II wojna światowaPrawdziwy kat Wołynia - to on, a nie Bandera, był mózgiem ludobójstwa

Prawdziwy kat Wołynia - to on, a nie Bandera, był mózgiem ludobójstwa

Dodano 46

W czerwcu 1943 r. „Kłym Sawur” wydał dyrektywę przeprowadzenia wielkiej akcji mającej na celu wymordowanie ludności polskiej na Wołyniu. Miała ona wprawdzie dotyczyć tylko mężczyzn w wieku od lat 16 do 60, ale w praktyce mało kto się tym przejmował. Mordowano wszystkich, którzy nawinęli się pod siekiery, noże i kosy. W dyrektywie „Sawura” czytamy:

(…) powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat. (…) Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie oddziały. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi.

Jak zeznał Jurij Stelmaszczuk „Rudyj” po ujęciu go przez NKWD, w teren szybko poszedł inny rozkaz „Kłyma Sawura”, nakazujący powszechną likwidację ludności polskiej. Pisał on do swego towarzysza:

„Druże Ruban! Przekazuję do waszej wiadomości, że w czerwcu 1943 r. przedstawiciel centralnego Prowodu, dowódca UPA „Piwnicz” „Kłym Sawur” przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej, powszechnej, fizycznej likwidacji ludności polskiej. (…)”

„Czyszcząc” Wołyń z ludności polskiej, „Kłym Sawur” chciał raz na zawsze pozbyć się jej z ukraińskiej ziemi. Zrabować majątek przez nich wytworzony i rozdzielić między Ukraińców. Oczyszczone z Polaków wsie w myśl jego koncepcji miały stać się twierdzami. W każdej z nich miał powstać oddział samoobrony, a samą wieś planowano zmienić w twierdzę. Otoczone miały być systemami umocnień polowych. Cała przedwojenna własność ziemska miała zostać rozparcelowana. „Kłym” polecił przeprowadzenie na terenach opanowanych przez OUN-UPA wyborów do samorządów lokalnych. We wsiach miały zostać uruchomione ukraińskie szkoły podstawowe, a także ukraińskie biblioteki itp.

Czytaj także:
Akcja na modłę Stalina. Jak „ludowa” Polska wypędziła Ukraińców

UPA pod kierownictwem „Kłyma Sawura” stawała się coraz większą siłą zorganizowaną na wzór wojskowy. Na jego polecenie od 15 maja 1943 r. w oddziałach UPA ustanowiono karę śmierci za zdradę, współpracę z wrogiem, sabotaż i dywersję przeciwko UPA, dezercję lub kradzież wojskowego majątku. Bardzo dużo uwagi „Kłym Sawur” poświęcał też rozbudowie Służby Bezpeky, w której widział główną podporę nacjonalistycznego ruchu, a także własnego bezpieczeństwa. Pod jego nadzorem działała niezwykle skutecznie, głównie w likwidacji przeciwników. Atmosfera szpiegomanii i wewnętrznego terroru pociągnęła za sobą wiele ofiar. SB z polecenia „Sawura” bezwzględnie likwidowała wszystkich podejrzanych o szerzenie „kapitulanckich nastrojów”. Co jakiś czas w oddziałach przeprowadzano „czystkę”, pozbywając się nie tych, którzy zdradzili, lecz tych, co teoretycznie mogli zdradzić.

Działania kontrwywiadowcze Klaczkiwskiego, choć zbrodnicze i na dłuższą metę wręcz samobójcze, były jednak bardzo skuteczne. Aż do lutego 1944 r. sowieckie organa bezpieczeństwa nie znały prawdziwej tożsamości „Kłyma”. Ścigały go, ale na dobrą sprawę nie wiedziały, kogo. „Sawur” pod przewodnictwem UPA podporządkował w totalny sposób życie całej ukraińskiej społeczności. Wieś stanowiła zaplecze UPA pod każdym względem. Każda została zobowiązana do dostarczenia określonej daniny na rzecz organizacji. W każdej działała siatka cywilna, organizująca dla UPA żywność, bieliznę, umundurowanie, buty, środki opatrunkowe i kontyngenty świeżego rekruta. UPA Klaczkiwskiego wraz z zapleczem stanowiła integralną całość.

Nie było wsi ukraińskiej, która byłaby w stanie istnieć poza jego systemem.

Szczególną uwagę Klaczkiwski przywiązywał do zaangażowania mieszkańców wszystkich wsi w mordy ludności polskiej. Widział w tej bestialskiej akcji eksterminacyjnej czynnik jednoczący Ukraińców. Chciał z okrutnej rzezi uczynić mit założycielski nowego państwa. Udział w ludobójstwie miał być czynnikiem spajającym społeczeństwo ukraińskie, miał też ułatwić mu propagowanie tezy, że rzeź ludności polskiej na Wołyniu stanowiła egzemplifikację słusznego gniewu ludu ukraińskiego, a nie jego rozkazu. Zbrodniarz najzwyczajniej bał się odpowiedzialności i za wszelką cenę chciał się nią podzielić. Wiedział też dobrze, że nawet nie wszyscy kamraci z OUN akceptują jego metody. Na III Zjeździe OUN we wsi Złota Słoboda Mykoła Łebedʹ i Mychajło Stepaniak mieli skrytykować taktykę „Kłyma Sawura” i określić jego działania podjęte przeciw Polakom jako bandyckie.

Łebedʹ i Stepaniak uważali, że „UPA skompromitowała siebie bandycką działalnością przeciwko ludności polskiej, a także OUN skompromitowała się związkami z Niemcami”24. Wołyńscy działacze OUN stanęli jednak murem za „Kłymem Sawurem”. Jego taktykę wobec Polaków na Wołyniu uznali za wzorcową i domagali się jej zastosowania również w Małopolsce Wschodniej. Uchwała Zjazdu Dwa lata walki oceniała pogromy ludności polskiej jako przejaw walki z polskim nacjonalizmem.

O tym, że OUN stała za „Sawurem”, najlepiej świadczy fakt, że 27 sierpnia 1943 r., tuż po owej naradzie w Złotej Słobodzie, został mianowany szefem Głównego Dowództwa UPA. Będąc zagorzałym banderowcem, który podporządkował działaniom frakcji banderowskiej OUN-UPA, dbał o pozory, że nie jest ona partyjną, ale ogólnonarodową armią.

Po wkroczeniu Sowietów na Wołyń wystąpił z inicjatywą powołania Rewolucyjnej Organizacji Narodowo-Wyzwoleńczej. W jej skład mieli wejść także przedstawiciele innych narodów walczących o wolność z Sowietami. „Sawurowi” marzyło się, co zresztą już po jego śmierci znalazło odzwierciedlenie w taktyce UPA, powołanie antybolszewickiego bloku narodów. Najprawdopodobniej liczył, że na stronę UPA przejdą usługujące Niemcom oddziały własowców, Tatarów, Uzbeków czy Azerów. Złożone z nich formacje pojawiały się bowiem na Wołyniu. Nic z tego nie wyszło i UPA nadal działała pod sztandarami OUN.

Do czasu zajęcia Wołynia przez Armię Czerwoną „Kłym Sawur” z cofającymi się oddziałami UPA przebywał za linią frontu, gdzie jego oddziały kontynuowały walkę z Polakami, głównie z koncentrującą się 27. Wołyńską Dywizją Piechoty AK.

W 1944 r. „Sawur”, mając już na karku Sowietów, usiłował zawrzeć porozumienie o współpracy z Niemcami. Zachowało się pismo podpisane przez niego i „Tarasa”, czyli Dmitra Maiwśkoho, adresowane do niemieckiego dowództwa, w którym czytamy m.in.:

Jesteśmy gotowi koordynować z wami naszą bojową działalność, ale przy następujących warunkach: naczelne dowództwo Wehrmachtu powinno uzyskać od niemieckiego kierownictwa decyzję o uwolnieniu z więzienia i powrocie do ojczyzny wodza Ukraińskich Nacjonalistów OUN Stepana Bandery, a także innych politycznych więźniów. Niemcy powinni zakończyć represje przeciw ludności Ukrainy, a także zaprzestać niszczyć jej majątek. (…) Niemcy nie będą też utrudniać i mieszać się w sprawy mobilizacji mężczyzn do UPA na zachodnioukraińskich ziemiach. Niemieckie wojsko powinno też przekazać UPA określoną ilość broni i amunicji (10 tys. taśm do karabinów maszynowych, 250 tys. sztuk nabojów, 200 sztuk szybkostrzelnej broni, 20 armat polowych, 30 moździerzy, 10 armat przeciwlotniczych, 10 tys. granatów itd.)

Umowa ta została dostarczona przez „Kłyma Sawura” oficerom wywiadu z Abwehrkomendy grupy armii „Północna Ukraina”, którzy przekazali ją dalej. Nie przyniosła ona jednak większego efektu. Być może apetyt Klaczkiwskiego był zbyt duży. Nie jest też wykluczone, że Niemcy nie potrzebowali już ukraińskich sojuszników.

Gdy na Wołyniu zaczęli „gospodarzyć” Sowieci, dni „Sawura” były policzone. Innych jego hersztów uczestniczących w wołyńskim ludobójstwie Polaków też.

Natychmiast po wkroczeniu na Wołyń Sowietów w Równem i innych miastach zainstalowały się również organy bezpieczeństwa, które przystąpiły do zwalczania UPA. Przeciwko „Kłymowi Sawurowi” założyły sprawę o kryptonimie „Szczur”. Wiedziały już, kogo ścigają. Zagraniczna ekspozytura razwiedki, penetrująca zagraniczne środowiska OUN, zdołała ustalić jego dane osobowe.

(…)

Jakie były dalsze losy kata z UPA? Cały historia „Kłyma Sawura” w książce „Kaci Wołynia”!

Czytaj także

 46
  • arek15 IP
    A teraz 1,5 mln ukrów jest w Polsce , jako koń trojański . Będzie drugi Wołyń? Oni nigdy nie byli nam przyjaźni , a my naiwni jeszcze ich finansujemy .... tacy głupi i naiwni jesteśmy
    Dodaj odpowiedź 13 2
      Odpowiedzi: 1
    • Cinek IP
      Myślałem że to Wladimir Wladimirowicz Putin
      Dodaj odpowiedź 5 5
        Odpowiedzi: 0
      • Nikoś Dyzma IP
        Więc- k u r w y do wora a worem o mur !! 😕 !
        Dodaj odpowiedź 8 0
          Odpowiedzi: 0
        • ;dhgthdth IP
          tam gdzie policjanci przekraczają swoje uprawnienia powstaje mafia, jako swoiste stowarzyszenie obrony przed policją - a w przypadku działań na terenach wojennych dochodzi do zamierzonego ludobójstwa jako szeroka wendetta
          Dodaj odpowiedź 10 1
            Odpowiedzi: 0
          • IRON MAN IP
            No i Banderowcy osiągnęli swój cel, ale przy pomocy swojego największego wroga Stalina...

            Tylko to jest smutne że Wolna Polska po 1989 miał centralnie w d...ściganie zbrodniarzy którzy do dziś mieszkali spokojnie w Polsce...
            "iększość katów z Wołynia nie została nigdy ukarana. Wielu w spokoju dożyło późnej starości. Pierwszy szef zbrodniczej bezpieki OUN Mykoła Łebed´ pracował w strukturach amerykańskiego wywiadu jako specjalistą do spraw Europy Wschodniej. Szkolił pracowników CIA i wysyłał agentów na tereny Europy Wschodniej. Prowadził w Nowym Jorku placówkę kultury ukraińskiej, która w rzeczywistości była instytucją finansowaną przez CIA. Co roku rząd Stanów Zjednoczonych przekazywał miliony dolarów na tę placówkę. Instytucja zajmowała się analizowaniem prasy w całym obozie socjalistycznym i przygotowywaniem ekspertyz..."

            Warto przeczytać: "NASZ WYWIAD. Autor książki o Wołyniu: Środowiska ukraińskie w Polsce otwarcie dążą do narzucenia swojej narracji ws. ludobójstw"

            "Walki z UPA toczyły się również na obecnym terytorium Polski, na tzw. Zakerzoniu, chociaż jest to nazwa nieprecyzyjna. Jeszcze w czasie II wojny światowej Ukraińcy dążyli do eksterminacji Polaków na terenach Chełmszczyzny w pojęciu szerokim, a w węższym na Zamojszczyźnie. AK w odróżnieniu od Wołynia była na tych terenach bardzo silna i stanęła na wysokości zadania. Utworzyła front o długości 150 kilometrów i nie przepuściła oddziałów UPA, które szły z Małopolski Wschodniej na Lubelszczyznę, żeby mordować Polaków. Doszło do zażartych walk. Banderowcy na miejscach tych bitew czy w miejscach, gdzie po zakończeniu wojny władze bezpieczeństwa dopadały dowódców UPA postawili pomniki, np. w Lasach Monastyrskich, gdzie zginął jeden z hersztów UPA. Ukraińcy usiłują takie pomniki stawiać w Bieszczadach. Starają się z żołnierzy Wojska Polskiego, którzy walczyli z UPA zrobić morderców, bo np. zniszczyli szpital umieszczony w bunkrze. Ale co żołnierze mieli zrobić? Bunkier był zapleczem medycznym UPA w Bieszczadach. Kiedy wojsko otoczyło bunkier, kazali wszystkim wychodzić, odpowiedziano im ogniem. Też musieli strzelać. Po całonocnych walkach wojsko wysadziło bunkier w powietrze. A teraz w tym miejscu, Ukraińcy chcą stawiać pomnik. O walkach o ten bunkier pisał Poticzny w Stanach Zjednoczonych, były funkcjonariusz bezpieki UPA. Ta zbrodnicza jednostka przesłuchiwała schwytanych żołnierzy, a później mordowała ich w okrutny sposób. Wbijano im kołki w oczy, przywiązywano do nagiętych sosen, które jak się prostowały rozrywały człowieka czy rozszarpywano końmi. Takie przypadki miały miejsce nie tylko na Wołyniu, ale i w Polsce. Dlatego trzeba pisać o ukraińskich katach. Pamięć o nich nie może zginąć"
            Dodaj odpowiedź 40 3
              Odpowiedzi: 0