Wielki marsz „czarnych diabłów”. Tych Polaków nikt nie mógł zatrzymać

Wielki marsz „czarnych diabłów”. Tych Polaków nikt nie mógł zatrzymać

1. Dywizja Pancerna w Normandii w 1944 r.
1. Dywizja Pancerna w Normandii w 1944 r. / Źródło: Wikipedia /
Dodano 7
Byli nieustraszeni. Polscy czołgiści siali zniszczenie i przerażenie wśród Niemców. Parli do przodu jak taran, wyzwalając kolejne miasta Europy Zachodniej.

To był wielki, zwycięski marsz gen. Stanisława Maczka i „czarnych diabłów” – jak z respektem mówili o jego żołnierzach Niemcy. Wiódł w pobliżu atlantyckiego wybrzeża zachodniej Europy, na lewym skrzydle wojsk alianckich. Między sierpniem 1944 a majem 1945 r. polska 1. Dywizja Pancerna pokonała 1,8 tys. km i w ciągu 283 dni staczała zwycięskie boje z Niemcami we Francji, w Belgii, Holandii i III Rzeszy. Straciła ponad 5 tys. zabitych i rannych. Strat niemieckich nie udało się policzyć, ale wiadomo, że ponad 52 tys. żołnierzy Wehrmachtu dostało się do polskiej niewoli.

Przełom wiosny i lata 1944 r. przyniósł wydarzenia, które dodały otuchy podbitym narodom Europy. 4 czerwca Amerykanie wkroczyli do Rzymu, a dwa dni później rozpoczęła się największa operacja desantowa w dziejach – lądowanie w Normandii. Armia Czerwona doszła pod koniec lipca przez Białoruś i wschodnie tereny Rzeczypospolitej aż do Wisły. W sierpniu przełamany został opór niemiecki we Francji i alianci ruszyli na wschód, wywołując entuzjazm wyzwalanych Francuzów, Belgów i Holendrów. Tylko Polacy nie mieli powodów do radości. Sowieci zdradziecko więzili żołnierzy Armii Krajowej w Wilnie i we Lwowie, a potem na Lubelszczyźnie i Podlasiu. Ogarniętą powstaniem, krwawiącą Warszawę Stalin pozostawił na łup Niemcom. A jednocześnie 2. Korpus polski po zdobyciu Monte Cassino wyzwolił Ankonę i przełamał linię Gotów we Włoszech. 1. Dywizja Pancerna walnie przyczyniła się do zwycięstwa pod Falaise i jak burza ruszyła przez Francję do Bredy i Gandawy. 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa krwawiła pod Arnhem.

Boje pancerno-motorowego związku taktycznego pułkownika (od listopada 1939 r. generała) Stanisława Maczka są świadectwem nieugiętej postawy polskiego żołnierza. Jego tak zasłużona we wrześniu 1939 r. 10. Brygada Kawalerii została odtworzona we Francji jako 10. Brygada Kawalerii Pancernej. Biła się dzielnie pod Champaubert, a w nocy z 16 na 17 czerwca 1940 r. zdobyła Montbard. Z braku paliwa i rychłej kapitulacji Francji nasi pancerniacy musieli zniszczyć sprzęt i przedzierać się z Francji do Anglii. Tutaj gen. Maczek potrafił zorganizować oddział jeszcze większy – całą dywizję pancerną!

Kiedy na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. 1. Dywizja Pancerna ruszyła do Normandii, liczyła 885 oficerów i 15 210 szeregowych oraz 381 czołgów. Składała się z 10. Pułku Strzelców Konnych (rozpoznawczego), 10. Brygady Kawalerii Pancernej (1. i 2. Pułk Pancerny, 24. Pułk Ułanów, 10. Pułk Dragonów), 3. Brygady Strzelców (Batalion Strzelców Podhalańskich, 8. i 9. Batalion Strzelców, samodzielny szwadron ckm), artylerii dywizyjnej (1. i 2. Pułk Artylerii Motorowej, 1. Pułk Artylerii Przeciwpancernej i 1. Pułk Artylerii Przeciwlotniczej). Broń pancerną pułków 10. BKP stanowiły czołgi średnie M4A4 Sherman, równorzędne z niemieckimi PzKpfw III i IV, ale z za słabą armatą i opancerzeniem w boju z tygrysami i panterami. Czołgiem zwiadowczym był lekki M5A1 Stuart. Natomiast rozpoznawczy pułk strzelców konnych dysponował cromwellami IV, bardzo chwalonymi przez załogi.

Nad Grupą Armii „B” feldmarszałka von Klugego zawisła wtedy groźba unicestwienia przez zaciskające się kleszcze. Na jej lewym skrzydle amerykańska 3. Armia gen. Pattona parła już bowiem w głąb lądu, a na prawym skrzydle, w rejonie Caen, na Niemców napierała kanadyjska 1. Armia. W środku stały amerykańska 1. Armia i brytyjska 2. Armia. Na wycofanie się grupy von Klugego nie zgodził się Hitler, który nakazał kontratak i zniszczenie wysuniętej armii zuchwałego Pattona. Jednak 25 lipca dowództwo alianckie podjęło wielką operację, będącą próbą zniszczenia wojsk niemieckich. Dzień ten jest uznawany za rozpoczynający bitwę pod Falaise, choć decydujące natarcie – w którym wzięli udział Polacy – rozpoczęło się 7 sierpnia.

Falaise

Nasza 1. DPanc. wraz z kanadyjską 4. Dywizją Pancerną weszła w skład 2. Korpusu kanadyjskiego gen. Guya Simmondsa. W ramach nakreślonej przez dowódcę brytyjskiej 21. Grupy Armii – marsz. Bernarda Montgomery’ego – operacji „Totalize” to właśnie 2. Korpus miał odegrać kluczową rolę „korka od butelki”. W „butelce” znajdowały się osaczane wojska niemieckie, a „korek” miał zatkać wyjście z niej w rejonie Falaise.

Zadanie okazało się nader trudne i kosztowało wiele ofiar (zwiększonych zresztą przez… amerykańskie lotnictwo, które dwukrotnie zbombardowało znajdujących się na pozycjach wyjściowych do ataku Kanadyjczyków, Polaków i Brytyjczyków!). Nasze oddziały walczyły ze zdeterminowanymi, a przy tym świetnie uzbrojonymi Niemcami, którzy na ogół przewyższali Polaków i Kanadyjczyków siłą ognia, liczebnością, a wreszcie doświadczeniem. W 2. Korpus „waliły” podczas trwających dwa tygodnie walk dwie dywizje piechoty oraz 12. Dywizja Pancerna SS gen. Kurta Meyera. Dysponował on np. 39 czołgami PzKpfw IV i ośmioma niemal niezniszczalnymi dla naszych czołgów tygrysami oraz 27 niszczycielami czołgów Jagdpanzer IV. Na odcinku natarcia 2. Korpusu znajdowało się ok. 100 śmiertelnie skutecznych w ogniu przeciwpancernym dział kalibru 88 mm, a także 75 mm.

Warto zauważyć, że tygrysami ze 101. Batalionu Ciężkich Czołgów SS dowodził najskuteczniejszy czołgista hitlerowski kpt. Michael Wittmann. Na froncie wschodnim zniszczył on 119 czołgów sowieckich, a na zachodnim zdążył już unicestwić kilkadziesiąt alianckich. Słynny był jego wyczyn pod Villers-Bocage, gdzie sam jeden rozbił kolumnę brytyjskiej 7. Dywizji Pancernej, niszcząc 25 czołgów i pojazdów opancerzonych! Jego to właśnie rozbitego tygrysa i spalone zwłoki znaleziono podczas pierwszych bojów pod Falaise na przedpolu 24. Pułku Ułanów, aczkolwiek położenie Wittmanna trupem starają się też udowodnić inni…

Zmagania w bitwie pod Falaise dzieli się na trzy fazy. W pierwszej, która trwała do 15 sierpnia, próbowano przełamać obronę niemiecką wzdłuż szosy Caen-Falaise. Polacy z 10. Brygady Kawalerii Pancernej atakowali początkowo z nadmierną brawurą, co przypłacili dotkliwymi stratami. Dowódca 2. Pułku Pancernego ppłk Stanisław Koszutski wspominał: „Pierwsze pociski nieprzyjaciela szczerbią pierwszą linię czołgów. Wkrótce pali się, strzelając rakietami amunicji, cała pierwsza linia. Dowódca szwadronu ma jeden rozkaz – naprzód. Szarżuje druga linia – wchodzi na niemiecką linię, rozjeżdżając jej działa – ginie jednak tak jak pierwsza rozbita pociskami... Strzela ogień z trafionych czołgów. Ludzie wyskakują z płonących czeluści. Żywi wyciągają rannych. Palą się na nich kombinezony jak pochodnie. Biegną tak długo, aż nie zostaną skoszeni serią z niemieckiego karabinu maszynowego. Buchają płomienie również z trzech czy czterech czołgów niemieckich, widocznie trafionych albo granatami 3. Szwadronu, albo jakimś cudem z ppanców 2. Szwadronu”. Polacy stracili podczas tej akcji aż 26 maszyn.

15 sierpnia zdobyto przyczółek nad rzeką Dives i następnego dnia oddziały 10. Brygady Kawalerii Pancernej oraz 3. Brygady Strzelców rozpoczęły natarcie w kierunku miasta Trun, a następnie na Chambois. Jednak 18 sierpnia wspomniane (drugie już) bombardowanie sojuszniczego lotnictwa tak zniszczyło okolice Chambois, że uniemożliwiło sprawne pokonywanie terenu polskim jednostkom. Do 19 sierpnia Polacy zdobyli wzgórze Mont Ormel, które nazwano (dla jego kształtu) „Maczugą”, oraz Chambois. Niemcy zostali otoczeni między rzekami Orne i Dives, w kotle o wymiarach 10 na 12 km, mając tylko bardzo wąskie przejście między pozycjami aliantów.

Jak wspominał por. Jacek Bartel: „Załogi nie mogą uwierzyć własnym oczom, bowiem w odległości zaledwie kilkudziesięciu metrów, w małym wykopie biegnie droga, zapchana, wóz przy wozie... Pierwszy otwiera ogień 2. Szwadron, znajdujący się najbliżej, bo około 40 metrów od kolumny. Skuteczny ogień niszczy grupę samochodów pancernych, które tarasują drogę następnym pojazdom. Zaskoczenie było tak wielkie, że dwie pantery, które nie zdążyły przyjąć walki, zostają natychmiast zniszczone”.

Polacy rozbili niemiecką kolumnę i zajęli pozycje na północnym wierzchołku wzgórza 262. Nie udało się natomiast opanować południowego wierzchołka. Siły 1. Dywizji Pancernej były zbyt szczupłe, aby szczelnie zamknąć „butelkę” Falaise.

Od 19 do 22 sierpnia polska dywizja broniła się przed silnymi atakami Niemców na dwóch odosobnionych, okrążonych pozycjach: Mont Ormel i Chambois. Niemcy podejmowali desperackie, nadzwyczaj groźne próby przerwania okrążenia. Ich fale rosły, bo ciągle nadchodziły kolejne wojska von Klugego. Aby zamknąć wyjście z kotła, dowódcy obu naszych pułków pancernych postanowili opanować kolejne wzgórze.


Porucznik Bartel wspominał: „Wychodzi szwadron 2. Pułku... nie doszedł na miejsce przeznaczenia, wikłając się w walkę ogniową z działem ppanc. Po upływie mniej więcej 20 minut 3. Szwadron wysunięty daleko na »Łysym wzgórzu« otrzymuje ogień z dział 88 mm, z prawego skrzydła, z rejonu wzgórza 239, tracąc w parę minut pięć czołgów”.

Napór Niemców rósł z godziny na godzinę i sytuacja Polaków broniących północnego wierzchołka „Maczugi” stawała się dramatyczna. W rezultacie – ponieważ alianci, zamiast zniszczyć żywe siły wroga, zainteresowali się jak najszybszym zajęciem Paryża – wielu oddziałom niemieckim udało się ujść. Jedynie wsparcie Kanadyjczyków, które w końcu nadeszło, uchroniło naszą dywizję przed jeszcze większymi stratami i doprowadziło do szczelniejszego zamknięcia kotła pod Falaise.
1. Dywizja Pancerna straciła w walkach w Normandii 325 zabitych, 1002 rannych oraz 114 zaginionych. Stanowiło to 10 proc. stanu ogólnego dywizji, a 20 proc. stanu oddziałów liniowych. Zniszczeniu uległo ok. 80 czołgów. Był to nader krwawy chrzest bojowy. Dywizja wzięła natomiast 5113 jeńców, zniszczyła 55 czołgów, 44 działa polowe, 38 samochodów pancernych i 207 pojazdów mechanicznych wroga. W ogólnym rozrachunku bitwa została wygrana, ale główne zadanie strategiczne, a więc szczelne zamknięcie jednostek niemieckich w kotle i ich wyeliminowanie, nie w pełni zostało wykonane.

Gandawa i Breda

Montgomery ocenił debiut bojowy jednostki Maczka przychylnie, zapewne po to, by ukryć własne błędy. Wysłał Polaków i Kanadyjczyków na nierówny bój, nie znając przewagi liczebnej Niemców i nie orientując się w sytuacji na polu walki. Działania Montgomery’ego w Europie Zachodniej w 1944 r. spotykają się z krytyką historyków wojskowości. Należy do nich właśnie operacja „Totalize”, ale miesiąc wcześniej skompromitował się operacją „Goodwood” pod Caen, a miesiąc później – jeszcze bardziej – operacją „Market Garden”. Wyniki były opłakane, a straty nazbyt krwawe. Pułkownik Franciszek Skibiński opisywał (w „Pierwszej Pancernej”) odprawę z jego udziałem, podczas której „Monty” w ogóle nie brał pod uwagę osłony skrzydeł oddziałów wysyłanych do natarcia…

Na szczęście w dalszych działaniach Polacy mogli liczyć na dowódcę 2. Korpusu Kanadyjskiego – w którego skład 1. Dywizja Pancerna weszła obok kanadyjskich dwóch dywizji piechoty oraz dywizji i brygady pancernej – gen. Simmondsa. Maczek pisał o nim w samych superlatywach jako o żołnierzu i człowieku. Poza tym i Polacy, i Kanadyjczycy podczas lekcji Falaise nauczyli się walczyć z Niemcami, wykorzystując przy tym bezlitośnie coraz większą przewagę ognia artylerii i czołgów. Mimo terenu poprzecinanego licznymi rzekami i kanałami osiągali niemal zawsze wytyczone cele.

Po bitwie pod Falaise Niemcy cofnęli się aż po brzeg Skaldy. Do pościgu wojsk alianckich – jako samodzielna kolumna – dołączyła 1. Dywizja Pancerna, która 31 sierpnia przekroczyła Sekwanę po moście „Warszawa” zbudowanym przez polskich saperów. W ciągu dziewięciu dni pokonała odległość 400 km, staczając liczne walki z cofającym się nieprzyjacielem i opanowując kolejne miasta.

Po ciężkich walkach rankiem 3 września Batalion Strzelców Podhalańskich wkroczył do Abbeville, niedaleko ujścia Sommy do kanału La Manche. Zdobycie tej miejscowości przez Niemców w 1940 r. zamknęło aliantów w matni Dunkierki. 5 września oddziały gen. Maczka przekroczyły granicę francusko-belgijską. 10. Pułk Strzelców Konnych rozbił niemiecką dywizję piechoty, a 3. Brygada Strzelców zdobyła Ypres – miasto znane z najbardziej krwawych bitew I wojny światowej. 8 września, po okrążeniu Niemców i z pomocą belgijskiego ruchu oporu, wyzwolono Tielt. W Ruiselede Niemcy bronili się zaciekle. Gdy walki przedłużały się, gen. Maczek tak przegrupował siły, że Niemcy po ciężkich stratach zostali zmuszeni do odwrotu.

Nasi pancerniacy, entuzjastycznie, niezwykle serdecznie witani przez Belgów i Holendrów, starali się przy tym chronić mieszkańców. „Myśmy oszczędzali miasta, nie robiliśmy szkód, myśmy się nie zachowywali jak Niemcy czy inni barbarzyńcy. Tylko nasz żołnierz był od razu przyjacielem i na rękach noszonym wybawcą. Szybkość i zaskoczenie są tymi elementami, dzięki którym można o wiele więcej zdziałać niż wielką ilością bombardowań, użytej amunicji i nagromadzonego sprzętu” – stwierdził gen. Maczek.

Przeszkodą nie do sforsowania okazał się Kanał Gandawski broniony przez LXVII Korpus Wehrmachtu, a zaatakowany przez oddział pod dowództwem ppłk. Stanisława Koszutskiego. Batalion Strzelców Podhalańskich poniósł tak niepokojąco wysokie straty przy forsowaniu pierwszej odnogi kanału, że żołnierzy trzeba było wycofać. Nie chcąc narażać 1. Dywizji Pancernej na dalsze niepotrzebne straty, 10 września dowódca korpusu kanadyjskiego nakazał przerwanie pokonywania tej przeszkody wodnej i skierował Polaków w rejon Gandawy.

Południowa część miasta była już w tym czasie opanowana przez jednostki brytyjskiej 2. Armii, ale północną wciąż obsadzali Niemcy, którzy kierowali na inne obszary ogień ciężkiej artylerii. Kilka dni walczyła na ulicach Gandawy 3. Brygada Strzelców, wspierana przez belgijski ruch oporu i mieszkańców, aż Niemcy wycofali się. W Belgii żołnierze polscy wyzwolili Gandawę, Lokeren i Saint Nicholas, wszędzie witani przez ludność z ogromnym entuzjazmem. 16 września 3. Brygada Strzelców przekroczyła granicę holenderską.

Na pograniczu Belgii i Holandii gen. Maczek otrzymał zadanie oczyszczenia z oddziałów niemieckich rejonu Antwerpii. Pod Alphen oddziały polskie przez trzy tygodnie biły się z powodzeniem o utrzymanie terenu. Potem dywizji powierzono odcięcie nieprzyjacielowi drogi odwrotu z Tilburga do Bredy i opanowanie mostów w rejonie Moerdijk.

„Perła Brabancji” – Breda, położona w południowo-zachodniej Holandii – była ważnym portem śródlądowym przy ujściu rzeki Mark i Aa do Kanału Wilhelminy. Od 28 do 30 października 1944 r. 1. Dywizja Pancerna walczyła tu z siłami trzech dywizji piechoty Wehrmachtu (256., 711. i 719.). Rankiem 28 października oddziały polskie zaatakowały stanowiska nieprzyjaciela wokół Bredy jednocześnie z dwóch kierunków. 10. Brygada Kawalerii Pancernej, którą dowodził płk dypl. Tadeusz Majewski, obeszła miasto od wschodu i północy, dążąc do odcięcia jego załogi od Kanału Wilhelminy i rzeki Mark, a 3. Brygada Strzelców pod dowództwem płk. dypl. Franciszka Skibińskiego uderzyła na Bredę od południa, aby zająć miasto i uchwycić przeprawy na rzece Mark. 29 października około południa 3. Brygada Strzelców wsparta 2. Pułkiem Pancernym wkroczyła od południa na przedmieścia Bredy. Rankiem następnego dnia zgrupowanie złożone z części 1. Pułku Pancernego oraz 10. Pułku Dragonów weszło do miasta od północy. W tej sytuacji Niemcy wycofali się, niszcząc po drodze most na Mark.

Manewr oskrzydlenia nieprzyjaciela oraz uderzenia z niespodziewanej strony stał się źródłem wspaniałego polskiego sukcesu. Nie dość, że 29 października po dwudniowych walkach Bredę zdobyto, a opór rozbitych oddziałów niemieckich został ostatecznie złamany 30 października, to jeszcze cel osiągnięto bez strat wśród ludności cywilnej. W wyzwolonej Bredzie zapanowała ogromna radość. Żołnierze 1. Dywizji Pancernej stali się bohaterami. 11 listopada 1944 r. rada miejska przyznała gen. Maczkowi i jego podkomendnym honorowe obywatelstwo miasta. Wśród mieszkańców Bredy polscy żołnierze znaleźli oddanych przyjaciół, a po zakończeniu wojny wielu z nich założyło tu rodziny.

Walki o Moerdijk trwały od 3 do 9 listopada, gdyż trudny teren uniemożliwiał szybki i skuteczny atak. Artyleria musiała niszczyć niemieckie umocnienia, aby stały się możliwe do przejścia przez czołgi. 20 dywizjonów artylerii z 1. Armii Kanadyjskiej wsparło wówczas działa artylerii dywizyjnej i czołgów w wyrąbaniu przejścia. Ci z naszych pancerniaków, którzy pamiętali Wrzesień ’39, mieli satysfakcję z dysponowania bronią silniejszą od niemieckiej. Po sześciu dniach i silnym ataku 1. Dywizji Niemcy skapitulowali. Polacy nacierali dalej i po ciężkich walkach osiągnęli brzeg Mozy. W bojach na terenie Holandii dywizja straciła 84 oficerów i 1,3 tys. szeregowych poległych, rannych i zaginionych.

Następnie Polacy przeszli do obrony nad Mozą.7 stycznia 1945 r. 9. Batalion z 3. Brygady Strzelców podjął próbę opanowania Kapelsche Veer na rzece, skąd Niemcy zagrażali polskim pozycjom. Kilkakrotne ataki na wyspę bronioną przez niemieckich spadochroniarzy nie przyniosły rezultatu i aż do 7 kwietnia 1945 r. nasi żołnierze prowadzili tylko wypady w celach rozpoznawczych.

Wilhelmshaven

W kwietniu 1945 r. polska dywizja pancerna – nadal w składzie kanadyjskiego 2. Korpusu – znalazła się na granicy holendersko-niemieckiej. Pierwszym celem było sforsowanie kanału Kusten. Po pięciodniowych walkach w bardzo trudnym terenie udało się przełamać obronę niemiecką. W miarę posuwania się w głąb terytorium wroga opór nieprzyjaciela tężał. Zamiast entuzjazmu Belgów i Holendrów pancerniacy polscy spotykali się z wrogością i histerycznym strachem Niemców, których hitlerowska propaganda karmiła niestworzonymi opowieściami o okrucieństwie polskich „czarnych diabłów”.

Na szlaku polskiej dywizji znalazł się obóz jeniecki w Oberlangen, gdzie przebywały wywiezione po powstaniu warszawskim kobiety – żołnierze Armii Krajowej. Obóz wyzwolił patrol 2. Pułku Pancernego (patrz obok: „Koleżanki, jestem Polakiem!”...).

Prawdziwe kłopoty sprawiała aura tej wiosny. „Nie byłoby przesadą określić, że topiliśmy się w błocie, szczególnie czołgi i działa samobieżne, zrywające gąsienicami cienką warstwę torfu i zagłębiające się w ciemną maź błota. Rzeka Leda okazała się rzeką bardziej bagnistą niż jakakolwiek na naszym Polesiu, a teren przed i za rzeką tak podmokły i poprzerzynany kanałami, że już nie tylko mosty, ale drogi i dojścia trzeba było budować, by iść naprzód” – pisał gen. Maczek. Mimo to sforsowano Ledę oraz zdobyto Aschendorf, Tunxdorf, Papenburg, Collinghorst i Posthausen.

4 maja 1. Dywizja Pancerna rozpoczęła przełamywanie obrony niemieckiej w rejonie portu Wilhelmshaven, gdzie mieściła się potężna baza Kriegsmarine. „W miarę zbliżania się dywizji do Wilhelmshaven obrona niemiecka, złożona z mieszanych oddziałów marynarki wojennej, formacji spadochronowych i SS, staje się coraz twardszą” – zanotował dowódca 1. Dywizji Pancernej.

5 maja Niemcy skapitulowali, a 6 maja do miasta wkroczyły 2. Pułk Pancerny mjr. Michała Gutowskiego i 8. Batalion Strzelców Brabanckich ppłk. Aleksandra Nowaczyńskiego. Kapitulację niemieckiej załogi przyjął zastępca dowódcy 10. BKP płk dypl. Antoni Grudziński. Poddały się dowództwa: twierdzy i bazy marynarki wojennej, floty „Ostfriesland”, 10. Dywizji Piechoty i jednostek artylerii. Wśród wziętych do niewoli 1,9 tys. oficerów i 32 tys. żołnierzy było dwóch admirałów oraz generał. Zdobycz objęła: trzy krążowniki, 18 okrętów podwodnych, 205 mniejszych jednostek, 94 działa forteczne, 159 dział polowych, 560 ckm, 379 lkm, 40 tys. karabinów, 280 tys. pocisków artyleryjskich, 64 mln amunicji do broni ręcznej, składy licznych min i torped oraz zapasy żywności dla 50 tys. żołnierzy na trzy miesiące.

„A gdyśmy weszli do Wilhelmshaven – napisał gen. Maczek (»Od podwody do czołga«) – na łuku bramy portowej przywitał nas orzeł polski, zdjęty w 1939 r. z budynku Dowództwa Floty w Gdyni. Został on jako łup zawieziony przez Niemców do Wilhelmshaven, tej kolebki niemieckiej marynarki wojennej. Odzyskanego orła polskiego wręczyliśmy przedstawicielom polskiej marynarki wojennej wraz ze zdjętym ze szczytu orłem niemieckim – na wieczną rzeczy pamiątkę”. Orzeł Biały trafił do Instytutu Sikorskiego w Londynie.

Pamięć przywołuje też opis przyjęcia bezwarunkowej kapitulacji niemieckiej przez gen. Simondsa w towarzystwie dowódców podległych mu dywizji w Bad Zwischenahn. Kanadyjczyk wyznaczył gen. Maczkowi honorowe miejsce obok siebie i odczytywał Niemcom rozkazy wykonawcze zajęcia terenu przez jednostki korpusu… zresztą posłuchajmy Maczka:

„- 2 dywizja piechoty kanadyjskiej – teren nad Wezerą. 4 dywizja pancerna kanadyjska – na zachód. Pierwsza, polska dywizja pancerna (czy mi się tylko zdaje, że gen. Simmonds skanduje wolno i wyraźnie, i rozmyślnie każde słowo) –Wilhelmshaven. Ale nie. Po raz pierwszy przez twarze stojących wciąż na baczność oficerów niemieckich przeszedł jakby skurcz, oczy Niemców, wcześniej mnie unikające, zwróciły się na mgnienie oka na mnie, na mój polski mundur. Chyba nie trzeba im przypominać, że od nas rozpętali tę straszną wojnę i w obliczu reprezentanta jednej z wciąż walczących jednostek polskich – składają dzisiaj broń”.

Maciej Rosalak

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 12/2019
Artykuł został opublikowany w 12/2019 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 7