Powietrzna szarża na gestapo. Ta akcja przeszła do historii lotnictwa

Powietrzna szarża na gestapo. Ta akcja przeszła do historii lotnictwa

Grafika przedstawiająca powietrzny atak na siedzibę gestapo w Brukseli.
Grafika przedstawiająca powietrzny atak na siedzibę gestapo w Brukseli. / Źródło: Archiwum Historii Do Rzeczy
Dodano
Dzielny belgijski pilot złamał rozkaz i na własną rękę dokonał brawurowego nalotu na siedzibę gestapo. Dostał naganę. A zaraz potem wysokie odznaczenie bojowe.

Avenue Louise w Brukseli to dziś prestiżowa ulica bogatych kamienic i biur. Jeden z wysokościowców z lat 30., zbudowany w eleganckim stylu art déco, był świadkiem akcji, która zachwyciła Belgów w czasie hitlerowskiej okupacji. 76 lat temu syn belgijskiego patrioty zamęczonego w brukselskim gestapo postanowił na własną rękę zemścić się na hitlerowskich oprawcach. Jego czyn przeszedł do historii stolicy Belgii.

10 maja 1940 r. Wehrmacht runął na Belgię. Dla Hitlera był to kolejny po ataku na Polskę test skuteczności blitzkriegu – wojny opartej na szybkich działaniach kolumn pancernych przy przygniatającej przewadze w powietrzu. Armia belgijska – słaba i uzbrojona w przestarzałe uzbrojenie – miała niewiele czołgów i samolotów. 22 belgijskie dywizje piechoty nie mogły się równać poziomem wyszkolenia i uzbrojenia z jednostkami niemieckimi.

Niemieckie oddziały spadochronowe z zaskoczenia zajęły belgijski Fort Eben-Emael, który miał blokować przed Wehrmachtem przeprawy na rzece Mozie i chronić Kanał Alberta. Niemieckiej przewadze technicznej pomagał też ślepy traf. Dowódca sił francuskich broniących Belgii, gen. Gustave Billotte, zginął w samym środku kampanii w wypadku samochodowym. Pech chciał, że śmierć Bilotte’a nastąpiła tuż po jego spotkaniu z francuskim głównodowodzącym Maxime’em Weygandem i dowódca nie zdążył przekazać Belgom planów skoordynowania działań. W szeregi belgijskie wkradł się chaos. Panikę wywołała szybkość poruszania się czołówek pancernych Wehrmachtu – zjawisko dobrze znane polskim dowódcom we Wrześniu ‘39. 16 maja Niemcy bez walki zdobyli Brukselę.

Czytaj także:
Bomby na katedrę. Jak Niemcy z zemsty zniszczyli symbol Francji

Całkowite zajęcie ziem belgijskich udaje się Niemcom 28 maja, czyli 18 dni po ataku. Był to i tak lepszy wynik niż w przypadku Holendrów, którzy załamani bombardowaniem Rotterdamu poddali się po trzech dniach.

Okupacja „na miękko”

Znacznie bardziej gorzkie dla Belgów było jednak rozejście się dróg między rządem a władcą. O ile rząd belgijski zdołał sprawnie przedostać się do Wielkiej Brytanii, by kontynuować opór, o tyle król Belgów – Leopold II – jako głównodowodzący sił belgijskich podpisał kapitulację i został wzięty pod niemiecką kontrolę.

Był to jaskrawy kontrast z postawą ojca Leopolda – króla Alberta I, który przez cztery lata I wojny światowej walczył u boku Francuzów, stając się symbolem belgijskiego honoru i woli poświęcenia. Leopold III umieszczony przez Niemców w królewskim pałacu w Laaken zgodził się na spotkanie z Hitlerem 19 listopada 1940 r. Co prawda młody władca nie dał się namówić do udziału w budowie „nowej Europy”, ale sam fakt zgody na spotkanie nie przyniósł monarsze zaszczytu. Nie mając wiedzy o stopniu uległości Leopolda, belgijski rząd na uchodźstwie uznał go za niezdolnego do sprawowania rządów.

Wielu ludzi w Europie, pamiętających skalę oporu Belgów w I wojnie światowej, było teraz zaskoczonych szybkim końcem walk i postawą belgijskiego monarchy. Dlaczego Leopold III nie zadbał odpowiednio wcześniej o wyjazd do Anglii? Tak było z norweskim królem Haakonem V i królową Holandii Wilhelminą, którzy potem z Londynu zagrzewali swoje narody do walki.

Czytaj także:
Król Belgii Leopold II wymordował 8 mln ludzi w prywatnym państwie

Niemcy wyciągnęli wnioski z poprzedniej okupacji Belgii. Wówczas niemieccy dowódcy polowi przy byle okazji rozstrzeliwali cywili, widząc wszędzie sabotażystów. Niemieckie więzienia zapełniły się wtedy więźniami karanymi surowo za najmniejszy objaw sprzeciwu wobec kajzerowskich porządków.

Teraz Niemcy unikali demonstracyjnego terroru. Starano się Belgów zjednywać „lekką” okupacją i nie faworyzować Flamandów kosztem Walonów. Nie oznacza to, że brutalnych działań nie było. Prowadzono je bez rozgłosu, ale bezwzględnie. Gestapo wybrało na swoją siedzibę nowoczesny 10-piętrowy wysokościowiec przy wspomnianej już Avenue Louise 273.

O tym adresie szybko zaczęto w Brukseli mówić z poczuciem grozy. Ten szczególny adres wymieniano w audycjach Radia BBC dla okupowanej Belgii jako symbol zbrodni niemieckiej okupacji.

Kawaleryjski pomysł

Adres brukselskiej centrali gestapo i wieści o tym, co tam wyprawiano z belgijskimi patriotami, szybko dotarły do uszu młodego lotnika belgijskiego walczącego w siłach RAF.


Ów pilot nosił długie nazwisko: baron Jean Michel P.M.G. de Selys Longchamps. Urodzony w 1912 r., wyrastał w legendzie bohaterskiej walki Belgów i ich króla w I wojnie światowej.

W czasie kampanii 1940 r. był kawalerzystą I Pułku Rozpoznawczego. W końcu maja znalazł się wraz z Anglikami w okrążeniu pod Dunkierką, ale nie udało mu się dostać na brytyjskie statki – Brytyjczycy ewakuowali przede wszystkim swoich żołnierzy. Zatrzymany przez władze Vichy i osadzony w obozie koło Montpellier, ucieka z petainowskiej niewoli i poprzez Marsylię oraz Gibraltar przedostaje się do Anglii. Tu zgłasza się do lotnictwa i po przeszkoleniu trafia we wrześniu 1941 r. do 609. Dywizjonu RAF. Anglicy korzystali z dobrej znajomości przez Belgów rodzinnego kraju i wysyłali ich na bombardowania instalacji wojskowych, które Niemcy w nim założyli. Longchamps latał na samolotach Hawker Typhoon, które łączyły cechy myśliwca z lekkim bombowcem. Samolot był idealny do krótkich akcji nad Belgią, czyli z punktu widzenia Anglików – „za miedzą”. Loty odbywały się na niskiej wysokości, aby zmylić niemieckie radary na brzegach kanału La Manche.

W końcu 1942 r. belgijski pilot dowiaduje się, że jego ojciec baron Raymond Charles Michel Ghislain de Sélys-Longchamps, również oficer kawalerii, został aresztowany i był torturowany przez gestapo w jego brukselskiej siedzibie. 20 stycznia 1943 r. Belg dostaje rozkaz zbombardowania węzła kolejowego w Gandawie. Nikt z dowódców Longchampsa nie wiedział, że młody arystokrata „przy okazji” planuje dla siebie dodatkowe zadanie.

W czasie powrotu z udanej akcji Longchamps odłączył się od drugiego pilota i poleciał do Brukseli. Odnalazł wysokościowiec, w którym mieściła się placówka gestapo, i zaczął ostrzeliwać budynek z powietrza. Parokrotnie nadlatuje nad wieżowiec, zatacza kolejne kręgi w powietrzu i za każdym razem ostrzeliwuje z broni pokładowej kolejne piętra hitlerowskiej centrali terroru.

W sensie wojskowym akcja nie była oszałamiająco skuteczna. Jak po wojnie sprawdzono, atak spowodował śmierć tylko czterech Niemców, choć dwóch z nich było wysokiej rangi. Od kul Longchampsa zginęli szef brukselskiej SD – SS-Sturmbannführer Alfred Thomas oraz zastępca szefa SS i policji na Belgię – Mueller. Dwunastu gestapowców zostało rannych. Longchamps przed odlotem wyrzucił z samolotu cały worek małych flag Belgii i Wielkiej Brytanii, które specjalnie dla niego wykonali uczniowie z belgijskiej szkoły w Londynie. Nieniepokojony przez niemieckie myśliwce – cała akcja odbyła się błyskawicznie – odważny Belg udał się w podróż powrotną w kierunku Anglii.

Gdy wrócił na macierzyste lotnisko Manston, czekali na niego już jego wściekli brytyjscy dowódcy. I trudno było im się dziwić. Samowola w czasie akcji bojowej w każdym wojsku uznawana jest za skandaliczną niesubordynację. Longchamps został zdegradowany i w marcu 1943 r. przeniesiony do dywizjonu nr 3. Pilot bez skutku bronił się, wskazując, że zaproponował brytyjskim zwierzchnikom wykonanie podobnej akcji parę miesięcy wcześniej, ale nie doczekał się ani akceptacji, ani sprzeciwu Brytyjczyków. Belgijski rząd w Londynie szybko się zorientował, że powietrzna szarża Longchampsa może przynieść Belgom podobny prestiż, jaki Czechom i Słowakom przyniosła udana misja zgładzenia Reinharda Heydricha w Pradze.

Powoli przekonano Brytyjczyków, że wyczyn młodego Belga warto nagłośnić. W samej Brukseli atak na gestapo był tematem rozmów od dawna. Audycje BBC o Longchampsie szybko je wzmocniły. Wielu mieszkańców belgijskiej stolicy zaczęło nagle wybierać na miejsce spacerów Avenue Louise, oglądając z daleka ślady zniszczeń.

W ramach częściowej rehabilitacji Brytyjczycy przyznali niesfornemu pilotowi 31 maja 1943 r. wysokie odznaczenie: Distinguished Flying Cross. Krzyż przyznawany jest za „czyn lub czyny męstwa, odwagi lub poświęcenia w obliczu wroga w czasie aktywnych działań w powietrzu”.

Longchamps stał się słynny. Obok belgijskich asów myśliwskich RAF – Jeana Offenberga, Counta Ivana du Monceau de Bergendala czy Maurice’a Balasse’a – Longchamp został symbolem woli walki Belgów. Brytyjczycy też chętnie nagłaśniali wyczyny swoich belgijskich sojuszników zaniepokojeni lansowaniem przez hitlerowców innego Belga – kolaboranta Léona Degrelle’a – jako wzoru odwagi w krucjacie Europy przeciw bolszewizmowi. Gestapo, obawiając się kolejnych ataków, przeniosło swoją siedzibę paręset metrów dalej, wybierając kamienicę zasłoniętą od strony ulicy gęstymi drzewami. Te środki ostrożności były pośrednim hołdem złożonym skuteczności młodego straceńca.

Longchamps nie dożył wyzwolenia swojej ojczyzny. 16 sierpnia 1943 r., czyli siedem miesięcy po swoim brukselskim wyczynie, jego samolot wracający z bombardowania Ostendy rozbił się w czasie lądowania na lotnisku RAF w Manston. Przez pierwsze parę dekad po wojnie jego czyn był słynny i powszechnie znany. Belgia, która nie miała zbyt wiele głośnych akcji przeciw Niemcom, dbała o pamięć o odważnym lotniku.

W 50. rocznicę ataku na placu przed dawnym gmachem gestapo Aeroklub Belgii ufundował pomnik Longchampsa. Samym gmachem gestapo jako miejscem o wadze historycznej zainteresowano się znacznie później. Dopiero w 2014 r. władze Brukseli ogłosiły, że piwnice – dawne miejsca tortur gestapo – winny być objęte pełną ochroną konserwatorską w celu ocalenia napisów, które wyryli w tynku belgijscy bohaterowie ruchu oporu.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2019
Artykuł został opublikowany w 6/2019 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0