II wojna światowaSzyfry z jeziora Schliersee. Jak wyławiano tajemnice III Rzeszy

Szyfry z jeziora Schliersee. Jak wyławiano tajemnice III Rzeszy

Dodano

10 sierpnia nad jeziorem Schliersee pojawili się przedstawiciele wojsk inżynieryjnych. Przeprowadzili wstępne oględziny. Niemiecka mapa okazała się bardzo precyzyjna. Najgłębsze miejsce miało około 40 metrów, a rejon, na którym w sposób szczególny skupiało się zainteresowanie poszukiwaczy, rozciągał się na głębokościach od sześciu do 18 metrów. W poniedziałek 13 sierpnia 1945 r. ostatecznej oceny tej części akwenu dokonał komandor Tyler ze specjalnej jednostki nurków amerykańskich, na co dzień stacjonującej we francuskim porcie Le Havre. Zbadał ponownie głębokość, rodzaj dna oraz temperaturę wody. Uznał, że pomimo wcześniejszych obaw praca w tym akwenie nie będzie należeć do trudnych. Dzięki tej ocenie data rozpoczęcia profesjonalnych poszukiwań podwodnych przybliżyła się w sposób znaczący. Dla dodatkowej ekipy, która miała przybyć nad Schliersee zarezerwowano pokoje w pensjonacie Fremdenheim Florelle. Wyżywienie mieli zapewnione w kantynie bazy „A” baterii przeciwlotniczej.

W niedzielę 26 sierpnia 1945 r. do Freudenberg nad jeziorem Schliersee dotarła czteroosobowa ekipa z 86. jednostki saperskiej ciężkich pontonów. I w tym przypadku nie zabrakło wątku polskiego. Albowiem oprócz panów Rizzo, Wykoff i Tuten na miejsce akcji przybył również sierżant Walczak. Przyjechali ciężarówkami załadowanymi pontonami. Potrzeba było pomocy 40 żołnierzy z baterii „A” oraz dźwigu, aby sprzęt znalazł się na wodzie. Z trzech sczepionych pontonów utworzono tratwę, do której zamocowano silniki. 5 września saperzy opuścili rejon poszukiwań.

W niedzielę 2 września nad jezioro dotarło dwóch żołnierzy z 1051. grupy konstrukcyjnej i naprawczej. Mieli ze sobą specjalistyczny sprzęt do nurkowania. Wydawało się, że wszystko, czego potrzebowali do przystąpienia do pracy, już zgromadzili. Jednak na miejscu por. Leland oraz sierżant Daves dokonali kolejnych oględzin rejonu prac i zgromadzonego dotąd sprzętu, dochodząc do wniosku, że potrzebnych im będzie jeszcze kilka dodatkowych urządzeń. Problemy wydawały się rodzić na kamieniu. Ostatecznie w niedzielę 9 września pojawiła się ostatnia ekipa z całym brakującym i niezbędnym sprzętem. Mogli wreszcie przystąpić do prac podwodnych. Obydwaj nurkowie, sierżanci Daves i Sonnengren, posiadali duże doświadczenie w tego typu przedsięwzięciach, zarówno w pracach podwodnych prowadzonych w cywilu, jak i w wojsku.

28 skrzyń na brzegu

Poniedziałek 10 września był dniem przygotowań sprzętu, który starannie umieszczony został na tratwie. We wtorek miało miejsce pierwsze zanurzenie. Tratwa była zacumowana w odległości około 30 metrów od cypla półwyspu Freudenberg. Akwen między brzegiem a tratwą był płytki. Nie przekraczał jednego metra głębokości. Za to po drugiej stronie tratwy znajdował się gwałtowny uskok i głębokość oscylowała między 13 a 17 metrami. Jak już to stwierdził wcześniej niemiecki nurek, warunki do prowadzenia prac podwodnych były trudne, gdyż badacze musieli brodzić na dnie w mule sięgającym kolan. Unoszący się w wodzie muł bardzo ograniczał widoczność. Niemniej natrafiali na kolejne podwodne znaleziska. Większość z odnalezionych skrzyń przykryta była niemal całkowicie mułem. Ostatecznie pomimo tych trudności wydobyto najpierw na tratwę, a z niej łodzią na brzeg 28 skrzyń. Na tratwę skrzynie wciągano przy pomocy ręcznie operowanego niewielkiego dźwigu. Po dotarciu na brzeg podwodne „skarby” bez najmniejszej zwłoki przewożono dwuipółtonowymi ciężarówkami do Camp Goulette, miejsca stacjonowania batalionu wywiadu technicznego.

Od tego momentu całość znaleziska przechowywano w pilnie strzeżonym sejfie. Wstępne sprawdzenie wykazało, że wszystkie skrzynie były wypełnione dokumentacją należącą wcześniej do OKW/Chi. Według opinii nurków Niemcy najprawdopodobniej w wielkim pośpiechu zrzucali z łodzi do wody ten cenny ładunek. Wskazywał na to fakt, że wiele skrzyń nosiło wyraźne ślady pęknięć. Na pewno nie były już wodoszczelne. Aby chronić zawartość, natychmiast zdecydowano się zbudować pięć sztuk nowych zasobników o znacznie większych wymiarach. Posłużono się jeńcami wojennymi z pobliskiego obozu. Więźniowie wywiązali się ze swojej roboty nienagannie. W pięciu nowych opakowaniach znalazło się miejsce dla dokumentacji stłoczonej dotychczas w 17 mniej lub bardziej rozpadających się skrzyniach.

Po upewnieniu się, że dno jeziora w okolicy pierwszego miejsca cumowania tratwy zostało opróżnione z wartościowych znalezisk, przesunięto ją w rejon urwiska skalnego. Z dna jeziora w nowym miejscu wyciągnięto kolejnych siedem skrzyń. Po szybkim przejrzeniu ich zawartości stwierdzono, że zawierają dokumenty oraz sprzęt należący do położonej w niedalekiej odległości od Schliersee szkoły artylerii formacji SS. Ponieważ w tym miejscu dno nie było aż tak muliste, jak to miało miejsce w części akwenu przy półwyspie Freudenberg, nurkowie z łatwością zauważyli obecność dużych ilości bezładnie rozrzuconych pocisków artyleryjskich oraz moździerzowych.

Czytaj także:
Lwowska noc szaleńców. Kulisy mordu SS na polskich profesorach

Po ponownym, zdecydowanie bardziej precyzyjnym, wręcz skrupulatnym przejrzeniu w sejfie na terenie bazy Camp Goulette zawartości wszystkich skrzyń znaleziono w dwóch z nich generatory. Uznano te urządzenia za całkowicie niepotrzebne i podjęto decyzję o ich zniszczeniu. Ostatecznie więc po przeniesieniu zawartości 17 rozpadających się skrzyń do pięciu nowych opakowań oraz po zlikwidowaniu dwóch pojemników wypełnionych generatorami do transportu do Londynu gotowych było w sumie 21 jednostek. Spieszono się bardzo, gdyż słane codziennie instrukcje z Londynu ponaglały, aby całość dotarła na miejsce tak szybko, jak tylko to było możliwe. Ponieważ spora ilość dokumentacji była mokra, obawiano się, że w przypadku opóźnień może nastąpić utrata pewnej części z niej. Centrala w Londynie uznała także, że względy bezpieczeństwa i brak należytego wyposażenia do suszenia dokumentacji nie pozwalały na podjęcie prób jej ratowania w bezpośrednim rejonie wydobycia.

Do transportu całość podzielono na dwie części. W niedzielę 16 września pierwszy ładunek składający się z pięciu nowych, wielkogabarytowych skrzyń oraz siedmiu starych i mniejszych został wysłany ciężarówką do bazy w Rüsselsheim, mieście położonym między Frankfurtem nad Menem a Moguncją. Dzisiaj miasto to najbardziej znane jest z wielkich zakładów produkujących samochody marki Opel. Cztery dni później, 20 września, o godz. 17.30 na ten sam adres transportem kołowym dotarło dziewięć pozostałych skrzyń.

Lot do Londynu

W nowej bazie por. Fehl dokonał ponownego otwarcia każdej ze skrzyń i raz jeszcze systematycznie przejrzał ich zawartość. Odrzucił z dalszego transportu dwie skrzynie pochodzące ze szkoły artylerii SS. Zawierały jedynie kamienie i przekroje rozmaitych pocisków. Tego typu zawartość uznał za niewartą transportu do Anglii. Kolejnym etapem było zważenie pozostałych 19 skrzyń. Okazało się, że ważą – wraz z dołożonymi dwoma workami pocztowymi z innymi ważnymi dokumentami – 8162 funty, a więc około 4 tys. kg. Dowództwo leżącej w pobliżu bazy lotniczej, tzw. Eschborn Airfield „Y-74” zapewniło, że podstawi dwa samoloty transportowe C-47 Skytrain, które z łatwością przerzucą całość na lotnisko Biggin Hill leżące około 18 km na południowy wschód od centrum Londynu. Samoloty z cennym znaleziskiem z jeziora Schliersee wystartowały w samo południe w piątek 5 października 1945 r. Wskutek złej pogody w Londynie zmuszone były jednak do międzylądowania na lotnisku Poix we Francji. Tuż przed godz. 16 załogi otrzymały sygnał, że lotnisko w Anglii zostało ponownie otwarte. Start nastąpił po kilku minutach. O godz. 17.15 obydwa samoloty transportowe bezpiecznie wylądowały w bazie Biggin Hill. Pod dowództwem por. Fehla całość ładunku została ciężarówkami dostarczona do ostatecznego miejsca przeznaczenia.

Czytaj także:
Obłąkany plan Hitlera: Porwać papieża!

W międzyczasie do aliantów dotarły informacje o kolejnym alpejskim jeziorze, na którego powierzchni rzekomo miały pływać dokumenty niemieckie. Chodziło tym razem o bawarskie jezioro Chiemsee mające powierzchnię 79,9 km kw. i leżące w okolicach miasta Rosenheim. Pomimo natychmiast podjętej akcji poszukiwawczej aliancka grupa nie odnalazła jakichkolwiek śladów mogących potwierdzić tę informację.

Na koniec moja prywatna dygresja. Otóż mam też swoje wspomnienia związane z jeziorem Schliersee. W trakcie kręcenia przez telewizję TVN serialu filmowego „Szpieg” właśnie nad tym jeziorem miałem okazję spotkania się po dwudziestu kilku latach od czasu wymiany na moście Glienicke, łączącym Poczdam z Berlinem, z adwokatem Wolfgangiem Voglem i jego małżonką, Helgą. Pan mecenas Vogel był tym, który prowadził bezpośrednie negocjacje w sprawie mojej wymiany. Bez jego talentu, inwencji, znajomości zagadnień związanych z wymianami oficerów wywiadu, upartości i nieustępliwości w trakcie ponaddwuletnich negocjacji prowadzonych w bardzo ówcześnie niekorzystnej konstelacji politycznej nie cieszyłbym się wolnością „już” po czterech latach.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2014
Artykuł został opublikowany w 8/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0