Mieli zamordować wszystkich. Dlaczego Niemcy pozostawili 9 tys. świadków zbrodni w Auschwitz?

Mieli zamordować wszystkich. Dlaczego Niemcy pozostawili 9 tys. świadków zbrodni w Auschwitz?

Auschwitz-Birkenau w 1945 roku
Auschwitz-Birkenau w 1945 roku / Źródło: Wikipedia
Dodano 24
Niewiele brakowało, by w styczniu 1945 roku Niemcy wymordowali wszystkich więźniów Auschwitz. SS-mani musieli jednak nagle zmienić swoje plany.

Gdy nie było już żadnych wątpliwości, że Armia Czerwona lada dzień będzie pod bramami Auschwitz, Niemcy przyspieszyli zacieranie śladów zbrodni. Esesmani wysadzali komory gazowe i krematoria, palili dokumentację, a także baraki i magazyny. Więźniowie byli pewni, że Niemcy wymordują też wszystkich świadków ich zbrodni. Gdy jednak sowieccy żołnierze dotarli w końcu do Auschwitz, zastali za drutami ok. 9 tys. więźniów. Jakim cudem ci ludzie przeżyli?

„Niemcy nie chcieli zostawić świadków. Esesmani mieli zamiar wymordować wszystkich, którzy nie byli w stanie wyjść z obozu w tzw. kolumnach ewakuacyjnych. Zaskoczyło ich jednak tempo ofensywy Armii Czerwonej, która parła do przodu, by jak najszybciej zająć Wrocław – tłumaczy w rozmowie z „Historią Do Rzeczy” dr Piotr Cywiński, dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. I dodaje: – W całej Europie żadna z armii nie zboczyła ze swojego szlaku, żeby wyzwolić jakiś obóz. Wszystkie były wyzwalane „po drodze”. Nie inaczej było z Auschwitz. Esesmani musieli się wynosić z obozu prędzej, niż przypuszczali. Tej operacji towarzyszyła panika, niektóre grupy esesmańskie wracały potem do Auschwitz i próbowały dokończyć dzieło zniszczenia. Spośród tych ok. 9 tys. więźniów ok. 700 nie doczekało wyzwolenia. Zginęli oni w ostatnich dniach przed wyzwoleniem w egzekucjach, zmarli z głodu, chorób lub zimna”.

Wkroczenia żołnierzy sowieckich doczekali głównie ciężko chorzy, którzy nie byli w stanie dołączyć do kolumn ewakuacyjnych. Wśród pozostałych po ewakuacji ok. 9 tys. więźniów znajdowało się kilkaset dzieci, w tym grupka „dzieci Mengelego”.

W obozie panował głód, chorzy byli w zasadzie pozostawieni samymi sobie. W tym najbardziej krytycznym momencie z pomocą ruszyli mieszkańcy tamtych terenów.

„Okoliczna ludność bardzo pomogła ocalonym, choć ci ludzie sami byli w bardzo trudnej sytuacji – okoliczne wioski zostały przecież zniszczone, by mógł tam powstać obóz, a wielu mieszkańców Oświęcimia straciło mieszkania na rzecz niemieckich specjalistów pracujących w kompleksie obozowym – mówi dr Cywiński. – Pomoc ze strony miejscowych była bardzo ważna w pierwszych krytycznych dniach po wyzwoleniu, kiedy trzeba było zapewnić więźniom jedzenie. Miejscowi brali też do swoich domów dzieci z obozu, a następnie – jeżeli to było możliwe – starali się pomóc w odszukaniu ich rodziców”.


Jednym z dzieci pozostawionych przez esesmanów w obozie była Eva Mozes Kor, która wraz z siostrą bliźniaczką przez niemal pół roku była ofiarą potwornych eksperymentów dr. Mengelego.

Obie siostry tuż przed odbiciem obozu przez Sowietów zostały przeniesione do Auschwitz I. Zajmowały się tam głównie polowaniem na jedzenie. Obie siostry widać na słynnym zdjęciu pokazującym wyzwolonych małych więźniów.

– Niektórzy się zastanawiają, czemu na zdjęciu zrobionym tuż po wyzwoleniu mamy takie okrągłe twarze. Odpowiedź jest prosta – przez blisko dwa i pół tygodnia jadłyśmy wszystko, co wpadło nam w ręce. Byłyśmy bardzo głodne – opowiadała Eva Mozes Kor w rozmowie z „Historią Do Rzeczy”. I dodała: – Nasze twarze bardzo szybko zaokrągliły się jak baloniki, ale pod ubraniem jeszcze długo wyglądałyśmy jak szkieleciki. Sowieccy żołnierze na potrzeby propagandowe dali nam do założenia pasiaki, choć wcześniej ich w ogóle nie nosiłyśmy. To najbardziej znane zdjęcie było tak naprawdę zrobione dwa–trzy dni po wyzwoleniu. Gdy bowiem sowieccy żołnierze weszli do obozu, dzieci nie stały między drutami, tylko chowały się w barakach. Co ciekawe, kilkakrotnie musieliśmy powtarzać wychodzenie z Auschwitz, żeby sowieccy kamerzyści mieli dobry materiał.

W Polsce wciąż powraca dyskusja na temat zasadności użycia słowa „wyzwolenie” w kontekście wyparcia Wehrmachtu z ziem polskich przez Armię Czerwoną. Jak jednak powinniśmy postrzegać, to, co stało się w Auschwitz 27 stycznia 1945 roku?

„Fraza »Wyzwolenie przez Armię Czerwoną« w stosunku do Polski brzmi oczywiście kuriozalnie, ponieważ prawdziwe wyzwolenie przyszło dla nas dopiero wtedy, gdy Armia Czerwona wróciła do siebie. Natomiast w stosunku do obozu ten termin nigdy nie budził kontrowersji – podkreśla dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. – Więźniowie obozu tak to właśnie widzieli, a byli to przecież ludzie z różnych środowisk ideowych i o różnym pochodzeniu narodowościowym. Wszyscy oni używali słowa »wyzwolenie«. Nawiasem mówiąc, pierwszy pomnik ku pamięci żołnierzy Armii Czerwonej, którzy wyzwolili obóz, postawiony został z głazów już kilka tygodni później przez więźniów dochodzących do zdrowia”.

(pw)

 24