Zbrodnia, która miała wywołać wojnę domową. Cała Ameryka śledziła ten proces

Zbrodnia, która miała wywołać wojnę domową. Cała Ameryka śledziła ten proces

Charles Manson w 1968 roku
Charles Manson w 1968 roku / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 9
Na drzwiach domu ofiar mordercy namalowali krwią słowo „Pig”. Dokładnie 50 lat temu zakończył się proces sekty Charlesa Mansona.

Na temat zbrodni kierowanej przez niego grupy wykolejeńców, nazywanej „rodziną Mansona” powstało kilkadziesiąt książek. Jego postać pojawiała się w wielu filmach, serialach, a jedna z gwiazd amerykańskiej sceny muzycznej, uprawiający pop-satanizm dla nastolatków Marilyn Manson, właśnie od niego „pożyczył” drugi człon swojego pseudonimu.

Jak ten mierzący 1,57 m życiowy nieudacznik i półanalfabeta był w stanie omotać kilkadziesiąt kobiet (to one stanowiły większość jego wyznawców i to dzięki nim przyciągał do swojej grupy nielicznych mężczyzn, oferując im ich ciała) i przekonać wszystkich tych ludzi do swojej pokracznej filozofii łączącej hippisizm, scjentologię i elementy hitleryzmu?

Vincent Bugliosi, prokurator, który wsadził Mansona za kratki miał na to swoją teorię. „Mamy tysiące naprawdę złych, przebiegłych manipulatorów, mieliśmy też bardziej brutalne zabójstwa niż te popełnione przez »rodzinę Mansona«. Dlaczego więc wciąż rozmawiamy o Charlesie Mansonie? Ponieważ miał on cechę, którą ma jedna tysięczna jednego procenta ludzi. Wytwarzał wokół siebie aurę” - powiedział Bugliosi, który sam napisał o Mansonie książkę („Helter Skelter” sprzedała się w ponad siedmiu milionach egzemplarzy).

Manson, wychowywany przez matkę kryminalistkę (urodziła go mając 16 lat), najlepsze lata swojego życia spędził w poprawczakach albo w więzieniu. Już jako nastolatek gwałcił, rabował i był alfonsem. Gdy w 1967 roku wyszedł na wolność po kolejnej, tym razem sześcioletniej odsiadce, zebrał wokół siebie w Kalifornii grupę młodych wykolejeńców, którym prał mózgi podczas narkotycznych seansów. Komuna pod jego wodzą pomieszkiwała m.in. nieopodal Los Angeles na terenie opuszczonego „miasteczka”, w którym kręcono wcześniej westerny. Ważną rolę w zacieśnianiu więzów pomiędzy członkami „rodziny Mansona” odgrywały, według opowieści jej członków, dzikie orgie.

Czytaj też:
Czerwony Spartakus. Jak komuniści z Hollywood sfałszowali historię

Poza żądzą przewodzenia swojej małej sekcie, Manson miał jeszcze jedno marzenie – chciał zostać znanym muzykiem. Jeszcze podczas odsiadki w więzieniu nauczył się gry na gitarze. Jego piosenki były na tyle dobre, że zwróciły uwagę Dennisa Wilsona, perkusisty Beach Boys. Manson był pewien, że zażyła znajomość z Wilsonem otworzy mu drogę do kariery. Skończyło się wielkim zawodem. Piosenka Mansona „Cease to Exist” została przez Beach Boysów przerobiona na kawałek „Never Learn Not to Love”. Manson poczuł się okradziony.

Ostatecznie marzenia Mansona o karierze zabiło odrzucenie jego materiału przez producenta Terry'ego Melchera. Producent mieszkał nieopodal Beverly Hills w luksusowym domu, który następnie został wynajęty przez Romana Polańskiego i jego żonę. Manson znał ten dom i kojarzył mu się on jak najgorzej...


Wyznawcy Mansona (trzy kobiety i mężczyzna) zaatakowali dom przy Cielo Drive 10050 tuż północy 9 sierpnia 1969 roku. Sharon Tate, którą Roman Polański poślubił półtora roku wcześniej, była w dziewiątym miesiącu ciąży. Mordercy dźgali ją szesnaście razy, a na jej brzuchu wycięli X. Zamordowane zostały też cztery inne przebywające w tej posiadłości osoby, w tym Wojciech Frykowski. Roman Polański był wówczas w Londynie, gdzie kręcił film. Na drzwiach domu mordercy namalowali krwią słowo „Pig” („świnia”).

Manson miał nadzieję, że morderstwa staną się powodem... apokaliptycznej wojny rasowej (Słowo „Pig” miało wskazywać na udział czarnoskórych ekstremistów, którzy w ten sposób nazywali wówczas białych). Tak wyczekiwany przez niego konflikt nazwał “Helter Skelter” - był to tytuł jednej z piosenek The Beatles, którą Manson, w sobie tylko znany sposób, uznał za przepowiednię rasowej apokalipsy... Liczył przy tym, że w wyniku konfliktu uda mu się przejąć władzę w kraju.

Do żadnych zamieszek rasowych nie doszło, ale całe amerykańskie społeczeństwo było zszkowane brutalnością, z jaką dokonano zabójstw.

Przez kilka miesięcy policja była bezradna. Do przełomu w śledztwie doszło dopiero za sprawą gadulstwa jednej z członkiń „rodziny” Mansona, która – aresztowana za inne przestępstwo – opowiedziała o wszystkim koleżankom z celi.

Proces sekty Mansona w 1970 roku śledziła cała Ameryka. Podsądni zamienili sąd w cyrk: śmiali się jak szaleńcy i robili głupie miny w obecności kamer. To wtedy Manson wydrapał sobie X między oczami, który potem zamienił w swastykę.

Całą piątka została skazana w styczniu 1971 roku na śmierć. Jak to się więc stało, że nikt z „rodziny Mansona” nie zapłacił za zbrodnie własnym życiem? Rok po wyroku stanowy sąd najwyższy orzekł, że prawo dopuszczające karę śmierci były w ówczesnym brzmieniu niekonstytucyjne. W następstwie tego wyroku stanowa konstytucja została bardzo szybko zmieniona i kara śmierci została przywrócona, ale w międzyczasie wyroki śmierci zasądzone wcześniej 105 osobom, w tym „rodzinie Mansona” musiały zostać zamienione na dożywocie.

Koszmarne życie Charlesa Mansona, skończyło się 19 listopada 2017 roku, tydzień po jego 83. urodzinach. Manson, który powtarzał w wywiadach, że jest nieśmiertelny, zmarł – jak przekazano w lakonicznym komunikacie – z przyczyn naturalnych.

(pw)

 9