Zamiast walczyć, szli robić kolację. Oto dlaczego mocarstwo poniosło klęskę

Zamiast walczyć, szli robić kolację. Oto dlaczego mocarstwo poniosło klęskę

Francuscy żołnierze w czasie wojny francusko-pruskiej
Francuscy żołnierze w czasie wojny francusko-pruskiej / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 2
Morale po stronie Francuzów było fatalne. Już w czasie wojny żołnierze masowo porzucali nielubiane skórzane czaka, domagając się płóciennych kepi, w których wyglądali bardziej szykownie. W czasie bitwy pod Gravelotte z wielu kompanii w środku bitwy wydzielono po jednej piątej żołnierzy, żeby... przygotować kolację dla reszty.

Kiedy spogląda się na francuskie i niemieckie zdjęcia i pocztówki z lat sześćdziesiątych XIX w., często rzuca się w oczy jedna różnica. Francuzi beztrosko siedzą wokół stołów, albo chociaż na kraciastym kocu rozłożonym na trawie, ze szklaneczką wina w dłoni. Nonszalancko ubrani, pewni siebie uśmiechają się pod nosem. Prusacy stoją wyprostowani, prawie na baczność z wyszczotkowanymi wąsami, jakby właśnie czekali na mający nadejść atak.

Podobnie było ze starciem, które przesądziło o zjednoczeniu Niemiec i kształcie całej Europy na następne kilkadziesiąt lat. Napoleon III pewny przewagi swojej zawodowej armii i jej nowoczesnego uzbrojenia parł do wojny. Bał się nie tylko zagrożenia ze strony Prus. Francja miała poważne problemy wewnętrzne, związane z legitymizacją władzy cesarza i kierunkiem, w jakim miało podążać państwo. Wygrana wojna miała wzmocnić jego władzę. Dla jak zwykle bezwzględnego i cynicznego Bismarcka miała być środkiem, który poprowadzi Niemcy do zjednoczenia i uczyni je światową potęgą.

Obie strony były przekonane o swojej przewadze i o tym, że nadchodzący konflikt będzie krótką, łatwą do wygrania wojną, w której przeciwnik zostanie całkowicie pokonany. Utwierdzały ich w tym dotychczasowe wydarzenia. Francuzi z sukcesami uczestniczyli w europejskich wojnach – Krymskiej i z Austrią, duże doświadczenie bojowe francuska armia zdobyła też podczas interwencji w Meksyku. Napoleonowi III wydawało się, że będzie znowu rozdawał karty w Europie.

Prusacy im nie ustępowali. Chociaż wynik wojny z Danią w 1864 r. był łatwy do przewidzenia, to już pokonanie Austrii i mniejszych państw niemieckich w 1866 r. było majstersztykiem sztuki wojennej.

Francuzi mieli dużą przewagę w broni palnej. Ich Chassepoty były zdecydowanie lepsze od przestarzałych już pruskich iglicówek Dreyse’go. Posiadali też poprzedniczki karabinów maszynowych – mitraliezy, wyrzucające na przeciwnika grad pocisków. Prusacy natomiast mieli przewagę w artylerii – odtylcowe, stalowe działa produkcji Kruppa.

Czytaj także:
Bitwa pod Tannenbergiem - odwet za Grunwald?

Prusacy mieli też lepszą taktykę. Ich kawaleria była ciągle w ruchu, nieustannie tropiąc przeciwnika i rozpoznając przedpole. Doskonały był pruski system uzupełniania rezerw, ich szkolenia i zaopatrzenia. Rezerwiści - w większości prości rolnicy albo robotnicy - byli dobrze wyszkoleni i bez problemów obejmowali swoje funkcje w armii czynnej. Rezerwiści, sprzęt, wyposażenie i prowiant, dzięki rozbudowanej niemieckiej sieci kolejowej i precyzyjnym planom mobilizacyjnym docierali na czas do swoich jednostek. Francuzi wierzyli w siłę swojej zawodowej armii, ale wiedzieli również, że liczebnie nie sprosta ona zmobilizowanym Prusakom. Dlatego od lat prowadzili nieudane eksperymenty z mobilizacją rezerw. Po rozpoczęciu wojny przyniosło to opłakane skutki.

Francuską armię na wszystkich szczeblach toczyła choroba niemożności i beznadziei. Szeregowi – grognards, jak ich nazywano, byli prawdziwymi zrzędami. Podczas ćwiczeń w koszarach głośno rozmawiali, robili sobie przerwy bez rozkazu i komentowali wydawane rozkazy. Oficerów częściej można było spotkać w kawiarniach niż na placu ćwiczeń. Poważnym problemem był alkohol, którym duża część żołnierzy witała i żegnała każdy dzień. Codziennością były problemy z dyscypliną. Jako tako wychodziła im obrona przy użyciu lepszych karabinów. Jednak niewyszkoleni żołnierze i dowódcy nie potrafili skutecznie odpowiadać na skomplikowane niemieckie manewry łączące działania kawalerii, piechoty i artylerii. Fatalne było morale. Już w czasie wojny żołnierze masowo porzucali nielubiane skórzane czaka, domagając się płóciennych kepi, w których wyglądali bardziej szykownie. W czasie bitwy pod Gravelotte z wielu kompanii w środku bitwy wydzielono po jednej piątej żołnierzy, żeby przygotować kolację dla reszty. Pod Mars-la-Tour na rozkaz do ataku żołnierze zaczęli głośno krzyczeć „En avant”, jednak żaden z nich nawet nie ruszył z miejsca.

Nie lepiej było na wyższych szczeblach dowodzenia. W zasadzie żaden dowódca korpusu czy dywizji nie wykazał niezbędnej inicjatywy. Zasadą było zamykanie się na wybranych wcześniej pozycjach obronnych – position magnifique - albo w twierdzach, i bierne czekanie na przeciwnika. Najważniejsze wojskowe decyzje u Prusaków podejmował wielki sztab generalny Moltkego. U Francuzów - cesarzowa Eugenia pełniąca funkcję regentki, albo jej faworyci. Napoleon III przekonany o swoich zdolnościach wojskowych, mimo zaawansowanej kamicy nerkowej pociągnął dowodzić w polu.


Decydującym jednak czynnikiem, który przeważył szalę wcale nie oczywistego zwycięstwa był, jak się wydaje, zaczepny duch bojowy i morale u Prusaków, których Francuzi w ogóle nie mieli. Zmotywowani Prusacy (ale i Niemcy z innych państw) zwykle szli śmiało do ataku, nie oglądając się zbytnio na zadawane ich szeregom straty z dalekonośnych Chessepotów. Można im było rozkazać prawie wszystko. Niemieckich dowódców cechowała elastyczność i oportunizm, pozwalające osiągać założone cele bez trzymania się taktycznych schematów. Żołnierze byli zdyscyplinowani. Dobrze wyszkoleni dowódcy niższych szczebli w piechocie potrafili reagować bez szczegółowych rozkazów na zmieniającą się w trakcie bitwy sytuację, wyszukując najważniejsze cele. Wszyscy rekruci byli piśmienni i potrafili liczyć. Dzięki pruskim szkołom powszechnym, tylko ok. 15% społeczeństwa było analfabetami. We Francji, gdzie taki typ nauczania wprowadzono dopiero w l. 80. XIXw., odsetek ten był prawie dwa razy wyższy. Dlatego pruskim rekrutom można było zlecać skomplikowane zadania, czytanie map i rysunków. Zawodowi podoficerowie zwykle bez trudu mogli zastąpić poległych albo kontuzjowanych oficerów. Pruskie szkoły od małego wpajały też uczniom posłuszeństwo i niemiecki patriotyzm.

Francuzi działali schematycznie i powoli, na każdym szczeblu wyczekując rozkazów wyższych przełożonych. Nie dziwi więc, że po kolei przegrywali bitwy pod Froeschwiller, Spicheren i Gravelotte (gdzie pruska orkiestra cynicznie zagrzewała polskich rekrutów do boju, grając im Mazurka Dąbrowskiego), aż w końcu po przegranej bitwie pod Sedanem do niewoli dostał się sam cesarz. Marszałek Bazaine bezczynnie siedział ze 180 tys. żołnierzy w twierdzy w Metzu. Jednak nawet wtedy wojna nie była jeszcze przegrana. Niemcy wchodzili w głąb Francji, jednak nie mieli wystarczających sił na jej okupację. Potężne francuskie rezerwy nie uratowały jednak sytuacji. Franc – tireurs stawiali zażarty, lecz niezorganizowany opór. Niewyszkoleni w czasie pokoju rekruci z nowopowołanych korpusów nie nadawali się do walki. Mieszkańcy wyrzucali francuskich żołnierzy z miast w obawie przed zniszczeniami. Całości dopełniły spory o wizję przyszłości kraju, z Komuną Paryską włącznie.

Wojna była przegrana, a Bismarck, mając zmęczone, ale wciąż karne i posiadające wysokie morale oddziały mógł z założonymi rękami czekać, aż Francuzi załatwią porachunki między sobą w końcu podpiszą korzystny dla Niemiec traktat pokojowy. Po raz kolejny Prusy ukradły kawałek Europy. I po raz kolejny nie zdecydowała o tym tylko brutalna siła, ale sprawność pruskiej machiny państwowej napędzanej przez wykształconych i zmotywowanych obywateli.

Książka Geoffrey’a Wawro dobrze pokazuje przyczyny i skutki tej wojny. Dla przeciętnego czytelnika może być nieco przeładowana terminologią wojskową i opisami taktycznymi, wszak autor był profesorem w US Naval War College. Jednak śmiało można ją polecić wszystkim miłośnikom historii wojennej, do dzisiaj odciskającej piętno na rzeczywistości.

Geoffrey Wawro: Wojna francusko – pruska. Niemiecki podbój Francji w latach 1870 – 1871; wyd. Napoleon V, Oświęcim 2017.

 2
  • Roni Bydlak IP
    I tak Francuzom zostało. Piją prawie caly dzień, nie mają miażdzycy ale marakość wątroby owszem.
    Dodaj odpowiedź 1 2
      Odpowiedzi: 0
    • Konrad IP
      A i tak wyszczotkowanie Prusacy przegrali tę wojnę. Podobnie następną.
      Dodaj odpowiedź 1 8
        Odpowiedzi: 0

      Więcej historii