Miało być miłe spotkanie klasowe, było 48 godzin na Wilczej

Miało być miłe spotkanie klasowe, było 48 godzin na Wilczej

Plac Zamkowy. Fot: Adrian Grycuk
Plac Zamkowy. Fot: Adrian Grycuk / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Zaprowadzili mnie na posterunek MO na Jezuickiej. Dwa miesiące później na tym posterunku został zakatowany na śmierć Grzegorz Przemyk.

Po maturze (AD 1978) umówiliśmy się, że będziemy spotykali się, co 5 lat. Pierwsze spotkanie wypadło w 1983 roku. Koleżanki i koledzy przyspieszyli je na 19 marca. Jako miejsce zbiórki wyznaczono Kolumnę Zygmunta. Przyszedłem, jako jeden z pierwszych. Przychodzący byli kierowani do miejsca spotkania. Mnie zostawili na pikiecie, jako rzucającego się w oczy.

Ponieważ 19 marca jest Józefa, w pobliskim kościele św. Anny, jak co roku, była zamówiona msza św. w intencji Piłsudskiego. Przed kościołem i na placu Zamkowym gromadzili się ludzie. Krążyły partole MO. W tłumie kryli się tajniacy bezpieki.

Jeden z nich mnie poznał i kazał patrolowi MO mnie zwinąć. Podeszli do mnie i wylegitymowali. Miałem przy sobie chlebak z książką Krystyny Kersten wydaną w podziemiu. Ponieważ książka była pożyczona i było mi jej szkoda, aby ją ocalić, próbowałem chlebak podać koledze, ale psy były czujne i chlebak został przy mnie.

Zaprowadzili mnie na posterunek MO na Jezuickiej. Dwa miesiące później na tym posterunku został zakatowany na śmierć Grzegorz Przemyk. Dziś ten posterunek nie istnieje. Zrewidowali mnie i wzięli moje rzeczy do depozytu.

Przewieźli mnie na Wilczą. Pobrali mi odciski wszystkich palców. Wsadzili mnie na dołek. Przesiedziałem pełne 48.

Na około dwie godziny przed zwolnieniem pod celę wpadli dwaj ubecy, a za nimi mundurowi profosi. Wymachiwali książką Kersten i wykrzykiwali: „Co to jest?! My to konfiskujemy!”. Książka była bardzo dobrze wydana i obłożona w folię polietylenową do przykrywania stołu, z deseniem, częściowo przezroczystą tak, że wyglądała, jak z wypożyczalni. Profosi przy przyjmowaniu mnie na dołek i rewidowaniu nie poznali się i dali ją do depozytu. Tuż przed zwolnieniem ubecy zeszli na dół, przejrzeli mój depozyt i książkę znaleźli. Żeby było śmieszniej, niecałe dwa miesiące później na początku maja, przed pielgrzymką św. Jana Pawła II do Polski, UB oddało mi tę książkę Kersten, tak samo jak i parę innych drobiazgów.

Kiedy mnie puścili, poszedłem do Prymasowskiego Komitetu Obrony Więzionych Za Przekonania. Tam poproszono mnie o szczegółowy opis warunków dołka na Wilczej. Interesowało to ich, bo byłem, jeżeli nie pierwszym, to jednym z pierwszych, który siedział po remoncie. Od nich dowiedziałem się, że remont był. Według mnie dołek na Wilczej wyglądał, jak przed remontem. Przy tym samym stole, na prawo ode mnie siedziała młoda, delikatna dziewczyna i pisała sprawozdanie ze swojej odsiadki. W pewnej chwili podniosła głowę znad kartki, obróciła w moją stronę i spytała mnie, jak niewulgarnie napisać, że ściany były zas**ne.

Grzegorz Rossa

Zapraszamy do przesyłania wspomnień ze stanu wojennego. Najciekawsze teksty i zdjęcia opublikujemy w naszym portalu. Wspomnienia można przesyłać na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl.

 0

Więcej historii