II wojna światowaOperacja „Catapult”. Jak Brytyjczycy zaatakowali Francuzów w 1940 roku

Operacja „Catapult”. Jak Brytyjczycy zaatakowali Francuzów w 1940 roku

Dodano 3

Brytyjskie propozycje przewidywały następujące ewentualności: kontynuowanie walki przeciwko Niemcom i Włochom, internowanie okrętów w brytyjskich portach, internowanie okrętów w karaibskich posiadłościach Francji. Jeśliby żaden z warunków nie został spełniony, adm. Somerville miał zawiadomić: „Muszę z głębokim żalem żądać zatopienia Pańskich okrętów w ciągu 6 godzin, a jeśli powyższe nie nastąpi, mam rozkazy rządu Jego Królewskiej Mości użyć każdej siły, jaka będzie konieczna, w celu zapobieżenia wpadnięcia Pańskich okrętów w ręce niemieckie lub włoskie”.

Do porozumienia wcale jednak nie było daleko, gdyż Francuzi, za wiedzą adm. Darlana, rozpatrywali przejście okrętów na Karaiby. Niestety, sytuację zaognił fakt przechwycenia przez Brytyjczyków francuskiego rozkazu nakazującego wszystkim francuskim okrętom płynięcie do Mers el-Kébir i poddanie się rozkazom adm. Gensoula. Uznali to za kroki wojenne i – nie przedłużając negocjacji – wydali rozkaz otwarcia ognia. (Paradoksalnie jednak to Francuzi – kilka minut wcześniej – rozpoczęli działania bojowe, zestrzeliwując jeden z brytyjskich bombowców, szykujący się do zaminowania portu).

W Mers el-Kébir Brytyjczycy zabili 1297 francuskich marynarzy i ranili 350, a nie był to bynajmniej koniec konfliktu. Kolejnego dnia brytyjski okręt podwodny zatopił francuskie awizo, a 5 lipca postanowiono dobić pancernik „Dunkerque”. Atak torpedowy był bardzo skuteczny, bowiem zdetonowano bomby głębinowe na barce stojącej u burty pancernika, co przypieczętowało jego los.

W lipcu 1940 r. z Marine Nationale zostały jedynie resztki. Dysponowano jedynie jednym pancernikiem – „Strasbourg”. Uszkodzony „Provence” powrócił do służby na początku 1941 r., „Dunkerque” natomiast – już nigdy. „Richelieu” i „Jean Bart” pełniły służbę jako pływające baterie. Z siedmiu ciężkich krążowników ostały się jedynie cztery, a z 12 lekkich – jedynie trzy.

Dekompozycja mocarstwa

Nie były to jedyne ciosy, które spadły na Francję po czerwcu 1940 r. Niemal wszystkie mocarstwa – a i państwa aspirujące do tej rangi – postanowiły wykorzystać jej słabość. Pierwsi byli Japończycy, którzy rozpoczęli negocjacje z administracją Indochin Francuskich i narzucili swoją wolę: armia cesarska mogła korzystać z baz w północnym Wietnamie, a cesarska marynarka – z portów indochińskich. Dla podkreślenia swojej przewagi 23 września 1940 r. japońska 5. Dywizja Piechoty zbrojnie przekroczyła granicę i zaatakowała francuskie posterunki, wycofując się dopiero po dwóch dniach.

W tym czasie trwał jeszcze jeden konflikt w Azji. Syjam, który nigdy nie został europejską kolonią, w latach 30. XX w. wysuwał roszczenia wobec Francji. Paryżowi nie zależało na utrzymywaniu biednych, górzystych posiadłości i podjął rokowania z Bangkokiem w celu przekazania wschodnich prowincji Kambodży i Laosu. Syjam pragnął jednak odzyskać oba kraje w całości i gdy w czerwcu 1940 r. Francja doznała porażek w Europie, zaczął szykować się do wojny.

Trwała ona kilka tygodni na przełomie lat 1940 i 1941. Jesienią rozpoczęły się zbrojne napaści na francuskie posterunki graniczne. Następnie lotnicy syjamscy bombardowali miasta Indochin w ciągu dnia, a lotnicy francuscy wykonywali nocne uderzenia odwetowe. Syjamska ofensywa lądowa ruszyła wraz z nowym, 1941 r. Najważniejszą jednak bitwę stoczono na morzu. 17 stycznia doszło do pogromu floty syjamskiej w bitwie nieopodal wyspy Ko Chang, gdzie słaby zespół francuskich okrętów dowodzony przez kmdr. Régisa Bérengera napotkał dużo silniejszego nieprzyjaciela, ale zdołał zatopić wszystkie jego okręty. W tej sytuacji Japończycy narzucili obu stronom pokój: Syjamczycy nie odzyskali całego Laosu i Kambodży, uzyskali jednak prowincje zamieszkałe przez ludność syjamską – niemal jedna trzecia terenu Kambodży (po 1945 r. prowincje te wróciły zresztą pod kontrolę Francji.)

Doszło również do wojny... francusko-francuskiej. W czerwcu 1940 r. u boku Brytyjczyków stanął bowiem gen. Charles de Gaulle, który postanowił kontynuować czynną walkę przeciwko Niemcom. We wrześniu 1940 r. udało mu się namówić Winstona Churchilla do wspólnej akcji przeciwko Dakarowi w Afryce Zachodniej. Zamiast łatwego zwycięstwa Brytyjczyków i zwolenników de Gaulle’a czekała upokarzająca porażka: Royal Navy została odpędzona ogniem artylerii nabrzeżnej i nielicznych francuskich okrętów. Straty powetowano sobie kilka tygodni później, gdy gaulliści wspólnie z Brytyjczykami zajęli Francuską Afrykę Środkową.

Francuzi nie pozostawali bezczynni. Kilkakrotnie bombardowali Gibraltar. 25 września przeprowadzili z kolei atak, w którym wzięły udział 83 samoloty. Na brytyjską bazę spadło blisko 100 ton bomb i były to rekordowe naloty: zarówno największy nalot przeprowadzony na Gibraltar, jak i największy nalot bombowy przeprowadzony przez Francuzów.

Rozbiór francuskiego imperium kolonialnego trwał w najlepsze. Wiosną 1941 r. Brytyjczycy zaatakowali Syrię i Liban, a w maju 1942 r. – Madagaskar. Za każdym razem wojska francuskie ulegały przewadze Brytyjczyków, ale broniły się wytrwale i umiejętnie, zadając agresorom krwawe straty. W kampanii syryjsko-libańskiej zginęło około 1000 żołnierzy francuskich i blisko 1,5 tys. alianckich. Generał Charles de Gaulle doznał przy tym prestiżowej porażki: jeńcy francuscy mogli wybrać pomiędzy powrotem do ojczyzny a dołączeniem do gaullistów. Spośród 37 736 jeńców do domów nie chciało wracać jedynie 5668. Ponad połowę z tych, którzy chcieli walczyć za Wolną Francję de Gaulle’a stanowili... Niemcy i Rosjanie – żołnierze Legii Cudzoziemskiej.

Nowy początek

Najważniejszy etap wojny aliantów przeciwko Francji rozpoczął się 8 listopada 1942 r., gdy Amerykanie i Brytyjczycy zaatakowali Francuzów w Afryce Północnej. Okazało się jednak, że składające się z niemal samych rekrutów siły desantowe nie pokonają łatwo weteranów z Armii Francuskiej. W dodatku – z powodu błędów wywiadu amerykańskiego – administracja Vichy wiedziała o celach operacji „Torch”. W chwili desantu w Algierze „przypadkowo” znajdował się adm. Darlan, który błyskawicznie podpisał zawieszenie broni, a ćwierćmilionowe siły francuskie stały się prawdziwym – choć anonimowym – twórcą sukcesu alianckiego w Afryce Północnej. Wojska francuskie walczyły dzielnie również w bitwie pod Monte Cassino. Niestety, nie dożył tego adm. Darlan, zamordowany przez „nieznanych sprawców” w Wigilię 1942 r., a oddziały mu podlegające zostały podporządkowane de Gaulle’owi i to właśnie on stał się symbolem francuskiego zwycięstwa podczas II wojny światowej.

Czytaj także:
Polak, który rządził sowiecką flotą. Dlaczego wymazano go z historii?

Z dzisiejszej perspektywy krwawa wojna pomiędzy Francuzami i aliantami – zginęło w niej ponad 5 tys. francuskich żołnierzy, czyli tylu, ilu żołnierzy belgijskich i holenderskich podczas całej wojny światowej – była zupełnie niepotrzebna. Niemcy nie zamierzali ani przejmować francuskiej floty, ani wymagać daleko idącej współpracy wojskowej. W 1940 r. w Berlinie przewidywano szybki koniec wojny, więc nie chciano się dzielić sukcesami z niedawnym wrogiem. Także Włosi nie życzyli sobie wzrostu znaczenia pokonanej Francji. Ani Włosi, ani Niemcy nie mieli zresztą wystarczających sił do obsadzenia francuskiej floty, a tym bardziej środków na jej utrzymanie. Z kolei adm. Darlan wydał rozkaz, żeby żadnego z okrętów nie poddawać Niemcom czy Włochom.

Z konfliktu brytyjsko-francuskiego najbardziej zadowoleni byli oczywiście Niemcy. Kilka tysięcy ofiar pogrzebało szanse porozumienia pomiędzy Londynem a Vichy. Poza tym został rozwiązany problem francuskiej floty – i to cudzymi rękami. Berlin i Rzym cofnęły nawet nakaz rozbrojenia francuskich okrętów. Starały się też wyzyskać zdradziecki – było nie było – atak Brytyjczyków w propagandzie, miało to jednak ograniczony skutek. Wprost przeciwnie: zdecydowane działanie Royal Navy wywarło wrażenie wśród społeczeństwa brytyjskiego, a przede wszystkim amerykańskiego, świadcząc o determinacji Wielkiej Brytanii, i było najwyraźniejszą deklaracją kontynuowania wojny przeciw Niemcom (i uzyskania kredytów ze Stanów Zjednoczonych).

Krwawy atak Brytyjczyków na francuskie okręty miał jeszcze jeden skutek, bowiem „nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”... Sąsiedzi z obu stron kanału La Manche przez całe stulecia czuli do siebie wrogość, załagodzoną niedawno wspólną walką w czasie I wojny światowej. W 1940 r. nienawiść odrodziła się, a niechęć trwała wiele lat.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 10/2013
Artykuł został opublikowany w 10/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Duch Darlana IP
    Darlan "błyskawicznie podpisał zawieszenie broni"? Trzy dni się tłukli z aliantami. No i ci "nieznani sprawcy" morderstwa admirała wcale nie byli tacy nieznani. To historyczny elementarz, nie odrobiłeś lekcji, autorze
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0
    • www.panie.online IP
      ❤️Wszystkie anonsy z Polski w jednym miejscu ❤️
      Napalone, spragnione, samotne dziewczyny czekają na Ciebie
      www.panie.online
      Dodaj odpowiedź 1 4
        Odpowiedzi: 0
      • Bronka IP
        Gryzipiórku, statki to są handlowe, a okręty są wojenne.
        Drobna różnica, a zdradza głąba. 😀😋
        Dodaj odpowiedź 7 2
          Odpowiedzi: 0