Seks w armii Berlinga

Seks w armii Berlinga

Mjr Marian Ćwiklewski w otoczeniu Platerówek, Sielce 1943
Mjr Marian Ćwiklewski w otoczeniu Platerówek, Sielce 1943 / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 8
Polki służące w armii Berlinga były w znacznie gorszym położeniu niż mężczyźni. Oprócz Niemców i NKWD, musiały obawiać się również swoich kolegów i dowódców. Wykorzystywanie seksualne było powszechne. Nie brakowało również dobrowolnych związków.

Polskie jednostki wojskowe sformowane w Związku Sowieckim w latach 1943–1944 wciąż wywołują kontrowersje i spory. Co ciekawe, raczej wśród ludzi niezaangażowanych osobiście w tę problematykę, ale powodowanych ideologicznymi emocjami, przy czym rzadko dotyczy to weteranów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie czy Armii Krajowej. Oni bowiem od dawna głoszą zarówno prywatnie, jak i w oświadczeniach władz swoich organizacji, że krew przelana przez polskich żołnierzy w walce z Niemcami miała wszędzie tę samą wartość.

Zasadniczo spór sprowadza się do pytania, czy kolejne formacje dowodzone przez płk./gen. Zygmunta Berlinga – 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, 1. Korpus Polski w ZSRS, 1. Armia Polska w ZSRS, 1. Armia Wojska Polskiego – były wojskiem polskim czy sowieckim. Problem polega zaś na tym, że trudno udzielić na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, stąd też swary i niemożność dojścia do porozumienia. Rozstrzygnięcie jest możliwe wyłącznie na podstawie starannej analizy socjologicznej i politycznej.

Którzy nie zdążyli do Andersa

Każda z wymienionych tu formacji składała się z trzech warstw. Pierwszą, najliczniejszą i decydującą o znaczeniu całości, były wielotysięczne masy żołnierskie. W większości byli to ci, którzy „nie zdążyli do Andersa” – łagiernicy i specosiedleńcy, a więc ludzie, których w żaden sposób nie można posądzić o sympatie probolszewickie. Już na Kresach Wschodnich dołączyli do nich żołnierze z poboru, dla których alternatywą było zesłanie na Wschód, a także – z tego samego powodu – spora liczba żołnierzy AK. Zresztą wielu z nich po prostu pragnęło kontynuować walkę z Niemcami.

Drugą warstwę stanowili oficerowie (a także podoficerowie) liniowi. Było ich bardzo mało, zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i w stosunku do etatu polskich jednostek. Ogromna większość ich kolegów zginęła z rąk NKWD wiosną 1940 r. lub wyszła z armią Andersa. „Ci, którzy nie zdążyli”, często ukrywali swoje stopnie (dotyczyło to także podoficerów), nie dowierzając szczerości intencji Sowietów i obawiając się, że kiedyś i oni mogą spocząć w dołach śmierci. Zresztą także im Sowieci nie dowierzali, o czym świadczą zachowane dokumenty Smiersza, intensywnie penetrującego polskie jednostki i inwigilującego szczególnie właśnie oficerów. Trzeba zaznaczyć, że część polskich oficerów uległa jednak bolszewickiej indoktrynacji. I wreszcie dodać, że deficyt kadr był tak duży, iż niezbędne stało się ich uzupełnienie oficerami sowieckimi, najczęściej pochodzenia polskiego. Niemniej, biorąc łącznie masy szeregowych oraz oficerów i podoficerów liniowych, armia Berlinga była bez wątpienia polskim wojskiem.

Inaczej rzecz się miała z trzecią warstwą – oficerami politycznymi. Nie negując, że prawdopodobnie większość z nich brała udział w bojach, nie to było jednak ich głównym zadaniem. Oficerowie polityczni mieli indoktrynować masy żołnierskie w duchu polsko-sowieckiego braterstwa broni – co było zrozumiałe, choć trudne, biorąc pod uwagę przeżycia tych ludzi na zesłaniu – a następnie, stopniowo, przekonywać ich do ideologii komunizmu i braku alternatywy dla sojuszu polsko-sowieckiego, czyli w praktyce do przyjęcia do wiadomości, że wyzwolona spod niemieckiej okupacji Polska będzie musiała być podporządkowana Sowietom.

Czytaj także:
Rzeźnia pod Lenino

Wiele, może nawet większość, pogadanek oficerów politycznych było poświęconych przyszłej granicy polsko-sowieckiej, która niewiele miała się różnić od niemiecko-sowieckiej linii demarkacyjnej z września 1939 r. Ponieważ ogromna większość żołnierzy pochodziła ze wschodnich województw Rzeczypospolitej, które wedle owych pogadanek miały się znaleźć w granicach ZSRS, tragizm tych żołnierzy polegał na tym, że zdawali sobie sprawę, iż nie walczą o powrót do własnych domów, bo zostaną im one odebrane – tym razem już definitywnie. Mogą walczyć o Polskę, ale przynajmniej do tych bardziej wyrobionych politycznie docierało, że nie będzie to wolna Polska. Po przymusowym pobycie w Związku Sowieckim i wysłuchaniu pogadanek mieli już przynajmniej ogólne wyobrażenie o tym, jaka ona będzie. Nie powinno dziwić, że gdy armia Berlinga znalazła się na zachód od Bugu, wielu żołnierzy, podoficerów i oficerów „poszło do lasu”, zasilając antysowiecką partyzantkę. W ten sposób uniknęli losu tych, którym rozkazano tę partyzantkę zwalczać.

Czerwoni janczarzy

Ponad tymi trzema warstwami armii Berlinga – bezpośrednio nad trzecią – trwała walka o jej polityczne zdominowanie. Próbował tego sam Berling w duchu quasi-legionowym – i szybko przegrał. Na placu boju pozostały Związek Patriotów Polskich z Wandą Wasilewską, przynajmniej werbalnie i oficjalnie odżegnujący się od komunizmu, oraz Centralne Biuro Komunistów Polski, skupiające głównie niedobitków rozgromionej w 1938 r. na rozkaz Stalina KPP i kierowane przez Jakuba Bermana. Wygrało sekciarskie CBKP i rządziło zwasalizowaną Polską do 1956 r.

Armia Berlinga była więc niewątpliwie formacją polską w aspekcie militarnym, dzielnie, a często bohatersko walcząc z niemieckim okupantem. Za to należy się jej żołnierzom, niezależnie od stopnia, pamięć i szacunek. W aspekcie politycznym ci sami żołnierze zostali wykorzystani – głównie propagandowo, choć często także jako siła zbrojna – do zainstalowania i umocnienia w Polsce stalinowskiego reżimu. W sensie politycznym była to zatem formacja sowiecka.


W dawnej Turcji istniały oddziały janczarów – we wcześniejszych wiekach rekrutowano do nich chłopców uprowadzonych w niewolę, a w późniejszych – z poboru. Tak też do armii Berlinga trafili najpierw łagiernicy, a następnie mężczyźni zmobilizowani na Kresach i na zachód od Bugu. W Turcji zadaniem tych oddziałów było wspieranie tronu, w Polsce miało być podobnie. Z czasem w Turcji janczarzy stali się taką potęgą, że obalali sułtanów – w Polsce 13 grudnia 1981 r. zakończyli władzę PZPR, pozostała tylko naga bezideowa siła.

Platerówki

Zadziwiające, że oprócz tego fundamentalnego (chociaż nieco pozornego) sporu o narodowy charakter armii Berlinga, najsilniejsze emocje wzbudzał 1. Samodzielny Batalion Kobiecy im. Emilii Plater, formalnie utworzony na mocy rozkazu I Korpusu Polskiego w ZSRS nr 1 z 19 sierpnia 1943 r. W skład batalionu wchodziły: dowództwo, szkoła podoficerska, dwie kompanie strzeleckie, dwie kompanie fizylierek, kompania cekaemów i ręcznych granatników przeciwpancernych, plutony moździerzy, rozpoznawczy, łączności, sanitarny, saperów oraz gospodarczy.

30 września 1943 r. batalion liczył 740 osób, a 7 kwietnia 1945 r. – 533. W okresie przygotowawczym, czyli od 1 do 30 lipca 1943 r., batalionem dowodził por. Zygmunt Sobolewski, a jego zastępcą do spraw liniowych był ppor. Aleksander (Leonard) Mac, który od 1 sierpnia do 29 grudnia 1943 r. był dowódcą platerówek w stopniu porucznika, a od 27 lipca do 12 listopada 1944 r. ponownie – w stopniu kapitana. 21 marca 1945 r. batalion został podporządkowany bezpośrednio Sztabowi Generalnemu WP, a 25 maja rozwiązany. Niektóre żołnierki zamieszkały w powiecie lubańskim we wsi zwanej początkowo Platerowo, później Lipy Dolne i Zalipie Dolne, a obecnie Platerówka (zachodnia część województwa dolnośląskiego).

Kobieca formacja i w ogóle regularna służba wojskowa kobiet była w owym czasie – poza Związkiem Sowieckim – zjawiskiem nieznanym. Z wyjątkiem takich jednostkowych ewenementów jak właśnie patronka 1. SBK Emilia Plater w europejskiej kulturze wojskowej się utarło, że kobiety mogą – nie tyle w wojsku, ile przy wojsku – pełnić dwie funkcje: szpiega lub markietanki – do nielicznych wyjątków od tej reguły należały kobiece formacje pomocnicze. Status żołnierek 1. SBK jeszcze w latach 90. wzbudzał wątpliwości, które musiał rozstrzygać sąd.

Do tamtej pory niekwestionowanym symbolem platerówek pozostawała pełniąca służbę wartowniczą bohaterska fizylierka chor. Aniela Krzywoń, która zginęła jeszcze przed bitwą pod Lenino, ratując dokumenty sztabowe i dwóch rannych z ciężarówki trafionej bombą. Za ten czyn pośmiertnie nadano jej tytuł Bohatera Związku Sowieckiego, a w Polsce nazwano jej imieniem wiele ulic i szkół. Jednak 20 lat temu Henryk Piecuch w dość niewyważonej publikacji zajął się rolą platerówek w stosunkach męsko-damskich w armii Berlinga.

Sen z powiek

Włodzimierz Sokorski, którego akurat w tych sprawach można uznać za autorytet (lubił się żenić z bardzo młodymi kobietami, a gdy zrobił to po raz kolejny w wieku 60 lat, zapytano go, co będzie za lat 20. Odpowiedź brzmiała: „A co ma być? Rozwiodę się i wezmę młodszą”), pisał o żołnierkach bardzo oględnie i delikatnie:

„Batalion fizylierek [czyli 1. sbk] spędzał sen z powiek zarówno żołnierzom, jak i oficerom. Dowodził nim por. Mac, któremu wszyscy szczerze zazdrościliśmy. Batalion sanitarny, którym dowodził dr Jerzy Sztachelski, również był przedmiotem westchnień, zwłaszcza że »siostry« miały opinię »trudniejszych«. A jednak były to ładne miłości. Gwałtowne, a nierzadko »do samego grobu«”.

Czytaj także:
Tajemnice „Krwawej Luny”

Równie oględnie opisywał relacje męsko-damskie w armii Andersa Stanisław Strumph-Wojtkiewicz, któremu niejednokrotnie zdarzało się bezkrytycznie przekazywać zasłyszane, a nieprawdziwe relacje, lecz nigdy nie konfabulował jako naoczny świadek. I właśnie jako taki opisuje sytuację po jednym z przyjęć, jakie Anders wydał w Buzułuku:

„Dnia następnego sztabowcy ponownie zajęci byli roztrząsaniem wszelkich szczegółów generalskiego przyjęcia. Należało wysnuć wnioski, trafnie przewidzieć dalszy rozwój generalskich nastrojów. I już dopytywano się dyskretnie, kto wychodził ostatni, a kto w ogóle nie wyszedł i zanocował w gościnnym domku. Szczególną uwagę zwracano na co ładniejsze damy i »pestki« [ochotniczki z Pomocniczej Służby Kobiet] – przecież każda z nich mogła stać się zaufaną powiernicą dowódcy armii, a więc i potężnym czynnikiem poparcia w służbie… Nie było to do pogardzenia w okresie rozrostu armii”.

Współcześnie tego rodzaju sytuacje uważa się za wykorzystywanie przez mężczyzn pozycji władzy, chociaż jeżeli kontakty między żołnierzami obu płci są obustronnie dobrowolne, to wypada uznać je za naturalne.

Polowe „żony”

Jednak w 1. SBK żołnierki nie zawsze mogły swobodnie sobą dysponować. Niedawno przypomniał o tym Tadeusz M. Płużański w artykule „Stalinówki i platerówki od drugiej strony. Przechodnie polowe żony – nie ma dowodów?”, opracowanym na podstawie książki Andrzeja Zasiecznego „Polowanie na pułkownika. Sprawa VI K 395/96. Fakty i mity o 1. Samodzielnym Batalionie Kobiecym im. E. Plater”. Warto zacytować z tego źródła fragmenty raportów dotyczących platerówek (pisownia oryginalna):


„Wieczorem 10.X.1943 była dowódcą warty baonu kobiecego w Sielcach. Oficer inspekcyjny przyszedł do niej z żądaniem, aby poszła do jednego z pomieszczeń warty, gdzie bawi się dowódca baonu kobiecego z dziewczętami. Sieńkowska odmówiła nie chcąc pójść, ponieważ są tam osoby z baonu kobiecego. Oficer inspekcyjny poszedł sam i napisał po powrocie protokół, w którym jakoby było uwidocznione, że zastał tam śpiących dowódcę baonu kobiecego por. Maca z sierżantem Wysocką i z-cę d-cy ds. wyszkolenia ppor. Holzera z sierż. Turkiewiczówną oraz podoficera Morelówną pracującą w kwatermistrzostwie, która nie spała. Oficer inspekcyjny zażądał od Sieńkowskiej podpisania protokółu. Sieńkowska odmówiła. Pytana przeze mnie sierż. Turkiewicz wyjaśniła, że w niedzielę po kolacji zawołał ją ppor. Holzer razem z sierż. Wysocką i powiedział: – Pojedziemy. Dokąd jedzie nie wiedziała, myślała, że może do teatru. Razem z nimi pojechał d-ca baonu i podoficer Morelówna. Pojechali do Sielc, gdzie jedli, pili, bawili się, potem poszli spać. Wrócili do obozu ok. 5-tej rano…”.

„[…] jedna z dziewcząt, która była przydzielona do sprzątania w ziemiance dowódcy i ppor. Holzera – Szalówna, z 2. komp. strzelców – wieczorem 10.X. przybiegła przerażona, że dowódca w stanie nietrzeźwym chciał ją zgwałcić i zmuszał ją rozkazem i krzykami »baczność« do posłuszeństwa, chwytał za ręce, ciągnął na łóżko. Krzykami i prośbą uwolniła się. Wtedy dowódca kazał jej zawołać saninstruktora Kozieł, z którą się zamknął i kazał Szalównie wyjść. W tym czasie do dowódcy zachodzili niektórzy oficerowie. W ziemiance było ciemno, drzwi zamknięte i głos dowódcy odpowiadał »nie wolno«”.

Kolejny raport, za okres od 11 do 14 listopada, informował, że „znaczna część oficerów upiła się. Bili się, strzelali, chodzili po ziemiankach i obejmowali dziewczęta. Najgorzej zachowywali się ci z kompanii 4 pp. »Żołnierze rzucali się na dziewczęta, bili je po twarzy, przemocą wydzierali karabiny, których dziewczęta nie chciały oddać, kopali dziewczęta, bili kolbami, były próby gwałtów. Dowódca kompanii kpt. Lola [? – mało czytelne] nie reagował na to, a wręcz jeszcze podniecał swoich żołnierzy«”.

Jak przypomina Płużański, „Przed laty w »Dzienniku Łódzkim« pojawiła się wypowiedź ppor. Marii Wolańskiej: »Podczas zlotu w Platerówce sama słyszałam – niektóre dziewczyny mówiły, że «jakby nie dawały, to by nie żyły». To były bardzo rozgoryczone dziewczyny«. W tym samym artykule czytamy: »Sama [M. Wolańska] ma złe wspomnienia z ruskimi oficerami-dowódcami, których było sporo i u Berlinga. […] Do niej też dobierali się… […] Więc, krótko mówiąc, dziewczyny zachowywały się różnie. Niektóre żyły z żołnierzami. Frontowe ciąże też się zdarzały, a i o skrobankach coś niecoś wie«. Czy dlatego w 1. SBK odbywały się comiesięczne przeglądy ginekologiczne?

Podpułkownik Adam Bromberg, zastępca dowódcy pułku w 1. DP, politruk, później dyrektor PWN i inicjator »Wielkiej Encyklopedii Powszechnej«: »Nasza dywizja była większa od przeciętnej sowieckiej – trzy pułki […], batalion fizylierek [tak nazywano 1. SBK] do służby wartowniczej i łączności, z których najładniejsze zabierano do kancelarii dywizji, pułków, batalionów. […] Naszkowski zostawił mi również swoją sekretarkę, Dankę, i zgodnie z wojskowym zwyczajem miejsce przy niej na łóżku polowym. […] Danka była bardzo atrakcyjna i łatwo nawiązywała kontakty, nawet z kilkoma oficerami naraz […] a pili wszędzie – na postojach, w marszu i w warunkach bojowych. W każdym czołgu jechał kanister z wódką, przy każdym czołgu kręciła się dziewczyna«.

Bolszewicka kalka

Zygmunt Berling we wspomnieniach: »za rozpowszechnione i niczym nie hamowane pijaństwo i pewną demoralizację korpusu oficerskiego, w tym daleko idące rozluźnienie dyscypliny w oddziałach, odpowiedzialny był Świerczewski. […] Świerczewski znany był jako nałogowy pijak«. Ten sam Berling napisał do żony, że po powrocie do obozu »zastał w Sielcach burdel«. […]

Wszystkie te żołnierskie obyczaje w Wojsku Polskim – pijaństwo, demoralizacja, gwałty, przechodnie polowe żony – przypominały te z Armii Czerwonej, a wręcz były ich kalką. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. Do WP oddelegowano około 21 tys. oficerów i generałów AC.

Gustaw Herling-Grudziński w »Innym świecie« o kobietach wykorzystywanych seksualnie w łagrze: »Dla Rosjan, nawykłych do «ślubów za pięć rubli» i kopulacji uprawianej na wzór potrzeb fizjologicznych w wychodkach publicznych, nie był to właściwie problem istotny i służył raczej za przedmiot drwin z równouprawnienia kobiet w nowym ustroju«.

Jedną z bardziej znanych »Platerówek« (zastępcą dowódcy ds. polityczno-wychowawczych) była Irena Sztachelska. […] razem z innymi »Platerówkami«: Adelą Żurawską (dowódczyni kompanii, po wojnie prokuratorka – prawa ręka Heleny Wolińskiej), Krystyną Jodkowską (dowódczyni plutonu) i Ludwiką Bibrowską (zastępczyni dowódcy ds. polityczno-wychowawczych) wytoczyła Henrykowi Piecuchowi proces za poniżenie, bo śmiał wspomnieć, jakie obyczaje panowały w 1. Samodzielnym Batalionie Kobiecym im. Emilii Plater”.

Trzeba jednak dodać, że użyte przez Piecucha sformułowania były zbyt daleko idącym uogólnieniem. Kontakty męsko-damskie w 1. Armii Polskiej w ZSRS były bowiem różnej natury. Tak czy inaczej się wydaje, że przynajmniej niektóre kobiety zapłaciły więcej za wyrwanie się z „nieludzkiej ziemi” niż mężczyźni. Na zakończenie tego wątku feministycznego wypada dodać, że kobiety służyły nie tylko w 1. SBK i w pododdziałach sanitarnych, ale także w innych jednostkach, na przykład jako telegrafistki w kompaniach łączności.

Tadeusz A. Kisielewski

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 10/2014
Artykuł został opublikowany w 10/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 8
  • Żenada IP
    Treść została usunięta
    Dodaj odpowiedź 2 16
      Odpowiedzi: 1
    • Jechwoparch IP
      Treść została usunięta
      Dodaj odpowiedź 3 8
        Odpowiedzi: 1
      • Matylda IP
        Treść została usunięta
        Dodaj odpowiedź 12 2
          Odpowiedzi: 1
        • Matylda IP
          18 maja 1944 roku, po zajęciu Monte Cassino, Marokańczycy rozpoczęli zbrodnie. Tysiące goumierów rozpoczęło masową grabież oraz gwałt, posuwając się w dół doliny wzdłuż szlaku kolejnych. Zgwałcili 60 tysięcy kobiet i dziewczynek w wieku od 11 do 86 lat. Trwało to wiele dni, a nie dwie doby. Mężczyźni, którzy się sprzeciwiali najeźdźcom zostali zamordowani i byli wbijani na pal jako ostrzeżenie. Marokańczycy zgwałcili nawet miejscowego proboszcza Alberto Terillę, który na skutek odniesionych obrażeń zmarł.
          Dodaj odpowiedź 14 1
            Odpowiedzi: 1