II wojna światowaKomandos Hitlera w Mossadzie. Jak esesman ochronił Izrael przed rakietami

Komandos Hitlera w Mossadzie. Jak esesman ochronił Izrael przed rakietami

Dodano 7

W Egipcie został dyrektorem technicznym Compagnie des Engines à Réaction pour Vol Accéleré (CERVA). Była to spółka francusko-egipska. Z Egiptu w 1957 r. przeniósł się do Włoch, gdzie do 1962 r. zatrudniony został w charakterze konsultanta w grupie firm (m.in. SISPRE i Bombrini Parodi-Delfino) pracujących nad budową rakiet przeciwlotniczych typu Nike-Hercules. Pomimo sukcesów zawodowych przez wiele lat miał kłopoty najpierw z organizacją Gehlena, a potem z BND. Chodziło o jego rodzinę. Teściowa, Edith Stippenberger, i szwagier, Emmanuel S., byli komunistami. Teściowa rzekomo podjęła się kilku misji wywiadowczych zleconych przez wschodnioniemiecką partię socjalistyczną (SED). Do tułaczki po firmach i krajach został zmuszony przez politykę resortu obrony RFN, który systematycznie odmawiał mu zgody na zatrudnienie w przedsiębiorstwach niemieckich, tłumacząc swoją decyzję brakiem zaufania niezbędnego przy kierowaniu wysoce poufnymi projektami. Dopiero w 1962 r. wrócił do kraju urodzenia i został dyrektorem oddziału technik kosmicznych w konsorcjum firm Messerschmitt-Boelkow-Blohm z siedzibą w Monachium. W 1971 r., z powodów zdrowotnych, odszedł na emeryturę. W latach 70. dr Winkler doczekał się wielkiego uznania. W 1970 r. jeden z kraterów na Księżycu nazwany został jego nazwiskiem, a w 1976 r. znalazł się wśród największych tuzów techniki rakietowej prezentowanych w International Space Hall of Fame w Alamogordo w stanie Nowy Meksyk.

Za najbardziej wpływową postać w środowisku niemieckim w Egipcie uważano dr. Wilhelma Vossa, który będąc szefem głównej grupy doradców technicznych w egipskim ministerstwie wojny i marynarki, był jednocześnie ważnym kontaktem organizacji Gehlena. Urodzony 1 lipca 1896 r. w Rostocku, był członkiem Stahlhelmu, a następnie SS. W 1942 r. osiągnął rangę Standartenführera. W latach 1939–1945 z nominacji Göringa zarządzał zakładami Skoda oraz Bruenner Waffenwerke. 24 kwietnia 1946 r. z własnej woli zgłosił się w dowództwie Counter Intelligence Corps w Bawarii. Oświadczył, że ma do przekazania bardzo wartościowe informacje o niemieckich pracach zmierzających do zbudowania bomby atomowej oraz torpedy sterowanej radarem. Według jego zeznań tymi wysoce utajnionymi pracami kierował prof. Kammerer wraz ze swoim zastępcą, Erichem Puruckerem. Ten ostatni zebrał wszystkie papiery dotyczące prac nad bombą atomową i 10 maja 1945 r. razem z Vossem wyruszyli z Schimelitz w Bohemii w kierunku, jak się im wydawało, pozycji amerykańskich wojsk. Zanim dotarli do zaplanowanego celu, wraz z całym tajnym ładunkiem złapani zostali przez Rosjan. Natychmiast ich rozdzielono.

Voss do 1946 r. był przetrzymywany w obozie Modran w rejonie Pragi. Po pewnym czasie bez jakichkolwiek wyjaśnień zezwolono mu na wyjazd do Berlina, skąd dotarł do Monachium. W 1950 r. wyjechał do Egiptu. Dla okrasy od razu dodam, że w Egipcie jego osobistym sekretarzem był bliski współpracownik Himmlera - Standartenführer SS Josef Tiefenbacher mający za sobą bujną karierę w Abwehrze i SD oraz pełnienie funkcji szambelana od ceremoniałów w kancelarii Hitlera. Tiefenbacher był jednym z pierwszych członków NSDAP (nr legitymacji poniżej 20). Po wojnie skazany na dożywocie. Z bliżej nieznanych powodów mury więzienia opuścił już w 1951 r., a sześć miesięcy później wyjechał do Egiptu. W trakcie pracy w kancelarii Hitlera nawiązał doskonałe relacje z wielkim muftim Jerozolimy, Al-Hadżdżem Muhammadem Aminem al-Husajnim, który pewną część II wojny spędził na terenie Niemiec, a po jej zakończeniu żył na wygnaniu w Egipcie, co dawało panom okazję do częstych spotkań. W gabinecie Tiefenbachera wisiała jego fotografia z Hitlerem i muftim. W Kairze Tiefenbacher oraz Voss często spędzali wieczory, pracując na terenie niemieckiej ambasady. Wśród urzędników rządowych Niemiec i Egiptu uchodzili za zdecydowanie bardziej wpływowych niż ówczesny niemiecki ambasador Pawelke. W 1954 r., po odkryciu dowodów wskazujących na prowadzenie działalności wywiadowczej, Tiefenbacher zmuszony został do wyjazdu z Egiptu.

Do grupy bliskich współpracowników Vossa należał także płk Ferchl, były oficer sztabu generalnego, który – o dziwo – zwolniony został z obozu jenieckiego w Rosji już w roku 1950. Był to, według oświadczenia niemieckiego ambasadora, jedyny przypadek tak wczesnego zwolnienia przez Rosjan oficera SG. Zaraz po uwolnieniu Ferchl pojawił się w Egipcie. Jak ustaliły służby egipskie, pozostawał tam w kontakcie z dwiema Rosjankami. Jedna z nich, mężatka, mieszkała w Port Saidzie, a druga w Kairze. Pytania o kierunek jego lojalności nasuwały się same.

Mossad w akcji

Izraelski wywiad, po sprawnym zgromadzeniu ogromnej ilości informacji, bezzwłocznie podjął stanowcze działania. Czas miał ogromne znaczenie. Rozpoczęto od zastraszania naukowców i ich rodzin. Wysyłano anonimowe listy wypełnione autentycznymi, najczęściej nie bardzo godnymi chwały, informacjami wyjętymi z ich życiorysów, a w niektórych przypadkach groźbami pozbawienia życia. Inną metodą agentów izraelskich było dobijanie się w środku nocy do drzwi domów zajmowanych przez naukowców i zastraszanie na wpół śpiących domowników nieuchronnością brutalnej napaści w przypadku nieopuszczenia w trybie natychmiastowym terytorium Egiptu. Kolejnym etapem kampanii nacisków były przecieki prasowe na temat prac naukowców niemieckich mających na celu wsparcie armii egipskiej w realizacji planów likwidacji państwa Izraela i jego mieszkańców. Kampanię tę zarzucono krótko po rozpoczęciu, bo publikowane w prasie światowej artykuły bardziej wystraszyły obywateli państwa żydowskiego, niż poruszyły sumienia opinii światowej.

W zamian przyspieszono zaplanowane wcześniej próby fizycznej likwidacji wiodących specjalistów pracujących w Heliopolis drogą słania listów wyposażonych w specjalnie opracowane w tym celu ładunki wybuchowe. System najpierw przetestowano na zastępcy Adolfa Eichmanna - Aloisie Brunnerze, który ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem w Damaszku, gdzie uczył oficerów tajnych służb tego państwa technik przesłuchań i tortur. W wyniku eksplozji stracił oko i miał mocno pokiereszowaną twarz. Pierwszym celem listownego ataku na naukowców w Egipcie był dr Pilz, który w tym czasie finalizował rozwód, aby otworzyć drogę do poślubienia swojej sekretarki, Hannelore Wende. Zamiast Pilza list otworzyła kochanka. W wyniku wybuchu straciła kilka palców, jedno oko (drugie zostało poważnie uszkodzone) i kilka zębów. Egipcjanie natychmiast zareagowali, wprowadzając prześwietlanie listów adresowanych do niemieckich specjalistów i zatrudniając wybitnego specjalistę od spraw bezpieczeństwa, byłego esesmana Hermanna Adolfa Vallentina, który w trybie pilnym przeprowadził specjalistyczne szkolenia dla osób zagrożonych atakiem służb izraelskich.

Izrael podjął też próbę dyplomatycznego rozwiązania. Premier Eszkol w swoim liście do kanclerza Adenauera zażądał wycofania niemieckich specjalistów z Egiptu. Apel ten nie od razu spotkał się z oczekiwanym odzewem strony niemieckiej. Opieszałość działań polityków spowodowała, że specjaliści izraelscy doszli do wniosku, iż nie pozostało im nic innego, jak tylko rozwiązać niemiecki problem niemieckimi rękoma. Drogą do tego celu było podjęcie próby werbunku gen. Otto Skorzenego pozostającego w bliskich kontaktach z naukowcami w Egipcie. Ceną za współpracę z Izraelem miało być zagwarantowanie mu życia bez strachu. Nieodległy przykład losu Eichmanna był wystarczająco przekonującym argumentem dla ukrywających się zbrodniarzy. Do Skrzenego agenci izraelscy dotarli poprzez jego żonę, Ilse von Finckenstein. Pierwsze spotkanie odbyło się w lipcu 1964 r. w Dublinie. Kolejne szybko następowały po sobie. Zwerbowana księżna przygotowała męża na spotkanie z agentami Mossadu, które odbyło się w hotelu w Madrycie.

Rozmowę ze Skorzenym przeprowadził urodzony i wyedukowany w religijnej szkole żydowskiej w Niemczech Avraham Ahituv. Po długiej, ale owocnej rozmowie wyraził zgodę na współpracę. Postawił jednak cztery warunki: zażyczył sobie ważnego paszportu austriackiego wydanego na jego prawdziwe nazwisko, dokumentu podpisanego przez izraelskiego premiera Eszkola o odstąpieniu od ścigania, usunięcia z listy poszukiwanych zbrodniarzy przygotowanej przez Szymona Wiesenthala oraz stosownego wynagrodzenia pieniężnego. Jedynym problemem był Wiesenthal, ale ponieważ Izrael pozostawał w bardzo dobrych relacjach z jego instytutem, bez specjalnego ryzyka mógł zapewnić Skorzenego, że i ta organizacja, chociaż nie usunie go z listy poszukiwanych, to jednak zaprzestanie jego poszukiwania.

Skorzeny przystąpił do działania. Zebrał znaczą ilość informacji o pracy niemieckich naukowców w Egipcie. W kolejnym ruchu zaprosił do Madrytu byłych oficerów niemieckich w taki czy inny sposób związanych z tym projektem. W trakcie wspólnych obficie zakrapianych biesiad Skorzeny wszedł w posiadanie wszystkich brakujących informacji o zaawansowaniu projektu rakietowego. Od Vallentina dostał wykaz prywatnych adresów każdego specjalisty powiązanego z projektem. Krótko potem każdy z nich otrzymał list sugerujący bezzwłoczny powrót do domu. Nieprzystanie na tę ostatnią pokojową sugestię skutkować miało ujawnieniem oskarżeń o zbrodnie wojenne popełnione przez nich w trakcie pracy na rzecz III Rzeszy. Listy jasno wskazywały, że natychmiastowe rezygnacje z dalszych prac nad nowoczesnymi rodzajami broni dla egipskiej armii były ostatnią szansą odkupienia poprzednich i obecnych win.

Część adresatów zareagowała pozytywnie. Wahających się przekonał przedstawiciel założonej w 1948 r. w Stuttgarcie lotniczej firmy Bölkow (w 1968 r. połączyła się z koncernem Messerschmitt AG), który na życzenie Franza Josefa Straussa specjalnie w tym celu oddelegowany został do Egiptu, gdzie odbył rozmowy z wszystkimi wahającymi się naukowcami. Zaproponował im doskonale płatną pracę w Niemczech. Wizyta przyspieszyła powroty. Ostatnim Mohikaninem był dr Wolfgang Pilz, który opuścił projekt w lipcu 1965 r. Wraz z nową, ociemniałą w wyniku wybuchu listu pułapki żoną, Hannelore, osiadł ostatecznie w Kranzlhofen na terenie Austrii, gdzie zmarł w roku 1994. Rząd niemiecki przygotował odpowiedź na list premiera Eszkola, informując go, że wszyscy naukowcy niedługo powrócą. Dodatkowo rząd przygotował projekt ustawy zabraniającej specjalistom z dziedziny spraw militarnych podejmowania pracy poza granicami państwa bez stosownej zgody.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 9/2018
Artykuł został opublikowany w 9/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 7
  • Czuwać nie spać.... IP
    Jak na Mossad to bardzo humanitarna operacja. widocznie specjaliści owi zmienili pracodawcę i dlatego darowano im życie. Tacy naukowcy byli na wagę złota gdyż niemcy odskoczyli naukowo przynajmniej o 50 lat od reszty. A co nam się dostało..... N I C, dlaczego, bo nie mieliśmy Polskiego mossssadu. Ruscy cofnęli nas do poziomu XIV w..... a szkoda.
    Dodaj odpowiedź 2 0
      Odpowiedzi: 0
    • ŻYDZI Z JUDENRATÓW IP
      ŻYDZI Z JUDENRATÓW JAWNIE WSPÓŁPRACOWALI Z NIEMIECKIMI NAZISTAMI W HOLOKAUŚCIE, A ICH POTOMKOWIE CHCĄ JESZCZE NA TYM ZROBIĆ BIZNES!
      Dodaj odpowiedź 6 1
        Odpowiedzi: 0
      • vvvvvvvvvvvvvvvv IP
        Skorzeny zawłaszczył akcję odbicia Mussoliniego, pozostałe akcje np. akcja pojmania Tito czy dywersji podczas ofensywy w Ardenach były porażką, potem miał kilka pomniejszych sukcesów gdy jego jednostki w ramach akcji Werwolf przeprowadzały akcje sabotażowe na froncie wschodnim. Jedyny wielki sukces to akcja w Budapeszcie. Generalnie jednostki specjalne W-SS ni jak nie miały się do brandemburczyków Abwehry którzy działali dłużej i na większą skalę. Hitler i Himmler chcieli aby to SS przypisać całą chwałę za akcję we Włoszech
        Dodaj odpowiedź 12 1
          Odpowiedzi: 0
        • Rotor IP
          Skorzeny to oszust i papierowy tygrys. Nie był wyznaczony do akcji odbicia Mussoliniego pojawił się tam samowolnie i przeszkadzał w akcji. Jedyne co jest prawdą to to że przywiózł Mussoliniego samolotem do Berlina. Właściwie dlaczego Skorzeny jest tak znany ,chyba nie za akcję w Ardenach ,podczas której ci prawda Niemcy w mundurach USA zrobili trochę zamieszania ,ale zostali też prawie wszyscy złapani i rozstrzelani. Akcja została spalona po tym kiedy publicznie przed frontem wojska ogłoszono ze poszukują żołnierzy znających angielski i amerykański. Cała akcja została zorganizowana po amatorski a żołnierze byli za szybko szkoleni i mieli za mało czasu na dobre przygotowanie się do roli ,stąd głupie wpadki językowe po których łapano dywersantow.
          Dodaj odpowiedź 9 2
            Odpowiedzi: 1
          • czerro IP
            Jaki naród taki holokaust!
            Dodaj odpowiedź 9 1
              Odpowiedzi: 0