Kłamstwo „Imienia Róży”. Jak sfałszowano historię inkwizycji

Kłamstwo „Imienia Róży”. Jak sfałszowano historię inkwizycji

Plakat filmu
Plakat filmu "Imię Róży" / Źródło: mat. prasowe
Dodano 65
Papież, który inkwizycję rozbudował, gwarantował też swobodę badań naukowych uniwersytetowi w Paryżu.

Jakub Ostromęcki

Umberto Eco, choć był wielkim znawcą średniowiecza, podtrzymał w swojej najsłynniejszej powieści kilka półprawd i mitów kreujących negatywny obraz epoki. O ile jednak książka „Imię Róży” robi to z wyczuciem i z wyjątkiem wątku inkwizycyjnego niemal aptekarsko, o tyle stworzony na jej podstawie film w fałszowaniu historii idzie na rympał.

Eco pokazuje całe spectrum postaw średniowiecznych mnichów wobec starożytnej nauki i dzielenia się wiedzą w ogóle. Gerhard z Reichersbergu o greckich filozofach i poetach mówił, że to „nieprzyjaciele krzyża Chrystusowego”. Piotr Abelard sądził zupełnie inaczej, że „pogańscy filozofowie są natchnieni przez Boga”. W książce mamy zarówno cenzurującego wszystko ociemniałego Jorge z Burgos, jak i myślących zgoła odmiennie Aimara z Alessandrii, Bencjusza z Uppsali i szkłodzieja Mikołaja z Morimondo. Film burzy tę symetrię, na pierwszy plan wysuwając straszliwego doktrynera z Burgos.

„Ciemnota” i „wyzysk”

Nie wiadomo, czy autorzy filmu czytali którąś z prac Jacques’a Le Goffa. Wszak w „Człowieku średniowiecza” przytacza liczne przykłady, w których dostępność ksiąg autorstwa pisarzy pogańskich była często kryterium, jakim kierowali się mnisi, wstępując do klasztoru, na równi z fascynacją Owidiuszem. Dodajmy, że w filmie nie mamy do czynienia z jakimś prowincjonalnym i upadającym opactwem pośród bagien, ale – jak się często w książce przypomina – „jedną z większych bibliotek świata chrześcijańskiego”.

W filmie poziom ciemnoty jest wprost proporcjonalny do zasięgu szponów inkwizycji. Przypomnijmy zatem, że Grzegorz IX, ten sam papież, który inkwizycję rozbudował i sformalizował, wydał dokument „Parens scientiarum gwarantujący samorządność (a co za tym idzie – swobodę badań naukowych) uniwersytetowi w Paryżu. Zaiste – ciemnota. Wilhelm z Baskerville w rozmowie z bratem szkłodziejem powiedział: „Jesteśmy karłami wspinającymi się na barki olbrzymów, dzięki którym moglibyśmy widzieć dalej niż oni”. Warto wiedzieć, że w rzeczywistości powiedział to Bernard z Chartres już na początku XII w., odnosząc się do obcowania badaczy średniowiecznych z tekstami antycznymi.

Książka w mniejszym, a film w dużo większym stopniu starają się ukazać wyzysk, jaki opactwo stosuje wobec ubogich wieśniaków będących jego poddanymi. W filmie ludzie ci mieszkają w warunkach niewiele lepszych od tych, jakie zapewnia się świniom w chlewie, podobnie są zresztą przez mnichów traktowani, z obleśnym Remigiuszem na czele (obmierzła i brzydka jest w filmie zresztą większość mnichów). Chłopi zmuszani są do oddawania ostatniego kęsa, deprawowani, molestowani, poniżani.

Nie da się ukryć, że ciężary ponoszone na rzecz Kościoła były przyczyną niejednego buntu w średniowieczu. Jednakowoż – jak zauważa Bloch w swoim „Społeczeństwie feudalnym” – przeciętny chłop wolał być poddanym klasztoru lub biskupa niźli rycerza. „Trwałość instytucji kościelnych i otaczający je szacunek czynił je dla ubogich opiekunami szczególnie poszukiwanymi” – pisał francuski historyk. Opat w powszechnym mniemaniu uchodził za „pana akuratnego”, rycerz często za „pana niedbałego”.

Tak wielkie opactwo, jak to opisane przez Eco, nie mogło się obyć bez rycerzy. Owi wojowie nie byli jednak sobiepanami. Dla opata (występującego w tym momencie jako senior) byli wasalami, zobowiązanymi na własny koszt bronić wielkiego przecież terytorium. Dość przypomnieć losy podporządkowanych opactwom rodów wójtowskich. W momencie, w którym dzieje się akcja powieści, w krajach postkarolińskich (a takim jest ecowska Liguria) pozbawiono wójtów dużej części zebranych nielegalnie fortun. Nie samym chłopem żyje zatem klasztor i nie zawsze działa niesprawiedliwie.

W filmie i książce próżno szukać dobrodziejstw, jakie opactwo i klasztor świadczyły lokalnej społeczności. Mowa o szkole. Régine Pernoud w „Inaczej o średniowieczu” pisze o pewnym opactwie: „Mimo swego odosobnienia [...] tak jak wszystkie inne w tej epoce staje się centrum wiedzy w środowisku wiejskim, ciesząc się wielkim uznaniem miejscowej ludności”. I dalej: „Przykłady chłopów pańszczyźnianych otrzymujących godności kościelne lub świeckie wskazują, że wspólnoty klasztorne nie uważały wieśniaków tylko za wygodnych pomocników w pracach fizycznych czy też za braci serwitorów”.

Eco w książce był łaskaw przynajmniej pokazać kilka posad gospodarczych, jakie zajmowali wieśniacy w klasztornych murach – w filmie wątek ten został całkowicie pominięty.

„Zabijcie wszystkich. Bóg rozpozna swoich” – to zdanie nie pada w filmie. W książce wypowiada je opat w czasie rozmowy z Wilhelmem z Baskerville o sposobie reagowania na herezje. W Polsce w pokoleniu 30-latków rozpropagował je Andrzej Sapkowski w jednym ze swoich esejów o średniowieczu. Według obiegowej opinii w 1209 r. w czasie oblężenia heretyckiego miasta Beziers w Langwedocji wódz krzyżowców zapytał papieskiego legata, jak odróżnić swoich od heretyków. Opat Cîteaux, Arnaud Amaury, miał odpowiedzieć właśnie tak brutalnie. Oto co ma do powiedzenia Pernoud: „Słowa te nie mogły paść, ponieważ nie można ich znaleźć w żadnym ze źródeł historycznych z epoki, a jedynie w »Dialogus miraculorum«, którego tytuł jest dostatecznie wymowny”. Autor, Cezar z Heisterbach, „obdarzony żywą wyobraźnią, ale za to mało troszczący się o prawdę historyczną”, na owej krucjacie nie był, a swoje dzieło stworzył kilkadziesiąt lat po oblężeniu Beziers.


Jak w rzeczywistości wyglądało starcie? Arnaud Amaury i inni świadkowie mówią wyraźnie: w czasie, gdy wodzowie i rycerze naradzali się w sprawie oblężenia, ciury obozowe, najemne łotry i inne podejrzane typy, nie pytając nikogo o zgodę, ruszyły przez most prowadzący do miasta i sforsowały stare bramy. Tłum przystąpił następnie do regularnej rzezi mieszkańców. Masakra owa była kompletnie bez sensu – dowódcy krucjaty byli przecież w posiadaniu imiennej listy bezierskich heretyków. Wilhelm z Tudeli, duchowny, kronikarz i wielki zwolennik krucjaty, pisał oburzony: „Zabili wszystkich, którzy umknęli do kościoła. Nie uratował ich ni krzyż, ni ołtarz, ni krucyfiks. Oszalali nędznicy, uśmiercili nawet duchownych, niewiasty i dzieci”. O ofiarach zaś: „Bóg, jeśli taka jego wola, przyjmie ich dusze do raju”.

Powieściowy opat z XIV w. mógł znać „Dialogus miraculorum”. Pytanie, czy mógł myśleć w sposób, jaki przypisywał Amaury’emu niemiecki mnich, lub nie zdawać sobie sprawy, że cytuje słowa zmyślone. Eco, wszak autorytet w kwestii średniowiecza, wtłaczając w usta opata owo problematyczne zdanie, utrwala w głowach czytelników obraz oszalałych żądzą mordów opatów politruków.

Gruppenführer Bernard Gui

Zarówno powieść, jak i film mają dwa główne szwarccharaktery – Jorgego z Burgos i inkwizytora Bernarda Gui. O ile poprzednie półprawdy, stereotypy i zmyślenia pojawiają się w tle, o tyle w powieści postać inkwizytora urasta do odrębnego wątku, w filmie zaś staje się jednym z głównych filarów fabuły. Książkowy Gui ma makiaweliczny plan zerwania debaty, jaka toczy się między wysłannikami papieża Jana XXII a franciszkanami wspieranymi przez cesarza Ludwika IV Wittelsbacha. W tym celu węszy po całym opactwie tak długo, aż przyłapie wieśniaczkę i brata serwitora na prymitywnych i dość obrzydliwych gusłach. Rytuał, raczej głupawy niż niebezpieczny, staje się automatycznie podstawą do oskarżenia dziewki i mnicha o czarnoksięstwo.

W toku śledztwa (z obowiązkowym rzekomo użyciem tortur) dostaje się jeszcze kolejnemu bratu, któremu Gui wyciąga dawne uczestnictwo w heretyckiej sekcie dulcynian. Los nieszczęśników jest przesądzony. Gui zabiera całą trójkę na dalszy proces do Awinionu, nie kryjąc, że skończą na stosie. „Ona już spłonęła” – tak Wilhelm z Baskerville sprowadza na ziemię młodego mnicha chcącego ratować dziewczynę.

Film idzie w dziele budowania okrucieństwa inkwizycji jeszcze dalej. Troje nieszczęśników skończy na stosie ustawionym pod opactwem. Cudem uratuje się jedynie dziewczyna, a Gui w imię happy endu zginie zepchnięty w przepaść przez wieśniaków. Wcześniej jeszcze, według słów Wilhelma z Baskerville, krwiożerczy inkwizytor miał spalić na stosie „człowieka za tłumaczenie z greki, które nie było zgodne z Biblią”. Gui ma być przy tym typem, który nie aprobuje dociekań opartych na rozumie.

Nic tu nie trzyma się realiów. Kuriozalny jest już sam pomysł, który pada z ust mnicha-bibliotekarza w jednej z pierwszych scen filmu, by do rozwikłania sprawy śmierci jednego z braci zaangażować świętą inkwizycję. Rzecz dzieje się w obecności opata – a więc osoby kompetentnej, która może rozwiązać taką zagadkę – który milcząco aprobuje chory koncept. Sam Bernard Gui – postać historyczna – jest dość dobrze znany badaczom. Był wielkim miłośnikiem Arystotelesa, czego nie krył, a zatem zarzucanie mu kołtuństwa przez twórców filmu jest kompletnie chybione. Dominikanin umarł śmiercią naturalną w 1331 r. Reszta scen z jego udziałem przeczy temu, co wiemy o inkwizycji.

Fakt: od XIV w. inkwizycja zaczęła zajmować się czarami i magią, utożsamiając je z herezją. W swoim podręczniku dla inkwizytorów Gui zawarł jednak rzecz znamienną: „Inkwizytor winien względem osób, które przesłuchuje i co do których prowadzi dochodzenie, rozważając ich usposobienie, ich położenie, ich stan, ich chorobę i miejscowe okoliczności, przy badaniu i sprawdzaniu tego wszystkiego, poczynać sobie jak roztropny lekarz dusz – z największą ostrożnością”. Dalej pisze zaś o wróżbach i zaklinaniu duchów jako „o urojeniach i wymysłach ludzi zabobonnych”. W latach 20. XIV w., kiedy dzieje się akcja powieści, przeprowadził już w niedalekiej Langwedocji kilkaset procesów, w tym ludzi niebezpiecznych nie tylko dla kościoła, lecz także dla społeczności niepodzielającej katarskich poglądów. Mało zatem prawdopodobne, aby podchodził do guślarzy – tępawego mnicha i prostej wieśniaczki – jak do przywódców herezji.

Co innego Remigiusz – Gui udowadnia mu przynależność przed laty do dulcynian – sekty, która w północnej Italii siała terror wymierzony we wszystkich, którzy nie podzielali jej pomysłów na „apostolskie życie w ubóstwie”. I tutaj jednak jest mało prawdopodobne, aby skończyło się na stosie. Proces inkwizycyjny, choć odbiegał od dzisiejszego pojęcia praworządności i praw człowieka (na czele z zasadą domniemania niewinności), oferował sporo możliwości uniknięcia najcięższych kar. Najpierw zatem rozpoczynał się dwutygodniowy okres łaski. Dobrowolne poddanie się karze kończyło się na pokucie – np. udaniu się boso lub na kolanach do najbliższego kościoła lub publicznym napiętnowaniem poprzez naszycie żółtego krzyża. Dalej o śledztwie czytamy w przedmowie do podręcznika Bernarda Gui: „Stosowanie tortur było jednak, jak się wydaje, również w XIV wieku, przynajmniej w południowej Francji, raczej wyjątkiem niż regułą”. Gui jeśli musiał uciekać się do tortur, to wybierał mało „medialne” środki: kazał głodzić lub zamykać w lochu.

Istniało prawo do obrony (jeśli ktoś trzy razy zaprzeczył, że jest heretykiem) i poręczenie osoby publicznej (na czas potrzebny do zebrania dowodów świadczących o niewinności). Stosowano w końcu ułaskawienie. Wobec skazanych Gui dysponował dość szerokim wachlarzem kar, takich jak murus largus (lekkie więzienie grupowe), murus strictus (więzienie w samotności) i murus strictissimus (więzienie ze skuciem łańcuchami) w połączeniu z konfiskatą mienia. Stos był ostatecznością.

Gui w swojej karierze wydał 633 wyroki skazujące, przy czym kazał spalić 41 heretyków, z których 27 było recydywistami. Samo spalenie na stosie nie mogło odbywać się tak, jak przedstawiono to w filmie – skazanego na śmierć „oddawano ramieniu świeckiemu”. Władze świeckie paliły zaś heretyka nie dlatego, że bały się kościoła, ale dlatego, że herezję uważano w XIV w. za obrazę majestatu. Statystyki innych inkwizytorów wyglądały podobnie. W Tuluzie w XIII w. na stosie ginęło 6 proc. oskarżonych, a 11 proc. kończyło w więzieniu. Znamienny jest przykład kobiety o imieniu Alazais. Była „recydywistką” i w 1321 r. udowodniono jej, że zataiła wcześniej swoje związki z katarami i ich aktywne wspieranie. Przypadek zatem sroższy od powieściowego Remigiusza, który odpowiadał przed sądem po raz pierwszy. Alazais trafiła do więzienia na trzy lata. Eco kazał Remigiusza spalić.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 12/2016
Artykuł został opublikowany w 12/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 65
  • PanzerWolf IP
    Sporo dość poważnych błędów w tekście, świadczących że Autor nie do końca wiedział co gdzie dzwoni, ale kierunek ogólnie dobry.
    Dodaj odpowiedź 3 1
      Odpowiedzi: 0
    • MichalPowiescHistoryczna IP
      " ile jednak książka „Imię Róży” robi to z wyczuciem i z wyjątkiem wątku inkwizycyjnego niemal aptekarsko, o tyle stworzony na jej podstawie film w fałszowaniu historii idzie na rympał."

      Kto myślący weźmie tego typu książki za źródło wiedzy historycznej, żyje dalej w średniowieczu ;)

      Czy Imię róży to książka/film historyczny czy POWIEŚĆ HISTORYCZNA? :) Podstawówka się kłania...
      Dodaj odpowiedź 6 3
        Odpowiedzi: 2
      • historyk 2 IP
        @ Agnieszka. A na czym pani opiera swoje twierdzenia, że przez inkwizycję życie straciło miliony ludzi ?? Proszę mi podać jakiegoś historyka który tak twierdzi, bo ja takiego nie znam... Zacytuję tylko dwie książki: pierwszy fragment pochodzi z książki profesora Romana Michałowskiego, profesora Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego "Papiestwo powierzyło inkwizycję dominikanom, czyli zakonnikom specjalizującym się w zagadnieniach doktryny wiary. Głęboko wnikając w społeczeństwo, systematycznie tropiła wyznawców różnych sekt, przede wszystkim albigensów. Rzadko wydawała na śmierć, częściej nakłaniała do przejścia na katolicyzm, niekiedy z dużym sukcesem-wśród inkwizytorów walczących z tą herezją byli dawni katarzy, którzy właśnie w tych okolicznościach nawrócili się". ( Roman Michałowski, Historia powszechna, PWN, Warszawa 2009, str.245 ). Drugi fragment dotyczy polowania na czarownice: "W literaturze popularnonaukowej można spotkać informację, że w czasach polowań na czarownice spalono w Europie 9 mln osób. Po raz pierwszy owa nieprawdziwa liczba pojawiła się w artykule na temat procesów o czary w Niemczech autorstwa Gottfrieda Christiana Voigta (1740-1791), syndyka miejskiego z Quedlinburga, w 1784. Liczba podana przez Voigta zaczęła funkcjonować w społecznym obiegu, choć historycy od początku byli wobec niej bardzo sceptyczni. Rozwój badań nad procesami o czary 2 poł. XX w. pozwolił na nowej szacunki, oparte na badaniach archiwalnych. Obecnie ocenia się, że w procesach o czary w Europie w latach 1400-1800 skazano na śmierć w legalnych procesach ok. 50 tys. osób, z czego połowę na terenie Rzeszy". [ I Rzeszy Niemieckiej, istniejącej w latach 962-1806) ]. Krzysztof Mikulski, Jacek Wijaczka "Historia powszechna. Wiek XVI-XVIII, PWN. Warszawa 2012. Dodam tylko, że  wiele ofiar polowania na czarownice pochodziło z krajów protestanckich, gdzie od XVI wieku żadnej inkwizycji katolickiej nie było. Od XVI wieku 50% wspomnianej Rzeszy Niemieckiej stanowią kraje protestanckie... W tym kontekście trzeba wspomnieć o procesie w Salem na terenie dzisiejszych USA z 1692 roku, wyniku którego życie straciło 13 kobiet i 7 mężczyzn. Salem leży na terytorium stanu Massachusetts, w tamtych czasach na terenach tych rządzili protestanci...
        Dodaj odpowiedź 51 5
          Odpowiedzi: 0
        • Matrowski IP
          Napiętnowanie naszyciem żółtego krzyża? No proszę, już teraz wiem czym inspirowali się Niemcy swego czasu...
          BTW. Wy serio myślicie, że powieść Eco to podręcznik do historii? Serio? Albo że Dan Brown napisał dokument?
          Dodaj odpowiedź 25 7
            Odpowiedzi: 1
          • arcziwald IP
            Eco nie krył, że delikatnie mówiąc nie po drodze mu z chrześcijaństwem. Pisał książki, z których masy czerpią wiedzę na temat średniowiecza, a zwłaszcza postawy kościoła katolickiego. Tak samo masy biorą za prawdę historyczną fikcję z książek Dana Browna. Zachęcam na własną rękę do zapoznania się czym była inkwizycja, jaką rolę miała odgrywać, jakie zadnie mieli dominikanie i wszystko to proszę rozpatrujcie w kontekście historyczno-kulturowym.
            Dodaj odpowiedź 45 4
              Odpowiedzi: 2