Zydow i Polalow, aby ratowac wlasne zycie, ale Polak ratujacy swoje zycie juz jest gorszy niz Niemcy. Rasizm czysty.
    Dodaj odpowiedź 7 0
      Odpowiedzi: 0
    • Goldcygier IP
      Treść została usunięta
      Dodaj odpowiedź 2 19
        Odpowiedzi: 2
      • Rotor IP
        Jak zwykle Żyd broni swoich rodaków. Hanna Arendt która pisała o żydach prawde - została nazwana przez żyda oszusta i kretacza - żydowska antysemitka ,tak żydzi nazywają każdego kogo nienawidzą. Jacy ci żydzi z Sonderkommando byli dobrzy ,bo przecież ( Sami z siebie nie byli jednak ani agresywni ani okrutni ). Ale swoje ofiary jednak tłukli kijami ,o czym pisali byli wiezniowie którzy byli tego świadkami. Niemcy nie zniżali sie do bicia pedzonych do komór gazowych ludzi ,co najwyżej szczuli ich psami. Kije były ulubioną bronią Żydów ,bo używała ich zarówno Żydowska Policja w gettcie jak i Sonderkommando w obozie. Pisze też nieprawde o tym że golono trupy. Ofiary były golone przed wejściem do komory gazowej. Żyd napisał o zdejmowaniu pierścionków i kolczyków oraz wyrywaniu złotych zebów ,czego pilnowali Niemcy. Ale nie napisał o grzebaniu we wszystkich otworach ciała meżczyzn i kobiet oraz rozpruwaniu brzuchów w poszukiwaniu połknietych kosztowności. Tak wiec Sonderkommando to nie byli osłabieni i wyglądający jak chodzące szkielety zwykli wiezniowie tylko dobrze odżywione byczki w typie Kapo. Zwykły bunt kilku funkcyjnych wiezniów nazwany tu szumnie (Powstaniem) to jakiś ponury żart ,zabili 3 strażników nawet nie wiadomo czy Niemców czy Ukraińców lub Łotyszy oraz 1 kapo. W odwecie zgineli wszyscy 451 osób cała załoga Sonderkommando. Bogaci żydzi wyjechali przed wojną lub zaraz na początku okupacji ,była taka możliwość. W obozach zgineła żydowska biedota ,a przeżyła inteligencja która Kolaborowała z Niemcami w Judenratach ,Żydowskiej Policji i Sonderkommandach oraz agenci Gestapo i Szmalcownicy z 13 Gancwajcha i Żagwi - Gwardii Wolności.
        Dodaj odpowiedź 49 4
          Odpowiedzi: 0
        • egon81 IP
          Tak typowe wszyscy Żydzi byli święci i wspaniali, co innego Polacy ale czego się spodziewać po takich badaczach.
          Dodaj odpowiedź 52 3
            Odpowiedzi: 0
          • wlodek IP
            Owszem, wybor byl trudny. Nie chcialby nikt przed takim wyborem stanac. Ale BYŁ !!!!
            Mozna bylo wstapić do AK a można było handlowac rąbanką. Można było pomagać poszukiwanym, falszować dokumenty, iść do lasu - lub pracować w kawiarni tylko dla Niemców, Hotelu....
            Do Chuxa nie róbcie z Żydów Świetych. Trzeba jasno napisać że większość Żydów miała przesrane, Pozostała cześć nie miała ochoty do walki - raptem z milionowej spolecnosci pewnie kilka tysiecy miało broń w ręku. Napiszcie o tym jasno - Byli współwinnymi !!!! Co więcej kolaborowali z czerwonymi, usługiwali im i niszczyli POlske.
            Dodaj odpowiedź 50 7
              Odpowiedzi: 1