Sztyle przeciw karabinom. Tak walczyliśmy w „Wujku”

Sztyle przeciw karabinom. Tak walczyliśmy w „Wujku”

Bogusław Dziatko
Bogusław Dziatko / Źródło: archiwum autora
Dodano 5
- Od kolegów z już spacyfikowanych zakładów wiedzieliśmy, że zomowcy są bardzo brutalni. Nie mieliśmy zamiaru poddać się bez walki. Uzbroiliśmy się więc w sztyle od kilofów, czy dwumetrowe pręty ze stali zbrojeniowej, zaostrzone niczym dzidy - wspomina Bogusław Dziatko, górnik z kopalni „Wujek”.

MACIEJ PIECZYŃSKI: Jak wyglądała atmosfera w kopalni „Wujek” tuż przed strajkiem?

BOGUSŁAW DZIATKO: W nocy z 12 na 13 grudnia byłem w pracy na nocnej zmianie. Odrabialiśmy Wigilię, która miała być dniem wolnym. Już gdy w sobotni wieczór przyszedłem na swoją zmianę, w kopalni panowała niezdrowa atmosfera. Mówiło się o tym, że coś się wydarzy. Niebawem przyszła wiadomość o zatrzymaniu i pobiciu Jana Ludwiczaka, przewodniczącego komisji zakładowej „Solidarności” w „Wujku”. W niedzielę rano, już po ogłoszeniu stanu wojennego, zebraliśmy się na wiecu. Zapadła decyzja, by póki co rozejść się do domów i wrócić następnego dnia, by rozpocząć strajk. Część komisji zakładowej „S” pozostała w kopalni. Jeden z wiceprzewodniczących oświadczył krótko: „strajk jest nielegalny, biorę urlop i nie przychodzę do pracy!”.

Umył ręce?

Czytaj także:
Szukamy najciekawszych wspomnień ze stanu wojennego

Po prostu stchórzył. W poniedziałek pracowałem na drugą zmianę, więc rano postanowiłem sprawdzić, jak wygląda sytuacja w mieście. Poszedłem pod siedzibę katowickiego zarządu „Solidarności”. Drzwi były wyłamane, okna powybijane, wszędzie roiło się od zomowców. Rano w „Wujku” zaczął się strajk. Gdy przyszedłem na drugą zmianę, okazało się, że pierwsza już nie pracowała. Po godz. 16 zaczęły do nas napływać niepokojące wiadomości z innych strajkujących zakładów w mieście. Ledwo przerwaliśmy pracę, a już się dowiedzieliśmy, że zomowcy zdążyli spacyfikować protesty w kopalniach „Wieczorek” i „Katowice”. Ktoś w końcu powiedział, że trzeba się zbroić. Od kolegów z już spacyfikowanych zakładów wiedzieliśmy, że zomowcy są bardzo brutalni. Nie mieliśmy zamiaru poddać się bez walki. Uzbroiliśmy się więc w sztyle od kilofów, czy dwumetrowe pręty ze stali zbrojeniowej, zaostrzone niczym dzidy.

Nie baliście się?

Tego wieczoru prawie nikt w „Wujku” nie miał wątpliwości co do słuszności naszej walki. Po prostu każdy uważał, że tak trzeba. Dzień później przyszła wiadomość o spacyfikowaniu kolejnej kopalni – „Staszic”. Przyszli chłopaki stamtąd i opowiadali, że tłukli ich tam niemiłosiernie. Wtedy dopiero zaczęliśmy się bać. Dopadły nas nerwy. W nocy z wtorku na środę pod kopalnię zaczęli podjeżdżać zomowcy, by za chwilę się wycofać. Powtarzali ten manewr przez całą noc, żeby utrzymać nas w ciągłym napięciu i nerwach, żebyśmy oka nie zmrużyli. Nie dali nam się wyspać.

Wtedy zrozumieliście, że rozprawa fizyczna jest nieunikniona…

Tak. Poszła fama, że całe Katowice zostały już spacyfikowane, a my zostaliśmy ostatnim punktem oporu. Tak powiedział mi mój były nauczyciel z technikum. Pracował niedaleko kopalni, w Centralnym Ośrodku Informacji Górnictwa. Przyłączył się do naszego strajku, za co później sam stracił pracę. Ostrzegł, że zaraz po nas przyjdą. Miał rację. W środę rano, po dwóch nieprzespanych nocach, nastąpił moment krytyczny. Paru naszych nie wytrzymało strachu, uciekli. Zbudowaliśmy barykady. Gdy zaczął się szturm, nie do końca wiedzieliśmy, jak się zachować. Śpiewaliśmy hymn, staraliśmy się utrzymać podniosłą atmosferę i siłę ducha. I rzeczywiście, udało się odeprzeć pierwsze szturmy zomowców.

Atmosfera była podniosła, wiedzieliście, że „tak trzeba”, i że dojdzie do walki. Ale zdawaliście sobie sprawę z tego, że to może się skończyć jak w grudniu`70 na Wybrzeżu? Że padną strzały, a część z was zginie?

Nie, nikt tego nie brał pod uwagę. Byliśmy przekonani, że oni są za słabi. Mieliśmy takie postanowienie, że jeśli wyślą do nas żołnierzy, to ich wpuścimy na teren kopalni. A przed milicją czy ZOMO będziemy się bronić. Poza tym to były dopiero pierwsze dni, usłyszeliśmy, że w Krakowie część konstytucjonalistów nazwała stan wojenny nielegalnym. Atmosfera w naszych szeregach była bojowa, raczej optymistyczna. Wiedzieliśmy, że będziemy się bić, ale nikt na poważnie…

nie przypuszczał, że będą strzelać?

Tak. Gdy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że użyli ostrej amunicji, podcięło nam to skrzydła. Ruszył pierwszy, potem drugi szturm – nie dawali rady. Była taka zadyma od gazów łzawiących, że ciężko było się nawet zorientować, kiedy padły pierwsze strzały. Wielu naszych padało nie od kul, a od zatrucia gazem właśnie. Na przykład za naszą barykadę spadła świeca dymna. Jeden z górników chciał ją odrzucić w stronę milicjantów, ale nie nabrał zawczasu powietrza, zachłysnął się gazem i upadł. Ale w pewnym momencie przybiegła do nas pani doktor, która udzielała nam pierwszej pomocy, i powiedziała: „róbcie co chcecie, ale są rany postrzałowe”. To nas zmroziło. Znajomy, który stał obok na barykadzie, zdjął hełm i pokazał mi wgniecenie. Mówi: „patrz, używają kul gumowych, bo ja chyba dostałem”. Okazało się, że to była ostra amunicja. Dostał rykoszetem. Inni nie mieli tyle szczęścia. Kolega, który pracował ze mną na oddziale, po postrzale już nigdy nie odzyskał pełni władzy w łokciu.

A jakie wrażenie sprawiali oddelegowani do pacyfikacji zomowcy i milicjanci? Byli wściekli czy może przerażeni? Wyglądali, jakby wykonywali tylko rozkazy, czy bili z pasją?

Na pewno byli nastawieni na ostrą konfrontację. To nie była pierwsza ich pacyfikacja. Mieli żądzę odwetu, bo na pewno wielu z nich wcześniej dostało po głowie podczas poprzednich starć ze strajkującymi górnikami. Sprawiali wrażenie wściekłych, nabuzowanych… Realia tamtych wydarzeń bardzo dobrze oddaje „Śmierć jak kromka chleba” Kazimierza Kutza, który jako polityk się nie popisał, ale jako reżyser – owszem. W filmie jest pokazany jeden z bardziej krytycznych momentów walk, gdy o mały włos nie doszło do samosądu. W ręce strajkujących dostała się trójka milicjantów. Byłem przy ich zatrzymaniu. Gdy okazało się, że padły strzały z ostrej amunicji, początkowo górnicy chcieli „jeńców” rozstrzelać. Milicjanci byli zszokowani, przerażeni, błagali na kolanach o darowanie im życia. Jeden z nich – chorąży, najwyższy stopniem – miał nawet pistolet, ale najwyraźniej bał się go użyć. Wiedział, co go czeka, jeśli tylko spróbuje. Zanim by wyciągnął broń z kabury, zapewne by go zatłukli.

Jak podziałała wiadomość o pierwszych ofiarach?

To nas podłamało. Niektórzy nawet uciekali przez płot jeszcze przed zakończeniem strajku. Wśród nich był mój kolega, któremu dopiero co dziecko się urodziło, w święta, czyli już za kilka dni, miały być chrzciny. Nie dziwię mu się, że uciekł.

Czytaj także:
Esbecy liczyli się z nami

Który moment był najtrudniejszy?

Podjęcie decyzji o zakończeniu strajku. Było ustalone, że do godz. 17 mamy opuścić kopalnię. Niektórzy chcieli zjechać na dół i strajkować dalej, ale wszystkie dźwigi były zablokowane. To był dylemat: walczyć dalej czy się poddać? Większość wolała to drugie. Ciężko się dziwić. W momencie kapitulacji wiedzieliśmy o siedmiu ofiarach. Było wiadomo, że się nie cofną, że skoro zastrzelili siedmiu, to mogą zastrzelić i siedemnastu. Wyszliśmy z kopalni. Po drodze do hotelu robotniczego mijaliśmy kordony zomowców. Nie było wiadomo, czy będą nas jeszcze pałować, czy to już koniec… Przed dwa dni strajku prawie nic nie jadłem i nie spałem, ale po powrocie do hotelu nie byłem ani głodny, ani śpiący. Wciąż nie mogłem się uspokoić. Byłem wściekły, chciałem coś jeszcze zrobić, ale nie bardzo było wiadomo, co. Najgorsza była właśnie ta bezsilność. Dla mnie wtedy świat się zawalił. Zgasła nadzieja na to, że coś w tej Polsce może się zmienić. Przez kilka miesięcy karnawału „Solidarności” zdążyliśmy poczuć, co to znaczy wolność. W tym czasie sztygarzy nareszcie zaczęli szanować swoich podwładnych. Górnicy nareszcie poczuli, że ktoś się z nimi liczy, a nie, tak jak wcześniej, że mają po prostu „przychodzić do pracy i cicho siedzieć”. Ich duma robotnicza urosła. Ledwo posmakowaliśmy wolności, a już się skończyła. Było tak dobrze, i to wszystko szlag trafił. W chwili, gdy wychodziliśmy z kopalni po kapitulacji, wiedzieliśmy, że czeka nas powrót do najgorszej komuny. A przecież było już tak dobrze!

Stan wojenny przetrącił kręgosłup społeczeństwu?

Tak. Wydaje się, że właśnie pacyfikacja „Wujka” była momentem przełomowym. W całej Polsce zaczęło się wygaszanie strajków. Ludzie zdali sobie sprawę, że dalszy opór nie ma sensu, bo władza nie cofnie się przed niczym.

Dzień po kapitulacji strajku trzeba było wracać do pracy...

Sztygar kazał mi wtedy podpisać się pod dokumentem, zaświadczającym, że kopalnia jest zmilitaryzowana. Odmówiłem. „Jak to?!” zapytał oburzony. „Zwyczajnie, nie podpisuję”. To był czwartek, a wściekły sztygar groził mi: „Jeżeli nie podpiszesz, to jeszcze w tym tygodniu wezmą cię do wojska”. Spokojnie odpowiedziałem: „Dobrze, niech mnie biorą, ale jak tylko dostanę do ręki karabin i ostrą amunicję, to zaraz pierwszego dnia powystrzelam tylu trepów, ilu się da”. Poskutkowało. Do wojska mnie nie wzięli, a sztygar tak się przestraszył, że szybko zyskałem opinię szaleńca (śmiech). Zakazano mi dostępu do materiałów wybuchowych, które są przecież normalnym narzędziem w pracy górnika. Bali się, że zorganizuję jakiś zamach. Udało się więc trochę zagrać im na nosie…

Bogusław Dziatko (ur. 1958 r.)- uczestnik strajku w kopalni „Wujek” podczas stanu wojennego, działacz Konfederacji Polski Niepodległej. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.


Zapraszamy do przesyłania wspomnień ze stanu wojennego. Najciekawsze teksty i zdjęcia opublikujemy w naszym portalu. Wspomnienia można przesyłać na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl.

 5
  • esbek IP
    Górnicy to bydło dzicz świnie i do was powinno się strzelać jak do kaczek zapijaczone tępe ryje jasne hahaha
    Dodaj odpowiedź 1 3
      Odpowiedzi: 0
    • Zocha IP
      Alina Alina to twardogłowa Trolina.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Pan Murzyński - Filipiński IP
        Na litość boską STYLE nie "sztyle".
        To "niemieckie" trzonki dlatego "s" jest czytane jak "sz"
        Dodaj odpowiedź 1 3
          Odpowiedzi: 0
        • rocznik54 IP
          Teraz wychodzi dlaczego strzelano w "Wujku". Jeszcze ktoś powie że nie atakowali żołnierzy?
          Dodaj odpowiedź 3 3
            Odpowiedzi: 0
          • muminek IP
            jak komuna była taka zła i mordercza dlaczego nie potraktowali go jak pis stachowiaka
            Dodaj odpowiedź 2 4
              Odpowiedzi: 0

            Więcej historii