II wojna światowaKocioł w „mieście Stalina”. Bitwa decydująca o losach świata

Kocioł w „mieście Stalina”. Bitwa decydująca o losach świata

Niemiecka piechota w Stalingradzie
Niemiecka piechota w Stalingradzie / Źródło: Wikimedia Commons / Bundesarchiv
Dodano
Rosjanie zebrali z pola bitwy ciała 146,3 tys. Niemców oraz 467 tys. poległych żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej. Wzięto 108 tys. jeńców, z których 102 tys. zmarło w niewoli na tyfus i inne choroby, jak również z głodu. Ostatni z żyjących dotarł do Niemiec w 1955 r.

Latem 1942 r. ważyły się losy wojny. Japończycy mimo klęski pod Midway nadal walczyli o Pacyfik. Rommel szykował uderzenie na Egipt. Na froncie wschodnim oczekiwano zmasowanego uderzenia na Moskwę, której zajęciu minionej zimy przeszkodziły najpierw deszcze, potem mrozy i wreszcie desperackie, ale nader skuteczne kontruderzenie Armii Czerwonej. Aby odmienić sytuację strategiczną na froncie wschodnim i losy całej wojny, Hitler – zamiast ponowić natarcie na Moskwę – postanowił uderzyć na południu Rosji.

W pierwszej dekadzie lipca 1942 r. Grupę Armii Południe podzielono na dwie grupy armijne: A i B. Grupa Armii A miała ruszyć do pól naftowych w Majkopie na Kaukazie i dalej – do Morza Kaspijskiego. Hitlerowi chodziło o paliwo do dalszej wojny. Zdobycie Krymu, przeprawa przez Don, zajęcie Kubania, zatknięcie sztandaru na Elbrusie wprowadziły Niemców w euforię. Jednak już jesienią ugięli się pod naporem sowieckiej kontrofensywy. Sromotnie, ale dość szczęśliwie uszli spod Kaukazu… Natomiast Grupa Armii B powinna utworzyć korytarz między Donem i Wołgą, zdobyć Stalingrad i przeciąć Sowietom strategiczny transport kolejowy oraz wołżański. Z początkowych 50 dywizji siły tej grupy wzrosły jesienią do 80 dywizji w dwóch armiach niemieckich: 6. Armii polowej pod dowództwem gen. Friedricha Paulusa oraz 4. Armii Pancernej gen. Hermanna Hotha, węgierskiej 2. Armii, 3. i 4. Armii rumuńskiej oraz 8. Armii włoskiej. Wojska sojusznicze – mniej bitne i gorzej dowodzone oraz uzbrojone od jednostek niemieckich – miały bronić skrzydeł ugrupowania. Liczba wszystkich żołnierzy, jakich Hitler wysłał w nadwołżańskie stepy, wzrosła z 270 tys. ludzi na początku działań do ponad miliona pod koniec. Liczba dział potroiła się – do ponad 10 tys., ale samolotów i czołgów przybyło niewiele w stosunku do wyjściowych stanów (wynoszących odpowiednio: 600 i 500). Natomiast siły Armii Czerwonej – mimo ponoszonych strat – wzrastały lawinowo. Z niespełna 200 tys. żołnierzy specjalnie wydzielonego Frontu Stalingradzkiego marsz. Siemiona Timoszenki – do 1,1 mln; z 2,2 tys. dział – do 15,5 tys.; z 400 czołgów – do niemal 1,5 tys.; z 300 samolotów – do ponad 1,1 tys. maszyn.

Ani kroku w tył!

850-tysięczny Stalingrad był trzecim największym miastem Związku Sowieckiego, leżącym na długości 28 km wzdłuż zachodniego brzegu Wołgi. W grudniu 1941 r., wobec blokady Leningradu i ewakuacji Moskwy, Stalingrad stał się najważniejszym ośrodkiem produkcji zbrojeniowej w całym ZSRS. Zdobycie miasta noszącego imię Stalina byłoby dla Hitlera ogromnym – nie tylko politycznym i strategicznym, lecz także osobistym – triumfem. I niebywałą klęską dla Stalina. Od prestiżu każdego z tyranów zależał los wojny, dlatego nie tylko mieszkańcy Niemiec i Rosji, lecz także ludzie na całym świecie z zapartym tchem przypatrywali się tej batalii.

28 lipca 1942 r. Stalin wydał rozkaz nr 227, znany jako „Ani kroku w tył!”, zgodnie z którym żołnierze oddziałów zaporowych NKWD używali „wszelkich dostępnych środków”, aby zaprowadzić dyscyplinę w armii, łącznie ze strzelaniem do cofających się czerwonoarmistów. Od 1 sierpnia do 15 października 1942 r. oddziały NKWD zatrzymały na tyłach 140 tys. żołnierzy, z czego około 4 tys. aresztowano, rozstrzelano 1189, do kompanii karnych skierowano około 3 tys., do batalionów karnych – prawie 200, natomiast w szeregi zawrócono 130 tys. Oddziały Frontu Stalingradzkiego i Dońskiego (20 proc. ogólnej liczby oddziałów NKWD) zatrzymały w tym czasie prawie 52 tys. żołnierzy, czyli niemal 37 proc., a rozstrzelały 711, czyli prawie 60 proc. ogólnej liczby rozstrzelanych. Świadczy to zarówno o szczególnie dramatycznej sytuacji czerwonoarmistów w Stalingradzie, jak i o bezlitosnej determinacji dowodzących tam wojskowych oraz oddziałów NKWD.

Coraz więcej czerwonoarmistów – mając do wyboru śmierć z rąk wrogów lub z rąk rodaków, obojętnie: czy przed plutonem egzekucyjnym, czy w karnej kompanii – wybierało śmierć w walce. I tak, zwłaszcza właśnie w Stalingradzie, lęk przed śmiercią przeradzał się często w niebywałe bohaterstwo. Czerwonoarmiści z humorem straceńców przyjęli złowrogi rozkaz nr 227 i nazywali wojska NKWD „drugim frontem”. Zresztą z powodu zwlekania przez aliantów z otwarciem frontu na zachodzie Europy „drugim frontem” złośliwie nazywano także amerykańskie konserwy... Generał Wasilij Czujkow – dowódca 62. Armii – oświadczył, że dla obrońców Stalingradu nie ma miejsca po drugiej stronie Wołgi, a jego armia utrzyma miasto albo w nim umrze. Bez wahania wykorzystywał oddziały zaporowe NKWD, których Front Stalingradzki miał 16, po około 200 uzbrojonych po zęby żołnierzy każdy. Ani kroku w tył! – ten rozkaz w wąziutkim, nadbrzeżnym pasie miasta, będącym w rękach Armii Czerwonej od jesieni, był szczególnie łatwy do wykonania.

Walki w ruinach

Mimo ewakuacji mieszkańców za Wołgę około 200–300 tys. z nich pozostało w Stalingradzie. Podczas jego okupacji Niemcy wywieźli na przymusowe roboty około 90 tys., 3 tys. (w większości Żydów) rozstrzelali, a po wyzwoleniu doliczono się zaledwie 7–8 tys. żywych cywilów. Czy podczas walk zginęło ich 100, czy 200 tys. – nie wiadomo. Od 23 do 30 sierpnia kilkaset bombowców Luftwaffe codziennie przez kilkanaście godzin zamieniało miasto w morze płomieni i ruin. Już pierwszego dnia zginęły 24 tys. osób.

Czytaj także:
Piekło w Festung Breslau

Czołówki 6. Armii zjawiły się na północnych przedmieściach Stalingradu 25 sierpnia. Następnie 16. Dywizja Pancerna gen. Hansa Hubego dotarła do Wołgi, odcinając północną część miasta od głównych sił. Wkrótce cała 62. Armia gen. Czujkowa, licząca 50 tys. żołnierzy, walczyła wśród ruin. Niemieckie pojazdy pancerne poruszały się z trudem i były obrzucane przez przeciwnika koktajlami Mołotowa. Czerwonoarmiści natomiast ostrzeliwali Niemców z dział ustawionych na drugim brzegu Wołgi, opierali obronę na kilku kluczowych budynkach, których żelbetonowe konstrukcje ostały się mimo wybuchów bomb, i przeprowadzali groźne kontrataki. Jak zanotował adiutant sztabu 6. Armii: „Wojska sowieckie walczyły o każdą piędź ziemi... kontratakujące oddziały Armii Czerwonej wspiera cała ludność Stalingradu, wykazując niezwykłe męstwo... Ludność po prostu chwyciła za broń... Trupy w roboczym ubraniu zastygły w siedzącej pozie nad wrakiem zniszczonego czołgu. Nigdy nic podobnego nie widzieliśmy”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2016
Artykuł został opublikowany w 2/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Więcej historii