Stał się symbolem zdrady Polski. Jego służalczość nie przestaje szokować

Stał się symbolem zdrady Polski. Jego służalczość nie przestaje szokować

Stanisław Szczęsny Potocki z synami Stanisławem i Szczęsnym Jerzym, obraz pędzla Jana Chrzciciela Lampiego (starszego)
Stanisław Szczęsny Potocki z synami Stanisławem i Szczęsnym Jerzym, obraz pędzla Jana Chrzciciela Lampiego (starszego) / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 19
Ów „mąż stanu” wezwał Katarzynę II do obalenia suwerennych władz polskich, a w konsekwencji współuczestniczył w zniszczeniu Rzeczypospolitej, po wsze czasy stając się symbolem zdrady w Polsce.

Kiedy żołnierze Legionów Polskich gen. Jana Henryka Dąbrowskiego wkraczali do Rzymu, stało się to „trafem szczególnym, [że] po raz drugi w samą rocznicę trzeciego maja – ósmą tym razem. Targnięte wspomnienia sprawiły to niewątpliwie, że trójhasło pochodowe brzmiało tego dnia groźnie: – „»Szczęsny – Szuja – Szubienica«” – czytamy w „Nurcie” Wacława Berenta. Pisarz zaraz jednak dodawał, że dla „Targowicy była to prognoza równie późna, jak daleka”. Nie wiedzieli legioniści, nie wiedział zapewne i Berent, że Szczęsny Potocki, przywódca konfederacji targowickiej, która wezwała Moskwę do obalenia Konstytucji 3 maja, czym walnie przyczyniła się do zniszczenia własnego państwa przez Rosję, Prusy i Austrię, korzystając ze swojej ogromnej fortuny w tymże 1799 r., przez kilka miesięcy podziwiał właśnie uroki Italii.

Wróg konstytucji

Celem pierwszej europejskiej konstytucji, uchwalonej przez Sejm Rzeczypospolitej w 1791 r., była przede wszystkim reforma ustroju państwa polskiego. Ściślej zaś biorąc – wydobycie Polski z dna upadku, w którym pogrążyła się za rządów Sasów i była utrzymywana przez sąsiadujące z Polską mocarstwa przez większość panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Szczęsny Potocki inaczej oceniał reformę konstytucyjną, czemu dał wyraz w liście do króla: „Że ów dzień fatalny trzeciego maja jest zgubą wolności narodu i egzystencji Rzeczypospolitej, którą całkiem zniszczył, a monarchię ustanowił, każdy prawy Polak mówić i czuć inaczej nie może” (ten i dalsze cytaty za: Jerzy Łojek, „Dzieje zdrajcy”, Katowice 1988). Wkrótce też przystąpił do działań, które miały na celu obalenie konstytucji.

Okazało się jednak, że najbogatszy magnat Rzeczypospolitej nie może liczyć na powodzenie. Co prawda wprowadzone zmiany nie cieszyły się bynajmniej powszechnym poparciem szlachty, nie oznaczało to jednak powstania jakiegoś poważniejszego ruchu sprzeciwu wobec stronnictwa patriotycznego, które przeprowadziło uchwalenie konstytucji. Nie mogąc stworzyć liczącej się opozycji, kilkunastu przeciwników ustawy majowej na czele z Potockim wyruszyło do Petersburga, by tam prosić carycę Rosji Katarzynę II o pomoc militarną i przywrócenie poprzedniego ustroju Rzeczypospolitej. Potocki tak wówczas zarysował swój „program polityczny”: „Nic ponad wolność – to dewiza Polaków. Nigdy jej z oka spuszczać nie trzeba, kiedy się ma do czynienia z tym narodem. Nawet Rosja tak znienawidzona, jeśli oświadczy, że chce przywrócić wszystko na dawną stopę, będzie miała całą Polskę za sobą”.

Działalność Szczęsnego Potockiego w rosyjskiej stolicy początkowo ograniczyła się do lamentowania, że ponieważ Polska stała się krajem niewolniczym, osiądzie nad Newą albo w Wiedniu. Ostatecznie zdecydował się na powrót do kraju wraz z podobnymi sobie Sewerynem Rzewuskim i Klemensem Branickim. Wszyscy oficjalnie wystąpili do carycy o wsparcie militarne Rosji w takiej oto formie: „Wielka Katarzyno, podobna Bogom bardziej jeszcze przez chęć czynienia dobra niż przez posiadaną od nich władzę nieograniczoną! Tobie jednej przystało być bogiem przyjaznym wolności polskiej [...]. Naród polski skonfederowany wzywa Cię jak Boga przyjaznego wolności i błaga o jej obronę. Wielka dusza Twoja nie odmówi nam pomocy; przyjaźń, którą zawsze żywiłaś dla Rzeczpospolitej Polskiej [...] wkłada na Cię obowiązek dokonania tego, co Tobie sławę, nam zaś zapewni szczęście”. Ów naród polski, który zwracał się do carycy, liczył aż 14 osób.

Jak wiadomo, Katarzyna II spełniła życzenie autorów tego świadectwa wyjątkowego upadku, którzy wkrótce formalnie przybrali miano konfederacji targowickiej, od nazwy przygranicznego miasteczka, do którego drogę otworzyli im rosyjscy żołnierze. W wydanym manifeście zdrajcy szczególnie mocno podkreślali żądanie, „aby Rzeczpospolita udzielną, samodzielną, niepodległą, w granicach swoich została”. Bardzo musiała być rozbawiona caryca i jej otoczenie, czytając owe warunki. Z chwilą wkroczenia wojsk rosyjskich odebranie wschodnich województw Rzeczypospolitej było bowiem przesądzone. Wkrótce miało się jednak okazać, że znaczną część polskich ziem w zachodniej części kraju otrzymają Prusy.

Mimo wkroczenia do Polski z potężnym sojusznikiem targowica zyskała znikome wsparcie szlachty. Do Szczęsnego napływały narzekania nielicznych zwolenników, że nikt nie chce bronić „wolności”. On sam wyrażał zdziwienie braku poparcia dla wojsk rosyjskich, które – jak pisał – chciały wyzwolić Polaków spod jarzma konstytucji. Jerzy Łojek podaje, że wręcz domagał się, „aby za wszelką cenę zbierać jakiekolwiek bądź akcesy do konfederacji targowickiej, nawet ludzi najpodlejszych”. Kiedy i to nie dawało pożądanego skutku, sięgnięto po przemoc moskiewską. Dopiero przymus ze strony Rosjan spowodował pewne zwiększenie liczby przystępujących do konfederacji. Jak wyglądało to w praktyce, czytamy w piśmie szlachty grodzieńskiej:

„Pełne są miasta, wsie i domy nasze krwi i łez, gwałtownością rosyjskiego żołnierza wyciśnionych; pełno jęków pojmanej w niewolę szlachty, których dom własny stał się więzieniem, a stałość przy najlepszym rządzie i najdobrowolniejszej przysiędze – występkiem. Sieje żołnierz rosyjski niebezpieczeństwa, groźby i gwałty, przynaglając obywatelów, aby swego i następców szczęścia w zaprzysiężonym rządzie odstępowali; wybiera furaże i prowjanty, pędzi przy obozach tysiącami podwody; słowem, województwa i powiaty niszczy i pustoszy. [...] Wszyscy ofiarujemy osobistą obronę i jej wsparcie w niezliczonych składkach; żadnej jeszcze z tych drogich ofiar nie widzimy poświęconej od nikogo dla mniemanej okropnej konfederacyi, która, z swobodami niby ojczystemi do nas odzywając się, ze wszystkich najprzyjemniejszych człowiekowi i obywatelowi własności nas wyzuwa i ojczyznę zgubić stara się. [...] Niechaj przynajmniej nigdy świat nas nie obwinia i nie przymusza naszych następców wstydzić się zanas, żeśmy podłymi byli w nieszczęściu, żeśmy przez nie odstąpili szczęścia, które sławna wiekami do końca świata ustawa rządowa na Polskę zlała [...]”.

Takie głosy były najczęstsze w szlacheckim społeczeństwie, którego większość pogardzała targowicą. Wyraźne poparcie zdarzało się bardzo rzadko, przybierając formę obmierzłego lizusostwa, tak jak w przypadku proboszcza z Humania, Michała Sierakowskiego, który takimi słowy witał Szczęsnego przybywającego do rodzinnego gniazda Potockich – Tulczyna: „Mężu wielki i cnotliwy! Miejsce, które cię obejmuje, święte jest. Ziemia, na której stoisz, twoja jest”. A zwracając się także do pozostałych targowiczan, mówił: „Znieście i obalajcie monarchię. Wznoszę do Boga ręce, by ciebie i was przezacni mężowie, Bóg zastępów błogosławił!”. Po tym przemówieniu nastąpiło nabożeństwo, podczas którego, jak pisze Łojek, „Szczęsny i jego klienci błagali Boga o opamiętanie dla błądzącej braci: »aby porzucili ciemność obłąkania« – to jest Konstytucję 3 maja – »i przyszli do najprędszego światła jedności z nami«”.

„Nasza ojczyzna jest tutaj”

Wkroczenie wojsk rosyjskich do Polski doprowadziło do wybuchu wojny polsko-rosyjskiej zwanej wojną w obronie konstytucji, przerwanej z chwilą przystąpienia do konfederacji targowickiej króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Rządy w kraju przejęli targowiczanie, korzystając ze wsparcia pozostałych w nim wojsk rosyjskich. Konstytucja została obalona, w styczniu zaś 1793 r. Rosja i Prusy dokonały II rozbioru Rzeczypospolitej.

Szczęsny wraz z pozostałymi przywódcami targowicy zaprotestowali wobec zaboru ziem polskich przez Prusy, zapowiadali nawet zwołanie szlachty pod broń dla zapobieżenia pruskiej agresji. Ich teatralny zapał szybko ostudził ambasador carycy Osip Igelström. Zapytany przez targowiczan, czy mają stawić opór Prusakom, odpowiedział, że nie doradza wydawać wojsku polskiemu rozkazów do rozpoczęcia walki. Co się bowiem stanie, kiedy on sam otrzyma z Petersburga rozkaz, aby pilnować, by polscy żołnierze pozostali w swoich garnizonach? – pytał z udawaną troską.

Czytaj też:
Polska kontra Rosja. 500 lat walk o Europę Wschodnią

Po dokonanym rozbiorze Rosja wyznaczyła targowiczanom jeszcze jedną rolę – mieli oni doprowadzić do ratyfikacji zaboru przez sejm Rzeczypospolitej, który zwołano do Grodna. Potocki chciał tego uniknąć, ale jego rosyjscy mocodawcy początkowo nie dopuścili do jego wyjazdu z miasta. Poniżającą go sytuację magnat odreagowywał, całymi dniami grając w karty. Dopiero wskutek pokątnych interwencji udało mu się uzyskać zgodę Katarzyny II na przyjazd do rosyjskiej stolicy: „Z racji interesów europejskich gabinety aż nadto ostrożnymi być powinny, przeto dla układów i zamiarów moich potrzebna jest bytność Pana tutaj, której żądam” – pisała monarchini.


Do Petersburga Szczęsny jechał jako oficjalny poseł targowicy z instrukcją, wedle której miał się starać o ustanowienie w Polsce rządu, który będzie dogadzał obu państwom, oraz o zabezpieczenie bytu Rzeczypospolitej. To drugie sprowadziło się do żałosnej sceny, kiedy Katarzyna zapytała Potockiego, jak się ma. Ten wystękał, że ma się dobrze, ale jego ojczyzna... Caryca nie dała mu dokończyć. Odpowiedziała albo „pańska ojczyzna jest tutaj”, albo „nasza ojczyzna jest tutaj”. Wedle Jerzego Łojka bardziej prawdopodobna była druga wersja, spisana przez krewnego Szczęsnego – Jana Potockiego, autora „Rękopisu znalezionego w Saragossie”. „Cała postawa Potockiego, jego zachowanie wobec dworu petersburskiego co najmniej od 1784 r. dowodzi, że od dawna uważał suwerenność Rosji nad wschodnimi obszarami Rzeczypospolitej za obrót rzeczy nieuchronny, naturalny i pożądany” – oceniał szczerość rozterek magnata znakomity historyk.

Po wyjeździe z Petersburga Szczęsny Potocki zaczął utrzymywać, że targowica na czele z nim ratowała, co się dało, a Polskę zgubili autorzy polityki zapoczątkowanej obradami Sejmu Czteroletniego. W ten sposób dał podwaliny pod argumentację wszystkich późniejszych zdrajców sprawy polskiej, którzy pragnęli jedynie ratować, co się da... Swoje wywody okrasił tradycyjną deklaracją o przywiązaniu do ojczyzny: „Wszędzie i zawsze nigdy Polakiem być nie przestanę. A w tym stanie nieszczęśliwym dla imienia polskiego, jeśli mi radzić jeszcze wolno, zdaje mi się, aby się starać o konserwację egzystencji choć uszczuplonej niezmiernie Polski, pomnąc na to, że początki naszego narodu były jeszcze mniejsze”.

Kilka miesięcy po sejmie grodzieńskim, ostatnim w historii Rzeczypospolitej, Szczęsny i pozostali dwaj przywódcy targowicy opuścili Polskę. Uniknęli w ten sposób szubienicy, na którą w czasie powstania kościuszkowskiego skazano kilku ich bliskich współpracowników, w tym hetmana wielkiego litewskiego Szymona Kossakowskiego i jego brata, biskupa inflanckiego Józefa, który mawiał o sobie, że jest najpoddańszym służką Katarzyny II. Władzom powstańczym pozostało jedynie zaoczne skazanie Potockiego, Branickiego i Rzewuskiego na infamię, konfiskatę majątku i śmierć. 29 września 1794 r. w Warszawie kat zawiesił na szafocie portrety trzech zdrajców.

Czytaj też:
Bracia targowiczanie. Rzeczpospolita nie znała dla nich litości

Nie minęły dwa miesiące, kiedy powstania upadło. Potocki uznał to za kolejną okazję do przypodobania się Katarzynie II: „Pośród nieszczęść, które gnębią ludzkość, w wieku pełnym okrucieństw i zbrodni, które grożą zniszczeniem wszelkiego ładu społecznego, wszelkiego rządu prawego, do Ciebie jedynej, Wielka Monarchini, podnoszą ręce, zwracają oczy ludzie prawi, spokojni, cnotliwi wszystkich narodów. Tylko spośród wszystkich ludów, podległych Twemu berłu, a które geniusz Twój ochrania od zarazy szerzącej się w całej Europie, można jeszcze odnaleźć szczęście. Sceny okrucieństwa w Polsce przekonały mnie, że nie powinienem mieć innej ojczyzny, jak tylko Cesarstwo WCMości”. W dalszej części błagał carycę o pozwolenie noszenia munduru rosyjskiego, co uczyni go „aż nazbyt dumnym, aż nazbyt szczęśliwym. Jestem godny zostania współbratem tych dzielnych Rosjan, którzy tak są wierni WCMości”.

Rosjanin na zawsze

Szczęsny Potocki wrócił do swoich dóbr latem 1795 r., po trzecim rozbiorze Rzeczypospolitej. Później przez pewien czas przebywał, jak wspomniano, w Italii. Ostatnie lata życie spędził w Tulczynie. Wątpliwe, by magnata dręczyły wyrzuty sumienia, jak chciałby Julian Ursyn Niemcewicz, piszący w „Lamentacjach, to jest narzekaniach Szczęsnowych”: „Nie powinienemże pamiętać, że imię Szczęsnego stało się nazwiskiem zbrodni? że wszyscy palcem wytykać mię będą; [...]. Biada mnie głupiemu i zaślepionemu pychą!”. Prawdziwy stosunek do upadku Rzeczypospolitej Potocki przedstawił w liście do innego z targowiczan, Seweryna Rzewuskiego: „Nie mówię już o przeszłej Polsce i Polakach. Znikło już i to państwo, i to imię, jak znikło tyle innych w dziejach świata. Każdy z przeszłych Polaków ojczyznę sobie obrać powinien. Ja już jestem Rosjaninem na zawsze”.

Czytaj też:
Żałosny koniec ostatniego króla Rzeczypospolitej. W II RP pochowano go po kryjomu

Takie przekonanie wyrażał ten, który jeszcze kilka lat wcześniej chciał ratować wolność Polaków rzekomo zagrożoną przez wprowadzenie mocą ustawy majowej monarchii dziedzicznej, a o sobie samym pisał: „Wszędzie i zawsze nigdy Polakiem być nie przestanę”. Odnotowujący słowa z listu do Rzewuskiego Marian Kukiel komentował, iż Potocki „nie spodziewał się, że za lat trzynaście jego syn bić się będzie w polskim mundurze o przywrócenie polskiego państwa”. Jak i syn adresata cytowanego listu, co prawda później, w dobie powstania listopadowego. Co do Szczęsnego dodajmy, że już wcześniej rozpływał się z radości, kiedy dowiedział się, że po trzecim rozbiorze stał się poddanym Katarzyny: „Wydawało mi się, że miałem szczęście urodzenia się Rosjaninem; czułem to samo przywiązanie i poświęcenie dla mojej Monarchini i mojej ojczyzny, które zjednywały i zjednywać będą zawsze taki sam szacunek Rosjan”.

I jako „Rosjanin na zawsze” ostatnie sześć lat życia przeżył w Tulczynie, „pod koniec życia znany »ze zbytniego zażywania cukierków diabolinami zwanych, do sprawy lubieżnej pobudzających«”. Dom jego był zawsze przepełniony; oprócz licznych krewnych przybywali tam również goście z zaboru austriackiego i pruskiego. Hucznie obchodzono imieniny Szczęsnego i członków jego rodziny, a po bardzo obfitych ucztach następowały bale, maskarady (przebierano się na przekład za bóstwa z panteonu starożytnej Grecji), przedstawienia teatralne, raczej lżejszego gatunku. Wszystko to zaledwie kilka lat po III rozbiorze Polski. Sam pan Tulczyna, cierpiący na różne dolegliwości, nie wyłączając manii prześladowczej, często nie brał udziału w tych zabawach, a w końcu zdarzało się, że niektórzy goście nawet go nie rozpoznawali.

Potocki jeszcze przed II rozbiorem, jak wspominał jeden z jego ówczesnych rozmówców, zdradzał „szczególną do dworu rosyjskiego skłonność”. Najbardziej zaś upodobał sobie carycę Katarzynę II, rozwodząc się „o wysokich przymiotach duszy i charakteru tej wszechwładnej pani, o jej najlepszych dla Polski intencjach”. „Cóż to za kobieta”, egzaltował się, dając wyraz zazdrości „szczęścia niegdyś Poniatowskiego i tylu innych”, by wreszcie z dumą zakończyć, że monarchini oświadczyła mu: „[...] pragnę szczęścia twej ojczyzny, podniesienia jej politycznego bytu, i chcę ciebie i tylko ciebie użyć do spełnienia tego zaszczytnego zamysłu”.

Taki to „mąż stanu” kierował prorosyjskim stronnictwem, które wezwało Katarzynę II do obalenia suwerennych władz polskich, a w konsekwencji współuczestniczyło w zniszczeniu Rzeczypospolitej, po wsze czasy stając się symbolem zdrady w Polsce. I bez znaczenia jest to, że Potocki w odróżnieniu od większości innych ówczesnych zdrajców, pobierających za swoją działalność sowite wynagrodzenie od Rosji, służył jej z pełnego przekonania.

Autor jest doktorem habilitowanym, pracownikiem Biura Edukacji Narodowej IPN.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 12/2019
Artykuł został opublikowany w 12/2019 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 19