Ludowe Wojsko Patologii

Ludowe Wojsko Patologii

Żołnierze 6. Dywizji Powietrznodesantowej LWP podczas ćwiczeń
Żołnierze 6. Dywizji Powietrznodesantowej LWP podczas ćwiczeń / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 26
Bestialskie pobicia, upokorzenia i morderstwa. Samobójstwa i ucieczki z bronią. Fala była zmorą wojska komunistycznej Polski.

Zamknięty w ciemnej, ciasnej, metalowej szafie młody chłopak odbija się od ścian za każdym razem, gdy ktoś w nią kopie. Każdy kopniak odczuwa jak uderzenie w głowę. Głośne trzaski wzmacniają panikę. Hałas staje się nie do zniesienia. Trafił do jednostki z odległego miasta, nie zna tu nikogo. Nie ma szans na ratunek. Szafa trzęsie się coraz bardziej, jakby zaraz miała się przewrócić. To dwóch kolejnych „wicków” postanowiło przyspieszyć akcję, przyłączając się z taboretami do zabawy. Zaczęło się kilka dni wcześniej, gdy „kot” (żołnierz z tegorocznego poboru) nie miał papierosów dla starszych falą (żołnierze starszego rocznika). Teraz oddałby im wszystko. Kopanie kończy się, gdy ktoś na sali zaczyna śpiewać łamiącym się głosem. Odpowiada mu salwa śmiechu. „Kot” z szafy już tego nie słyszy, „szafa grająca” potrafi skutecznie ogłuszyć.

Podobne zachowania w oficjalnej terminologii LWP określano jako „deformację stosunków międzyludzkich”. Dla zwykłych żołnierzy była to po prostu fala. Z niektórymi obchodziła się stosunkowo – musieli sprzątać za starszych żołnierzy, usługiwali im, przechodzili standardowe nieformalne rytuały – nie zawsze bardzo brutalne. Wiele zależało od jednostki, do której otrzymywało się przydział. Jeśli jednak młody mężczyzna miał pecha, to mógł trafić do zdeprawowanej kompanii pełnej prymitywnych sadystów, w której kadra zawodowa nie reagowała nawet na najbrutalniejsze zachowania. Młodzi ludzie, którzy trafiali do takich miejsc, przechodzili regularne tortury, doprowadzające do samobójstw, uciekali z jednostek z bronią – co kończyło się więzieniem. Jednak, jak wynika z badań prowadzonych w LWP w latach 80., najczęściej biernie dostosowywali się do fali, jeśli było trzeba, znosili przemoc. Wielu ludziom niszczyło to psychikę i później sami powielali sadystyczne zachowania.

Same przywileje dla starszych falą, rytuały i dodatkowe obowiązki przydzielane młodym nie musiały być wielkim problemem dla dowódców. Najbardziej zdeprawowane oddziały wojskowe miały niewielką zdolność bojową. Grupa nienawidzących się wzajemnie żołnierzy, często śmiertelnych wrogów, która nie ma żadnego szacunku do swoich przełożonych i służby wojskowej, na froncie byłaby nieprzydatna. Problem stał się na tyle poważny, że zainteresował się nim Główny Zarząd Polityczny – instytucja kontrolująca Wojsko Polskie z ramienia partii. (…) Badacze z Wojskowej Akademii Politycznej przeprowadzili szczegółową analizę danych statystycznych i doszli do wniosku, że służba w Ludowym Wojsku Polski niszczy psychikę i degeneruje młodych ludzi.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2018
Całość dostępna jest w 8/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 26
  • Pan Murzyński - Filipiński IP
    Kłamiesz
    Szwejkami nazywasz wszystkich szeregowych że służy zasadniczej
    Przedwczoraj 23:20
    "Co do słownictwa to były w użyciu 3 podstawowe trepy, szwejki i bażanty i nikt się nie obrażał."
    Przedwczoraj 18:22
    "Pobyt bażantów w jednostce trwał 1 rok drugi był zaliczany na studiach. Pobyt "szwejków" w zasadniczej obowiązkowo
    2 lata lub 3 lata jak np w marynarce."
    Dodaj odpowiedź 14 21
      Odpowiedzi: 0
    • AnalitykCOP IP
      Do Legion dzisiaj 17:54
      Wiedz, że wiem na czym polega zjawisko fali i to dość dokładnie i na tej podstawie, są moje przemyślenia i wnioski. Z opowieści innych też.

      Zgadzam się, że w róźnych jednostkach różnie to wyglądało. Powiem więce,j rzadko
      ale były jednostki w których ona prawie
      w ogóle nie występowała.
      Wojsko jest z natury organizacją hierachiczną. Nie wyobrażam sobie aby mogło być inaczej.
      Ale znęcanie się nad kolegami nie ma z hierarchią nic wspólnego.

      Pogardliwie wyrażam się o tych zwykłych żołnierzach, którzy tę falę stosowali a nie musieli. Gorzej jak zwierzęta.
      Szacunek do starszego służbą z falą nie powinien mieć nic wspólnego.
      "Normalna" fala która występowała najczęściej do przyjemnych dla zwykłego żołnierza też nie należała, włącznie z poniżaniem i tym co w artykule.
      Tak się szacunku nie zdobywa. To był zamordyzm starych nad młodymi z elementami patologii, które wcale nie były takie rzadkie. I nie wiem co miały na celu.

      Oczywiście prawie każdy z młodych z utęsknieniem czekał aż będzie starym. I co?
      I robił to samo.

      Dzisiaj każdy kto stosował falę i w tym uczestniczył próbuje znaleźć uzasadnienie i usprawiedliwienie swoich patologicznych zachowań, że niby to tak musiało być, bo by nie zapanował , bo to wojsko, szacunek i inne pierdy. Nieprawda.
      Tego nie da się obronić. Bo to patologia. Zresztą dzisiaj ona też występuje, tylko z mniejszym natężeniem, bo już nie jest bezkarna jak się wyda.
      A czy da się skutecznie wyeliminować falę.
      A to już inny temat.
      Zgadzam się, że PRL był w dużej części patologią tak jak patologią dzisięjszej RP są lata 90 te, wariactwo balcerowicza i całe rządy POpslSLD to patologia.
      Dodaj odpowiedź 51 12
        Odpowiedzi: 0
      • Legion IP
        Do AnalitykCOP IP dzisiaj 15:40:
        Zgoda, to są twoje "własne przemyślenia, niezasłyszane w mediach".
        Ale oparte na tym, co wyczytałeś i zasłyszałeś.
        Nie przeżyłeś fali i nie masz o niej pojęcia.
        Poza tym pogarda dla żołnierza służby zasadniczej, jaką pokazujesz, nie najlepiej świadczy o tobie.

        Znacznie więcej wie o fali "Murzyński" i w ostatnich postach pisze o niej konkretnie i bardzo rozsądnie.

        Bo fali nie wolno demonizować. Takie zwyrodnienia, jak w artykule nie były powszechne.
        I nie mieszajmy zwyrodniałej fali z szacunkiem do starszego służbą żołnierza.
        Szacunek do starszego służbą jest też nazywany falą, a fala poza wojskiem niewłaściwie rozumiana i mieszana ze znęcaniem się.
        Hierarchia w wojsku to norma i nic złego, w przeciwieństwie do sadyzmu i wykorzystywania.

        Zwyrodniała fala w LWP to zawsze była walka prymitywnych idiotów z ludźmi rozsądnymi.
        Z własnego doświadczenia wiem, że rozsądni zwykle przeważali.
        Byłem wielokrotnie świadkiem, że kadrze (od d-cy kompanii wzwyż) zależało na ukróceniu skrajnej fali objawiającej się poniżaniem innych.
        To nigdy nie przynosiło rezultatów, jeżeli samo "wojsko" sobie z nią nie poradziło.
        A radziło sobie (wbrew powszechnej opinii) bardzo skutecznie.

        Pisanie teraz, że cała LWP to jedna wielka patologiczna fala to czysty idiotyzm i ignorancja.

        Cała LWP to była jedna wielka patologia i pic na wodę, ale nie z powodu fali.
        To jednak już inny temat.
        Dodaj odpowiedź 29 25
          Odpowiedzi: 0
        • Pan Murzyński - Filipiński IP
          Trzymajmy się zatem faktów.
          Większość żołnierzy służby zasadniczej (podchorążych w tych rozważaniach z oczywistych względów pomijam) z którymi odbywałem służbę miało maturę. Reszta ukończyła zawodówki.
          Podoficerowie zawodowi byli "absolwentami" Podoficerskiej Szkoły Zawodowej. W istocie był to dwuletni, lub dziesięciomiesięczny kurs (w zależności od rodzaju sił zbrojnych) dla ludzi nie będących w stanie skończyć żadnej normalnej szkoły. Otrzymywali stopień plutonowego i możliwość awansu do stopnia młodszego chorążego.
          Niektórzy z nich pełniąc już czynną służbę czynili nadludzkie wysiłki (prosząc nawet o pomoc podległych żołnierzy) by uzupełnić wykształcenie o maturę na kursach zaocznych, która umożliwiała awanse na stopnie chorążego.
          To właśnie ci ludzie dowodzący szeregowcami z poboru mieli być alternatywą dla "fali".
          Jeżeli uznamy, że zasada "młodzi" sprzątają, obierają ziemniaki i pracują fizycznie, a "starzy" tylko wtedy gdy brakuje rąk do pracy jest falą, to faktycznie znęcano się nade mną, a ja nad innymi.
          Niestety nie miałem i nie mam takiego wrażenia by było to znęcanie. Takie były ZASTANE zwyczaje. Nikt nie chciał ich zmieniać, bo jak się wtedy mówiło "przychodziło się odsłużyć, a nie zasłużyć". Perspektywa rocznego lenistwa, poprzedzonego roczną pracą była rozsądną alternatywą do dwuletniego "jechania na szmacie"
          Mam za to nieodpate wrażenie, że prowadzę pierwszą od czasu wyjścia do cywila bezsensowną dyskusję z oficerem politycznym.
          Dodaj odpowiedź 20 33
            Odpowiedzi: 0
          • AnalitykCOP IP
            Zgodnie z sugestią Lester dzisiaj 09:18
            odniosę się do fali w LWP inaczej dyskusja typu "gdybanie" staje się bezsensowna.

            Niech ktoś udowodni, że było inaczej tylko trzymajmy się faktów.
            Fala nie była przez nikogo narzucona, narzucili ją sobie sami żołnierze a wszelkie tłumaczenie dzisiaj przez tych co ją stosowali jest bezsensowne.
            Dzisiaj prawie każdy kto stosował falę i znęcał się nad kolegą mówi, że nie był jej zwolennikiem. TO PO CO TO ROBIŁ? I na dodatek rechotał i miał ubaw po pachy, jak kolegę poniżał i maltretował. Prymityw.
            NIKT GO DO TEGO NIE ZMUSZAŁ. Nikt, a jednak to robił.
            My Polacy zawsze chcemy, żeby ktoś za nas coś zrobił. Miał ktoś przyjść i zmienić falę na inny rytuał bardziej pozytywny. Ale kto?
            Przecież mogli to zrobić sami żołnierze, i wymyśleć bardziej pozytywny rytuał dla młodych dopiero co przybyłych do jednostki.
            Rytuał, który by ich integrował, który by zapewniał pozytywne wspomnienia i przyjaźnie na lata.
            Ale to wymaga WYSIŁKU.

            Ale oni sobie wybrali dobrowolnie, z własnej nieprzymuszonej woli najbardziej prymitywne zabawy i mają do wszystkich teraz pretensje, że je stosowali. Bezsens.
            Do lester to są własne przemyślenia, niezasłyszane w mediach;-)
            Dodaj odpowiedź 39 7
              Odpowiedzi: 0