II wojna światowaTeofil Jurek - „polski szeregowiec Ryan”

Teofil Jurek - „polski szeregowiec Ryan”

Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego podczas pogrzebu Teofila Jurka
Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego podczas pogrzebu Teofila Jurka / Źródło: Marcin Sochoń
Dodano
Robert Kielek i Maciej Milak nie są po prostu pasjonatami historii. Ich nazwisk próżno szukać w większości artykułów prasowych dotyczących uroczystego pochówku Teofila Jurka. A to właśnie oni wraz z grupą podobnych do nich miłośników historii odnaleźli bohaterskiego strzelca i pozwolili rodzinie w godny sposób go pożegnać. Niestety, to czego świadkami byliśmy w listopadzie 2015 r. nie było naturalną konsekwencją natrafienia na szczątki żołnierza. Trzeba było przebijać głową mury urzędu konserwatora zabytków, a często i tak trudno było uwierzyć w treść otrzymanych dokumentów.

Na szczęście archeologiczne doświadczenie Adama Golańskiego pozwoliło pomóc w załatwieniu potrzebnych dokumentów, a także metodą archeologiczną dokonać ekshumacji wrześniowego herosa.

Historia „polskiego szeregowca Ryana” obiegła środowisko miłośników historii w 2015 r. Okazało się, że Teofil Jurek (po pośmiertnym awansie podporucznik) nie tylko walczył z Niemcami w 1939 r. do ostatniego naboju, ale na froncie miał także kilku braci. Stąd właśnie wzięło się porównanie do filmu „Szeregowiec Ryan”. I choć historia heroicznej śmierci polskiego żołnierza z 31. Pułku Strzelców Kaniowskich wyglądała zgoła inaczej niż filmowego bohatera, to była po prostu „nasza”, prawdziwa. Tak więc po długiej i niełatwej walce z urzędnikami, Robert Kielek i Maciej Milak, którzy odnaleźli szczątki Jurka, pomogli mu w uroczysty sposób dołączyć pozostałych żołnierzy poległych we wrześniu 1939 r.

- To Polska wraca do żołnierzy września, do tych wszystkich, którzy cierpieli i walczyli za Ojczyznę. Polska wstaje i mówi: jesteśmy, będziemy, pamiętamy o naszych obowiązkach, o tym, że nigdy żaden polski żołnierz nie będzie osamotniony i porzucony, bez względu na to, gdzie by zginął - mówił na pogrzebie minister Antoni Macierewicz.

Właśnie w tym duchu setki osób pożegnały w 2015 r. strzelca, który do końca walczył i wypełnił postawione przed nim zadania. Dla współczesnych była to lekcja historii prosto z pola bitwy, dla rodziny zaskoczenie i wielka satysfakcja, a dla ekipy programy Adama Sikorskiego „Było… nie minęło” kilka dni zdjęciowych, które pozostawiły trwały ślad w ludzkiej pamięci dzięki ogólnopolskiemu przekazowi Telewizji Polskiej. W organizacji i promocji uroczystości pogrzebowych pomogli samorządowcy z Sieradza.

W marcu 2016 r. ci sami detektywi historii pól bitewnych, wspólnie z ekipą Dariusza Szymanowskiego ze Stowarzyszenia „Wizna 1939” odnaleźli skrywany w ziemi depozyt polskiego lotnika ppor. Pawła Łuczyńskiego, który zestrzelony przez Niemców i cudem ocalony, przekazał broń wraz z mapnikiem rodzinie Popłonikowskich. Ci w obawie przed Niemcami zakopali cenne, żołnierskie przedmioty na polu we Wrzącej. Przeleżały tam blisko 80 lat, a wydobyte i odnowione trafiły do Muzeum Okręgowego w Sieradzu.

Była nawet początkowo nadzieja na odczytanie mapy, ale niestety czas zrobił swoje i delikatny papier uległ naturalnej destrukcji. W tym przypadku nad pracami archeologicznymi także czuwał Adam Golański, który pomimo trudności wierzył do końca w sukces poszukiwawczy. Niezmiennie badaniom towarzyszyła ekipa Adama Sikorskiego, który z uporem maniaka nie pozwala zapomnieć o sprawach ważnych, a wielu bezimiennym bohaterom przywraca należne im miejsce.

Przypominając te wydarzenia należy zwrócić uwagę na film Sieradzkiej TV Media „Skrywane tajemnice”, który swoją premierę miał 7 kwietnia br. Przybliża on historię ppor. Teofila Jurka i dwóch sieradzkich bohaterów, którzy go odnaleźli. Szykują się kolejne przedsięwzięcia badawcze, a nadzieja na odnalezienie zapomnianych żołnierzy wojny 1939 r. rozpala serca poszukiwaczy i daje nadzieje na kolejne lekcje żywej historii. Szczegółów i planów nie będziemy zdradzać, ale z cała pewnością poinformujemy o ich efektach. Historia Teofila Jurka pokazuje jednak, że jest o co walczyć.


Marcin Sochoń,
Stowarzyszenie "Wizna 1939"

Czytaj także

 0