100 sekund, które wstrząsnęły Warszawą. Tak zginął kat z SS

100 sekund, które wstrząsnęły Warszawą. Tak zginął kat z SS

Miejsce, w którym doszło do zamachu na Franza Kutscherę.
Miejsce, w którym doszło do zamachu na Franza Kutscherę. / Źródło: Wikimedia Commons / Stefan Bałuk
Dodano 9
1 lutego 1944 roku Armia Krajowa dokonała zamachu na Franza Kutscherę, zwanego „katem Warszawy”. Po tej akcji Niemcy przestali dokonywać masowych egzekucji na ulicach stolicy Polski.

Szef policji i SS na dystrykt warszawski Franz Kutschera po raz pierwszy miał zostać zgładzony już 28 stycznia, ale zaczajeni na niego żołnierze AK nie mieli go wówczas szansy spotkać – zbrodniarz akurat wyjechał z Warszawy.

Kutschera cztery miesiące wcześniej objął stanowisko szefa policji i SS na dystrykt warszawski. Od razu rozpętał wobec warszawiaków masowy terror. Pod jego rozkazami Niemcy przeprowadzali coraz więcej łapanek i egzekucji ulicznych. Sam Kutschera pozostawał jednak anonimowy. Pod kolejnymi obwieszczeniami na temat egzekucji podpisywał się jedynie nieznany „Dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski”. W ciągu czterech miesięcy jego rządów rozstrzeliwano tygodniowo ok. 300 zakładników.

Na jego trop wpadł w końcu szef wywiadu oddziału specjalnego Kedywu Komendy Głównej AK „Pegaz”. Aleksander Kunicki „Rayski” zaobserwował, że w dzielnicy policyjnej zaczęło się pojawiać auto z nieznanym nikomu wyższym oficerem. Okazało się, że był to właśnie znienawidzony przez Polaków „kat Warszawy”. Do przeprowadzenia egzekucji Kutschery wybrano 12 osób z „Pegaza”. Akcją dowodził Bronisław Pietraszewicz „Lot”.

Dom Kutschery dzieliło od dowództwa SS niecałe 150 m. Na ostatnim odcinku tej drogi auto Kutschery zostało zablokowane przez samochód kierowany przez Michała Issajewicza „Misia”.

W tym momencie do Kutschery podbiegli Zdzisław Poradzki „Kruszynka” i dowodzący akcją „Lot”. Ranny Niemiec został dobity przez „Misia”. Akcja trwała dokładnie 100 sekund.


„Należy podziwiać organizację zamachu – komentował akcję żołnierzy „Pegaza” pracownik niemieckiej policji kryminalnej „Kripo” Fritz Schramm. – Wszystko było przewidziane i wykonane do najdrobniejszych szczegółów. Tego zamachu mogła dokonać tylko bardzo silna organizacja, posiadająca ludzi fachowych. Moim zdaniem była to polska organizacja wojskowa, rozgałęziona i dobrze zakonspirowana. Musimy się z nimi liczyć, bo któregoś dnia gotowi nam sprawić wielce niepożądaną niespodziankę – nie będziemy nawet wiedzieli, gdzie i kiedy”.

Chociaż główny cel akcji udało się zrealizować i Kutschera zginął na miejscu, to jednak nie wszystko poszło tego dnia po myśli akowców.

„»Sokół« (Kazimierz Sott) i »Juno« (Zbigniew Gęsicki) zdecydowali się odprowadzić samochód do garażu na Wolę. Chociaż dostali zalecenie, by w razie niebezpieczeństwa porzucić pojazd i przedzierać się pieszo, podjęli ryzyko – pisze Sławomir Koper w książce „Polscy terroryści i zamachowcy”. – Pojazd był postrzelany podczas zamachu, wewnątrz były liczne plamy od krwi rannych, ale zamachowcy zdecydowali się nim wracać. Wydawać się to mogło zbytecznym ryzykiem, jednak warto pamiętać, że w pojeździe znajdowała się broń użyta podczas zamachu. Były to: osiem pistoletów maszynowych, sześć zwykłych pistoletów i kilkanaście granatów, bardzo cennych dla oddziału, a wycofując się pieszo, nie mogliby ich zabrać. I to zapewne zaważyło na decyzji zamachowców. Niestety, przy okazji popełnili fatalny błąd, wybierając drogę przez most Kierbedzia, którą niedawno przyjechali do szpitala. Samochód był zapewne już wcześniej zauważony przez Niemców, nieczęsto po ulicach miasta jeździło auto ze świeżymi śladami po pociskach. W efekcie doszło do tragedii”.

Auto akowców zostało zablokowane i wywiązała się strzelanina. Gdy skończyła im się amunicja, skoczyli do Wisły. Niemcy strzelali z mostu do bezbronnych żołnierzy, zabijając ich na miejscu.

W sumie w akcji zabitych zostało pięciu Niemców. Polacy stracili czterech żołnierzy (poza zastrzelonymi „Sokołem i „Juno” w wyniku odniesionych ran zmarli także „Lot” i Marian Senger „Cichy”).

Następnego dnia po zamachu Niemcy rozstrzelali w pobliżu miejsca akcji na Kutscherę 100 ludzi. 200 kolejnych osób zamordowano w ruinach getta. W następnych dniach Niemcy zabili jeszcze ponad 200 osób, ale potem nie dokonywali już – aż do wybuchu powstania warszawskiego – masowych egzekucji na ulicach stolicy Polski.

 9