Wieczny premier. Tajemnice Józefa Cyrankiewicza

Wieczny premier. Tajemnice Józefa Cyrankiewicza

Józef Cyrankiewicz, lata 60. XX wieku
Józef Cyrankiewicz, lata 60. XX wieku / Źródło: Wikimedia Commons / Jadwiga Budlewska
Dodano 7
Cyrankiewiczowi zapamiętano słowa o odrąbywaniu rąk. Nie pasowały do jego wizerunku.

Tomasz Stańczyk

Starsi Panowie śpiewali w latach 60. ubiegłego wieku:

„Jeśli chodzi o karierę, to nie będzie, już nie będzie się premierem / Ale z drugiej strony, co tu kryć, jak to długo tym premierem trzeba być?”. Józef Cyrankiewicz, bo to jego mieli na myśli Starsi Panowie, był premierem przez 21 lat – od 1947 do 1952 r. i od 1954 do 1970 r. Był także przez 24 lata członkiem Biura Politycznego KC PZPR.

Odznaczał się wśród elity władzy Polski Ludowej jednak nie tylko tym, że był „wiecznym premierem”. Górował nad swoimi towarzyszami z Biura Politycznego inteligencją, elegancją i elokwencją, kulturą. Lubił także korzystać z uroków życia, do których należały kobiety.

W 1996 r. ukazała się biografia Cyrankiewicza autorstwa Eleonory i Bronisława Syzdków. Wydawca dziękował wszystkim, dzięki którym możliwe było opublikowanie książki, a szczególnie Sobiesławowi Zasadzie. Cyrankiewicza łączyła z Zasadą, świetnym rajdowcem, pasja do samochodów. Premier był jednym z nielicznych dygnitarzy PRL, którzy sami prowadzili auto. Jego ulubioną marką był Mercedes. Lubił jeździć szybko. Uciekał ochronie i bawił się czasami w wożenie autostopowiczów.

Ze względu na swój wizerunek, tak odróżniający go od innych członków ścisłej partyjnej elity, mógł budzić pewną sympatię społeczeństwa. Szczególnie kontrastował z Władysławem Gomułką, kostycznym i ascetycznym przywódcą partii o zacięciu belferskim.

Pierwsi biografowie Cyrankiewicza byli ekspartyjnymi historykami, życzliwymi dla swego bohatera. Przywoływali definicję polityki jako sztuki rzeczy możliwych, a Cyrankiewicz ich zdaniem taką sztukę uprawiał. Miał nie dopuścić do wysiedleń „antysocjalistycznego elementu z Krakowa” i hamować budowę pomnika Stalina w Warszawie, odrzucając kolejne projekty. W ramach swoich ograniczonych możliwości chronił wartości kultury i ludzi, którzy znaleźli się na indeksie.

Autorzy nie podawali jednak konkretnych dowodów. Nie znaczy to jednak, że premier nie pomagał ludziom. Można przytoczyć nieznany chyba fakt przyznania przez Cyrankiewicza Mieczysławowi Borucie-Spiechowiczowi i Romanowi Abrahamowi, obrońcom Lwowa i generałom II Rzeczypospolitej, rent zasłużonych dla PRL. Było to oczywiste naciągnięcie prawa, ponieważ żaden z nich nie zasłużył się Polsce Ludowej. Chodziło jednak o to, by mieli renty wyższe niż minimalne. Kiedy generałowie w latach 60. zorganizowali 11 listopada mszę w katedrze warszawskiej, władze partyjne potraktowały to jako działalność wrogą i kazały Cyrankiewiczowi cofnąć owe renty. Premier po konsultacji ze swoim doradcą polecił mu poufnie przekazać swą prośbę prezesowi ZUS o przyznanie generałom rent specjalnych w takiej samej wysokości jak renty odebrane, co też się stało.

Po 1956 r. z inicjatywy Cyrankiewicza renty specjalne otrzymali: były premier II RP, Kazimierz Świtalski, oraz wdowa po Stanisławie Carze, współtwórcy konstytucji kwietniowej, uważanej w latach stalinowskich za „faszystowską”, i wdowa po Aleksandrze Prystorze, jednym z najbliższych współpracowników Piłsudskiego, marszałku Senatu.

Syzdkowie dali swojej książce pesymistyczny podtytuł: „Nim będzie zapomniany”. Ich czarnowidztwo się nie sprawdziło. Ukazała się właśnie książka biograficzna Piotra Lipińskiego. Poszerza ona częściowo wiedzę, jaką mamy o Cyrankiewiczu dzięki biografii autorstwa Syzdków. I, co najważniejsze, jest przeciwieństwem ich nader nudnego, sztywnego wykładu.

Sprawa Pileckiego

Jan Nowak-Jeziorański, Jan Karski, Witold Pilecki i... Józef Cyrankiewicz. Co ich łączyło? Wszyscy byli uczestnikami konspiracji podczas okupacji niemieckiej.

Józef Cyrankiewicz zapowiadał się w latach 30. na wschodzącą gwiazdę Polskiej Partii Socjalistycznej. Brał udział w kampanii wrześniowej. Został wzięty do niewoli. Uciekł z transportu razem ze Zbigniewem Jeziorańskim, przyszłym kurierem Polskiego Państwa Podziemnego i szefem Radia Wolna Europa.

Czytaj także:
Polski satrapa Stalina. To on był katem sowieckiej Ukrainy

Jan Karski jako emisariusz gen. Sikorskiego został aresztowany przez Niemców. Życie zawdzięczał ucieczce zorganizowanej przez Cyrankiewicza działającego w konspiracyjnej PPS w Krakowie.

Wkrótce potem sam Cyrankiewicz został aresztowany i wysłany do Auschwitz. Był jedną z najważniejszych postaci obozowej konspiracji.

Piotr Lipiński pisze, że po 1989 r. pojawiło się kilka relacji mówiących, że Cyrankiewicz był konfidentem obozowego gestapo, wydał mu kierownictwo Związku Organizacji Wojskowej i dostarczał esesmanom Żydówki, zmuszając je do prostytucji.

Adam Cyra, historyk z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, powiedział jednak Lipińskiemu, że to nie Cyrankiewicz wsypał konspiratorów. Znane są bowiem konkretne nazwiska delatorów. Nie mógł też Cyrankiewicz rozmawiać z szefem obozowego gestapo, co miał rzekomo zauważyć inny działacz PPS, Stanisław Dubois, i przekazać tę informację innym osobom. Cyrankiewicz trafił bowiem do obozu już po rozstrzelaniu Dubois.

„Historycy z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau nie znaleźli żadnych dokumentów ani relacji potwierdzających rzekome niegodziwe zachowania Józefa Cyrankiewicza w obozie. Przeciwnie świadkowie i grypsy słane z Oświęcimia świadczą jednoznacznie o jego bohaterskiej postawie” pisze Piotr Lipiński.

Czytaj także:
„Walec Krankemanna” i komando kosiarzy. Najgorsze koszmary Auschwitz

Czy w Auschwitz Cyrankiewicz spotkał się z Witoldem Pileckim, twórcą konspiracji wojskowej? Eleonora i Bronisław Syzdkowie twierdzą, że tak. Piotr Lipiński pisze natomiast, że Cyrankiewicz i Pilecki najprawdopodobniej nie zetknęli się ze sobą w Auschwitz. Wśród 200 pseudonimów z raportu Pileckiego rozszyfrowanych przez Adama Cyrę nie było żadnego należącego do Cyrankiewicza. A sam Pilecki pytany w II Korpusie o Cyrankiewicza zaprzeczył, że go zna.

W 1948 r. odbył się proces Witolda Pileckiego. Wiesław Jan Wysocki, jego biograf, napisał, że Cyrankiewicz zaciążył na losach rotmistrza. W sposób złowrogi.


Syzdkowie uważali natomiast, że premier „nie mógł zapobiec zasądzeniu kary śmierci legendarnemu bohaterowi z Oświęcimia, Witoldowi Pileckiemu, który był oskarżony o organizację sieci szpiegowskiej na rzecz obcego wywiadu. [...] Zaangażowanie się premiera w tamtym okresie w takie sprawy nie przyniosłoby żadnego efektu. Cyrankiewicz przekonał się o tym wielokrotnie, podejmując tego typu interwencje u Bermana”.

Cyrankiewicza oskarżano w sprawie Witolda Pileckiego jednak nie tylko o bierność, lecz także o ewidentnie złą wolę. Eleonora Ostrowska, szwagierka Pileckiego, opowiadała Piotrowi Lipińskiemu o liście nadesłanym przez premiera do sądu i odczytanym podczas rozprawy. „Gdyby oskarżony zechciał się powoływać na mnie, na naszą znajomość z Oświęcimia, nie może to w żadnym wypadku zmniejszyć jego winy i spowodować złagodzenia wyroku. Oskarżony Witold Pilecki jest wrogiem Polski Ludowej. Jest bardzo szkodliwą jednostką. Dlatego powinien ponieść najwyższy wymiar kary”.

Jednak Piotr Lipiński sprawdził, że w aktach sądowych nie ma tego listu. Nie jest on także wspomniany w protokole rozprawy. Również nikt z oskarżonych wraz z Pileckim nie przypominał sobie takiego oświadczenia premiera.

Według Adama Cyry, gdy zapadł wyrok śmierci na Pileckiego, jego obozowi współtowarzysze zaczęli zbierać podpisy pod listem do Bieruta w sprawie aktu łaski. Gdy poproszono o to Cyrankiewicza, premier miał zdecydowanie odmówić.

Odrąbać ręce...

Najsłynniejszym, najbardziej zapamiętanym przemówieniem Cyrankiewicza było to, które wygłosił w związku z buntem poznańskim w czerwcu 1956 r. Przyznawał, że doprowadziły do niego „bolączki” i niezadowolenie. Jednak ostrzegał: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciwko władzy ludowej, niech będzie pewien, że mu tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego”.

Mówił jak najgorszy stalinista, a przecież nim nie był. Po latach powiedział, że słów tych jednak nie żałuje. Twierdził, że użył ich po to, by ostrzec przed powtórzeniem się krwawych walk w Poznaniu w innych miastach. Takie wydarzenia mogły cofnąć proces demokratyzacji ustroju. A nawet jak utrzymywał cytowany przez Piotra Lipińskiego Jerzy Morawski, w 1956 r. sekretarz KC spowodować sowiecką interwencję.

Gdy w 1964 r. 34 wybitnych pisarzy i uczonych napisało list do premiera, stwierdzając, że zaostrzenie cenzury zagraża rozwojowi kultury narodowej, i domagając się prawa do dyskusji, krytyki, swobody i do rzetelnej informacji, Cyrankiewicz przyjął część jego sygnatariuszy. „Sprawę listu jakoś załagodził” pisali Syzdkowie, choć nie podali, na czym miałoby to polegać.

Lipiński przypomina natomiast, że 14 pisarzom zakazano publikowania, a w kampanii propagandowej przeciw autorom listu, choć nie wymieniano nazwisk, pisano o „cwaniakach lub świętych naiwnych”, a nawet o „ideowej targowicy”.

Twarda mowa liberała

Profesor Jerzy Eisler pisał w książce „List 34”, że przyjmując jego sygnatariuszy, Cyrankiewicz starał się „nie bez pewnego powodzenia odgrywać rolę oświeconego liberała”. I prywatnie najpewniej taki był, daleki od komunistycznej ortodoksji.

Jednak oficjalnie nie pozwalał sobie na żadne odstępstwa od ocen formułowanych przez partię i nawet ich nie tonował. Tak było w przypadku listu do sekretarza episkopatu po słynnym orędziu biskupów polskich do niemieckich z 1966 r. Szczególnie słowa: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” ściągnęły na jego autorów propagandową nawałnicę z piorunami gniewu. W swoim liście Cyrankiewicz pisał, że biskupi, którzy gwałcą konstytucję i jej ustawy, nie mogą liczyć na tolerancję ze strony władz, choć swoim orędziem biskupi nie łamali przecież prawa.

W związku z marcowymi protestami młodzieży studenckiej i brutalnym spacyfikowaniem ich przez milicję posłowie koła Znak złożyli w 1968 r. interpelację. „Cyrankiewicz przypisał posłom Znaku fałsz i obłudę. Miejsce w jednym szeregu z inspiratorami zajść” stwierdza Piotr Lipiński.

Tych ostatnich premier nazwał rozwydrzonymi prowodyrami. Mówił też o obywatelach polskich narodowości żydowskiej, którzy mają przekonania proizraelskie. Stwierdzał, że nie jest możliwa lojalność wobec socjalistycznej Polski i imperialistycznego Izraela jednocześnie. „Albo jesteś z nami, albo się wynoś” tak podsumowuje Piotr Lipiński wypowiedź premiera. Dodaje jednak, że w prywatnych rozmowach Cyrankiewicz dostrzegał, iż Polskę ogarnia fala antysemityzmu, na co nie chciał się godzić. Jednocześnie jak wspominał Mieczysław Rakowski nie robił nic, by przeciwstawiać się „wykańczaniu ludzi żydowskiego pochodzenia”.

14 grudnia 1970 r., po ogłoszeniu podwyżki cen, rozpoczęły się protesty w Gdańsku. Doszło do starć z milicją. Następnego dnia na naradzie w Komitecie Centralnym Gomułka zażądał wydania rozkazu zezwalającego na użycie broni w przypadku podpalania obiektów, atakowania milicji, zagrożenia życia. „O godzinie dziewiątej pięćdziesiąt Cyrankiewicz przekazał telefonicznie generałowi Korczyńskiemu jedną z najgorszych decyzji w historii polskiego komunizmu” pisze Lipiński.

Dwa dni później premier w wystąpieniu telewizyjnym mówił o udziale w demonstracjach „elementów anarchistycznych, chuligańskich i kryminalnych”, prowokatorach i awanturnikach. Zdaniem Piotra Lipińskiego „wystąpienie Cyrankiewicza w wymowie przypominało jego słowa z 1956 r., kiedy mówił o »odrąbywaniu ręki«”.

W 1956 r. Cyrankiewicz przyczynił się do powrotu do władzy Władysława Gomułki. Utrzymał

stanowisko premiera. W 1970 r. pomógł w odsunięciu Gomułki i wybraniu na jego miejsce Edwarda Gierka. Tym razem jednak musiał podać się do dymisji. Nowa ekipa zapewniła mu miękkie lądowanie: fotel przewodniczącego Rady Państwa. Podzielała zapewne opinię Gomułki: „Współpracowałem z nim jako premierem rządu 14 lat i stale odnosiłem wrażenie, że wszystko, co dzieje się w gospodarce, jest mu obojętne”.

Spraw ekonomicznych rzeczywiście premier nie czuł ani nie lubił. „Pod koniec lat sześćdziesiątych Cyrankiewicz korzystał z życia, ale coraz mniej uwagi poświęcał sprawom państwowym. Na posiedzeniach Biura Politycznego najczęściej czytał kryminały”. Inna to już rzecz, że zniechęcać premiera do aktywnego kierowania rządem musiały instrukcje z Komitetu Centralnego. „Był posłusznym wykonawcą woli najpierw Bieruta, potem Gomułki. Bardzo im pasował” podsumował prof. Andrzej Paczkowski rolę Cyrankiewicza jako premiera.

Piotr Lipiński
„Cyrankiewicz. Wieczny premier”
Czarne

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 12/2016
Artykuł został opublikowany w 12/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 7
  • Włodzimierz z Podkowy Leśnej IP
    To świadectwo dobroci serca, mądrości i niebywałego heroiczbego patryjotyzmu Pana Premiera Cyrankiewicza! To wiadro socjalistycznej wody pokoju na reakcyjne iskry oczerniające tego Wielkiego Człowieka! Jak tam malwa w Borze Tucholskim rozkwita tak każdy nad Wisłą kocha Pana Premiera Cyrankiewicza!
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • nic nie trwa wiecznie IP
      Ostatnie dni sierpnia 1968, na drodze na Nieporet lapiemy z kolega okazje aby sie dostac nad Zalew Zegrzynski, po godzinie z okladem zatrzymuje sie czarny Mercedes "Adenauer". W srodku premierCyrankiewicz z uamiechem zaprasza, jedziemy do "naszego" osrodka tuz obok Palcyku Radziwillow dokad zmierza Cyrankiewicz, Rozmawiamy o sprawach biezacych, na liczniku 140-150 kilometrow na godzine, nieco wolniej na moscie w Zegrzu. Premier palac papierosa za papierosem czestuje "Piastami". Mowimy o nadchodzacym szybko koncu lata. Po dotarciu na miejsce premier funduje nam uscisk dloni i niespodziewanie, prawie uroczyscie mowi: panowie, nic nie trwa wiecznie... nic.
      Dodaj odpowiedź 0 3
        Odpowiedzi: 1
      • Emilian58 IP
        Treść została usunięta
        Dodaj odpowiedź 4 2
          Odpowiedzi: 2
        • itchy IP
          chciołbym przypomnąć:
          youtube
          Dodaj odpowiedź 6 0
            Odpowiedzi: 0