Bohaterowie 1920. O tych Polakach powinien usłyszeć cały świat

Bohaterowie 1920. O tych Polakach powinien usłyszeć cały świat

Stanowisko karabinu maszynowego Colt-Browning. Miłosna pod Warszawą, sierpień 1920 r
Stanowisko karabinu maszynowego Colt-Browning. Miłosna pod Warszawą, sierpień 1920 r / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 31
Drojowski, Kulczycki, Radoński „Żarski” i inni – to legioniści, którzy zginęli, walcząc w szeregach Wojska Polskiego o granice i byt Rzeczypospolitej.

Jeszcze dzień przed zwycięskim uderzeniem polskich żołnierzy, prowadzonych przez marszałka Józefa Piłsudskiego, wojska bolszewickie niepowstrzymanie – wydawałoby się – parły naprzód na wszystkich odcinkach frontu. Na północy szykowały się do przejścia dolnej Wisły, na froncie środkowym były o krok od Warszawy, usilnie dążąc do przełamania obrony polskiej pod Radzyminem. Bardziej na południe, nad Bugiem, usiłowały przekroczyć rzekę pod Dubienką, gdzie niegdyś gen. Tadeusz Kościuszko zwycięsko odparł Rosjan, broniąc Konstytucji 3 maja i honoru polskiego żołnierza w tej ostatecznie przegranej wojnie z carską Rosją i polskimi zdrajcami.

To właśnie tam, 14 sierpnia 1920 r., w przededniu polskiej kontrofensywy, stanął przed bolszewikami niczym mur 207. pp im. Króla Stefana Batorego pod dowództwem mjr. Wacława Drojowskiego. Ten absolwent prawa uniwersytetu w Petersburgu, dowiedziawszy się po wybuchu pierwszej wojny światowej o powołaniu go do armii rosyjskiej, odpowiedział przedostaniem się przez linię frontu do legionistów Piłsudskiego. Mianowany oficerem, przeszedł bez szwanku całą kampanię legionową, a w pamiętnym sierpniu przed stu laty ze swoim młodym, ochotniczym żołnierzem bronił bolszewikom drogi na zachód. Męstwo okupił śmiercią. Tak jak wielu innych oficerów legionowych, którzy w listopadzie 1918 r. wstąpili do powstającego Wojska Polskiego.

Syn „proletariatczyka”

W marcu 1917 r. w gronie legionistów I Brygady urządzono uroczysty obchód imienin jej byłego już komendanta – Józefa Piłsudskiego. Wspominał Michał Römer, wówczas także legionista, a w międzywojniu wybitny litewski profesor prawa: „Wieczorek miał być poważny w przeciwieństwie do zwykłych i dość częstych u nas teatrzyków amatorskich o kabaretowym zabarwieniu”. Po słowie wstępnym kilka deklamacji, „parę piosenek solo, kilka pieśni odśpiewanych przez chór pod batutą sierżanta Kulczyckiego, gra na fortepianie”, a w końcu żywy obraz (czyli popularne niegdyś scenki, będące rekonstrukcją rzeczywistego obrazu) odegrany przez legionistów.

Już kilka tygodni później ów sierż. Jerzy Kulczycki zerwał z kolegami, z którymi wspólnie walczył w Legionach przeciw rosyjskiemu zaborcy (dodajmy, że męstwo okazane w jednej z pierwszych bitew – pod Laskami – kilka lat później należało do czynów, które uzasadniły odznaczenie go Virtuti Militari). W słynnym bowiem sporze legionowym o złożenie przysięgi mocarstwom centralnym jako jeden z nielicznych żołnierzy I Brygady opowiedział się przeciw wezwaniu kmdt Piłsudskiego. Może wpływ na tę decyzję miał płk Leon Berbecki, dowódca pułku, w którym służył Kulczycki, bardzo ceniący młodego podoficera. Może bardziej jeszcze – wpływ ojca, Ludwika.

Ten należał niegdyś do czołowych działaczy polskiego ruchu socjalistycznego, wraz z Marcinem Kasprzakiem i Władysławem Studnickim zakładał partię zwaną II Proletariatem, a w 1895 r. z Józefem Piłsudskim i przyszłym prezydentem RP Stanisławem Wojciechowskim zasiadał w Centralnym Komitecie Robotniczym Polskiej Partii Socjalistycznej, w związku z czym został aresztowany i zesłany na Syberię. Kulczycki ojciec należał do socjalistycznych radykałów, ale z czasem zerwał z lewicą i związał się z niewielkim środowiskiem zwolenników odbudowy państwa polskiego we współpracy z Niemcami, któremu przewodził Studnicki. Był tym samym wówczas przeciwnikiem akcji Piłsudskiego, odrzucającego przysięgę.

Jerzy Kulczycki złożył przyrzeczenie i znalazł się w Polskiej Sile Zbrojnej. Przydzielono go do Szkoły Podchorążych w Ostrowi Mazowieckiej i tam na początku następnego roku uzyskał awans oficerski. „B[ardzo] pilny, sumienny i energiczny. Zachowanie w służbie i poza służbą dobre. Dobrze wyćwiczony i wykształcony wojskowo [...], bardzo inteligentny, pełen energii, życia i temperamentu, lubiany przez kolegów i podwładnych, zapowiadający się jako oficer znakomicie” – pisał w swojej opinii Berbecki. W listopadzie 1918 r. wziął udział w rozbrajaniu Niemców w Warszawie, po czym widzimy go w sformowanej wkrótce przez Berbeckiego Grupie „Bełz”, której zadaniem było wsparcie załogi oblężonego przez Ukraińców Lwowa. Jej oddziały już w pierwszej połowie stycznia 1919 r. znalazły się na froncie.

Kompania Kulczyckiego, która weszła w skład 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej – pod Żółkwią, od razu w walce. „Podprowadzam kompanię w formacji zwartej, aż do otrzymania ognia […], daję rozkaz rozwinięcia się w tyralierę. Dostaliśmy się w ogień karabinu maszynowego; padliśmy. Kule padają bliżej i dalej. Mówię sobie: kogo mają diabli wziąć, tego wezmą choćby w Warszawie, nie trzeba na to jakiejś woli. Żegnam się. Naprzód!” – notował nasz bohater.

Tak zaczęła się dlań ta ciężka kilkumiesięczna wojna. W następnym miesiącu, w jednym z bojów, został dwukrotnie ranny, ale „mimo silnego upływu krwi prowadził kompanię swoją aż do zupełnego rozbicia trzech ukraińskich batalionów, biorąc kilkudziesięciu jeńców, dwa kaemy i dużo materiału wojennego, uwalniając redutę Komorowa od grożącego jej niebezpieczeństwa. Świętej pamięci ppor. Kulczycki, uwielbiany przez żołnierzy i kolegów, przedstawiał świetny typ bohatera wielkiego, żołnierza energicznego i zdolnego dowódcy i najserdeczniejszego opiekuna podkomendnych mu żołnierzy” – pisano we wniosku o odznaczenie go Virtuti Militari.

Jako dowódca kompanii troszczył się nie tylko o odpowiednie wyekwipowanie żołnierzy, lecz także dbał o ich morale, kształtował wśród nich poczucie obowiązku wobec odradzającej się ojczyzny. Odznaczał się nie tylko męstwem, lecz także prawością. Świadczyły o niej interwencje na rzecz miejscowej ludności cywilnej, w przeważającej mierze narodowości ukraińskiej. Tak było w przypadku mieszkanki Zabłocia, która zwróciła się ze skargą dotyczącą dokonanego rabunku. Kulczycki znalazł sprawcę kradzieży, zmusił do oddania odebranych rzeczy i ukarał. Spowodował też zwrócenie pewnej sumy pieniędzy, która okazała się własnością gminy, a nie wojska. „Wójt Laszczota, Rusin, nie mógł się nadziwić naszej uczciwości. Kwit na zwrócone rzeczy przesłałem jako dowód do batalionu” – pisał Kulczycki w swoim osobistym frontowym dzienniku, nie przypuszczając, że kiedykolwiek będzie on wydany drukiem.

Odpoczynek po ciężkich zmaganiach z Ukraińcami, rozstrzygniętych w lipcu 1919 r., nie trwał długo. Już w połowie września kompania Kulczyckiego wraz z całym pułkiem akademików została skierowana do walk z bolszewikami pod Połockiem, znanym z dawnych bojów króla Stefana Batorego z Moskwą Iwana IV Groźnego. Oddział naszego bohatera już pierwszego dnia stoczył potyczkę z bolszewikami między jeziorami Długie i Szo: „Kule bolszewickie świstały od czasu do czasu, raz nawet karabin maszynowy siknął w naszą stronę. Kazałem obu naszym bergmanom dać serię strzałów, a każdemu żołnierzowi po jednym strzale, nisko biorąc, i ruszyć naprzód. […] Wybiegłszy na skraj lasu, zauważyłem o kilkadziesiąt kroków w drzewach parę od karabinu maszynowego. Nasz bergman dał kilka strzałów, zrobiliśmy »hura!« i rzuciliśmy się naprzód. W ten sposób biegiem zajęliśmy wieś Janów i drugą leżącą przed nią”.

W następnym miesiącu Kulczycki i jego ludzie kilkakrotnie starli się z Armią Czerwoną. Niestety, 21 października 1919 r. ten dzielny, wówczas 24-letni oficer, nazywany przez dziejopisa pułku Legii Akademickiej chlubą swojego batalionu, poległ w czasie kontrataku na bolszewików, którzy przeprawili się przez Dźwinę i zepchnęli Polaków z zajmowanych tam stanowisk.


„Wybitnie dzielny, brawurowy i kochający Ojczyznę” – pisał o nim gen. Berbecki. Mianowany pośmiertnie kapitanem, Jerzy Kulczycki spoczął w grobie rodzinnym na warszawskich Powązkach, obok zmarłej w wieku dziecinnym siostry. Jego rodzice, którym nie pozostało już żadne dziecko, zostali pochowani w tej samej mogile wiele lat później – Ludwik krótko po wybuchu drugiej wojny, jego żona Natalia w 1952 r. Pamiątką po kpt. Kulczyckim, oficerze, który potrafił własny hełm oddać żołnierzowi, uważając, że „nie wypada go nosić oficerowi, skoro nie mają hełmów żołnierze”, jest jego dziennik z walk z Ukraińcami i bolszewikami, który ukazał się w 1927 r. z przedmową gen. Mariana Kukiela. Ten wybitny historyk, uczeń Szymona Askenazego, znał Kulczyckiego ze Szkoły Podchorążych Polskiej Siły Zbrojnej w Ostrowi Mazowieckiej, w której pełnił funkcję komendanta.

„Hej, kto Polak”...

Kiedy w jednym z pierwszych bojów legionowych z Rosjanami, pod Laskami jesienią 1914 r., „uderzenie 2. kompanii zaczęło się załamywać, został rzucony dla jej podtrzymania pluton ppor. Radońskiego z II rzutu 3. kompanii, a pluton ppor. [Alfreda] Greffnera zaczął wchodzić w lukę między kompaniami. Ten sukurs dodał nowego zapału chwiejącej się kompanii, która ruszyła ponownie do natarcia mimo ciężkich strat. Gdy padł drugi z kolei dowódca plutonu 2. kompanii, ppor. »Gintowt« [Adolf Maciesza], zdając dowództwo na kpr. Józefa Orłowicza »Brzeszczota« – wówczas całe prawe skrzydło począł prowadzić ppor. Radoński, rzucając się z pieśnią na drugą linię okopów, która też wkrótce została opanowana” – pisał Aleksander Narbut-Łuczyński. Tą pieśnią był refren „Warszawianki”, zaczynający się od słów: „Hej, kto Polak na bagnety”. Zaintonowana przez Zygmunta Radońskiego, została podjęta przez innych, którzy „ze śpiewem tym pobiegli po raz wtóry do szturmu, na drugi rząd ziejących ogniem okopów”.

Ten ledwie 18-letni oficer noszący pseudonim Żarski bił się równie mężnie w kolejnych bitwach Legionów. 20 maja 1915 r. pod Konarami został lekko ranny, ale nie opuścił dowodzonego przez siebie plutonu. Dwa dni później podczas walk w lesie pod Kozinkiem odniósł jednak ciężką ranę głowy, wskutek której stracił prawe oko. Jak twardy charakter musiał mieć Zygmunt Radoński, który mimo kalectwa po kilku miesiącach wrócił do szeregów I Brygady i wziął udział w kampanii wołyńskiej... Nie może dziwić, że męstwo jego nagrodzono w niepodległej Polsce Virtuti Militari.

Inaczej niż Kulczycki, a podobnie jak niemal wszyscy oficerowie i żołnierze I Brygady, „Żarski” odmówił złożenia przysięgi państwom centralnym. Poważnie wówczas chorował i mógł uniknąć internowania, a jednak chcąc okazać solidarność z kolegami, zgłosił się 30 lipca 1917 r. do obozu w Beniaminowie. Dwa dni później zapisywał w prowadzonym dzienniku: „Zbliża się powoli nasza trzyletnia rocznica wymarszu na wojnę, a my siedzimy w więzieniu jako cywilni jeńcy i to w wolnej i niepodległej Polsce, proklamowanej przez Niemców. A nasze społeczeństwo, poza ronieniem łez bezsilnem, jak było, tak jest bierne. Jak długo tu zostaniemy i co z nami zrobią, nie wiemy”. Nadal chorował. Badający go Sławoj Składkowski stwierdził anemię i ogólne osłabienie organizmu wskutek niedożywienia. Zalecił lepsze odżywianie, co po latach skomentował we wspomnieniach z Beniaminowa: „Nigdy jeszcze nie dawałem tego zlecenia lekarskiego w tak absurdalnych warunkach, jak obecne. Porucznik Radoński uśmiechnął się blado i machnął ręką. Wykluczone jest, by mógł sobie pozwolić na luksus wypełniania mych wskazań lekarskich. Niestety, trudno zapewnić dobre odżywianie pacjentowi, podczas gdy sam doktór jest piekielnie głodny”.

Po zwolnieniu z obozu „Żarski” służył w Polskiej Sile Zbrojnej, a w listopadzie 1918 r., tak jak inni oficerowie legionowi, wstąpił do Wojska Polskiego. Był uważany przez przełożonych za bardzo dobrego dowódcę batalionu, wysoko ceniono jego zdolności organizacyjne i wychowawcze, podkreślano, że pracuje z pełnym zamiłowaniem służby i dba o samokształcenie się w dziedzinie wojskowości. Latem 1919 r. został komendantem Szkoły Podoficerskiej w Dęblinie, a po ukończeniu kursu dowódców batalionów w Szkole Aplikacyjnej Oficerów Piechoty w warszawskim Rembertowie pełnił funkcję zastępcy szefa Oddziału I Dowództwa Okręgu Generalnego w Poznaniu.

Zaraz po rozpoczęciu ofensywy przeciw bolszewikom na Ukrainie zwrócił się z prośbą do swoich przełożonych o przeniesienie go na front. Wobec odmowy, którą uzasadniano kalectwem Radońskiego – chociaż nieco wcześniej uznano jego zdolność do służby frontowej – ponowił prośbę o przydział frontowy, na co ostatecznie uzyskał zgodę na początku czerwca. Został oddany do dyspozycji Naczelnego Dowództwa WP, a 24 czerwca 1920 r. przydzielony bezpośrednio z DOG w Poznaniu do 105. pp na stanowisko dowódcy batalionu.

Na front wyruszył już następnego dnia. Nigdy nie dotarł do pułku. Pociąg, którym jechał, wobec zbliżania się bolszewików został zatrzymany w pobliżu Mizocza w przedwojennym powiecie zdołbunowskim na Wołyniu (obecnie rejon zdołbunowski w obwodzie rówieńskim na Ukrainie). Wówczas Radoński „wyskakuje z pociągu, szybko opanowuje gromadę cofających się w nieładzie żołnierzy i ginie jak bohater [...]”. Bliższych okoliczności jego śmierci nie udało się ustalić, a ciała nie odnaleziono. Nierzadko spotykany los polskiego żołnierza nie tylko w tej wojnie.

Wspomniane postaci to nie jedyni spośród licznych oficerów Legionów Polskich, którzy polegli w wojnie z bolszewikami. A byli wśród nich jeszcze m.in. Stanisław Parczyński „Młot”, żołnierz kompanii kadrowej, a później 1. pp I Brygady Piłsudskiego, z którą przeszedł wszystkie boje. Po rozwiązaniu Legionów był w Polskiej Organizacji Wojskowej i uczestniczył w rozbrajaniu okupanta niemieckiego. Wiosną 1919 r. oswobadzał Wilno od bolszewików, walczył z nimi w kolejnych bojach na północnym wschodzie i na Łotwie. Zginął w bitwie o Fastów, jednej z pierwszych w wyprawie, mającej na celu wyzwolenie Ukrainy spod władzy bolszewickiej i zabezpieczenie przed bolszewikami odrodzonej Polski.

W walkach na Ukrainie poległ także kpt. Stefan Holinkowski z tego samego pułku legionowego co Parczyński. Przed pierwszą wojną światową dowódca oddziału Polskich Drużyn Strzeleckich w austriackim Leoben, oficer I Brygady, który od listopada 1918 r. walczył z Ukraińcami w obronie Lwowa, a następnie jako dowódca kompanii 1. pułku Legionów, podobnie jak „Młot”, uczestniczył w zwycięskim zdobyciu Wilna, gdzie został ciężko ranny. W następnym roku ze swoim pułkiem bił się na Ukrainie z Armią Konną Budionnego i tam, pod Suchą Wolą, ciężko ranny, rozerwał się granatem, by nie dostać się do niewoli.

Dzięki poświęceniu i tych oficerów, wywodzących się z I Brygady Piłsudskiego, którzy polegli w latach 1919 i 1920, byt odrodzonej ojczyzny został uratowany. I nic nie pomogło bolszewikom to, że przy poległym mjr. Drojowskim znaleźli mapnik z dokumentami zawierającymi plany ofensywy, która miała przynieść Polsce zwycięstwo.

Autor jest pracownikiem Biura Edukacji Narodowej IPN, profesorem Uczelni Łazarskiego.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2020
Artykuł został opublikowany w 8/2020 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 31
  • Oliwia IP
    Hej panowie, mam na imie Oliwia 25 lat. Chętnie poznam normalnego faceta. Nie szukam sponsora, nie interesuje mnie jakie masz zarobki, samochód itp. Przede wszystkim cenię kulturę osobistą i poczucie humoru, wygląd dla mnie to sprawa drugorzędna. Zainteresowane osoby zapraszam do kontaktu. Więcej moich zdjęć można zobaczyć na moim profilu : http://milepanie.pl/Oliwia89
    Dodaj odpowiedź 1 1
      Odpowiedzi: 0
    • Rotor IP
      Znowu tendencyjny artykuł przypisujący wszystkie sukcesy w bojach Legionów Polskich z wrogami - Rosja , Niemcy - Austria ,I Brygadzie i Piłsudskiemu. Jak było naprawdę - Legiony Polskie stworzył Leon Biliński minister skarbu Austri-Wegier ,a nie rzezimieszek z PPS - Piłsudski. LP dowodził gen. Trzaska -Durski ,a nie Piłsudski który w życiu w żadnym wojsku nie służył i od razu przez Austriaków został mianowany Brygadierem. Piłsudski dowodził tylko I Brygada , choć z czasem przez podstawionego dowódcę miał wpływ na III Brygadę. II Brygada Legionów zwana też Żelazną lub Karpacką ,nie miała nic wspólnego z Piłsudskim ,a dzis szarże jej ułanów pod Rokitna przypisuje się Piłsudskiemu. Podobnie było z tzw. kryzysem przysięgowym ,którego złożenia odmówiła większość I Brygady i część III Brygady ,natomiast większość żołnierzy II Brygady złożyła przysięgę . Większość I i III Brygady służyła w Polnische Wehrmacht ,czyli w Polskiej Siły Zbrojnej która dowodzili Niemcy. Natomiast żołnierze II Brygady Legionów służący pod dowództwem Austriaków na wieść o sprzedaniu Chełmszczyzny ,przez Niemców - Ukraińcom za......jajka ,mięso i zboże , przeszła walcząc z Austriakami front pod Rarańczą i połączyła się z II Korpusem Polskim w Rosji ,który został później rozbity i internowany przez Niemców. Tylko II Brygada Legionów walczyła ze wszystkimi zaborcami - Rosja ,Niemcami-Prusy i Austrią. Tylko że II Brygadą Legionów i później II Korpusem Polskim w Rosji dowodził generał Haller ,a to nie pasuje do bajki o " legionach pilsudskiego".
      Dodaj odpowiedź 1 1
        Odpowiedzi: 0
      • trybun1 IP
        Szanowny Autorze. Jeżeli Waść piszesz, że żołnierze polscy byli w tej batalii pod przywództwem Komendanta Piłsudskiego to przynosisz Pan wstyd instytucjom które Pan reprezentuje. Prawda w tym temacie nie powinna być przedmiotem dalszej mitomanii szkodliwego dla historii kultu Piłsudskiego. Bohaterów zwycięstwa nad Bolszewikami nie brakuje i to w imieniu wolności Polaków jak i Niemców.
        Dodaj odpowiedź 4 0
          Odpowiedzi: 0
        • Beata IP
          Chwała bohaterom
          Dodaj odpowiedź 3 0
            Odpowiedzi: 0
          • a o tym tez swiat powinien wiedziec IP
            Dodaj odpowiedź 8 2
              Odpowiedzi: 0