Bestialska fala. Młodzi Polacy robili wszystko, by uciec przed tym horrorem

Bestialska fala. Młodzi Polacy robili wszystko, by uciec przed tym horrorem

Fragment plakatu filmu
Fragment plakatu filmu "Samowolka". / Źródło: Materiały prasowe
Dodano 37
Przerażający obraz fali został pokazany w głośnym filmie „Samowolka” z 1993 r. Młodzi ludzie robili wszystko, by uniknąć wojska.

Pierwsze lata III Rzeczpospolitej. Jeden z bohaterów, a raczej antybohaterów filmu „Samowolka” Feliksa Falka, sierżant Kufel, narzeka na cywilną kontrolę nad armią, bo cywile mówią, co wolno robić, a co nie. Ubolewa, że zlikwidowano jednostkę karną w Orzyszu i dyscyplina w wojsku się rozłazi. Fala trwa w najlepsze, o czym przekonują się poborowi. Pierwszego dnia kładą się na łóżkach i słyszą: „Spadaj kocie z tego wyra. Nie powiedzieli ci na unitarce, że w dzień nawet nie można otrzeć się o kojo?”

Regulamin wojskowy pozwala, ale jest to niezgodne z kodeksem fali. Zgodę może wydać jedynie „stare wojsko”, czyli „rezerwa”. Pierwsze, co muszą zapamiętać nowi żołnierze, to reguła, że na kompanii rządzi „rezerwa”, „bo tak było, jest i będzie”.

Kiedy „kot” Kowalski powołuje się na regulamin, żołnierze „rezerwy” wybuchają śmiechem. I słyszy odpowiedź:

„Jeśli jeszcze raz wspomnisz o regulaminie, to sprawię, żebyś wpieprzył ten regulamin, kocie zafajdany”.

Bo w wojsku rządzi fala, a nie regulaminy. Karą za leżenie na łóżkach jest wywalenie wszystkich rzeczy młodych żołnierzy z szafek na podłogę i polecenie, że muszą znaleźć się w dziesięć minut na półkach w idealnym stanie.

Szef kompanii, sierżant Kufel, jest strażnikiem fali. Gdy Kowalski mówi: „Tu się nie przestrzega regulaminu i wydaje mi się, że.”.., sierżant przerywa mu i oświadcza, że nic go nie obchodzi, co się wydaje Kowalskiemu. Na skargi, że młodym żołnierzom starzy odbierają nowe części umundurowania i zostawiają swoje podniszczone, sierżant Kufel szydzi, że w poprzednich latach tego nie było i nic nie słyszał o takich przypadkach. Wzywa potem dowódcę drużyny i mówi, że ma zrobić z Kowalskiego potulnego żołnierza. „A jak żołnierz na zajęciach dostanie porządnie w pizdeczkę, to nie ma czasu myśleć o jakichś tam buntach”. I pyta retorycznie: „Powiedz mi, po co ja mam na kompanii stare wojsko”.

Ostrzegawczą szykaną wobec Kowalskiego jest przecięcie pasków jego maski przeciwgazowej, więc podczas ćwiczeń Kowalski nie mogąc jej założyć, niemal się dusi. „Rezerwa” każe robić 30 pompek za oddanie listu młodym żołnierzom. Nie jest to może zbyt uciążliwy wymóg, ale ogromnie upokarzający.

Szef kompanii jest człowiekiem podporządkowanym „Tygrysowi”, który już wkrótce ma wyjść do cywila. To „Tygrys”, mający za sobą odsiadkę w więzieniu, rządzi kompanią. Sierżant boi się go. Jeden ze „starych żołnierzy”, tak zapowiada go na zbiórce „kociarstwa”: „Przemówi do was pan rezerwista Jabłoński, dla starego wojska pan Janek, dla młodego »Tygrys«”.
Jabłoński oświadcza, że taryfa ulgowa dla „kotów” skończyła się i odtąd mają się poruszać po kompanii biegiem. Zwraca uwagę na niepokornego Kowalskiego, mówiąc o nim złowieszczo: „niemiły mruczuś”. Kowalski zostaje pobity pasami. „Taki los spotka każdego oporniaka” – mówi „Tygrys”.

Kowalski wraz z Michalakiem chcą się spotkać z dziewczynami poza terenem jednostki. Wymykają się w nocy na „samowolkę”. Jednak nieobecność zostaje zauważona i żołnierz, który miał ich pilnować, donosi „Tygrysowi”.
Samowolne opuszczenie koszar jest przestępstwem. „Tygrysowi” jednak nie o to chodzi. „Koty” złamały kodeks „fali”, który pozwala na „samowolkę” tylko „staremu wojsku”. Doprowadzeni przed oblicze „Tygrysa” uciekinierzy zostają poddani upokarzającemu traktowaniu. „Tygrys” każe Kowalskiemu rzucić o ziemię Michalaka albo odwrotnie, bo inaczej o własnych siłach nie wyjdą. W końcu Michalak ulega. A potem „Tygrys” zarządza zrobienie Kowalskiemu „pompek na suficie”. Żołnierze „rezerwy” biorą go na koc i podrzucają tak, że Kowalski uderza o sufit i wali się nieprzytomny na podłogę. Wydaje się, że jest nieżywy, jednak oddycha. Zdesperowany Michalak chwyta za krzesło i bije nim zapamiętale „Tygrysa”.

Identyczne doświadczenie z przeżyciami pierwszego dnia w koszarach filmowego Kowalskiego miał Józef Maria Ruszar, autor „Czerwonych pająków”, dziennika żołnierza Ludowego Wojska Polskiego. W 1978 r. trafił do 36. Łużyckiego Pułku Zmechanizowanego w Trzebiatowie. Gdy położył się w dzień na łóżku, „wicek”, czyli żołnierz, który miał za sobą ponad połowę służby wojskowej, ryknął: „Wstań, kocie pierdolony! Co ty tu kurwa leżysz?”. Po czym dodał ironicznie: „Zmęczony kiciuś, zmęczony… w dzień na wyrko się kładzie… zaraz na glebie poleży i odpocznie w maseczce”. Była to zapowiedź tortury duszenia się w masce przeciwgazowej z zatkniętym korkiem. Ruszar wspominał: „Jeśli wstanę, to jestem skończony. Zgnoi mnie pompkami w masce lub innymi ćwiczeniami. Będą mnie tak długo jebać, aż padnę. Jeśli stawię opór, to dostanę lanie, jak na góralskim weselu”. Nie podnosił się z łoża. Wiedział, że podrywa autorytet „wicerezerwy” i że się to źle skończy dla niego. „Wicerezerwa” już ściągała pasy, by go pobić.

Niespodziewany ratunek przyszedł ze strony „Bociana”. Żołnierz „rezerwy” wyprężył się na baczność: „Wielce szanowny panie dziadku! Dostojny »Bocianie«. Melduję drugi pluton siódmej kompanii po ćwiczeniach!”.

„Dziadek” to żołnierz odsługujący dodatkowe dni, jakie dodano mu do służby za dni spędzone w areszcie lub inne ciężkie przewinienia.

„Bocian” zapytał Ruszara o nazwisko, po czym powiedział od niechcenia: „To mój ziomek”. Po tych słowach, nikt nie śmiał maltretować niepokornego „kota”.

Atmosfera natychmiast się zmieniła. Wszyscy, nie wyłączając Ruszara, byli zaskoczeni interwencją „dziadka”. Wieczorem „Bocian” zaprosił Ruszara na wódkę. I wtedy się okazało, dlaczego nie pozwolił go tknąć. „Bocian” był zagorzałym antykomunistą. Usłyszał w Radiu Wolna Europa, że jeden ze studentów powołanych do Szkoły Oficerów Rezerwy w Elblągu, odmówił złożenia przysięgi wojskowej i został wywieziony w nieznanym kierunku. Ponieważ Ruszar, działacz opozycji antykomunistycznej z Krakowa, przybył do pułku w nietypowym czasie, „Bocian” chciał sprawdzić, czy jest to właśnie ten niepokorny.


Chociaż formalnie Ruszar był nadal „kotem”, chronił go autorytet „dziadka”. Nie przeszedł więc upokorzeń, fundowanych „kociarstwu” przez „starych żołnierzy”, ale w swoim dzienniku pisał o fali.

Gdy trzeba było wykonać jakąś pracę, do której zostało wyznaczonych dziesięciu żołnierzy, a połowa z nich to „stare wojsko”, zdanie wykonywało tylko czterech „kotów”. Piąty pilnował, by nie zaskoczył niepracujących „trep”, podoficer zawodowy. „Nie daj Bóg, aby młody nie zdążył ostrzec starego wojska” – pisał Ruszar.

O tym, jak było traktowane „kociarstwo” mówi wierszyk, zapisany przez Ruszara:

Gdy rezerwa głośno chrapie
Kot żyletką kibel drapie.
Po emocjach i oklaskach

Koty cieszą mordy w maskach.

Nie ma kocie jak w piechocie
Kita w górę, morda w błocie.

Kubeł, woda, szmata, szczota
To narzędzie pracy kota.
Gdy kot z kotem rejon grzeje

To rezerwa wódę chleje.

Kaprale pytali „kotów”, co to jest wojsko. Prawidłowa odpowiedź brzmiała: rezerwa i kociarstwo.

Czytaj także:
MIG-iem do wolności. Wyczyn polskiego pilota rozjuszył Sowietów

„Koty” musiały mieć na wszystko zezwolenie od „rezerwy”:

Szanowny Dziadku
Ja kot szarobury

Z kitą podwiniętą do góry
Na wysokości Pałacu Kultury
Wystrzelony z rakiety

Chuj wie, z jakiej planety

Proszę szanownej fali
O pozostanie na sali


Trzeba było prosić także o możliwość zapalenia papierosa:

Ja, kot syjamski
Zrzucony przez desant wietnamski
Szybki jak motor Honda

Zmienny jak anakonda
Z poszanowaniem fali

Proszę, bym mógł zapalić

Ochrona, którą się cieszył Ruszar ze strony „Bociana”, była jednak z niechęcią odbierana przez część „starego wojska”. Pewnego dnia usłyszał: „Rezerwa tyle razy podkurwiała się, że nie zapierdalasz jak kot. Mówili:»Kot jest jak chuj, ścigać go«”.

Ruszar wspomina, że w Boże Narodzenie, przed jego przybyciem, młodzi żołnierze „nie wychodzili z kibla, biegali w maskach, ćwiczyli pompki”. Jednak Boże Narodzenie w 1979 r. wyglądało inaczej i niektórzy młodzi żołnierze dostali po kielichu, a „rezerwa” jego kompanii oburzała się nawet, że w sąsiedniej kompanii nie wolno było „kotom” oglądać w święta telewizji.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2018
Artykuł został opublikowany w 8/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 37
  • ANDY1964 IP
    byłem w armii w latach 1984-86,potwierdzam,tak było,w mojej brygadzie.Z tym,że za młodego ,sami starzy wysyłali nas po wódkę,po bułki świeże do piekarni,oczywiście w nocy.Sprzedawali nowe prześcieradła,nowe dresy,nowe pakiety alarmowe,-na wódkę.Potem młodzi za to mieli potrącane z żołdu.Byłay próby odbierania nam żołdu,ale to nie przeszło.Poskarżyć nikt nie śmial,choć na kompanii miał swój pokój z-ca,dow.bat.ds/politycznych.major W.,i jego przydupnik-ppor.Ż-tzw.instruktor młodzieżowy,tych dwóch nierobów,nawet kadra nie cierpiała.
    Można napisać by sporą ,objętościowo książkę,ale nie mam zdolności.
    Dodaj odpowiedź 3 1
      Odpowiedzi: 0
    • lwpSZMATYi SKOCZ-MI IP
      lże KAŻDEG OŚMIECOIA Z  Z LW lwp A  NAMIERZA A  ZABIJE ZABIJ E CIE
      Dodaj odpowiedź 1 4
        Odpowiedzi: 0
      • Symbolika IP
        Piecioramienna gwiazda to symbol szatana. Symbolem chrześcijan jest krzyż. W wojsku przywiązuje się wagę do symboli. Zawsze tak było od kiedy wojsko służyło pod sztandarem.
        Dodaj odpowiedź 0 0
          Odpowiedzi: 0
        • vvvvvvvvvvvvvvvv IP
          Fala nie była straszna BYŁA UCIĄZLIWA, wszystkie armie z poboru miały problem z podobnymi zjawiskami np. "francuski grób", ale każda okazja jest dobra aby popluć na PRL
          Dodaj odpowiedź 8 3
            Odpowiedzi: 0
          • Antek IP
            Nie zapominajcie o jednym. Rezerwa to byłe koty, które zapomniały o swoim wcześniejszym poniżaniu. Czyli prześladowani stawali się prześladowcami.
            Dodaj odpowiedź 13 0
              Odpowiedzi: 0