Żydowski lekarz Hitlerów

Żydowski lekarz Hitlerów

Doktor Bloch w swoim gabinecie, ok. 1938 r.
Doktor Bloch w swoim gabinecie, ok. 1938 r. / Źródło: Wikimedia Commons / fot: Bundesarchiv, Bild 146-1975-096-33A / CC-BY-SA 3.0
Dodano 2
„Najserdeczniejsze życzenia noworoczne. Pański wdzięczny na wieki Adolf Hitler” – takie pocztówki otrzymywał Żyd z Linzu, który leczył Klarę Hitler

Wczesnym rankiem 30 listopada 1907 r. żydowski lekarz Joachim Bloch jak zwykle zjadł w pośpiechu śniadanie i wyszedł ze swojego eleganckiego mieszkania w barokowej kamienicy na Landstrasse w śródmieściu Linzu. Przed domem czekał już na niego powóz. Woźnica wysłuchał zwięzłych instrukcji i dorożka zajechała do położonej nieopodal synagogi, gdzie Bloch, nieortodoksyjny, ale religijny Żyd, miał w zwyczaju codziennie odmawiać krótką modlitwę za chorych, którymi się zajmował. Tego dnia modlił się za 47-letnią pacjentkę, której stan drastycznie się pogarszał. Wiedział, że oprócz próśb do Boga niewiele już może dla niej zrobić. Sytuacja była beznadziejna. Zbyt długo nieleczony guz piersi okazał się złośliwy, operacja nie pomogła, pojawiły się przerzuty. Bloch pełen najgorszych przeczuć wyszedł z synagogi i podał woźnicy adres. Dorożka pomknęła przez drewniany most na Dunaju i zatrzymała się przed kamienicą przy Blütenstrasse 9. Doktor Bloch wszedł na pierwsze piętro i zapukał do drzwi mieszkania rodziny Hitlerów.

Pocztówki od Adolfa

Klara Hitler, matka Adolfa, zgłosiła się do Blocha niemal rok wcześniej. „Poprosiła o dokładne przebadanie – wspominał Bloch w pamiętniku. – Żaliła się na bóle w piersi, które od czasu do czasu stawały się tak nieznośne, że nie mogła spać. Po dokładnych oględzinach okazało się ponad wszelką wątpliwość, że mam do czynienia ze złośliwym nowotworem. […] Taka diagnoza równała się wręcz wyrokowi śmierci. Nie powiedziałem oczywiście pacjentce o moim smutnym odkryciu, uspokoiłem ją, na ile w tych okolicznościach to było możliwe, zwróciłem jednak uwagę na konieczność operacji”.

Po postawieniu diagnozy Bloch zebrał całą rodzinę Hitlerów na naradę. Od kiedy Alois Hitler, mąż Klary i poborca podatkowy, który lubił zaglądać do kieliszka, zmarł wskutek wylewu po wypiciu porannej porcji wina w karczmie, odpowiedzialność za rodzinę spadła na Klarę i Adolfa, najstarszego spośród dzieci, które jeszcze mieszkały w rodzinnym domu. Bloch często naradzał się z Adolfem, konsultował z nim każdy krok. To właśnie 18-letni wówczas Adolf dysponował rodzinnym budżetem, który składał się głównie z renty Klary. Przyszły wódz III Rzeszy zapłacił za pobyt matki w szpitalu i operację, a później, gdy stan Klary chwilowo się poprawił, zdecydował się wynająć mieszkanie w śródmieściu, by ułatwić matce codzienne funkcjonowanie.

To właśnie do tego mieszkania w listopadowy poranek 1907 r. pukał dr Bloch. „Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy w tym skromnie umeblowanym mieszkaniu, była czystość – pisał później we wspomnieniach. – Wszystko po prostu lśniło; na krzesłach i stoliku nie było jednego pyłku kurzu ani jednej plamy na wyszorowanej podłodze, żadnego zacieku na szybach”.

Klara Hitler była już w bardzo złym stanie. Ból stawał się nieznośny. Bloch po naradzie z Adolfem zaaplikował Klarze jodoform i morfinę – środki, które nie mogły pomóc w leczeniu i miały tylko złagodzić cierpienia. „Ból matki zdawał się być dla syna istną torturą – wspominał tamten dzień Bloch. – Gdy tylko twarz matki ściągała się bólem, jego rysy wykrzywiał strach”. Wiele lat później, gdy Hitler stał już na czele III Rzeszy, a Żydzi ginęli w obozach koncentracyjnych, Bloch wciąż upierał się, że w młodości Adolf był zupełnie innym człowiekiem. „W całej mojej karierze nie spotkałem kogoś tak złamanego nieszczęściem, jak wtedy Adolf Hitler – mówił po latach w wywiadzie prasowym. – Do głowy by wtedy nikomu nie przyszło, że w przyszłości stanie się on wcieleniem wszelkiego zła”.

Klara Hitler umarła 21 grudnia. Bloch ponownie przyjechał do mieszkania Hitlerów, żeby wystawić akt zgonu. Zastał tam Adolfa, który „z podkrążonymi po bezsennej nocy oczami siedział przy matczynym łóżku. Szkicował, chcąc zapamiętać jej ostatnie chwile. Gdy tłumaczyłem, że w tym wypadku śmierć była wybawieniem, starał się zrozumieć”. Dwa dni później odbył się pogrzeb Klary, po którym Adolf złożył wizytę Blochowi. Uścisnął żydowskiemu lekarzowi dłoń i zadeklarował, że „pozostanie mu wdzięczny do końca życia”.

„Szlachetny Żyd”

Kilka lat temu polskie media obiegła informacja, że niemiecki historyk Joachim Riecker „odkrył powód nienawiści Hitlera do Żydów”. Tym powodem miał być fakt, że Joachim Bloch otruł jego matkę. Szybko okazało się jednak, że Riecker odżegnuje się od tej teorii, a poglądy na temat antysemityzmu Hitlera wcisnęli mu w usta brytyjscy dziennikarze. W rzeczywistości bowiem Hitler uważał Blocha za wyjątkowego i – jak to ujął wiele lat później, już po wejściu w życie ustaw norymberskich i Anschlussie Austrii – „szlachetnego Żyda”. Czym Bloch zasłużył sobie na taką opinię Führera? August Kubizek, przyjaciel Hitlera z młodości, tak pisał o żydowskim lekarzu z Linzu: „Lekarzem domowym rodziny Hitlerów był powszechnie lubiany doktor Bloch, którego w mieście nazywano »lekarzem ubogich«, wybitny fachowiec i człowiek o wyjątkowo dobrym sercu, który z pełnym poświęceniem zajmował się chorymi”. Brigitte Hamann, austriacka historyk i autorka książki o Blochu, wylicza, że za długotrwałe i skomplikowane leczenie Klary Hitler zażądał on niewielkiej zapłaty. Rachunek był co najmniej jedną trzecią niższy od pobieranej w tym czasie przez lekarzy opłaty.

Czytaj także:
Upiorna prawda o żonie Hitlera

Po śmierci Klary Hitler drogi żydowskiego lekarza i przyszłego Führera rozeszły się. Bloch nadal prowadził praktykę w Linzu, a Hitler wyruszył do Wiednia, gdzie żył za pożyczone od rodziny pieniądze, dorabiając sobie malowaniem pocztówek, i bezskutecznie próbował dostać się na Akademię Sztuk Pięknych. Wciąż jednak pamiętał o Blochu i opiece, którą lekarz zapewnił jego chorej matce. Nawet gdy Hitlerowi skończyły się pieniądze i wylądował w wiedeńskim przytułku dla mężczyzn, wysyłał Blochowi kartki pocztowe. „Najserdeczniejsze życzenia noworoczne. Pański wdzięczny na wieki Adolf Hitler” – pisał na jednej z nich. Później kontakt urwał się na ponad 20 lat.

Brunatne zagrożenie

Hitler ponownie pojawił się w życiu Blocha w latach 30. Tym razem już w zupełnie innej roli. W pierwszej połowie dekady austriacki kanclerz Dollfuss zdelegalizował austriacki odłam partii nazistowskiej, który dążył do połączenia kraju z Niemcami oraz socjaldemokratyczną i komunistyczną opozycję, a także przejął pełnię władzy w kraju. Jednak zarówno naziści, jak i socjaldemokraci nie zamierzali zaprzestać działalności. Autorytarny rząd Dollfussa walczył na dwa fronty. W lutym 1934 r. siły rządowe krwawo stłumiły komunistyczne powstanie robotnicze. Pół roku później pucz zorganizowali naziści. Udało im się wedrzeć do siedziby rządu i śmiertelnie ranić kanclerza Dollfussa. Tym razem jednak rząd przetrwał. Pucz udało się stłumić, jego organizatorów skazano na śmierć, a Dollfussa zastąpił na stanowisku jego bliski współpracownik – Kurt Schuschnigg.


Jednak naziści wciąż rośli w siłę. „Ponieważ nie wolno było nosić mundurów nazistowskich, lokalni narodowi socjaliści wzięli się na sposób i wkładali własny znak rozpoznawczy: białe skarpety – wspominał Bloch. – Do kurtek przypinali małe, polne kwiatki podobne do stokrotek, a na święta Bożego Narodzenia palili w domach niebieskie świece”. Na grobie Klary Hitler zaczęły pojawiać się flagi ze swastykami. Rozpoczęły się bojkoty żydowskich sklepów. Bloch zaczął zauważać, że ma coraz mniej pacjentów. „Nienawiść głoszona przez nazistów znajdowała pozytywny oddźwięk przede wszystkim u młodych ludzi – wspominał. – Ci nie chcieli być leczeni przez żydowskiego lekarza”.

Jednak Blochowi, podobnie jak innym austriackim Żydom, wydawało się, że nie są szczególnie zagrożeni. Tak jak wielu Austriaków wierzył, że ani lokalni naziści, ani Niemcy nie zdołają obalić reżimu Schuschnigga, który opierał się na mocnym sojuszu z Włochami Mussoliniego. Poza tym do Blocha docierały wieści o tym, że Hitler wciąż o nim pamięta. „Hitler często zapraszał swoich wiernych z Górnej Austrii do letniej rezydencji w Obersalzbergu, położonej na granicy salzbursko-bawarskiej, do której z łatwością można było dotrzeć z Linzu – pisał we wspomnieniach. – Na jednym z takich spotkań zadał pytanie: »Jak się czuje mój stary, dobry doktor Bloch? Nadal prowadzi gabinet? Tak, to wyjątkowy szlachetny Żyd. Gdyby wszyscy Żydzi byli tacy, kwestia żydowska w ogóle by nie istniała«. Wśród moich pacjentów było oczywiście wielu nielegalnych członków partii i to oni przytoczyli słowo w słowo wypowiedź Führera”.

Określenie „szlachetny Żyd” było wówczas stosowane przez wielu członków partii nazistowskiej, którzy chcieli uchronić przed prześladowaniami jakiegoś konkretnego żydowskiego znajomego, którego cenili. Bloch czuł się jednak szczególnie wyróżniony. „To niebywałe i w pewnym sensie dla mnie pochlebne, że przynajmniej w jednym osobniku mojej rasy Hitler dostrzegł coś dobrego” – opowiadał po latach.

Pod specjalną ochroną gestapo

Na początku 1938 r. kanclerz Schuschnigg, poddany ogromnej presji ze strony dążących do Anschlussu Niemiec i austriackich nazistów, podjął ostatnią próbę ratowania niepodległości Austrii. 13 marca miało odbyć się referendum, w którym Austriacy mieli zadecydować o przyszłości kraju. Nigdy do niego nie doszło. 12 marca Wehrmacht wkroczył do kraju. Jeszcze tego samego dnia w Linzu, „ojczystym mieście Hitlera”, odbyła się defilada z udziałem Führera. Wódz III Rzeszy przejeżdżał pod oknami Blocha. „Hitler stał w otwartym samochodzie i pozdrawiał tłumy, kłaniając się na wszystkie strony, także w kierunku mojego okna – pisał we wspomnieniach. – Myślałem, że jego gest dotyczy nie mnie, lecz sąsiadki, jego zagorzałej zwolenniczki. Następnego dnia powiedziano mi jednak, że to właśnie ja zostałem tak »zaszczycony«, bo zaraz po przybyciu do ratusza Führer zapytał o mnie”.

Już następnego dnia zaczęły się aresztowania komunistów, monarchistów, Żydów i wszystkich innych „wrogów III Rzeszy”, których wysyłano transportami do obozów w Dachau i Buchenwaldzie. Żydowscy znajomi Blocha, lekarze, prawnicy, nauczyciele i przedsiębiorcy znikali jeden po drugim. Blochowi udało się uniknąć jakichkolwiek nieprzyjemności. W pierwszych tygodniach po Anschlussie gwarancją zachowania wolności stał się dla niego artykuł z nazistowskiej „Völkische Zeitung”, w którym była sąsiadka Hitlera opowiadała, że „lekarz z Linzu, doktor Bloch, zajmował się panią Hitler w sposób zupełnie wyjątkowy, pielęgnując ją fachowo i z wielkim oddaniem mimo jej beznadziejnego stanu”. Gdy do jego mieszkania przyszli mieszkający po sąsiedzku naziści, by wyłudzić groźbami pieniądze, Bloch odczytał im po prostu odpowiednie fragmenty tekstu. Szybko został objęty specjalnym statusem. Przyglądał się, jak miejscowym Żydom odbierano paszporty i kazano im umieszczać żółte kartki z napisem „Jude” na sklepach i drzwiach mieszkań.

Z wyjątkiem zarekwirowania starych pocztówek od Hitlera Blocha nie spotkały ze strony gestapo żadne nieprzyjemności. Gestapowcy namierzali w tym czasie wszystkich żydowskich znajomych Hitlera z dawnych lat i odbierali im wszystkie przedmioty jakkolwiek związane z Führerem. Bloch został otoczony specjalną opieką gestapo. Nie wiedząc, jak poradzić sobie ze specjalnie uprzywilejowanym Żydem, gestapowcy zaproponowali mu status „honorowego aryjczyka”. Bloch kategorycznie odmówił przyjęcia go. „Bardzo często zdarzało się, że pacjenci czy znajomi, spotykając mnie na ulicy, nie chcieli mnie urazić hitlerowskim powitaniem, nie chcieli mnie też mijać bez słowa – wspominał. – Znaleźli rozwiązanie i wyciągając po nazistowsku rękę, wołali: »Heil Doktor Bloch«. Sytuacja doprawdy komiczna”.

Jednak codzienność w rządzonym przez nazistów Linzu nie była wesoła. W czasie nocy kryształowej wprawdzie obyło się tu bez ofiar śmiertelnych, ale wielu Żydów aresztowano i zesłano do obozów, spłonęły również żydowskie sklepy oraz synagoga, w której Bloch modlił się za matkę Hitlera.

Mijały kolejne miesiące, a sytuacja Blocha i jego rodziny się nie zmieniała. Niemcy napadły na Polskę, Francja skapitulowała, a żydowski lekarz wciąż tkwił w Linzu coraz bardziej osamotniony. Wszyscy znajomi i krewni albo wyjechali, albo siedzieli w więzieniach i obozach. W końcu również Bloch zdecydował się wyjechać. Przez okupowaną Francję, Hiszpanię i Portugalię przedostał się do USA, gdzie z miejsca zainteresowali się nim dziennikarze oraz amerykański wywiad.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2014
Artykuł został opublikowany w 3/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 2
  • obserwer IP
    Pic i propaganda.Są inne opinie o "kuracjach" dr Blocha i opinii Hitlera.
    Dodaj odpowiedź 3 4
      Odpowiedzi: 0
    • zorro IP
      cos niemozliwego - zydzi beda oburzeni, przeciesz tylko polacy ich zabijali i zaden zyd nie mogl byc w komitywie z niemieckim kanclerzem hitlerem --moze to byl polak??
      Dodaj odpowiedź 26 1
        Odpowiedzi: 0

      Więcej historii