Wielka Gra kapitana Grąbczewskiego na dachu świata

Wielka Gra kapitana Grąbczewskiego na dachu świata

Jedna z bitew w ramach II wojny brytyjsko-afgańskiej, będącej częścią Wielkiej Gry
Jedna z bitew w ramach II wojny brytyjsko-afgańskiej, będącej częścią Wielkiej Gry / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Bronisław Grąbczewski wykonywał dla cara tajne zadania, które miały otworzyć Rosji drogę do Indii. Ten Polak w rosyjskiej służbie odegrał niebagatelną rolę w strategicznej rozgrywce pomiędzy dwoma imperiami.

W ciemnej sieni mieszkania dowódcy pułku dragonów w Telszach barona Radena, oficer żandarmów bacznie przyglądał się wysokiemu mężczyźnie w szarej czamarze. Stojąca obok zapłakana kobieta w długiej czarnej sukni wznosiła ręce w błagalnym geście.

- Klęknijcie! – zawołał mężczyzna w czamarze do chłopców, stojących w kącie sieni – i podnieście prawą rękę do góry.

- Przysięgnijcie, że będziecie słuchać matki, nigdy nie zaprzecie się Polski i nie dacie się użyć na szkodę Ojczyzny!

Chłopcy uklęknęli na oba kolana, podnieśli prawe ręce i łamiącymi się głosami powtórzyli słowa ojca. Po policzkach najmłodszego – zaledwie ośmioletniego Bronka ciekły wielkie jak groch łzy.

- Paszli! – żandarm odepchnął kobietę i pociągnął mężczyznę przez drzwi sieni, do czekającej już na podwórku czarnej kibitki.

Nie do końca wiadomo, dlaczego Bronisław Grąbczewski nie do końca dotrzymał przysięgi danej ojcu przed wywiezieniem go na Sybir, za udział w przygotowaniach do Powstania Styczniowego. Być może była to ciekawość świata, chęć poznania jego nieodkrytych jeszcze zakątków, a może zdecydowały względy materialne. W każdym razie trzydzieści lat życia spędził w carskiej służbie i wydaje się, że był z tego całkiem zadowolony.

Przyszedł na świat w Kownatowie na Kowieńszczyźnie w 1855 r. Rodzina, zmuszona po zesłaniu ojca do sprzedaży majątku, przeniosła się do Warszawy. Po ukończeniu gimnazjum, Bronisław rozpoczął naukę w Instytucie Górniczym w Petersburgu, jednak szybko ją zakończył. Jako osiemnastolatek wstąpił do stacjonującego w Warszawie Lejbgwardyjskiego Keksholmskiego Pułku im. Cesarza Austriackiego. Czy to z powodu ostracyzmu, jaki spotykał Polaków służących w carskim wojsku na terenach dawnej Rzeczypospolitej, czy to z chęci przeżycia przygód, w 1876 r. na własną prośbę przeniesiony został do służby w 14. turkiestańskim batalionie liniowym w Taszkiencie. Być może już wtedy przeznaczony został do wykonywania tajnych zadań dla jego cesarskiej mości.

Czytaj także:
Sztyletnicy – zapomniani polscy egzekutorzy

Grąbczewski wziął udział w kilku kampaniach i wyprawach w rosyjskim Turkiestanie. Włócząc się po górach i aułach, poznał miejscowe języki oraz obyczaje. Nawiązał też kontakty z wieloma wpływowymi w tamtejszej klanowej strukturze społecznej ludźmi.

Ówczesna Azja Środkowa stanowiła mozaikę zależnych i niezależnych chanatów, udzielnych księstw i plemiennych wspólnot, w których panowali żywcem wyjęci
ze średniowiecza feudałowie. Setki lat opierały się one przewadze sąsiadów, wykorzystując oddalenie od głównych szlaków i górzyste położenie. Nie brakowało obszarów, na których nie postała jeszcze noga żadnego Europejczyka, a na mapach widniały liczne białe plamy.

Kandżut, Kafiristan, Nagar i jeszcze kilka pomniejszych udzielnych władztw, były kluczowe dla uzyskania przewagi w tamtym rejonie. Były „drzwiami” z Rosji do Indii i strzegły przejść przez górskie przełęcze i drogi, którymi można było niespodziewanie wyjść na tyły przeciwnika. Zwłaszcza Anglicy mieli obsesje na punkcie rosyjskich żołnierzy, wyłaniających się znienacka spomiędzy pamirskich szczytów i schodzących na bogate niziny Indii.

Opanowanie tych pogranicznych terenów dawałoby wielką przewagę w tzw. Wielkiej Grze – sekretnej wojnie o Azję Środkową.Ta toczona od latpomiędzy Imperiami Rosyjskim i Brytyjskimrozgrywka, wchodziła wówczas w decydującą fazę. Anglicy mimo prób nie potrafili podbić Afganistanu. Rosjanie doszli do jego północnych granic i łakomie patrzyli na perłę w brytyjskiej koronie – Indie. Do podziału pozostawały jeszcze wpływy w Iranie i Tybecie. Kto wygrałby Wielką Grę, dostałby klucze do zabezpieczenia sobie trwałego panowania nad Azją Środkową.

W Afganistanie rządził wtedy twardą ręką emir Abdur Rahman Chan. Po latach niepokojów i walk ustabilizował wewnętrznie kraj, opierając się zakusom zarówno brytyjskim, jak i rosyjskim. Jednak ogromne subsydia i nowoczesna broń, które otrzymywał od Brytyjczyków coraz bardziej go od nich uzależniały. W końcu zniecierpliwiony tym Aleksander III postanowił „boleśnie ukąsić” poczynających sobie coraz śmielej Anglików. Do realizacji tego zamiaru wybrany został Grąbczewski - w 1888 r. urzędnik do specjalnych poruczeń przy gubernatorze Fergany. Grąbczewski zwerbował do działania zwolenników brata Abdur Rahmana – skłóconego z nim Ischaka Chana i dostarczył im rosyjską broń, amunicję i pieniądze. Wkrótce północne połacie tego kraju ogarnęło powstanie przeciw władcy z Kabulu.

W lipcu tego samego roku Grąbczewski wyruszył do Kandżutu – dzisiejszej Hunzy w Pakistanie, chanatu leżącego po południowej stronie Himalajów. Na wyprawę w Margelanie zebrał 4 kozaków – ochotników. Podróżowali w mundurach, aby uniknąć oskarżeń o szpiegostwo. Towarzyszyli im też osobisty sekretarz i kucharz.

Trasa wiodła z północy na południe przez grzbiety i niedostępne górskie przełęcze Hindukuszu. Wąskie górskie ścieżki często były przytulone do zboczy spadających stromo w przepaście. Wartkie rzeki trzeba było pokonywać płynąc na końskich grzbietach albo na pontonach z nadmuchanych kozich skór. Nad urwiskami i przepaściami prowadziły przyklejone do skalnych zboczy niewielkie drewniane balkoniki i chwiejne, wiszące mosty. Podróżnicy często musieli być przenoszeni nad przepaściami na linach przez małpio sprawnych tubylców.

W końcu wyprawa dotarła do Kandżutu. Władze sprawował w nim Safder Ali Chan, który niedawno objął władzę po zabójstwie swojego ojca. Powodem zbrodni miało być rzekome sprzyjanie przez ofiarę Anglikom. Chan potraktował Grąbczewskiego jako oficjalnego wysłannika Ak – Padszy czyli białego cara i przyjął go z należnym ceremoniałem, nie omieszkując jednak ze wschodnią złośliwością podkreślać swojej wyższości.

Wkraczając do Kandżutu, Grąbczewski znalazł się w potrzasku, zdany na łaskę i niełaskę despoty. Safder Ali Chan kontrolował każdy krok przybysza, i izolował od niego swoich poddanych. W pewnym momencie los wyprawy i życie jej członków zawisły na włosku. Po zakrapianym obiedzie wyprawionym przez Grąbczewskiego dla chana, ten ciężko się rozchorował. Wzbudziło to podejrzenie, że władca został otruty przez „rosyjskiego posła”. Na szczęście Grąbczewskiemu udało się go wyleczyć za pomocą plastrów musztardowych z podręcznej apteczki.

Władca Kandżutu naciskany przez Anglików, chciał uzyskać za pośrednictwem Grąbczewskiego rosyjską broń, instruktorów i pieniądze dla obrony swojego kraju. Na pożegnalnej audiencji chan pokazał Grąbczewskiemu listy od brytyjskich władz i w obecności starszyzny plemiennej, oddał swój kraj w poddaństwo carowi. Spotkało się to z gromkim aplauzem zebranej starszyzny plemiennej.Na zebraniu tym zapadła również decyzja o udzieleniu pomocy Ischak Chanowi w walce z Abdur Rachmanem. Grąbczewski z pewnością maczał palce w podjęciu tej decyzji. Wyprawa 15 grudnia 1888 r. wróciła do Margelanu i została rozwiązana. Sam podróżnik wyruszył do Petersburga, aby starać się o pozwolenie i środki na nową podróż.


Wykłady Grąbczewskiego o podróży dawane w Petersburgu spotkały się z takim odzewem, że sam car zaprosił podróżnika do wygłoszenia ich w cesarskim pałacu w Gatczynie. Uzyskał tam wsparcie następcy tronu dla realizacji kolejnej wyprawy. Jej celem był tajemniczy Kafiristan – dzisiejszy Nuristan w Afganistanie. Jego mieszkańcy, mimo trwającego setki lat muzułmańskiego naporu, potrafili zachować własną religię. Korzystając z położenia wysoko w górach, nie wpuszczali obcych do swojego kraju i utrzymywali rzadkie kontakty z sąsiadami.

Pomimo poparcia carewicza Mikołaja, Grąbczewski musiał przebrnąć przez tryby rosyjskiej biurokracji, załatwiając niezbędne dla wyprawy formalności. Wyruszył dopiero w czerwcu 1889 r., tym razem w towarzystwie 7 kozaków. Kiedy dotarł do granic Afganistanu, powstanie Ischak Chana upadało, i prawie cała północna część kraju była już w rękach Abdur Rahmana. Drogi do Kafiristanu zostały odcięte. Grąbczewski wysłał list do emira z prośbą o pozwolenie przejścia do Kafiristanu. Oczekując na odpowiedź koczował przy granicy, patrząc na tłumy uchodźców opuszczających Afganistan po nieudanym powstaniu i słuchając opowieści o okrutnej zemście jego władcy. W końcu dostał odmowę wraz z zaleceniem, aby przestał się "włóczyć" wzdłuż granic Afganistanu.

Postanowił wtedy zrealizować pomocniczy cel wyprawy i wyruszyć wzdłuż rzeki Raskem – darii do Tybetu. Po drodze doszło do spotkania z dwoma angielskimi oficerami - majorem Cumberlandem i porucznikiem Bauerem, kierującymi się do kluczowego fortu Szachidułła Chodża. Leżał on na szlaku karawan, już po północnej stronie Himalajów na terytorium formalnie chińskim, ale zajętym niedawno przez Anglika, kapitana Francisa Edwarda Younghusbanda, jedną z czołowych postaci Wielkiej Gry. Wkrótce, w dolinie Raskem - darii wyprawa Grąbczewskiego spotkała się z jego wielką karawaną, której celem było wzmocnienie górskiego fortu.

Podróżnicy spędzili razem dwa dni, dyskutując o dokonanych odkryciach i o polityce. Powiązano też brytyjskie i rosyjskie prace topograficzne prowadzone po obu stronach gór. Anglik opowiedział o panice, w jaką wpadły władze w Indiach, kiedy rosyjska wyprawa dotarła do Kandżutu. Zdradził też, że sam ma zamiar się tam udać, aby pozyskać Safder Ali Chana do brytyjskich planów. Younghusband namówił też Grąbczewskiego do przesłania listu do brytyjskiego konsula w Kaszmirze z prośbą o pozwolenie na przezimowanie po południowej stronie Himalajów - w Ladakhu albo Kaszmirze. Younghusband poduszczył też Grąbczewskiego do zimowej przeprawy przez zaśnieżone przełęcze, do północno – zachodniego Tybetu. Wyprawa nie mogła zimować w forcie Szachidułła, gdyż nie było tam wystarczających zapasów żywności. Mało brakowało, a skończyłoby się to tragicznie.

Grąbczewski pisał wówczas do wiceprezesa Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego: „Jesteśmy obecnie o pięć dni drogi powyżej fortu Szachidułła Chodży. Od 4-5 dni dręczą nas wichury o niebywałej sile, nie ustające ani dniem, ani nocą. Podmuchy ich są tak gwałtowne, że namiotów nie mogą utrzymać żelazne słupki i mocne nowe sznury. Wyprawa ma do przebycia ciężką i podczas tej surowej pory roku niebezpieczną drogę. W przeciągu 15-20 dni będziemy musieli iść po przestrzeniach, leżących wyżej 17 000 stóp n.p.m., bez opału i trawy dla koni, i pomyślny wynik tej podróży będzie zależał jedynie od szczęścia, od przypadku, stanu pogody i ilości koni, które zginą w ciągu drogi”. Podczas tej przeprawy stracili 36 z 40 koni, skończyły się zapasy żywności i prawie wszystkie pieniądze. Gdyby zignorowali rady Younghusbanda i samowolnie przezimowali w Ladakhu, prawdopodobnie skończyłoby się to jedynie angielskim protestem dyplomatycznym.

Wiadomość od brytyjskiego rezydenta w Kaszmirze, płk Nisbeta, że nie ma zgody na jego przezimowanie na brytyjskim terytorium Grąbczewski dostał dopiero pod koniec stycznia. Jednocześnie dowiedział się, że rosyjski rząd zezwolił Bauerowi i Cumberlandowi na powrót do Anglii przez Pamir i Turkiestan. Grąbczewski spędził jeszcze kilka tygodni na badaniu chińsko – tybetańskiego pogranicza i w październiku 1890 r. wrócił do Rosji.

Wyprawa stała się przyczyną dyplomatycznego skandalu. Porywczy Aleksander III dowiedziawszy się, że Brytyjczycy nie pozwolili podróżnikom zatrzymać się w Kaszmirze, zlekceważył angielskiego posła na spotkaniu z korpusem dyplomatycznym. Ten dowiedziawszy się o przyczynie, zapewnił cara, że Grąbczewski i jego towarzysze mieli pozwolenie na pobyt na brytyjskim terytorium. Teraz carskie gromy spadły na podróżnika. Ten na szczęście posiadał angielskie pismo z odmową, którego odpis niezwłocznie wysłał do carskiej kancelarii z prośbą o rehabilitację.

Ostatecznie za swoje osiągnięcia kapitan Grąbczewski został awansowany od razu do stopnia podpułkownika, otrzymał dożywotnią pensję w wysokości 4 tys. rubli rocznie oraz sześciomiesięczny płatny urlop za granicą wraz z nagrodą 3 tys. rubli na wydatki z nim związane. Nagrodzeni zostali też pozostali uczestnicy wyprawy. Perypetie z Anglikami skłoniły jednak podróżnika do porzucenia dalszych podróży.

Z wypraw organizowanych przez Grąbczewskiego przywieziono bogate zbiory etnograficzne, geologiczne i zoologiczne. Zbierano również informacje o klimacie i meteorologii.

Największą jednak zasługą Grąbczewskiego było zbadanie wysokogórskich przejść prowadzących do Kandżutu i dalej do Indii od strony północnej. W wyniku działań podróżnika w rejonie pogranicznych chanatów, zostały one wkrótce podporządkowane Koronie Brytyjskiej. W odpowiedzi na to, Rosjanie w latach 1891 – 1892 zajęli sporny dotąd Pamir,
w czym duży udział miał Grąbczewski. Ustabilizowało to rosyjską i brytyjską strefy wpływów w regionie i przesądziło o przebiegu granic w zasadzie do dnia dzisiejszego. Wielką Grę zakończył traktat rosyjsko – angielski z 1907 r., dokonujący podziału wpływów między te mocarstwa w Azji Środkowej.

Grąbczewski był później rosyjskim rezydentem w Japonii, generalnym komisarzem w Kwantungu a nawet krótko gubernatorem astrachańskim i atamanem polnym Kozackiego wojska astrachańskiego. Stanowisko niezwykłe w carskiej Rosji dla Polaka i katolika. W 1910 r. przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Warszawie. Podczas I wojny światowej przebywał nad Morzem Czarnym. Ostatnią misję w rosyjskiej służbie wypełnił podróżując z misją od Denikina do Kołczaka, okrężną drogą – przez Egipt i Indie znad Morza Czarnego na Syberię. Do Warszawy wrócił w 1920 r. Odmówiono mu generalskiej emerytury, więc zajął się spisywaniem swoich wspomnień z podróży. Zmarł w 1926 r. pozostawiając obszerne, nie do końca opracowane archiwum powstałe podczas podróży po Azji, które całkowicie spłonęło w Powstaniu Warszawskim.

 0

Więcej historii