Wielki spór o II RP. Federacja czy inkorporacja?

Wielki spór o II RP. Federacja czy inkorporacja?

"Piłsudski versus Dmowski"
Dodano 7
Sto lat temu starły się w Polsce dwie koncepcje. I dwie wielkie osobowości – Józef Piłsudski i Roman Dmowski.

Piotr Zychowicz

W 1918 r. wytworzyła się wymarzona koniunktura dla Polski. Jednoczesny upadek wszystkich trzech potęg zaborczych – Rosji, Niemiec i Austrii – otworzył przed naszymi przodkami wielką szansę na odbudowę państwa. Przystąpili do tego dzieła z wielkim zapałem, ale od razu pojawiło się przed nimi fundamentalne pytanie: Jaka ta Polska ma właściwie być?

Wbrew pozorom odpowiedź nie była wcale oczywista. W epoce, o której mowa, ścierały się bowiem dwie wizje Polski, dwie koncepcje. Pierwsza zakładała, że Rzeczpospolita musi się odrodzić w swoim kształcie historycznym. A więc jako mocarstwo, które byłoby ojczyzną wszystkich narodowości mieszkających na olbrzymich przestrzeniach rozciągających się między Niemcami a Rosją. Ojczyzna Litwinów, Polaków, Rusinów, Białorusinów, Ukraińców, Żydów, Tatarów i innych. Druga koncepcja zakładała, że Polska odrodzi się jako zupełnie nowy i inny twór. Jako zwarte państwo narodowe. Nacjonalistyczna Polska dla Polaków. Zwolennikiem koncepcji pierwszej był Józef Piłsudski. Zwolennikiem koncepcji drugiej – Roman Dmowski. Dwaj najwięksi Polacy swojej epoki. Starcie tych dwóch koncepcji było więc jednocześnie starciem dwóch wielkich osobowości.

Inkorporacja

Zacznijmy od koncepcji drugiej. Narodziła się na przełomie XIX i XX w. A najlepiej wyłożył ją w swojej programowej książce – „Myśli nowoczesnego Polaka” (1902) – Roman Dmowski. „Patriotyzm starej daty – pisał – stara się o to, żeby wszystkim zamieszkującym obszar dawnej Rzeczypospolitej zależało na jej odbudowaniu, żeby i nie-Polacy byli silnie zjednani dla idei niepodległej Polski”. Myślenie takie Dmowski odrzucał i owych „patriotów starej daty” proponował zastąpić „narodowcami nowej szkoły”. „Państwo może stworzyć tylko naród zdrowy, silny, liczny – podkreślał – spójny i silnie do swej odrębności przywiązany. Państwo polskie stworzy przede wszystkim naród polski, z rdzennie polskiej ludności złożony, polską żyjący kulturą”.

Sporą satysfakcję musieli czuć Rosjanie, gdy w 1914 r. usłyszeli w Petersburgu z ust Dmowskiego i jego towarzyszy: „Polacy, którzy jeszcze w pierwszej połowie zeszłego stulecia uważali Litwę, Wołyń, Podole i Ukrainę za ziemie polskie, teraz litewskie i ruskie ziemie nie uznają za polskie dzielnice. Polacy nie żądają wcielenia tych ziem w obszar Polski. Polacy w obecnych czasach, mówiąc o Polsce, rozumieją Polskę etnograficzną”.

Czytaj także:
Polski atak na Rosję. Dlaczego uderzyliśmy pierwsi?

A oto wypowiedź Dmowskiego z roku 1919: „To, co na wschodzie tracimy, czego się zrzekamy w porównaniu z obszarem Rzeczypospolitej z 1771 roku, to odchodzi do Rosji. Przykrym to jest naturalnie, że zmniejszamy w ten sposób dawny nasz obszar. Skróćmy tę Polskę trochę, ale zrobimy ją jakąś całością możliwą do istnienia”. Takie argumenty wywoływały opór polskich konserwatystów. Słusznie przewidywali oni bowiem, że stanie się na odwrót: pomniejszona Rzeczpospolita będzie państwem słabym, które nie zdoła się utrzymać między dwoma kolosami – Niemcami i Rosją. Aby przetrwać w tym sąsiedztwie, kolosem powinna być również Polska.

„Polskie ziemie etnograficzne – dowodził Stanisław Cat-Mackiewicz – dają nam Polskę zbyt słabą. Jeśli Anglia wobec mocarstw kontynentalnych rządziła się zasadą two powers standard, to znaczy dążyła do posiadania floty o sile równej siłom dwóch najsilniejszych potęg kontynentalnych – zasadą polityki polskiej, położonej pomiędzy Rosją a Niemcami, musi być dążenie do stworzenia organizmu politycznego o sile równej albo Rosji, albo Niemcom. A tego etnograficzna Polska dać nam nie może”. Istniał jeszcze jeden zasadniczy problem. Stworzenie homogenicznej etnicznie Polski dla Polaków było o tyle trudne, że na wschodzie Polacy żyli przemieszani z przedstawicielami innych narodów Rzplitej – na północy z Litwinami i Białorusinami, na południu z Ukraińcami. Modelowym przykładem był Lwów. Polskie miasto otoczone ukraińskimi wsiami. „Nie można sobie wyobrazić kraju w Europie – przyznawał Dmowski – w którym by panowała większa kasza. Z jednej strony elementu litewskiego, z drugiej elementu białoruskiego, z trzeciej pół antypolskiej, pół bolszewickiej anarchii żydowskiej, i wreszcie z czwartej – ludności polskiej opartej w przeważnej mierze na większej własności ziemskiej, która musi tam prędko zniknąć. Kolonizacja nasza na wschodzie nie szła żadnym planem: potworzyły się wyspy ludności polskiej daleko, a w pobliżu są obszary etnograficzne nie nasze”.

Upraszczając, na wschód od Bugu znajdowały się dwa pasy, na których Polacy dominowali lub stanowili spory odsetek mieszkańców. Jeden, północny, ciągnął się przez Grodno, Lidę, Święciany aż do Dyneburga. Drugi, południowy, przebiegał (z przerwami) przez Galicję i Podole. Nawet Dmowski zdawał sobie sprawę z tego, że w tej sytuacji utworzenie jego wymarzonej narodowej Polski stworzyłoby terytorialnego dziwoląga. Polska wyglądałaby jak łeb ślimaka, który wyciąga czułki daleko na wschód.

Granice takie byłyby oczywiście nie do obrony. Ze strategicznego punktu widzenia byłby to absurd. „Jeżeli chcemy posiadać Wilno z jednej strony, a z drugiej wschodnią Galicję – mówił przywódca endecji – to nie możemy pozwolić, aby się nam obce terytorium werżnęło aż po Bug”. Aby rozwiązać ten dylemat, Dmowski wpadł na pomysł, żeby terytorium położone między tymi dwoma pasami inkorporować. Czyli wcielić do Polski. Należało to jednak – według Dmowskiego – zrobić na tyle ostrożnie, żeby w granicach państwa polskiego nie znalazło się zbyt wielu Rusinów i Białorusinów. Przedstawicieli tych narodowości należało „wziąć” tylko tylu, aby można ich było w przeciągu kilkudziesięciu lat zasymilować i „zamienić w Polaków”. Zmusić ich do wyrzeczenia się ich własnej kultury, języka, narodowości i zamienić w Polaków. Spolonizować. W literaturze przedmiotu często pojawia się tzw. linia Dmowskiego, czyli przebieg wschodniej granicy Polski zaproponowany przez przywódcę endecji na konferencji pokojowej w Paryżu. Wydaje się jednak, że linia ta była blefem. Pozycją wyjściową do negocjacji i ustępstw.

Federacja

Przyjrzyjmy się teraz drugiej koncepcji urządzenia Europy Środkowo-Wschodniej, czyli idei federacyjnej Józefa Piłsudskiego. W przeciwieństwie do „pana Romana” Naczelnik Państwa nie wyrzekł się praw do całego terytorium przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Uznając – a często przeceniając – zmiany, jakie w ostatnich kilkudziesięciu latach zaszły na Litwie i Ukrainie, zamierzał pomóc tym młodym narodom zbudować własną państwowość, a następnie chciał dokleić te twory do Polski i połączyć całość więzami federacji. Gdyby udało mu się zrealizować ten plan, odtworzyłby przedrozbiorową Rzeczpospolitą. Tyle że ubraną w nowy kostium.

Najważniejszym założeniem Piłsudskiego było to, by całe terytorium przedrozbiorowej Rzeczypospolitej znalazło się pod kontrolą Warszawy. I ani jeden jego skrawek nie trafił pod but bolszewików. „Na przełomie 1919 i 1920 roku – pisał współpracownik Naczelnika Bogusław Miedziński – dojrzała w myśleniu Piłsudskiego koncepcja Rzeczpospolitej federacyjnej. Była ona nawrotem do starych tradycji jagiellońskich i do ich, niewykonanego niestety, przedłużenia, jakim była Umowa Hadziacka”. Przeciwnicy Piłsudskiego oskarżali go o to, że kierował się sentymentem. Sentyment, jeżeli oczywiście tym słowem można określić miłość do ziemi ojczystej, bez wątpienia odgrywał tu dużą rolę. Chodziło jednak o coś znacznie ważniejszego – o geopolityczną konieczność. „Polska – mówił Naczelnik Państwa – ma stać się środkowym punktem między chaosem rosyjskim a znienawidzonymi Niemcami, punktem oparcia dla tych, którzy nareszcie chcą wyjść z tej sytuacji”. Jak konkretnie wyobrażał sobie federację Piłsudski? Podstawowym jej rdzeniem miały być: Polska, Ukraina oraz Wielkie Księstwo Litewskie. Ten ostatni kraj byłby zorganizowany podobnie jak Szwajcaria, czyli podzielony na trzy kantony. Północny dla etnicznych Litwinów (Kowno), środkowy dla Polaków (Wilno) oraz południowy dla Białorusinów (Mińsk). Myśl o powołaniu odrębnej Białorusi, wobec słabości tamtejszego żywiołu narodowego, uznawał Naczelnik Państwa za nierealną. Według wariantu maksimum w skład federacji miały wejść Estonia i Łotwa. Wśród jej sojuszników miały się zaś znaleźć: Finlandia (na lewej flance), Rumunia (na prawej flance) oraz Azerbejdżan, Gruzja i Armenia (miękkie podbrzusze Rosji). Przywódczą rolę w związku Piłsudski przewidywał, ze względu na największy potencjał, oczywiście dla Polski.


Tak, Piłsudski planował stworzyć mocarstwo sięgające od morza do morza. „Nasze optimum – pisał w poufnej notatce polski dyplomata Roman Knoll – to Rosja zbliżona do wielkorosyjskich granic etnograficznych, zepchnięta z mocarstwowego stanowiska, dość jednak niebezpieczna dla narodów fińskiego, estońskiego, łotewskiego, litewskiego, białoruskiego i ukraińskiego, żeby narody te szukały w Polsce oparcia i opieki”.

Trudno sobie wyobrazić polskiego patriotę, którego nie porywałaby ta wizja. Olbrzymia, rozpętana przez opozycję kampania przeciwko koncepcji federacyjnej była oparta na nieprawdzie. Narodowcy zarzucali Naczelnikowi Państwa, że przelewa polską krew, realizując romantyczną, altruistyczną koncepcję wyzwalania obcych narodów. Że próbuje zbawić świat i walczy w imię obcych interesów. W rzeczywistości celem idei federacyjnej było uczynienie Polski wielką. „Nazywam Piłsudskiego ofensywą polityki polskiej – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz – Dmowskiego – defensywą. Dmowski był przede wszystkim obrońcą stanu posiadania. Dlatego dbał głównie o zwartość sił narodowych, o usunięcie z terytorium narodowego elementów obcych. Piłsudski to zagon kawalerii obejmujący duże terytorium, Dmowski to forteca zabezpieczająca stan posiadania”.

Z perspektywy czasu wydaje się, że korzystniejszą formułą dla Polski była federacja niż inkorporacja. Oczywiście koncepcja Piłsudskiego miała sporo słabych punktów. Przede wszystkim rozwiązania federacyjnego nie życzyła sobie większość Polaków. Panem polskich pojęć był już bowiem wówczas Roman Dmowski. Również młodsi bracia endeków – nacjonaliści litewscy i ukraińscy – nie życzyli sobie takiego rozwiązania. W koncepcji Piłsudskiego widzieli zagrożenie polską dominacją. Najłatwiej dogadać się można było z nastawionymi przychylnie do idei Rzeczypospolitej Białorusinami. Z olbrzymim wysiłkiem Piłsudskiemu udało się również wypracować kompromis z reprezentowanymi przez Symona Petlurę Ukraińcami znad Dniepru.

Czytaj także:
Polacy kontra Sowieci. Tajna wojna wywiadów

Szowiniści litewscy i Ukraińcy z Galicji dyszeli jednak tak wielką nienawiścią do Polski, że z tym towarzystwem o żadnym polubownym rozwiązaniu mowy być nie mogło. Niestety, ostatecznie Piłsudskiemu zabrakło konsekwencji i determinacji, by swoją wielką koncepcję zrealizować.

Klęska Piłsudskiego

Jak wyglądała mocarstwowa polityka Piłsudskiego w praktyce? W kwietniu 1919 r. wojska polskie wyzwoliły Wilno, a Naczelnik Państwa wydał piękną odezwę do mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego zapowiadającą prawo do samostanowienia tego kraju. Kilka miesięcy później – w sierpniu 1919 r. – udało się zająć Mińsk. Z kolei w kwietniu 1920 r. Piłsudski zawarł tajny układ z przywódcą Ukraińskiej Republiki Ludowej Symonem Petlurą. W efekcie w maju 1920 r. polskie i ukraińskie wojska wkroczyły do Kijowa. Wydawało się wówczas, że realizacja idei federacyjnej znajduje się w zasięgu ręki. Pod kontrolą Polaków znajdowały się stolice Litwy, Białorusi i Ukrainy. Niestety, wkrótce bolszewicy przystąpili do wielkiej ofensywy i w sierpniu 1920 r. znaleźli się pod Warszawą. Był to dla Piłsudskiego olbrzymi szok i niezwykle poważny cios. Na szczęście Polacy odparli czerwonego najeźdźcę. Odbili Wilno, Mińsk i w październiku 1920 r. – po słynnym zagonie kawaleryjskim na Korosteń – ponownie stanęli u wrót Kijowa. Stworzenie federacji znowu stało się możliwe. Szczególnie że bolszewicka armia została rozłożona na łopatki i tym razem Lenin z Trockim nie byli w stanie tego powstrzymać. Piłsudski jednak jesienią 1920 r. zarzucił swój wielki projekt. Zrezygnował z federacyjnego marzenia. Sowiecka ofensywa zszarpała jego nerwy, był zmęczony olbrzymim oporem społecznym, z jakim spotykały się jego plany. A poza tym obawiał się, że dalsza polska ofensywa doprowadzi do upadku bolszewików i restauracji białej Rosji. Tej ostatniej Piłsudski obawiał się zaś dużo bardziej niż Rosji czerwonej.

Według legendy marsz Wojska Polskiego powstrzymali politycy sejmowi wysłani do Rygi na negocjacje pokojowe z bolszewikami. To kierowana przez narodowca Stanisława Grabskiego delegacja miała storpedować federacyjny plan Naczelnika Państwa. To tylko część prawdy. Delegaci rzeczywiście odegrali w Rydze złowrogą rolę. Między innymi postanowili wydać na pastwę bolszewików ziemie już wyzwolone przez Wojsko Polskie! Chociaż pobici bolszewicy gotowi byli pogodzić się z utratą Mińska, to polscy dyplomaci uznali, że polskie oddziały muszą się z niego wycofać. „Nie mogłem nie zdawać sobie sprawy – wspominał Grabski – że Polska, w której nie było co najmniej 65 procent Polaków, albo nie będzie miała polityki prawdziwie polskiej, albo też będzie musiała narzucać ją połowie swojej ludności policyjną przemocą. Ustalając wschodnią granicę naszą o kilkadziesiąt kilometrów na wschód od Mińska, utworzylibyśmy państwo z co najwyżej 60 procent polskiej ludności. Gdy argumenty te przedstawiłem innym członkom delegacji, uznali oni również, że wbrew wszelkim względom uczuciowym trzeba zrezygnować z włączenia ziemi mińskiej do Polski. I tak też zdecydowała większość naszej delegacji”.

Czytaj także:
Piłsudski i walka o wolną Ukrainę

Tak, to nie pomyłka. Polscy delegaci dobrowolnie zrezygnowali z części przedrozbiorowej Rzeczypospolitej! I wydali licznych Polaków z Mińska oraz okolic na pastwę czerwonych katów Czeka. Piłsudski – mimo że miał takie możliwości – nie zrobił nic, by powstrzymać Grabskiego i jego kolegów. Dlaczego? Ponieważ wyprawa kijowska była ostatnią próbą realizacji koncepcji federacyjnej, czego Naczelnik Państwa od początku nie ukrywał. „Postawiłem na kartę – mówił gen. Antoniemu Listowskiemu przed wydaniem rozkazu o marszu na Kijów – gram ostatnią stawkę, żeby coś zrobić na przyszłość dla Polski. Choć takim sposobem osłabić możliwość przyszłej potężnej Rosji. Ale w tym sęk, czy ta Ukraina powstanie, czy ma dostatecznie sił i ludzi, żeby się stworzyć i zorganizować. Petlura tu nie odgrywa żadnej roli – jest narzędziem, nic więcej. A jeżeli nic się nie uda zrobić, pozostawimy ten chaos własnym losom. Niech się burzy, trawi i wyniszcza, osłabia, zjada… w takim stanie nie będzie też nam groźnym przez długie lata! A dalej… przyszłość wskaże!”. Wszystko wskazuje na to, że Naczelnik Państwa – dla którego klęska na Ukrainie była szokiem – zdecydował wówczas, iż „plan duży” spalił na panewce i należy wdrożyć „plan mały”.

Tym planem małym było zaś machnięcie ręką i przystanie na koncepcję inkorporacyjną Dmowskiego. „Po bitwie sierpniowej – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz – armia polska odniosła szereg sukcesów, wypędzając bolszewików z obszarów wschodnich. Czy mogła iść dalej? Faktem jest, że Piłsudski czuł się zwyciężony przez opinię publiczną, że sejm był przeciwny dalszej wojnie, że opinia polska powszechnie bała się nowej wyprawy kijowskiej, że w dalszej wojnie z bolszewikami nie mógł Piłsudski liczyć nawet na poparcie lewicy, która by mu go na pewno odmówiła. Piłsudski miał teraz pozycję wobec narodu przypominającą do pewnego stopnia niektóre chwile z panowania Władysława IV. Ustąpił”.

Tak, niestety Piłsudski ustąpił. W efekcie na mocy podpisanego w 1921 r. traktatu ryskiego – formalnie kończącego wojnę z bolszewikami – powstała Polska zgodna z koncepcjami Dmowskiego. Plan federacji zarzucono, Polska odrodziła się jako państwo narodowe. W jej granicach znalazło się jednak 1,5 mln Białorusinów oraz 4 mln Ukraińców. Endeckie marzenia o przymusowym spolonizowaniu tych ludzi były śmieszną mrzonką. Stało się odwrotnie. Rzesze Ukraińców, którzy w narodowej Polsce czuli się obywatelami drugiej kategorii, były nastawione wrogo do państwa. W efekcie tzw. problem mniejszości stał się najpoważniejszym problemem II RP. Jątrzącą raną, która destabilizowała państwo. Tak, przyczyn wielu katastrof, które spadły na Polskę w trakcie II wojny światowej, należy doszukiwać się w latach 1918–1921. „Ja przegrałem życie – mówił Piłsudski – nie udało mi się stworzyć federacji, z którą Europa musiałaby się liczyć”. Wraz z Piłsudskim przegrała Polska.

© ℗ Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 11/2018
Artykuł został opublikowany w 11/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 7
  • Szwejk XXI IP
    Nie zapomnijmy o tak zasłużonej postaci dla naszych starań niepodległościowych jak David Lloyd George, życzliwych dokerach, idiotach politycznych białej Rosji, skrótowo przywołanych "założycielach" wschodnich sąsiadów, którzy jak Ukraina do dzisiaj myśli, że Ugodę perejasławską obowiązuje a skutki ponosiliśmy i w najbliższej przyszłości będziemy ponosić. Miejmy nadzieję, że w 2118 odtworzymy Austro-Węgry bez Austrii. Ale na to musimy spełnić założenie, że :" wielkie czasy wymagają wielkich ludzi".
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Muleq IP
      Ciężko tworzyć federację z Litwą, której zajmuje sie stolicę. Ciężko tworzyć federację z Ukrainą, która większego wroga widzi w Polsce niż w Rosji. Cała koncepcja federacyjna oparta była na błędnym założeniu i niestety pokutuje do dzisiaj, czego najlepszym dowodem jest polska polityka wschodnia zwłaszca wobec Ukrainy.
      Dodaj odpowiedź 9 0
        Odpowiedzi: 0
      • bbbbbbbbbb IP
        Piłsudski był tak naprawdę kresowym, drobnoszlacheckim konserwatystą, jego mentalność zatrzymała się na XVII/XVIII i wyidealizowanym obrazie RON. Trudno go nazwać socjalistą, nie był jakimś wybitnym ideologiem, Piłsudski i Sawinkow byli podobni obaj raczej przypadkowo trafili do ruchu socjalistycznego.Jego artykuł w Robotniku, szkoda gadać.
        Paradoksalnie polscy socjaliści uważali że zbyt daleko wysunięta granica na wschodzie jest na dłuższą metę nie do obrony, a zbyt duża liczba mniejszości będzie przyczyną niestabilności Polski.Daszyński po rozpoczęciu ofensywy kijowskiej przestrzegał przed entuzjazmem wskazując min że Petlura ma niewielkie poparcie.

        Piłsudski otoczony przez klikę piłsudczyków i poparty przez żubry kresowe min, Radziwiłłów ,Zamoyskich przeforsował swoje koncepcje wbrew endekom-chadekom,ludowcom,socjalistom
        Dodaj odpowiedź 6 1
          Odpowiedzi: 0
        • albert zwajsztajn IP
          Polska przegrała z Pilsudskim....bo postawiła na złego gracza. To marnie wykształcony, o mentalności trepa wojskowego zamachowiec majowy, agent niemiecki podrzucony Polsce jak Lenin Rosji w pociągu, Socjalista o zapędach dyktatorskich, co zgnoił w więzieniu bohatera gen. Tadeusza Jordan Rozwadowskiego architekta zwycięstwa w bitwie warszawskiej oraz obrońcy Lwowa. Czemu zatem ludkowie czczą Piłsudskiego ?...bo to dowód na to iż w Kosmosie dominuje Ciemna Materia
          Dodaj odpowiedź 12 5
            Odpowiedzi: 0
          • Gen. Kufel IP
            Ostry apel 100 jenerałów na 100-lecie odzyskania Niepodległości. "Nie pozwólmy zniszczyć Polski w ktorej nie nozna krasc i ponizac Polakow"! Podpisali: Gocuł, Cieniuch, Wilecki, Majewski, Różański, Bondaryk, Czempiński, Anklewicz, Dukaczewski, Janicki, Rapacki.
            Dodaj odpowiedź 4 3
              Odpowiedzi: 0
            • cogito-ergo-sum IP
              INTERNET NIE ZAPOMINA i wiemy np. że najbliżsi współpracownicy szefa PO G. Schetyny, posłowie S. Neumann i A. Halicki też niedawno manifestowali z racami -- patrz np. tutaj:
              https://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,trzymali-race-na-marszu-wolnosci-brhalicki-i-neumann-straca-immunitet,260799.html
              FASZYŚCI W CENTRALNYCH WŁADZACH PO?
              TEN PRZEKAZ MUSI TRAFIĆ DO BRUKSELI! DOTYCZY TO BOWIEM PARTII PO, TJ. JEDNEJ Z NAJWIĘKSZYCH FRAKCJI PE …
              Dodaj odpowiedź 5 0
                Odpowiedzi: 0
              • Szacki IP
                Obaj przyczynili się do odzyskania niepodległości. Obaj byli największymi geniuszami w nowożytnej historii Polski. I obaj Panowie zasługują na wdzięczną pamięć pokoleń. Osobiście uważam, że w tamtym czasie realną koncepcją była inkorporacja, z tym że mniejszości powinny otrzymać autonomię wzorowaną na Statusie Organicznym Województwa Śląskiego. Federacja nie była możliwa, bo ani Litwini, ani Białorusini, ani tym bardziej Ukraińcy nie mieli ochoty na federalizację z Polską. Ostatecznie powstał wariant mieszany. Tym niemniej zarówno Marszałek Piłsudski jak i Prezes Dmowski, choć byli politycznymi przeciwnikami (prywatnymi też) to ojcowie niepodległości Polski.
                Dodaj odpowiedź 9 3
                  Odpowiedzi: 0

                Więcej historii