Komunistyczny pogrom Żydów - diabelski plan Stalina

Komunistyczny pogrom Żydów - diabelski plan Stalina

Józef Stalin
Józef Stalin / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
W lutym 1953 roku Moskwa, miasto z największym odsetkiem ludności żydowskiej w kraju, szykowała się do „wielkiego pogromu żydowskiego”...

Mikołaj Iwanow

Holokaust był wymyślony i zrealizowany przez niemieckich narodowych socjalistów Hitlera. Było to prawdopodobnie apogeum rozwoju zoologicznego antysemityzmu – fizyczne zniszczenie Żydów. Wydaje się, że nigdzie i nigdy coś podobnego wobec narodu żydowskiego nie było planowane ani wdrażane w życie. A jednak…

Był luty roku 1953. Minęło osiem lat od zakończenia drugiej wojny światowej, od zakończenia straszliwej tragedii narodu żydowskiego. Do redakcji gazety „Prawda” zaproszono 43 wybitnych przedstawicieli Żydów sowieckich w celu podpisania listu zbiorowego do KC i Stalina z prośbą, aby deportować ich własny naród na Syberię i Daleki Wschód i w ten sposób odkupić winę za uleganie syjonizmowi. Było jasno, że szykuje się wielki pogrom żydowski. Dlaczego jednak? W jakim celu Stalin chciał ukarać tych, którzy tak dużo zrobili dla zwycięstwa ZSRS w wojnie z Niemcami?

Brak w tym wszystkim elementarnej logiki. Powojenna odbudowa Związku Sowieckiego dobiegła końca. Wydawało się, że narody Kraju Rad mogą liczyć na jakieś reformy liberalne. Stalin jednak polegał na swej starej wypróbowanej metodzie rządzenia – terrorze.

Po rewolucji bolszewickiej rola Żydów w Związku Sowieckim powoli, ale nieuchronnie malała. Od czasów Lenia, kiedy komuniści narodowości żydowskiej w Biurze Politycznym Partii Komunistycznej dominowali, a Lew Trocki powszechnie był uważany w kraju za naturalnego spadkobiercę Lenina, pod koniec lat 30. w Biurze Politycznym pozostał jedyny „wierny stalinowiec” pochodzenia żydowskiego – Łazar Kaganowicz. Jego wierność Stalinowi przypomina służbę dla Niemców policjantów żydowskich, którzy dość często dla uratowania własnego życia musieli wysyłać na śmierć swoje rodziny. W przypadku Kaganowicza w wirze wielkiego terroru zginął jego rodzony brat, którego starszy nawet nie próbował ratować.

Prawie wszyscy Żydzi-poplecznicy Lenina zaginęli w ramach wielkiego terroru, w wyniku wyroków sądów przeważnie pokazowych, jako agenci brytyjscy, polscy, amerykańscy czy japońscy. Trockiego siekiera terrorysty dosięgła nawet w Meksyku, gdzie ostatni „wierny leninowiec” próbował z wielkim trudem organizować opozycję wobec Stalina.

Spotkanie w redakcji partyjnej gazety „Prawda” było poprzedzone artykułem redakcyjnym tej gazety z 13 stycznia. Pisano w nim, że dzięki czujności lekarki-patriotki LidiiTimaszuk wykryto spisek lekarzy-szkodników, którzy planowali zabicie członków Biura Politycznego i samego Stalina. Zamach na życie przywódców sowieckich – jak pisała „Prawda” – miał odbyć się w sposób najbardziej ohydny: poprzez nieprawidłowe leczenie i stosowanie złych lekarstw. Doświadczony czytelnik tej gazety, która rzadko pisała prawdę, umiejący czytać między wierszami, mógł jednak zrozumieć, że chodzi tu nie o lekarzy, ale o Żydów, ponieważ prawie wszyscy wymienieni w artykule lekarze-szkodnicy byli Żydami. Co więcej, „Prawda” oskarżała ich o związki ze światowym syjonizmem i z reakcyjną organizacją amerykańskiego Żydostwa „Joint”. Pisano w „Prawdzie” i o tym, że jedyną słuszną karą za podobne przestępstwa może być kara śmierci.

O co tu chodzi? Czy od dawna drzemiący w „przywódcy narodów” antysemityzm nareszcie się przejawił w całej okazałości i Stalin, przeczuwając bliską śmierć, zadecydował rozliczyć się z Żydami? Czy rzeczywiście Stalin był antysemitą?

Antysemita pragmatyk

Stalin był przede wszystkim skrajnym pragmatykiem. Dla zachowania i umocnienia swej władzy mógł pójść na kompromis ze swym najgorszym wrogiem albo – jeśli uważał to za konieczne – zabić najbardziej oddanego sobie człowieka. I mógł sięgać po absolutnie sprzeczne ze sobą metody. Tym razem dla osiągnięcia doraźnych celów politycznych pasował mu jak najbardziej antysemityzm.

Tak samo przyczyną wymordowania prawie 200 tys. Polaków w okresie wielkiego terroru lat 1937–1938 nie była zoologiczna polonofobia Stalina, lecz jego „zdrowy rozsądek” prawdziwego komunisty. Polacy najbardziej nadawali się do odegrania roli swoistego straszaka w celu pogrążenia kraju w atmosferze strachu i totalnego terroru. Uważał to za jedyny środek bezwzględnego podporządkowania sobie społeczeństwa sowieckiego.

Czytaj też:
Więcej Polaków wymordowano tylko w Powstaniu Warszawskim. Ludobójczy rozkaz nr 00485

W latach zimnej wojny, zwłaszcza w okresie początkowej dominacji Stanów Zjednoczonych w dziedzinie broni atomowej, Stalin za pomocą terroru chciał przygotować kraj ku nowemu starciu wojennemu. Było to również konieczne ze względu na powszechne oczekiwania narodu, który ogromnym krwawym wysiłkiem wygrał tę wojnę, na poprawę swego losu, na reformy pozwalające żyć po ludzku. Te oczekiwania były powszechne ze względu na to, że miliony ubranych w wojskowe mundury obywateli sowieckich na własne oczy zobaczyły, jak żyją ludzie w wyzwolonej-zniewolonej przez nich Europie, a jak niski jest poziom życia w ich własnym kraju. Zamiast reform Stalin zdecydował się sięgnąć po swój wypróbowany środek – terror. Obozy koncentracyjne po wojnie pękały w szwach, nigdy przedtem z ZSRS nie było tak dużo więźniów. Najobrzydliwsze było to, że do obozów lawinowo trafiali ci, którzy dali Stalinowi zwycięstwo, ale odważyli się po wojnie otwarcie wypowiadać o konieczności zmian na lepsze. Właśnie w ten sposób trafił do obozu z 10-letnim wyrokiem bohater wojny, kapitan, dowódca baterii artylerii Aleksandr Sołżenicyn.

Konieczność sowietyzacji Polski nie pozwalała znów zrobić z Polaków straszaka do rozpętania kolejnej fali terroru. Natomiast prawie idealnie do takiej roli nadawali się Żydzi, tym bardziej że żydożercza propaganda III Rzeszy nie pozostała bez śladu w społeczeństwie sowieckim. Prześladując Żydów, Stalin osiągał podwójny cel. Po pierwsze, oskarżając przywódców społeczności żydowskiej o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych, uwypuklał rzekomą groźbę nowej wojny i w ten sposób jednoczył naród pod kierownictwem partii komunistycznej. Po drugie, Żydów można było tradycyjnie oskarżyć o wszystkie niepowodzenia powojennej polityki wewnętrznej, o brak podniesienia poziomu życia społeczeństwa sowieckiego.

Paradoksalnie porównanie polityki ludobójczej dwóch najpotężniejszych totalitaryzmów XX w. ujawnia zadziwiające podobieństwo. Stalin pierwszy zastosował na tak wielką skalę ludobójstwo jednej narodowości (Polaków) w operacji polskiej NKWD. Hitler znacznie wyprzedził Stalina w liczbie ofiar i w przemysłowych metodach masowego zabójstwa. Zastosował to na Żydach, natomiast Polacy stali na pewno w kolejce do zagłady.

Na pierwszy ogień tego wielkiego pogromu żydowskiego poszli członkowie tzw. Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego. Komitet za zgodą Stalina utworzono w 1941 r. w celu pozyskania poparcia żydostwa amerykańskiego dla Związku Sowieckiego w wojnie z Hitlerem. Na jego czele stanął wybitny aktor żydowski Solomon Michoels. Członkami komitetu zostali: generałowie Jakob Kreiser i Aaron Kac, dyrektor „Sowinformbiuro” (główna tuba propagandowa Stalina) Solomon Łozowskij, pisarz Ilja Erenburg, poeta Perec Markisz, akademicy Aaron Frumkin, Lina Sztern, muzycy Dawid Ojstrach i Emil Gilels oraz inni. Podczas licznych wizyt w Stanach Zjednoczonych w trakcie wojny zebrali oni dla Związku Sowieckiego miliony dolarów od żydostwa amerykańskiego. Po wojnie ci ludzie już nie byli Stalinowi potrzebni. Wręcz odwrotnie: symbolizowali oni współpracę z zagorzałym wrogiem ZSRS – Stanami Zjednoczonymi. Większość członków komitetu aresztowano i po sfingowanym procesie rozstrzelano w sierpniu 1952 r.

Czytaj też:
Zatrzymać czołgi! Czyli zbrodnia warszawska

Następnym krokiem przygotowawczym do wielkiego pogromu żydowskiego w ZSRS była sprawa lekarzy. W artykule „Prawdy” na ten temat pisano: „Większość uczestników grupy przestępczej – Wowsi, Feldman, Grinsztejn, Etinger – była kupiona przez wywiad amerykański. Zostali zwerbowani przez filię wywiadu amerykańskiego – międzynarodową żydowską burżuazyjno-nacjonalistyczną organizację »Joint«. Brudne oblicze tej szpiegowskiej syjonistycznej organizacji, która ukrywa swą podłą działalność pod maską dobroczynności, wykryte jest już całkowicie”.


Stalin osobiście nadzorował śledztwo w sprawie lekarzy. Wymagał od śledczych wykrycia związków oskarżonych z wywiadem amerykańskim i brytyjskim. Zastosowano wobec nich środki przymusu bezpośredniego. 24 godziny na dobę trzymano ich w kajdankach. W dzień ręce wiązano im z tyłu, a w nocy z przodu. Stosowano wypróbowane metody NKWD: brak snu przez kilka dób, głodzenie, straszenie represjami wobec dzieci i rodziny. Stalin planował organizowanie wielkiego pokazowego procesu w Moskwie, który powinien stać się podstawą do ukarania całego narodu żydowskiego.

Króliki i wąż dusiciel

Plan Stalina był iście diabelski: sami Żydzi proszą o wysiedlenie na Syberię, aby sumienną pracą na rzecz socjalistycznej ojczyzny zmazać winę – syjonizm. Powiało grozą wielkiego pogromu żydowskiego, dorównującego Holokaustowi drugiej wojny światowej.

Wasilij Grossman, kronikarz bitwy stalingradzkiej, bohater wojny, autor nagrodzonej nagrodą stalinowską pierwszego stopnia książki „W okopach Stalingradu”, tak opisywał atmosferę tych dni: „Wydawało się, że czarna mgła opanowała Moskwę. Ona wpełzała w domy, w szkoły, w nasze serca”. Żydów powszechnie zwalniają z pracy, już przyjęto tajny dokument, ograniczający liczbę Żydów na uczelniach wyższych. Wysiedlenie wyglądało na nieuniknione. Wasilij Grossman pisze: „W szpitalach pracować było prawie niemożliwe. Chorzy odmawiali leczyć się u lekarzy-Żydów, pielęgniarki-Żydówki podejrzewano o próby otrucia pacjentów. W tramwajach i na bazarach ludzie opowiadali, że w Moskwie zamknięto kilka aptek, gdzie farmaceuci-Żydzi sprzedawali leki z wysuszonymi wszami, że na porodówkach Żydzi zakażają syfilisem, że dentyści-Żydzi zakażają pacjentów rakiem szczęki i języka… Wierzyli w te plotki zarówno nieedukowani zarządcy domów, jak i naukowcy-doktorzy, pisarze, inżynierowie, studenci”.

Do podpisania listu do Stalina i KC z prośbą o wysiedlenie Żydów zaproszono wybitnych przedstawicieli tego narodu, których znał cały kraj. W sali redakcyjnej „Prawdy”, gdzie zebrali się podpisujący, byli sami Żydzi. Stalin polecił przekonać zebranych o konieczności postawienia swego podpisu przez dwóch wiernych stalinowców (znów nasuwa się analogia do policji żydowskiej w gettach): pierwszego zastępcę redaktora naczelnego „Prawdy” (było to w zasadzie stanowisko redaktora naczelnego, bo redaktorem nominalnym był członek Biura Politycznego) Dawida Zasławskiego i czołowego jej publicystę Jakoba Chawensona (piszącego pod pseudonimem M. Marinin).

Czytaj też:
„Ruskie jadą!”. Największa zbrodnia na Polakach po II wojnie światowej

Aby zrozumieć, co to byli za ludzie, wystarczy przytoczyć fragment wystąpienia Chawensona-Marinina na zebraniu partyjnym w „Prawdzie”, poprzedzającym zbiórkę podpisujących: „Liderzy imperializmu amerykańskiego, należący do żydowskiej burżuazji, wykorzystują różne sposoby w celu zakażenia części ludności żydowskiej w naszym kraju trucizną szowinizmu nacjonalistycznego, wykorzystując przy tym związki rodzinne Żydów amerykańskich, znaczna część których pochodzi z naszego kraju. Wykorzystują te sposoby, aby zakładać swą agenturę. Znaczna część dzisiejszych krytyków – kosmopolitów ulega tym naciskom. Oni bezpośrednio związani są między sobą”.

Wśród zaproszonych byli: mistrz świata w szachach Dawid Botwinnik, akademicy Jewgenij Warga, Aleksandr Goriunow, Aleksandr Frumkin, Siemion Wolfkowicz, Lew Landau, kompozytorzy Isaak Dunajewski, Reinhold Glière, pisarze Wasilij Grossman, Pawieł Antokolski, Samuel Marszak, Margarita Aligier, reżyserzy filmowi Dmitrij Donskoj, Grigorij Rom, Julij Rajzman, muzycy Dawid Ojstrach, Emil Gilels, generałowie Jakob Krejser, Dragunskij i inni.

Tekstu tego listu nie ma w obiegu naukowym. Prawdopodobnie znajduje się w jednym z zamkniętych archiwów Rosji. Możliwe także, że został zniszczony po śmierci Stalina. Znane są jedynie fragmenty, odtworzone z pamięci przez niektórych podpisujących. Wasilij Grossman wspominał, że było to błaganie Żydów, aby obronić ich przed nieuniknionym samosądem narodu sowieckiego za uleganie ideom syjonistycznym. Zasławski przekonywał zebranych, że partia w ten sposób próbuje uchronić naród żydowski przed nieuniknionymi pogromami.

Odtworzony z pamięci przez poetę Pawieła Antokolskiego fragment listu brzmiał: „Złowieszczy cień zabójców w białych ubraniach legł na cały naród żydowski. Każdy człowiek sowiecki nie może nie wyrażać swojego gniewu i oburzenia. W obecnej sytuacji jedynie oddana praca tam, gdzie skieruje nas partia i rząd sowiecki, wielki wódz narodu sowieckiego Józef Stalin, pozwoli zmyć tę ohydną plamę, która leży na ludności żydowskiej ZSRS. Dlatego całkowicie popieramy sprawiedliwe plany rządu sowieckiego, aby skierować Żydów do pracy w celu rozwoju rejonów wschodniej Syberii, Dalekiego Wschodu i Dalekiej Północy. Jedynie sumienna i szturmowa praca może przywrócić dobre imię Żydów w oczach ojczyzny, wielkiego Stalina i całego narodu sowieckiego”. Na Syberii Żydów planowano wykorzystywać do najcięższych prac.

Podpisali list wszyscy obecni. Podpisał i Wasilij Grossman. Mówią, że tego swojego tchórzostwa ów żołnierz spod Stalingradu nigdy sobie nie mógł wybaczyć. Zrobił się małomówny, zaczął stronić od ludzi. Pisał przeważnie to, co zostało opublikowane dopiero po jego śmierci. Poeta Pawieł Antokolski skomentował proces podpisania tak: „Teraz wiem, co czuje królik kilka minut przed tym, jak zostanie zjedzony przez węża dusiciela”.

Ilja Erenburg, który na zebraniu obecny nie był, napisał obszerne posłanie do Stalina, próbując tłumaczyć mu absurdalność listu, argumentując, że gra on na rzecz nacjonalistów żydowskich i może bardzo negatywnie wpłynąć na wizerunek sowieckiego systemu na świecie. Prosił Stalina, by mu poradził: podpisywać czy nie? Erenburg napisał, że podpisze, jeśli każe mu to zrobić sam Stalin. Miał krótki telefon od „ojca narodów”, który powiedział krótko: „Podpisujcie”.

Nie podpisali…

Nie podpisał listu szachowy mistrz świata Dawid Botwinnik. Po prostu miał dobre układy ze służbami. Za namową swych ludzi z tych struktur udawał chorobę i przez kilka dni nie podnosił słuchawki telefonu, a później znikł z Moskwy na kilka dni, kiedy go szukali Zasławski i Chawenson.

Słynny śpiewak operowy Mark Rejzen odmówił udziału w zebraniu. Wiedział, o co chodzi. Nie zgłosił się na apel Zasławskiego gen. Jakob Kreiser. Odmówili podpisania w związku z kłopotami służbowymi akademicy Jewgienij Warga i Aleksandr Goriunow. Wszyscy po prostu unikali spotkania z Zasławskim.

Otwarcie sprzeciwiły się podpisaniu listu jedynie dwie osoby. Pisarz Aleksandr Kawerin wprost powiedział Zasławskiemu, że nie podpisze. Dlaczego? Wytłumaczył, że odpowie na to pytanie jedynie samemu Stalinowi. O dziwo, odmówił podpisania listu „żelazny stalinowiec”, członek Biura Politycznego i osoba z najbliższego otoczenia Stalina – Łazar Kaganowicz. Nie tylko odmówił, lecz także zadzwonił do Stalina ze skargą: kto mógł wpaść na tak idiotyczny pomysł, aby dołączyć go, jednego z pierwszych ludzi kraju, do grona podpisujących?! Stalin wysłuchawszy go, z niezadowoleniem odpuścił.

W tym czasie (luty 1953 r.) Moskwa, miasto z największym odsetkiem ludności żydowskiej w kraju, szykowała się do „wielkiego pogromu żydowskiego”. Do gazet trafiają setki listów „sumiennych” robotników, oskarżających Żydów o syjonizm. Piszą, że „wśród Żydów prawie brak jest uczciwych ludzi. Niech ich wszystkich dosięgnie karająca ręka partii i towarzysza Stalina…”.

Są informacje o tym, że na Syberii i Dalekim Wschodzie w tym czasie już rozpoczęto budowę obozów pracy dla setek tysięcy wypędzanych. W okolicach Moskwy i przy innych wielkich miastach gromadzono tabor kolejowy, lokomotywy. Niektórzy twierdzą, że oszalały wódz chciał urządzić w centach miast publiczne powieszenie skazanych lekarzy-szkodników połączone z pogromami Żydów…

Kraj szykował się do oczyszczenia Związku Sowieckiego z Żydów, ale zamiast tego 9 marca trzeba było zorganizować pogrzeb jednego z największych antysemitów świata, ale antysemity szczególnego rodzaju… W niesamowitym ścisku podczas pogrzebu zginęło, jak twierdzą niektórzy badacze, do 2 tys. osób…

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2020
Artykuł został opublikowany w 3/2020 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej: